opis techniczny brudnopis, nie ma wolności bez odpowiedzialności
Kategorie: Wszystkie | Polityka
RSS

Polityka

wtorek, 07 listopada 2017

Nowoczesna broń

Niedługo na lewym brzegu Odry pojawią się oddziały wyposażone w supernowoczesne... różańce (Rosenkranz). Aktualny prezydent USA zażądał od sojuszników zwiększenia zbrojeniowych wydatków. Jednocześnie warszawskie ministerstwo rozbrojenia udowodniło, że pomimo otwartych granic udaje się w ten sposób powstrzymać inwazję innowierców. Sprytni Niemcy skojarzyli te dwa fakty i jak to u Niemców bywa zabrali się do badań, których celem jest produkcja najskuteczniejszego różańca bojowego.

Chodzi o zwiększenie wytrzymałości sznurka ( Rosenkranzkette). Eksperymentom podlega też odstęp między paciorkami oraz opór jaki stawiają podczas przesuwania miądzy palcami. Duże znaczenie ma wielkość paciorków (Perlen). W Średniowieczu, kiedy ukształtowała się dzisiejsza forma różańca, żołnierze mieli drobniejsze dłonie... Oczywiście konieczne jest zastosowanie najnowszych materiałów, kewlar, nanotechnik, Quantenphysik  itd.

Mnóstwo problemów, które czekają na rozwiązanie. Do współpracy zaangażowano też najwybitniejszy fachowców muzułmańskich, zgodnie z zasadą. że wiedza nie śmierdzi. W końcu kolebką różańca, czy łańcuszka rachunkowego jest  właśnie Bliski Wschód, gdzie do dzisiaj ułatwia tubylcom znieść życie w warunkach zakazu picia alkoholu i przy okazji zabić nudę.   Takie i podobne informacje dochodzą do osób dobrze poinformowanych, mających dostęp do środowisk bardzo tajnych. Wiadomo, że dla służb specjalnych przewidziano zmodernizowany  starodawny pierścień różany (Rosenring). Łatwo go ukryć w specjalnej bojowej rękawiczce.

Jestem przekonany, że ministerstwo rozbrojenia po odrzuceniu helikopterów, okrętów i innych pojazdów bojowych, zgodnie zresztą z wymogami przyszłej wojny, ma w zanadrzu super tajny narodowy program modernizacji oparty o modlitwę. Głupio byłoby, żeby powtórzył się wrzesień 1939, kiedy wróg złośliwie bez uzgodnienia rzucił przeciwko znakomitym polski koniom , konie mechaniczne. Gorzej, ponieważ wtedy nasze narodowe konie, wypasione na naszym owsie, przeszły na służbę  do okupanta.

Niebezpieczeństwo jest duże, z jednej strony największe doświadczenie z łańcuszkiem modlitewnym mają muzułmanie, z drugiej strony wśród konstruktorów współczesnego różańca przeważają nazwiska "von" i to od 800 lat, a twórca aktualnego różańca nazywał się w roku 1409 Dominikus von Preussen. Na pociechę warto dodać, że facet pochodził z okolic Gdańska jak jakiś Tusk. Ale nasz narodowy papież, też dołożył do sprawy różańca przysłowiowe "trzy grosze", więc nie jesteśmy bez szans.

Co się dzieje za Bugiem trudno powiedzieć. Tam jest wszystko tak bardzo tajne, że nawet jak nasze natowskie służby coś wykryją, to trzymają to sejfach, daleko od normalnych ludzi. Wiadomo, jednak, że prawowierni używali różańce prawie od początku, czyli jeszcze przed muzułmanami i katolikami, więc odpowiednim doświadczeniem dysponują.

Niestety posiadam zbyt mało informacji, żeby pokusić sią na prognozę wyniku starcia pomiędzy różańcami niemieckim, polskim i rosyjskim. Ale sprawa jest bardzo poważna,

więc kontynuuje poważnie

Der Spiegel donosi, że znalazło się pismo urzędowe z czasów wchodzenia Niemiec do NATO (1955) z adnotacją, dowodem, że ówczesny Kanclerz je czytał.  Zresztą po przeczytaniu notatki Konrad Adenauer natychmiast udał się do Waszyngtonu. Bez wnikania w szczegóły chodzi o to, że umowa natowska nie może w żaden sposób ograniczać swobody podejmowania decyzji prezydenta USA.

Adenauer nic w Ameryce nie uzyskał. W NATO nie obowiązuje automatyczny obowiązek pomocy wojskowej w przypadku obcej agresji w stosunku do jego członków. Według Der Spiegel do dzisiaj prawnie nic się nie zmieniło. Wprawdzie politycy rzucają różne hasła brzmiące przyjemnie dla tzw. nowych członków, którzy wyszli z Układu Warszawskiego, lecz faktycznie prawnie to nic nie znaczy. W każdym przypadku decyzję muszą podjąć demokratyczne gremia zgodnie z prawem każdego państwa.

Można sobie wyobrazić, że mieszkańcy Niemiec, ciągle poniewierani przez warszawski rząd za... wszystko, z ochotą wyślą swoje dzieci i wnuki na wojnę o wolność Polaków. Warto zwrócić uwagę, że już dzisiaj około jedna trzecia wyborców niemieckich ma pochodzenie mniej lub bardziej imigranckie. Nie trudno sobie wyobrazić, że szczególnie niemieccy muzułmanie... Portugalczycy, Hiszpanie, Grecy, Turcy... nie mają najmniejszego kompleksu winy wobec Polski, chociaż wybierają posłów do Bundestagu, więc próby naciągania Niemców na cokolwiek za II Wojnę Światową mają krótkie nogi.

Konrad Adenauer już przed 62 laty problem braku automatyzmu zauważył i przyjął następującą strategię. Wymyślił, że przynajmniej wojska alianckie będą siebie bronić przed Sowietami. Jeżeli będą stacjonować na terenie Niemiec, to automatycznie obronią okolicę. Pomysł funkcjonuje do dzisiaj. Prawdopodobnie znaczną część albo nawet całość kosztów utrzymania wojsk okupacyjnych w NRF (USA, Francja i Wielka Brytania) ponosiło społeczeństwo niemieckie.  Sam uczestniczyłem w projektach na terenie baz amerykańskich, które z całą pewnością były finansowane przez niemieckiego podatnika. Zgoda na stacjonowanie broni nuklearnej. Prawdopodobnie piloci dronów bojowych walczących w Arabii, Afganistanie do pracy chodzą w Niemczech... 

Do dzisiaj wiele operacji na całym świecie jest organizowane przez amerykańskie sztaby na terenie suwerennych Niemiec. Największym lotniskowcem amerykańskim jest do dzisiaj BRD. Na jakiego pokładzie mieszkają i pracują jeszcze dzisiaj 35 000 marynarzy i żołnierzy i lotników. 

Nawet jeżeli jest się zwolennikiem dobrej zmiany, nie trudno sobie wyobrazić, że "dyplomacja" obrażania, bezsensownych zaczepek, zbytecznych oskarżeń bardziej oddala, niż przybliża bezpieczeństwo Polaków w Polsce. 

15:50, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
sobota, 04 listopada 2017

W okolicach Cloppenburg, Günzburg i Mühldorf rodzi się najwięcej dzieci w Niemczech. Demografowie obliczyli, że liczba 2,1 dziecka na kobietę przeciętnie zapewnia wymianę pokoleń bez strat i zysków. W powiecie Cloppenburg  osiągnięto wskaźnik  2,0 , a w Passau całe 1.06.


 
 Mapa pokazuje  ilość dzieci kobiet urodzonych w latach 1969 do 1972 w poszczególnych powiatach.

Wnioski

Naukowcy Martin Bujard i Melanie Scheller z Instytutu Badań nad Ludnością (BiB) dokonali analizy danych statystycznych urodzeń na poziomie powiatów i zauważyli następujące prawidłowości:

Dużo dzieci rodzi się w okolicach zdominowanych przez katolików, gdzie jednocześnie mniej kobiet osiągnęło wyższe wykształcenie.

Znaczny wpływ ma dostępność dużych mieszkań posiadających pięć, sześć i więcej pokoi.

Istotna jest nadwyżka mężczyzn nad kobietami rzędu 10, 20%.

Dobry rozwój gospodarczy i niska bezrobotność powodują wzrost urodzin. Tradycyjna struktura przemysłowa z niewielkim udziałem usług jest też przyjazna dzieciom.

Analiza pokazała, że działania polityczne zwiększające możliwości pogodzenia wychowania dzieci z wykonywaniem zawodu, spowodowały wzrost urodzeń, ale jest on nie wystarczający. Chodzi tutaj o akcje „miejsce w żłobku i przedszkolu dla każdego dziecka”, specjalne urlopy. Ciekawostką jest, że rodzice mogą w razie draki, przed sądem wyegzekwować od gminy opiekę nad
dzieckiem.

Dlatego władze komunalne stają od wielu lat na głowie, żeby zapewnić odpowiednie miejsce dla każdego dziecka urodzonego w okolicy. Oznacza to budowę nowych przedszkoli i różne adaptacje. Znam przypadek, kiedy kościół został zamieniony na przedszkole. Oczywiście przyjęcie oferty ratusza jest w zasadzie dobrowolne. Tylko w starszych grupach bywa inaczej, ponieważ traktowane są one jako przygotowanie do szkoły i szanse na wyrównanie szans życiowych dzieci z rodzin urzędowo określanych jako „oddalonych od wykształcenia”.

 Jednocześnie autorzy pracy studyjnej stwierdzają, że większość rodzin planuje dwoje dzieci, chociaż kobiety marzą o trzecim. I właśnie rachunkowo wychodzi, że w dzietnych okolicach, nie każda kobieta rodzi dwoje dzieci, ale na wynik zasadniczy wpływ
mają rodziny wielodzietne. Jako dobry przykład polityki prorodzinnej podają przykład Francji, gdzie trzecie i kolejne dzieci powodują znaczne korzyści podatkowe. Przyczynia się to do wielodzietności rodzin warstwy średniej, czyli „bliższej
wykszałceniu i rozumu”.

Metoda

badań jest naukowa. Oznacza to, że każdy może podstawę i metodę sprawdzić, cały tok rozumowania i obliczeń powtórzyć. Istnieje oczywiście możliwość wykrycia błędów w liczeniu urodzeń, albo w założeniach, tezach badań, ponieważ wszystkie liczby, opis sposobu ich zbierania jest jawny, dla wszystkich dostępny. Wnioski nie są wieczne i będą tak długo ważne dopóki nie zostanie naukowo udowodnione, że można inaczej. Po za tym reflektor badawczy został skierowany na dokładnie określone okienko czasowe.

Zresztą zanim politycy przed wielu laty zdecydowali o programie "pogodzenia roli rodzicielskiej z  działalnością zarobkową", przeprowadzomo podobne badania i szeroką dyskusję publiczną. Wtedy na przykład wykazano, że zwiększenie Kindergeld nie przyczyni się do wzrostu urodzin, ale  

Dalsze rozważania

Ogólnie widać trend, nim bardziej wiejsko i sielsko, tym więcej dzieci. Natomiast tam, gdzie na dobrze wykształcone kobiety czekają możliwości znakomitej kariery zawodowej i brakuje dużych, wygodnych rodzinnie i tanich mieszkań, ale też oferta rozrywkowa jest atrakcyjniejsza od posiadania dzieci, czyli w większych miastach, dzieci nie chcą się rodzić. Przydaje się też
nadwyżka mężczyzn, co umożliwia kobiecie znalezienie partnera najbardziej zbliżonego do marzeń.

Oczywiście jest to związane z wyborem stylu życia i demokratyczna liberalna władza nie może w to włazić urzędniczymi butami. Z całą pewnością powrót do przysłowiowych trzech K, Kinder, Küche, Kirche, nie jest możliwy i pożądany. Natomiast polityka może i musi stworzyć ofertę potencjalnym rodzicom, która będzie atrakcyjniejsza od „błyskotek wielkiego świata”.

Wprawdzie wyniki badań nie odbiegają na pierwszy rzut oka od naszych codziennych ludowych obserwacji, to jednak, dzięki matematyce, będą stanowić racjonalną podstawę do politycznych i administracyjnych decyzji. W końcu chodzi o to, żeby nasze pieniądze podatkowe wydawać efektywnie.

Zdecydowanie należy zachęcić warstwę średnią, kobiety i mężczyzn lepiej wykształconych do posiadania więcej, niż jedno, dwoje, troje dzieci. Państwo dysponuje polityką podatkową i budowlaną… Komunalne mieszkania można tak projektować, żeby mniejsze mieszkania tanio łączyć w większe, albo dzielić w zależności od potrzeb. Pomoc publiczna przy spłacaniu kredytów za
duże domy i mieszkania… Klasyczny szeregowiec 110 m2 wystarcza ledwo dla dwójki dzieci, pod warunkiem, że rodzice zadowolą się jedną sypialnią i zrezygnują z biblioteki, hobby i pokoju dla gości... Może w architekturze jest pies pogrzebany? Zdaje się przynajmniej optycznie, że w Ameryce są duże domy i duże rodziny:

Warto też zachęcić dobrze zarabiających mężczyzn do żeniaczki. W aktualnej sytuacji prawnej małżeństwo i dzieci są dla nich
rodzajem rosyjskiej ruletki. Niestety nie znam badań, jeżeli w ogóle były prowadzone, jak duże ryzyko procentowo ponoszą zamożni mężczyźni, że panna młoda okaże się wysłanniczką diabła, która go zrujnuje, porzuci, ale zapewni utrzymanie do końca życia dla siebie i swoich kochasi.

Ktoś powie, że kierowanie zachęt do warstwy średniej jest niesprawiedliwe. Być może, ale jest ekonomicznie jak najbardziej uzasadnione i absolutnie zgodne z interesem społecznym. Po prostu, w tym wypadku ryzyko, że dziecko będzie produkowało koszty społeczne przez całe życie jest dużo mniejsze, niż w przypadku nadwyżki dzieci z warstw oddalonych od wykształcenia.

Warto do szkół wprowadzić kursy z zakresu nowoczesnej pedagogiki, o rozwoju dziecka, jego mózgu, charakteru itd., żeby przerwać często fałszywe międzypokoleniowe ciągi wychowawcze z jednej strony, a z drugiej strony ludzie znający nawigację chętniej wypływają na szerokie wody... rodzinne. Intuicyjne traktowanie dzieci, tak jak mnie rodzice... zupełnie nie wystarcza. Nasze otoczenie zmienia się zbyt szybko. Zbyt łatwo jest produkować kaleki cywilizacyjne, którymi muszą zajmować się różne jugendamty, policja i sądy. Dotychczasowe próby edukacji dorosłych funkcjonują niezbyt dobrze.

Na końcu proponuję zaangażowanie dobrej agencji reklamowej do propagowania życia rodzinnego, najlepiej taką, której udaje się na luzie wysyłać bezdzietnych na australijską Wielką Rafę, żeby sobie ponurkowali.  Wycieczkowicze czują się i noszą się jak wielcy odkrywcy nowego kontynentu, chociaż jedyną ich zasługą jest, że... zdążyli na samolot. Podróżowanie męczy i kosztuje, więc brakuje energii dla rodziny i dzieci. Na razie wielodzietni robią za mniej rozgarniętych wśród "wielkich" odkrywców i "łowców" przygód w... biurach podróży. Jestem pewien, że przy fachowym podejściu można ten trend odwrócić.

 

15:07, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 listopada 2017

w pięknej bawarskiej republice.

Potomkowie rodziny królewskiej otrzymują przeciętnie14 mln euro na życie rocznie. Zródłem gotówki jest państwowa fundacja Wittelsbacher Ausgleichfond (WAF). Fundacja dysponuje pieniędzmi, udziałami w przedsiębiorstwach, majątkami ziemskimi, pałacami i dziełami sztuki. Do tego dochodzą prawa do mieszkania w kilku pałacach oraz prowizje ze sprzedaży biletów dla turystów.

Zarządzanie fundacją znajduje się całkowicie w rękach królewskich bez możliwości kontroli przez instytucje finansowe republiki. Szefem rodziny i zarządcą funduszu jest Franz Herzog von Bayern czyli książę bawarski, prawnuk ostatniego króla Bawarii, sympatyczny facet. Nic złego nie można wymyśleć. Koniec wojny zastał go w niemieckim KZ Dachau. Potem uczęszczał do gimnazjum humanistycznego i zaliczył studia ekonomiczne na uniwersytetach w Monachium i Zurichu.

Znakomity znawca sztuki. Jego kompetencje zostały uznane przez Museum of Modern Art. w Nowym Yorku, gdzie jest przewodniczącym międzynarodowej rady. Po za tym zasiada w zarządach niezliczonych organizacji kulturalnych i naukowych. Znaczna część zbiorów monachijskich starej i nowej Pinakoteki jest jego własnością itd. itd. Zresztą pokrólewscy w ogóle przeważnie zwyczajnie uprawiają zupełnie cywilne zawody i zarabiają na siebie podobnie jak inni mieszkańcy republiki.

Jeden z królewskich, prywatnie kierowca wyścigowy, zapytany przez kogoś o nazwisko odpowiedział zgodnie z prawdą von Bayern i usłyszał, "wszyscy tutaj tak mówią, ale jak pan się nazywa." 

Franz Herzog zamieszkuje tam, gdzie się urodził, czyli w monachijskim pałacu Nymphenburg , gdzie zajmuje jeden trakt.  

Dynastia Wittelsbach kierowała Bawarią przez 738 lat.

W drzewie genealogicznym można znaleźć polsko-litewski akcent w postaci córki naszego Kazimierza IV Jagiellończyka Jadwigi, która została żoną Georga von Bayern i urodziło mu pięcioro dzieci, które zostały na stałe w Niemczech. 

O sytuacji w ostatnim dniu królestwa bawarskiego może świadczyć anegdota. Król Ludwig III przechadzając się w angielskim ogrodzie, czyli publicznym parku, dowiedział się od przechodniów, że właśnie trwa przewrót (Listopadowa Rewolucja 1917 rok). Poradzono mu troskliwie natychmiastowy powrót do pałacu i ucieczkę, co zresztą uczynił. Kilka miesięcy później została utworzona monachijska republika rad podobna do tej petersburskiej.

Bawarczycy żyją demokratycznie, liberalnie

i zupełnie nie przeszkadza im ciąg dalszy rodziny królewskiej. Wręcz odczuwają potrzebę kontynuacji. "Po prostu stać nas na swojego króla, nawet jak go mamy utrzymywać prawie nielegalnie." jak mnie powiedział pewien bawarski polityk. Normalny Bawarczyk jest z tego dumny z utrzymania żywej historii, chociaż wątpię, czy znalazło by się wiele głosów za przywróceniem królestwa. 

Otóż podstawą prawną fundacji jest umowa pomiędzy rodziną pokrólewską i Wolnym Państwem Bawaria z roku 1923, kiedy utworzono fundację. Królestwo zgodziło się związać swój majątek w formie publicznej fundacji, której zadaniem jest dbanie o dobra kulturalne i... utrzymanie rodziny królewskiej. Czyżby na wszelki wypadek? Bez wnikania w szczegóły, gdyby w wyniku rozwodów państwowych Szkocja oddzieliła się od Londynu to Franz byłby pierwszym pretendentem do korony szkockiej.

Jeśli chodzi o państwo prawa, istnieją akty prawne, które zabraniają państwowymi organom sprawdzania i w ogóle mieszania się do spraw fundacji.

Sprawa wypłynęła ostatnio medialnie dzięki posłance Zielonych, która zadała pytanie ministrowi finansów, ile nas to kosztuje? Umowa z roku 1923 nie zawiera zakazu odpowiedzi na tak postawione pytanie, więc poznaliśmy liczby. Natomiast sam Franz  Herzog von Bayern powiedział szlachetnie, że rzeczywiście  w tej sprawie przydałoby się więcej przejrzystości.

Ktoś próbował nawet odgrzać starą dyskusję,

jak oddzielić majątek prywatny od państwowego w rodzinach pofeudalnych. Sprawa nie jest taka prosta. Weźmy na przykład taki pałac. Prywatne pomieszczenia księcia, czy grafa nie zajmowały zbyt dużej powierzchni. Natomiast większość pomieszczeń miało charakter urzędowy i albo były mieszkaniami dla personelu oraz hotelem dla przyjezdnych. Jeżeli taki obiekt ma stanowić nagle własność rodzinną, to logicznie marszałek sejmu powinien po skończonej kadencji przejmować budynek na własność z prawem dziedziczenia. Mógł by wtedy nie wpuścić na obrady nielubianej opozycji. Oczywiście, to jest duże uproszczenie, ale problem istnieje, zresztą też w Polsce, więc przydałaby się publiczna poważna dyskusja na ten temat. Na razie polscy urzędnicy są pozostawieni sami przeciwko polskim wielkim rodzinom feudalnym. 

18:23, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 października 2017

Liberałowie FDP ustami swojego przewodniczącego Christiana Lindnera przedstawili propozycję programową na najbliższe lata:

1) Zmniejszenie obciążeń podatkowych i racjonalizacja, ograniczenie wydatków socjalnych. Oczywiście ostatnie nie oznacza, że potrzebujący zostaną pozbawieni opieki państwowej.

2) Zwiększenie wydatków na edukację.

3) Inwestycje w cyfryzację kraju.

4) Znaczne realne wzmocnienie ochrony granic europejskich.

5) Państwo powinno w dalszym ciągu  wstrzymać z zaciąganiem nowych długów. Dzięki temu Niemcy pozostaną kotwicą stabilizującą Unie Europejską.

6) Jednocześnie według potrzeb możliwa i zalecana będzie sprzedaż akcji państwowych przedsiębiorstw.

7) Z FDP nie uda się realizować polityki wspólnego garnka z którego będą na stałe utrzymywane państwa odmawiające nowoczesnych niezbędnych reform. Natomiast między innymi Niemcy mieli by być płatnikiem. FDP odrzuca tzw. unię transferową całkowicie. 

8) FDP popiera sugestie francuskiego rządu w sprawie istotnego pogłębienia współpracy europejskiej w dziedzinach: walka z przestępczością, wojsko, polityka azylowa, energia i cyfryzacja.

9) Regulacja imigracji. Obozy w Afryce północnej, gdzie będzie możliwe rozróżnienie pomiędzy osobami szukającymi potrzebnej ochrony i imigrantami ekonomicznymi. Dla tych ostatnich potrzebne są zasady podobne do kanadyjskich. Imigracja powinna być sterowana zgodnie z potrzebami Niemiec. Przejrzyste przepisy ograniczające czasowo pobyt osób, którym udzielono azylu. Sformułowanie jasnych kryteriów i ograniczenie łączenia rodzin.

10) Kraje Maghrebu muszą w końcu zostać uznane za bezpieczne, co umożliwi prawnie wywóz  emigrantów z powrotem do domu. W ogóle praktyka odsyłania do domu osób, które nie uzyskały prawa pobytu w Niemczech musi być szybka i sprawna.

 

Tak wygląda mniej więcej propozycja programowa szefa FDP przed przystąpieniem do rozmów koalicyjnych. Musi zostać jeszcze zaakceptowana przez partyjne instancje. Oczywiście za tymi punktami kryje się mnóstwo praktycznych szczegółów. Całość ograniczona jest prawem niemieckim i międzynarodowym. Prawdziwe życie bywa skomplikowane. Nie wystarczy znajomość kilku kłamstw i przełamanie wstydu do używania brzydkich wyrazów, żeby zostać  Politykiem.

Obecnie odbywa się samoorganizacja parlamentu, szefowie frakcji, propozycje na marszałków... Szefowa Angela Merkel układa się ze swoim stałym koalicjantem z Bawarii. Następnie zaprosi do rozmów potencjalnych koalicjantów. Już zapowiedziała, że chętnie spotka się z SPD, która wprawdzie odrzuciła publicznie udział w rządzeniu, ale jest drugą pod względem wielkości frakcją i niekoniecznie wszyscy posłowie SPD są uszczęśliwieni rolą w opozycji. Niestety, pani Merkel już ogłosiła, że chce rządzić po staremu, że nie widzi powodu, żeby cokolwiek zmieniać. Kontynuacja byłaby jednak możliwa tylko z SPD. Jednak wielu polityków Unii CDU/CSU odrzuca zdecydowanie kontynuację po staremu.

Warto dodać, że umowy koalicyjne muszą zostać potwierdzone przez głosowanie na specjalnym zjeździe partyjnym. Prognozy przewidują, że proces tworzenia koalicji zakończy się do końca grudnia, jak dobrze pójdzie. 



 

14:53, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 września 2017

Wielkie niemieckie  partie polityczne przegrały

ostatnie wybory do Bundestagu, chociaż wygrały. Rzeczywiście, wyniki rachunkowo potwierdzają szanse utrzymania dotychczasowej koalicji. Właściwie wyborcy potwierdzili stan poprzedni. Angela Merkel na kanclerza, a ministrowie z CDU/CSU i SPD mogliby dalej konferować w Urzędzie Kanclerskim w rządowej skromnej salce konferencyjnej.

Ale...

Chrześcijańska unia CDU/CSU  straciła  20,7% wyborców. Socjaldemokraci z SPD uzyskali najniższe po II WS poparcie obywateli. W stosunku do poprzednich wyborów stracili 20,2%. Czyli jedna piąta wyborców była bardzo niezadowolona z rządów koalicyjnych Unia/SPD. Powodem nie może być raczej sytuacja gospodarcza. Prawdopodobnie więc chodzi o masowy napływ cudzoziemców z egzotycznych krajów i faktycznie otwarte granice, które jakoś nie chcą się zamknąć, i w ogóle chodzi o odczuwaną słabość instytucji bezpieczeństwa publicznego.

Dla innych problemem jest tylko monotonność obrazu telewizyjnego. Po prostu chcą zmiany programu rozrywkowego. "Jak długo można oglądać ten sam serial?" "Dwanaście lat Angeli Merkel. Postarzała się baba." Biedacy zwyczajnie nie odróżniają fikcji od rzeczywistości w której żyją, i nie zauważyli, że przy odrobinie wysiłku mogli by na nią wpłynąć. Mieć wpływ na własne rzeczywiste życie.

Wygrali...

Prawica na skraju faszyzmu AfD wchodzi z marszu do parlamentu z dwucyfrowym poparciem. Wzrost zainteresowania wyborców określa liczba 168% i jest trzecią siłą w Bundestagu. 

Liberałowie z FDP wrócili do Bundestagu po jednej kadencji nieobecności. Wzrost liczby krzyżyków na listach wyborczych wynosi 123%.

Byli zarządcy NRD Die Linke troszeczkę poprawili swój wynik o 7%. Podobnie jak partia zielonych, która uzyskała przyrost głosów o 6%.  

Krajobraz po bitwie

Zgodnie z prawem obowiązek rozpoczęcia rozmów koalicyjnych spoczywa na partii, która zebrała największą ilość głosów, czyli pani Angela Merkel ma pierwszy ruch. Póki co rozpoczął się tradycyjny taniec wojenny. SPD kategorycznie ustami swojego prezesa Schulza odrzuciło możliwość udziału w rządzie. FDP ogłosiło, że owszem, jest bardzo za stworzeniem stabilnego niemieckiego rządu, ale właściwie nie ma nic przeciwko odegrania bardzo ważnej roli w opozycji. Grüne natomiast stawiają swoje tradycyjne warunki np. zamknięcie wszystkich elektrowni spalających węgiel już w przyszłym tygodniu, chociaż każde dziecko wie, że wtedy następnego dnia zgaśnie światło w Germanii.

Natomiast faszyzująca skrajna prawica AfD i Die Linke uważane są w porządnym towarzystwie za poważne zakłócenie. Zresztą nic w tym dziwnego, jeżeli rzuci się okiem na programy tych partii. Między innymi wyjście Niemiec z NATO. Unia gospodarczo polityczna od Lizbony do Władywostoku pod światłym kierownictwem Kremla i w ogóle wstanie z kolan przed USA.

Rachunkowo wychodzi, że większość parlamentarną może uzyskać stara koalicja Union/SPD albo Union/FDP/Grüne. Za kilka dni rozpoczną się konkretne pertraktacje koalicyjne.

Natomiast w partiach gotuje się już dzisiaj. Padają głosy, żeby Merkel zrezygnowała ze stanowiska przewodniczącej partii CDU. W Bawarii padło już oficjalne oskarżenie przeciwko przewodniczącemu CSU. Seehofer musi odejść. Niekorzystną tendencję dla siły przetargowej podczas rozmów koalicyjnych  udało się na chwilę przyhamować obietnicą intensywnej debaty personalnej na kolejnym zjeździe partyjnym. 

W AfD, jak to bywa z nieodpowiedzialnymi głupkami w polityce, kierownictwo wzięło się za łby. Czołowa reprezentantka w teatralnym geście porzuciła swoją frakcję parlamentarną, oczywiście nie rezygnując z zasiadania w Bundestagu. Z czegoś trzeba przecież żyć. Niektórzy jej koledzy przyłączają do niej, a inni żądają natychmiastowego usunięcia bohaterki z partii. W każdym razie wywołało to znaczne ożywienie w mediach. Trzeba przyznać, że panowie dziennikarze byli bardzo niezadowoleni z dotychczasowego przebiegu kampanii wyborczej, którą trudno było przerobić na dobre kwoty oglądalności i wierszówkę, więc dzięki AfD odbijają sobie straty.

Zresztą udział dziennikarzy w kształtowaniu tzw. woli politycznej ludności wyborczej zasługuje na  szerszą i głębszą dyskusję. Zbyt często gonitwa za łatwo sprzedającą się sensacją albo rozpowszechnianie atrakcyjnych dla nakładu kłamstw zniekształca znacznie obraz rzeczywistości, co prowadzi do szkodliwych dla kraju decyzji wyborczych. I to nie są żarty.  

19:25, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
środa, 13 września 2017

 W dyskusji o kapitalizmu na blogu "zrównoważyćbudżet" napisałem

"Merytorycznie słuszne. Gdyby jednak autor zrezygnował z tego tonu wyższości... Skąd ludzie mają wiedzieć, że taki właśnie
jest świat? W każdym narodzie są mądrzejsi i głupsi. W każdym, na całym świecie. Ciekawostką może jest, że przeciętna inteligencja Polaka, mierzona naukowymi metodami zupełnie nie różni się od tej niemieckiej. Czyli obiektywne możliwości
są.

Istotą sukcesu narodowego jest, żeby mądrzy umieli przekonywująco opowiedzieć o świecie tym innym i wciągnąć ich do współpracy, zgodnie z możliwościami i aspiracjami mniej zainteresowanych "wielkim i prawdziwym" światem. To jest wielka rola i podstawowy obowiązek elity narodowych. W Polsce na razie nie wychodzi.

Nic więc dziwnego, że międzynarodowa mafia skorzystała z okazji. W XXI wieku napad na kasjera jest żałosnym przeżytkiem. Dzisiaj przejmuje się kasę kompletnych państw."

Autor bloga Starszy68 dopytuje się:

"Powiedz dokładniej o co ci chodzi z tą międzynarodową mafią, co to napadła i ukradła."

więc spróbuję odpowiedzieć:

Mafia jest organizacją przestępczą, która żywi się pasożytniczo na organizmie państwa demokratycznego. Taki kryminalny nowotwór. Kryminalistów interesuje czysty szmal, uzyskany jak najmniejszym kosztem przy minimalnym ryzyku. Sprawą zupełnie drugorzędną jest samo funkcjonowanie społeczeństwa. Sprawiedliwość, równość szans, zaufanie wzajemne i współpraca, przyjazne stosunki z innymi krajami... To są wszystko tylko nieistotne dekoracje, z których można bez trudu zrobić pięknie malowane wydmuszki. Mafia ma swoją sprawiedliwość i hierarchię, drogi awansu itd. Nie musi byś koncernem, wystarczy franszyza i wolni współpracownicy na zadaniowych kontraktach. Chodzi głównie o wyrwanie maksymalnej ilości gotówki z naszych podatków, przy najniższym wkładzie własnym.

Do realizacji swojego celu potrzebują przychylności urzędniczej, którą zdobywają przekupstwem i przymusem. Chodzi o przetargi, chodzi o ceny, a w razie wpadki przydają się znajomości w organach ścigających i w sądzie. Nowoczesne państwa stworzyły całe systemy wzajemnych powiązań i kontroli, które znacznie utrudniają działalność kryminalną.

Do tego należy na przykład trójpodział władzy, wolność słowa, prywatnie i w mediach. Istnieją też bardziej skomplikowane lecz zupełnie nie kryminalne powiązania. Wyobraźmy sobie, że pani Merkel szlachetnie ogłasza koniec silników spalinowych do roku 2020. Zupełnie nietrudno sobie wyobrazić, co wtedy powie poseł CDU, czyli jej partii z okręgu wyborczego, gdzie pracuje fabryka silników zatrudniająca kilka tysięcy osób. Jaką decyzję będzie musiała podjąć sama pani Merkel, kiedy szef związku producentów samochodowych ogłosi, że przy produkcji silników pracuje blisko milion potencjalnych wyborców, plus ich rodziny? Natomiast do produkcji napędów elektrycznych wystarczy jedna piąta i niekoniecznie tych samych pracowników.

W zasadzie chodzi o to, żeby nikt nie miał władzy absolutnej. Porwanie męża pani Merkel, w celu wymuszenia korzystnej umowy na dostawy dla niemieckiego koncernu państwowego nie ma zupełnie sensu, ponieważ za treść umowy odpowiada przede wszystkim zarząd firmy i rada nadzorcza, którzy są zobowiązani do produkowania zysków, a nie zadowolenia szefowej rządu czy partii. Nad tym wszystkim czuwa "totalna" opozycja, która nie może odpuścić na przykład za łapówkę, ponieważ wolna prasa tylko na to czeka, żeby zwiększyć swój nakład.

Można jednak inaczej. Wielka firma państwowa kupuje udziały w dużej spółce zagranicznej w kraju najlepiej z końca listy Transparency International i już nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pieniądze podatników polskich  trafiały na prywatne konta kilku Polaków i ich zagranicznych szefów. Swojego dziennikarza można zaprosić na bardzo atrakcyjną wycieczkę zagraniczną, żeby przedstawił przy pomocy swojego talentu sukcesy polskiej ekspansji gospodarczej...

Z całą pewnością aktualni mieszkańcy Kremla nie działają w interesie narodu rosyjskiego. Ciekawe, ile już dzisiaj gotówki odpływa z Polski na Wschód, co zresztą ma już wielowiekową tradycję. Oczywiście nie są to przelewy na moskiewskie konta. Nawet gaz rosyjski kupujemy po zawyżonych cenach zdaje się od, po angielsku nazwanej, firmy stacjonującej na Cyprze. Po co? żeby Rosjanie nie zorientowali się, że ktoś ich robi w ciula?  Niezły temat dla Jerzego Piątka, ostatniego dziennikarza śledczego w PRL-u (bis). 

Teraz całkiem prywatne przykłady. Kilka lat temu straciłem się w parku narodowym niedaleko Florencji. Po prostu zaskoczyła mnie noc. Latarki nie miałem. Banalna akcja ratunkowa była kierowana fachowo z Niemiec z tłumaczką mieszkającą we Włoszech, centralą Carabinieri we Florencji... Organizacja trwała kilkanaście minut. Po godzinie zobaczyłem latarki włoskich ratowników na stoku. Następnego dnia otrzymałem telefon z Niemiec z pytaniem, czy byłem zadowolony z akcji, czy nie mam zastrzeżeń?

Tak się złożyło, że na Karaibach od lat mieszkają moi najbliżsi przyjaciele. Znaleźli się z dokładnością  kilku centymetrów w oku cyklonu zwanego niewinnie Irmą. Katastrofę można sobie obejrzeć w naturze we wszystkich ziemskich telewizjach. Starsi ludzie? Trudno w to uwierzyć, że jednak się trochę postarzeliśmy. Wstrętne słowo. Na pewno ranni, pokaleczeni. Jedzenie kończy się. Brak wody i prądu. Dom poważnie uszkodzony. Tragedia. Krótkie szperanie w internecie. Telefon do Londynu na specjalny numer i już królewscy brytyjscy wojownicy, których z każdą godziną przybywa więcej na wyspę, wiedzą kto i gdzie potrzebuje pomocy. Jednocześnie rozpoznałem możliwości ewakuacji z wyspy. Czekam na wiadomość, żeby ją uruchomić... Prywatna komunikacja jest uzależniona od sąsiada, który ma sprawną prądnicę, więc jak ktoś znajdzie trochę paliwa to można załadować komórkę...  Aktualnie czekam na wiadomości.

Dlaczego o tym piszę. Chcę pokazać na tych banalnych przykładach, że granice państwowe coraz bardziej nie odgrywają istotnej roli. Technika... Jeżeli ja z krzaków w Italii, z fotela w Niemczech... to jakie możliwości mają organizacje przestępcze dysponujące miliardami gotówki.

Natomiast, ciekawostka. Ambasada polska w Londynie dodzwoniła się do moich przyjaciół z ofertą pomocy. Kiedy nasz przyjaciel i kuzyn, zresztą znana krajowa postać medialna zadzwonił do tej samej ambasady, usłyszał, że oni właściwie nic nie mogą... Po prostu udało im się dodzwonić do rodaka, więc w zasadzie chodzi o propagandą, że tzw rząd polski troszczy się o swoich obywateli. Podejrzewam, że prorządowa prasa sugeruje, że gdyby polskiemu rządowi pisowskiemu powierzono ochronę kuli ziemskiej przed huraganami, to byłoby bezpiecznie.

Wyobrażenie, że można tak sobie zamknąć kraj przed gwałcicielami i złodziejami i wiatrami znacznie    zmieni on w ziemię miodem i wódką płynącym, jest bardzo dziecinnym pomysłem. Jeżeli zabrał się za to prowincjonalny facecik, który całą swoją wiedzę o świecie czerpie od swoich ochroniarzy i pochlebców...

Zawsze tak było, obok egzystencji mniej lub bardziej skorumpowanej legalnej władzy dla ludzi, istniały grupy kryminalne, które realizowały swoje interesy. Kiedyś stracono na rynku w Lubece dziesięciu legalnych i zasłużonych rycerzy, którzy nie tylko nie mieli ochoty na spłatę długów zaciągniętych u bogatych hanseatycznych kupców, ale mieli zwyczaj porywania wierzycieli i wypuszczania ich z lochów swoich zamków po zwrocie listów dłużniczych. Zgodnie z mentalnością rządzących w Polsce, powinienem też zostać skrócony o głowę, ponieważ byli to moi średniowieczni krewni.

Na poważnie jednak, komórki rakowe, nowotwory są zjawiskiem bardzo szkodliwym, lecz naturalnym. Powodują wprawdzie, ostatecznie śmierć organizmu, więc też giną. Bez sensu! Przynajmniej taki jest stan naszej wiedzy. Ale prawdopodobnie, kiedy żyją, to na całego. Nie muszą się jak zwykłe komórki dostosować do funkcji płuc albo wątroby. Są wszystkim, po uważaniu. Pełnia szczęścia. Miasto należy do nas. Możemy srać, gdzie chcemy. Nawet najwięksi artyści nie mieli takiej wolności samorealizacji. Po nas zostanie tylko gówno. Ale to jest nasze gówno, nasz smród. Zasmrodzimy wasze geny na kilka pokoleń.

Nie ulega wątpliwości, że w Polsce istnieje bardzo mocna frakcja prorosyjska, antyeuropejska. To nie jest przestępstwem. Miłość nie wybiera. Ale dlaczego to ukrywają? Muszę przyznać, że mnie też się kilka Rosjanek bardzo podobało, z wzajemością.

Natomiast, można zapytać się, czy zahartowani w walce enkawudziści, rzeczywiście reprezentują interes Rosjan? Ciekawe dlaczego wodzowie pisu żądają odszkodowań od Niemców, którzy oddali Polsce niedobrowolnie najbardziej rozwinięte technicznie obszary Europy, a zupełnie olewają znakomite tereny myśliwskie byłej wschodniej Polski-Litwy, które zagarnęła Rosja. Zupełny brak logiki. Na razie rząd niby polski pisowski stawia raczej na polowania i wycinkę puszczy... Dlaczego nie zażądać całej dżungli białowieskiej. Byłoby co wycinać, i upolować, a Białoruś niech się jakoś dogada z Kremlem. 

Moją tezą jest, że Moskwa nie zaatakuje Polski zbrojnie, ponieważ koszty byłyby wyższe, niż korzyści. Po co? Oni tutaj już są i kasują. Służby tajne i specjalne są już wyłączone. Poważne żniwa zaczną się dopiero po wyłączeniu sądów i wtedy, na to liczą rosyjscy uczniowie naszego Dzierżyńskiego, załatwi się resztki wolnych mediów itp. polskich. Bez innowacji i zachodniego know how i zachodniego kapitału Polska zacznie zdychać. Będzie jeszcze próba oskubania polonii. Rak tak ma, zabija żywiciela.

Sytuacja jest dynamiczna, bardziej niż to sobie wyobrażają polscy biskupi, którzy z natury rzeczy obstawiają wszystkie opcje na lat kilkadziesiąt w przyszłość. Realne jest  już realizowane odpadanie Polski od środowiska zwanego zachodnią Europą. Na szczęście na Zachodzie nikt poważny nie bierze tego poważnie. Na razie. NKWD postawione pod nóż, może zaproponować podział Polski i Ukrainy dla "ratowania" pokoju. Wtedy "prawdziwy lud polski " będzie mógł bez ograniczeń zawładnąć polskimi grobami we Lwowie, bez konieczności pytania, czy umarły nie chciałby być bardziej austriackim grafem niż polskim chłystkiem. 

@starszy, to jest stara, nowa rzeczywistość. W światowym konkursie "kto tu rządzi" uczestniczą też elementy kryminalne wyposażone w kupną technologię. Kapitał wolny od rozumu społecznego,  jakim dysponują środowiska kryminalne jest bardzo znaczny. 

 





05:13, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 28 sierpnia 2017

których nie było, ciąg dalszy.

Teoretycznie można założyć, że członkowie partii robotniczej polskiej byli proradzieckimi komunistami. Jeżeli założymy, że na jednego takiego "komucha" przypada trzyosobowa rodzina, to wychodzi, że w roku 1980 połowa dorosłej ludności walczyła nieubłaganie o zwiększenie roli partii w społeczeństwie z niezbyt odległym planem całkowitej integracji Polski z przodującym Krajem Rad. Czy na pewno?

W tym czasie członków Niezależnego Związku Zawodowego "Solidarność" było około 10 mln, czyli blisko 60% dorosłych. Jeżeli założymy, że najwyżej 50- 60% potencjalnych wyborców są aktywni politycznie, to zbiór "komuchów" i antyradzieckich antykomunistów znacznie pokrywa się.

Może jakiś poważny historyk albo dziennikarz albo inny artysta zająłby się tą sprawą. Łatwy temat. Jeszcze żyją ludzie, którzy tamte czasy pamiętają. Może na chwilę zrezygnować z prowokacji wieszania byle czego na krzyżu i zająć się prawdziwym życiem Polaków. To się kiedyś nazywało pracą organiczną.

Stół okrągły

w miarę jak czas upływa z każdym dniem przybywa bohaterów, którzy oczywiści bez problemu, wtedy przejęli by władzę totalnie wyrzucając wszystkich, którzy cokolwiek mieli wspólnego z czasem przed 1989 rokiem. Czysto statystycznie musieliby się pozbyć połowy ludności dorosłej, w tym wielu lekarzy, nauczycieli, prawników, inżynierów, kierowców, urzędników stanu cywilnego... Ciekawe, co by z tymi milionami "komuchów" zrobili? Wywieźli na Syberię? Czy na Madagaskar? Zamordowali? Ciekawe, jak skróciłyby się kolejki do lekarza, jak przyśpieszono by budownictwo mieszkaniowe...?

W tych rozważaniach za drobiazg trzeba uznać fakt stacjonowania w kraju dobrze uzbrojonych oddziałów Armii Czerwonej. A takie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ciągle dysponowało sprawnym służbami przymusu, wystarczającymi do ponownej akcji internowania przeciwników razem... ze stołem. Jednak te środki nie zostały wykorzystane. Warto zwrócić uwagę, że obok niewątpliwych obowiązków politycznych ochrony jedynej słusznej partii taki Minister ma też inne uniwersalne funkcje jak dbanie o porządek na drogach, ochrona mienia, w ogóle ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo obywateli i w tym nie różnił się zupełnie od Ministrów zachodnich.

Wszyscy Polacy politycznie myślący nie mieli wątpliwości, że planowa gospodarka socjalistyczna nie ma szans na konkurowanie z Zachodem i, że kapitalizm roku 1989 nie był już taki zły, jak w czasach Marksa. Być może jeszcze już zaawansowani wiekiem partyjni emeryci powodowani starczą umysłową sztywnością... ale oni  już nie mieli wiele do powiedzenia.

Prawdziwy i najprawdziwszy świat nie jest niestety czarno biały. W roku 1989 otworzyło się  szczęśliwe okienko dla Polaków, które zostało w cudowny, być może niezgodnie z narodowym charakterem wykorzystane. Polscy rewolucjoniści usiedli przy jednym stole okrągłym z Polakami odpowiedzialnymi za kraj i zawarli wspaniały kompromis. Oczywiście dialog musiał uwzględniać sytuację międzynarodową. Z jednej strony trzeba było uśpić czujność betonowych rosyjskich imperialistów, z drugiej strony zachodnie demokracje nie mogły sobie pozwoli na awanturę i rozlew krwi. Co innego jest przemycić do kraju kilka powielaczy, a co innego transmisje telewizyjne z walk ulicznych warszawskich, gdańskich, wrocławskich... Z całą pewnością akcja Zachodu ograniczyła by się do kilku przemówień i rezolucji. Jedynym możliwym wynikiem "powstania" byłaby klęska i zamurowanie Układu Warszawskiego na kolejne pokolenie, jak w Korei Północnej.

Może jakiś poważny historyk albo dziennikarz albo inny artysta zająłby się tą sprawą. Łatwy temat. Jeszcze żyją ludzie, którzy tamte czasy pamiętają. Może na chwilę zrezygnować z prowokacji wieszania byle czego na krzyżu i zająć się prawdziwym życiem Polaków. To się kiedyś nazywało pracą organiczną.

 

 

Z przerażeniem obserwuję jaki bałagan historyczny religijny polityczny w głowach mają często młodzi Polacy, którzy pojawiają się ostatnio w Niemczech. Tego nie było nawet za komuny. Piszę o ludziach z maturą i po uniwersytecie. Kilka miesięcy temu delikatnie zaproponowałem takiemu maturzyście, żeby po prostu jak najmniej opowiadał na przerwach w pracy, żeby zwyczajnie przyuważył o czym rozmawiają tubylcy i próbował ich naśladować. Żalił się, że sobie z niego robią podśmiechujki, ale on by im odpowiedział, ale ten niemiecki...Okazało się, że skorzystał z rady i w ciągu kilku miesięcy awansował dwukrotnie, niedługo ma zaliczyć jakieś kursy i dalej awansować. Przestał robić za głupka.

Zresztą nic dziwnego, przeciętna inteligencja Polaków IQ mierzona przez kilka poważnych ośrodków nie różni się zupełnie od niemieckiej.



15:55, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 sierpnia 2017

Na urodzinach u przyjaciół.

Solenizant Stefan miał bardzo piękną żonę, która najwyraźniej obdarzała mnie swoją sympatią. Kiedy przechodziła obok, potknęła się opierając dłoń na mojej szyi, odrobinę dłużej niż wynikałoby z potrzeby utrzymania równowagi, więc poprosiłem ją do tańca, chociaż nikt nie tańczył.

Nad stołem biesiadnym zawisł bardzo ważny temat. Stefan namawiał Andrzeja, żeby zapisał się do partii robotniczej. Nie, Stefan nie był członkiem, wręcz przeciwnie. Pochodził z rodziny ziemiańskiej. Jego dziadek został zamordowany w Katyniu i na co dzień zwalczał prostactwo partyjniaków. Wtedy nikt się nad tym specjalnie nie zastanawiał. Jednak kiedy teraz wspominam, to wszyscy uczestnicy przyjęcia pochodzili z podobnego otoczenia.

"Musisz to zrobić. To jest wszystko jedno. Nic się zmieni, kiedy weźmiesz tą pieprzoną legitymację." 

Obydwaj byli asystentami na oddziale chirurgicznym wojewódzkiego szpitala. Kiedy ordynator, jeszcze przedwojenny lekarz zmarł ze starości, zdążył jednak jeszcze Andrzeja wykierować na swojego następcę, który w rezultacie ze świeżym doktoratem i innymi wymaganymi praktykami wymaganymi był przygotowany do  zajęcia stanowiska. Andrzej był bardzo sympatycznym i kompetentnym facetem, więc wszyscy od salowych, pielęgniarek, do dyrekcji i partyjnych sekretarzy cieszyli się z rozwoju sytuacji. I nagle... Już na samym początku wieczoru Andrzej ogłosił, że nic z tego nie będzie. Stanowisko jest w nomenklaturze partyjnej i bez właściwej legitymacji nie ma szans. Po południu rozmawiał z sekretarzem wojewódzkim...

"Panie doktorze, To jest tylko formalność. Dla pańskiego dobra. Inaczej będzie pan atakowany przez różnych gnojków. Takie stanowisko wzbudza zawiść i i inne brzydkie uczucia. Niech mi pan wierzy. Dobrze, że nie musi pan czytać donosów jakie do nas wpływają każdego dnia. Wystarczy, że pojawi się pan raz dwa razy w roku na zebraniu partyjnym na godzinkę i tyle." powtórzył Andrzej argumentację partyjną.

Po kolejnym toaście wszyscy obecni przyznali rację sekretarzowi. "Towarzysz ma absolutnie rację. Kiedy będziesz miał legitymację, nikt ci nie podskoczy." Rzeczywiście zdarzało się, że lekarz, który z wielkim poświęceniem ratował, czyjeś zdrowie albo nawet życie, bywał skonfrontowany z prymitywnymi atakami. Szczególnie rodziny pacjentów ze środowisk oddalonych od wykształcenia, a już dzięki partii na stanowiskach, czuli się nie dostatecznie obsłużeni przez lekarza.

Stefan ubolewał, "Co się z nami stanie, kiedy nam na szefa postawią jakiegoś gnojka?"

Impreza toczyła się dalej. Podobno Stefana gwałtownie dorwała zazdrość o żonę, miał rzucić sią na mnie, tak, że spadliśmy  w wojennym uścisku na wersalkę. Pamiętam jak przez mgłę. Andrzej następnego dnia przyjął legitymację partyjną, dyskretnie tak, żeby dalsze otoczenie nie zorientowało się. Ze Stefanem i Andrzejem przyjaźnimy się do dzisiaj.

Modernizacja fabryki

Pewien mój znajomy, Piotr młody inżynier mechanik odwiedzając PEWEX, zauważył na półce, piękne włoskie sweterki. Ponieważ zbliżały się nieubłaganie urodziny narzeczonej udał się do bramy obok sklepy, gdzie u cinkciarza wymienił złotówki na bony dolarowe w ilości wystarczającej do zakupu. Zbliżała się polowa lat siedemdziesiątych XX wieku, kiedy niejaki Edward Gierek, wychowanek Zachodu, usiłował zbliżyć Polskę socjalistyczną do kapitalistycznego Zachodu.

Narzeczona była tak bardzo zadowolone z prezentu, a jej koleżanki pękały z zazdrości. Piotr zaczął myśleć nad możliwością zwiększenia dostaw bez konieczności odwiedzin w brudnej i ciemnej bramie. Przypadkowo był już głównym technologiem. Niedługo później nosił już tytuł zastępcy dyrektora do spraw technicznych, chociaż nie był członkiem partii. Zakład, który tak szybko awansował  młodzieńca zatrudniał 800 osób, które zajmowały się produkcją sweterków.

Piotr zaczął kombinować. Szybko zorientował się, że na starodawnych maszynach, jakie  niemiłosiernie hałasowały w halach nie uda się  jakość zagraniczna. Nie ma szans. Jak nie zmieniał ustawień i wymieniał części na nowe zawsze wychodził produkt krajowy, czyli kiepski. 

Zabrał się nawet za rysowanie nowej maszyny dziewiarskiej, co po studiach na wrocławskiej politechnice nie sprawiało mu szczególnej trudności. Niestety, poległ już przy budowie prototypu. Okazało się, że najważniejsze materiały, których potrzebował, znajdowały się na liście towarów deficytowych. Przydziałami dysponowało tylko ministerstwo obrony. Nawet nie próbował nikogo przekonywać jak bardzo  sweterki zwiększą potencjał obronny kraju.

Wtedy na Międzynarodowych Targach Poznańskich zobaczył maszyny, jakby pochodziły z jego rajzbretu. Miały wszystko, co trzeba i jeszcze więcej. Błyszczały i kusiły chromem i kolorami. Więc  zagadał Włocha. Okazało się, że obaj umieją po angielsku, więc w serdecznej rozmowie, przy toskańskim winie, jak fachowiec z fachowcem powstało zamówienie i oferta i cena z kompletną specyfikacją. Doświadczony Włoch dopisał do  umowy szkolenie personelu, nawet we Włoszech...

Kiedy tekst umowy został przetłumaczony na swojski język, znalazł sią na biurku naczelnego, ten złapał się za głowę. "Zyjemy sobie spokojnie. Nikt nas nie kontroluje, a jeżeli już, to po znajomości. Wykonujemy plany produkcyjne, które sami sobie ustalamy. Jesteśmy najlepsi w zjednoczeniu..." Dyrektor Kurzyński przyjechał do Polski w 1944 roku ze wschodu jako kierowca ważnego generała Ludowego Wojska Polskiego, dlatego był praktycznie nie do ruszenia. W razie draki miał w notesie numery telefonów kilku radzieckich oficerów, którzy w międzyczasie zostali ważnymi generałami Czerwonej Armii. Prywatnie wychował się jako syn zarządcy dużego majątku  pod Wilnem. Przed wojną miał już maturę i przygotowywał się do zarządzania. Przez przypadek uratował fabrykę dziewiarską przed radziecką konfiskatą i tam został, żeby zarządzać...

Przyśpieszę akcję. Kurzyński znalazł jednak w zjednoczeniu  fundusz dewizowy na modernizację. Na szkolenie do Włoch pojechał on sam w towarzystwie zasłużonej prządki, przewodniczącej rady zakładowej i ważnego kierownika ze zjednoczenia. Włosi, oczywiście zorientowali się, że ze szkolenia nic nie będzie i ...pokazali towarzystwu Toskanię z najlepszej strony. 

W fabryce pojawiły się lśniące chromem maszyny. Inż. Piotr nie miał najmniejszego problemu. Obsługi nauczył się już z dokumentacji technicznej. Ale Włosi nie dali za wygraną. Przyjechali. przywieźli swoją włóczkę i zaczęli produkować. Pierwsze "zachodnie" sweterki" zostały rozprowadzone pomiędzy ważnych pracowników zjednoczenia i miejscowego komitetu partyjnego. Euforia. Ostatni Włoch wyjechał po miesiącu.

Najpierw Rada Zakładowa zarządziła, że praca w pięknie wyremontowanej hali przy czystych i cichych maszynach będzie nagrodą za zasługi... Nagle maszyny zaczęły robić braki. "Ja już od dwudziestu lat tutaj pracuję... Dziadostwo, żeby nie można było ręcznie poprawić ustawienia..." Gwoździem do trumny okazał się nagły brak dewiz. Zaczęto stosować polską włóczkę. Katastrofa. Włosi przeprosili, że niestety na taki towar nie znajdą u siebie kupców. Wprawdzie inż. Piotr znalazł sposób na poprawienie jakości u producenta włóczki, ale  "Zawracanie głowy. Tak produkujemy od lat i nie mamy zamiaru cokolwiek zmieniać." usłyszał. Piękne maszyny "nie sprawdziły się w polskich warunkach". Długi dewizowe do spłacenia zostały.

Albo milicjant

zatrzymuje o świcie samochód znanego w okolicy sportowca. "Panie Janku, ja tutaj czekam na pana, żeby pana ukarać. Naraził się pan komuś na górze. Taki mam rozkaz. Ja stłukę kierunkowskaz, wypiszę mandat sto złotych za brak światełka. To dla pana nie jest dużo. W południe pojedzie pan do mojego brata w Polmozbycie. On pana zna. Wykręci  szkiełko z nowego samochodu i założy panu za darmo. Panie Janku, proszę, nich pan to zaakceptuje, proszę się nie gniewać. Żyjemy w takich czasach.."

Albo ubek

siedzi sobie grzecznie w pustym przedziale kolejowym i drzemie. Wraca właśnie ze stolicy z konferencji o sytuacji w "Solidarności". Nagle przedział wypełnia się młodymi ludźmi, którzy z entuzjazmem opowiadają o spotkaniu Niezależnych Związków Zawodowych. Padają nazwiska, plany, zdarzenia. Zero Konspiracji. Młodzieńczy entuzjazm. Kiedy wchodzi konduktor agent prosi go wystawienie biletu. Niby nie zdążył kupić na dworcu. Oczywiście bilet miał, lecz zniżkowy ważny jest z legitymacją milicyjną. Nowy bilet zapobiegł dekonspiracji. Mógł więc serdecznie i politycznie żartować  z rówieśnikami. Nagle, przed końcem podróży zupełnie zaskoczył obecnych poważnym "Musicie wysiąść na przedostatniej stacji i do centrum udać się pojedynczo nie zwracając na siebie uwagi. Na głównym na was prawdopodobnie już czekają."

Albo Rosjanin

młody pułkownik pilot, dowódca eskadry szpiegowskiej przychodzi codziennie do polskich koszar, gdzie ćwiczenia zaliczają oficerowie rezerwiści, w cywilu działacze "Solidarności". W koszarowym kiosku Ruchu odbiera  tzw. teczkę z całą rewolucyjną wtedy prasą polską. Na wielogodzinne dyskusje przynosi spirytus, którego przeznaczeniem było ochrona szyb myśliwca przed szronem i który znakomicie nadawał się do rozluźnienia atmosfery. W Moskwie rozpędzała się słynna pierestroika. "Szlag mnie trafia, kiedy widzę jak moi piloci wkuwają dzieła klasyków komunizmu, żeby zdać coroczny egzamin. Są pytania na wyrywki stawiane przez takiego idiotę zasłużonego historyka... Od tego zależą ich awanse. Oni się bardziej boją tego egzaminu , niż lotów fotograficznych nad Ameryką." 

Albo Polak

stary pułkownik, wykładowca na kursach dla oficerów rezerwy zaczyna wykład "To jest wszystko jakiś żart. Nasze czołgi nie wyjadą z koszar ponieważ nie mają paliwa. Zresztą, może tak jest dobrze, ponieważ amunicji też nie ma. Jeżeli kogoś interesuje jeszcze co nam może zrobić NATO, gdyby nasze czołgi jednak wyjechały, może zostać na sali. Reszta na piwo." Nikt nie wyszedł.

Albo inny Polak 

cywil, akademicki wykładowca ekonomii socjalistycznej zaczyna cykl wykładów "Jak funkcjonuje planowanie socjalistyczne każdy wie i szkoda na to tracić czasu. Spróbuje was nauczyć metod jakimi posługują się kapitaliści przy ocenie opłacalności inwestycji." Działo się już w latach sześćdziesiątych.

Albo prawdziwy przedwojenny komunista

Spotkaliśmy się krótko pod koniec lat siedemdziesiątych. Nie mogę odmówić Jankowi inteligencji. Piliśmy z jakiegoś powodu ostro. Nasze opowieści z przeszłości znacznie różniły się. Tematem było pytanie, dlaczego on został komunistą, a ja nie. Na starych zdjęciach widziałem mojego ojca w pięknym garniturze na Krakowskim Przedmieściu z kolegami. Na głowie czapka studenckiej korporacji. Koledzy ze zdjęcia zginęli w pierwszych dniach powstania. Moja mamy raz na motocyklu w pilotce, albo na nartach, albo na korcie tenisowym.  Janek nie miał zdjęć, ale umiał opowiadać. Kiedy potrzebował pieniędzy to wysyłał siostry na zarobek. Puszczały się, gdzieś w krzakach, bramach albo czasami przyprowadzały "zarobek" do mieszkania. Tak żyli wszyscy jego koledzy na ulicy.  Oczywiście strasznych epizodów było więcej. W powstaniu Janek nie zginął, ponieważ partia kazała mu i pomogła przeprawić się razem z rodziną na drugą stronę Wisły. Przypuszczam, że gdyby mnie zdarzyła się taka młodość to zostałby prawdziwym przedwojennym komunistą. 

Statystyki

takich zdarzeń były miliony. Każdy może zapytać się swojej pamięci, rodziców, dziadków... Wystarczy zadać pytania "Co robiłeś w tamtych czasach? Czy byłeś komuchem?, czy znałeś komuchów? czyli typy spod ciemnej gwiazdy, którzy za cel postawili sobie zniewolić Polaków i oddać ich w rosyjski jasyr? po co mieliby to robić? ponieważ mają zdradzieckie mordy?

Już na samym początku około 12,5 % obywateli polskich w wieku produkcyjnym posiadało legitymację  PZPR-u. W roku 1970 liczba  wzrosła do 14,2%. Czasy gierkowskie, czyli nieudana próba utworzenia z Polski nowoczesnego państwa, socjalizm z ludzką twarzą,  pozwoliła na rekord w roku 1980 17,4 %. Po legalizacji "Solidarności" Lecha Wałęsy i ogłoszeniu stanu wojennego udział Polaków w partii robotniczej spadł do 12,5 %, czyli poziomu początkowego. Warto dodać, że członkostwo w partii wiązało się ze składką w wysokości 1% miesięcznych zarobków. Poważna sprawa. Trudno nie uznać, że był to to ruch masowy. Może nawet głos suwerena?

Warto przypomnieć, że w latach po II Wojnie Światowej komunizm był uważany w kręgach myślących tego świata za atrakcyjną formę organizacji społeczeństwa, lepszą niż kapitalizm, nacjonalizm, faszyzm...  Dziwne byłoby, żeby Polacy, naród europejski, nie załapali się w tym europejskim nurcie. Wtedy nie było jeszcze socjalnej gospodarki rynkowej. Dla większości Polaków z kręgów nieuprzywilejowanych socjalizm radykalnie i od razu zmieniał perspektywy życiowe na lepsze. Dlatego wśród członków partii robotniczej było z całą pewnością mnóstwo osób, które po prostu marzyły o lepszym świecie i z całą pewnością nie były zdradzieckimi mordami. Niewątpliwie w miarę rozwoju sytuacji ubywało osób ideowych, a przybywało wygodnych. Legitymacja partyjna ułatwiała życie. Lepsze role dla aktora. Przydział papieru na książkę pisarza. Dobrze płatny kontrakt zagraniczny dla inżyniera... Talon na rower, na pralkę i samochód. Wtedy nikt nie wierzył, że ten Układ Warszawski może nagle za naszego życia zniknąć. Czy można obrzucać tych ludzi brzydkimi epitetami za to, że chcieli trochę lepiej żyć? 

Ostatnio poparcie dla jedynej słusznej totalitarnej partii polskiej, która właśnie zaczyna swój "stalinowski okres", przekracza 40%. Po utracie tuskowego rozpędu gospodarczego nastąpi oszczędna gomułkowszczyzna? Potem czeka nas gierkowska próba modernizacji... Niezbyt mądry Polak po szkodzie. Właściwie bardzo wysokie poparcie dla PiS-u jest dowodem na aktualność i żywotność idei komunistycznych w polskim społeczeństwie. 

Z tymi komuchami i mordami zdradzieckimi to jest jeden wielki przekręt. Łatwo sprawdzić. Wiara w komucha prowadzi na manowce. Wiem, trudno w to dzisiaj uwierzyć, ale w Polsce komuchów zwyczajnie nie było i nie ma. Nie dajmy sobie ukraść naszej własnej historii. 

20:27, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 sierpnia 2017

W roku 2015 przeciętny dochód gabinetu lekarskiego (Praxis) wyniósł 507 000 euro. Z tej sumy około 25% wydano na materiały, urządzenia, czynsz itd. Kolejne 25%  stanowią pensje pracowników. Lekarzowi zostało przed podatkiem 258 000 euro. Z tej kwoty musi jeszcze opłacić własne ubezpieczenie socjalne.

Najwyższy dochód osiągnęły gabinety rentgenowskie przeciętnie 850 000 euro. Okulista 370 000 euro. Ortopeda 310 000 euro. Najmniej uzyskali neurolodzy i psychiatrzy 180 000 euro. Dochód gabinetu lekarza ogólnego rodzinnego osiągnął przeciętnie kwotę 227 000.euro.  Oczywiście nie przekłada się to bezpośrednio na zarobek lekarza, ponieważ specjalizacje mają różne koszty materiałowe i personalne.

Lekarz we własnym gabinecie wykonuje wolny zawód. To znaczy pracuje i odpowiada osobiście. Jednocześnie jest zwyczajnym przedsiębiorcą.

Już teraz brakuje masowo lekarzy do obsadzenia gabinetów, szczególnie na prowincji, a będzie jeszcze gorzej. Już teraz wiele praktyk jest zamkniętych, albo lekarze pracują zwyczajnie z poczucia obowiązku wobec pacjentów po przekroczeniu wieku emerytalnego. 

Niedawno byłem w klinice chirurgicznej z drzazgą metalową w palcu. Śmieszne, ale bolesne i trudno widoczne. Okazało się, że na oddziale pracuje wyłącznie personel z Polski, łącznie z szefem profesorem. Już teraz, chociaż niemieccy lekarze przedkładają pracę w dużym mieście w dużym szpitalu nad przejęciem odpowiedzialności osobistej w prywatnym gabinecie. Tak bardzo brakuje personelu medycznego.

Podobno ponad 50% studentów medycyny w Polsce już wybiera się do pracy za granicę. Prywatnie jestem w rozterce. Oczywiście, życzę rodakom jak najlepszą służbę zdrowia. Z drugiej strony nie chciałbym, żeby w mojej okolicy kolejki do lekarza wydłużyły się.

Ciekawe, jak "dobra zmiana" kryminalizująca służbę zdrowia zachęci ich do pozostania w kraju.  Zostaną powołani do wojska? Nie dostaną paszportów? Będą musieli odpracować koszt studiów.? Ostatni biznesowy chwyt okazuje się niezmiernie skuteczny w handlu ludźmi. Prostytucja, niewolnicza praca na plantacjach...

 

(liczby według danych Federalnego Urzędu Statystycznego)

21:02, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (13) »

Przeciętnie 33,7% szkolnej młodzieży w Nordrhein-Westfalen należy do grupy emigrantów (Migrationshintergrund). Ich udział w gimnazjach jest mniejszy, a w innych szkołach wyższy. Do rekordzistów należy miasto Duisburg. Gdyby nie emigranci, jedną trzecią szkół trzeba by było zamknąć. Za kilka lat taki sam los czekałby przedsiębiorstwa. Kto miałby zarabiać na renty, na utrzymanie infrastruktury?

Urzędowa definicja dzieci zagranicznego pochodzenia brzmi, "osoby urodzone zagranicą oraz dzieci, których jeden z rodziców urodził się zagranicą." Gdyby uwzględniono w rachunku dziadków i pradziadków, którzy przybyli do Niemiec w roli gastarbeiterów...

Ludność tubylcza znika z własnej woli. Na wszystkich pozycjach drabiny społecznej można spotkać osoby z Migrationshintergrund. Ich liczba się zwiększa się z każdym dniem. Zresztą duży udział w tym procesie mieli zawsze i mają osobnicy pochodzenia polskiego.

I to mają być straszni Niemcy, którzy zagrażają prezesowi i jego wyznawcom? 

12:34, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 08 sierpnia 2017

Na przedmieściu Hamburga powstało najnowocześniejsze, najskuteczniejsze urządzenie do prześwietlania materii. Można przy jego pomocy zajrzeć do środka żelaza, obserwować reakcje chemiczne na poziomie molekuł i prześwietlić najmniejsze wirusy.

Wiązka światła jest w stanie przeniknąć każdy materiał jaki znamy na ziemi pokazując jego strukturę na poziomie atomów. Możliwe jest też badanie materii w warunkach wysokich temperatur i ciśnień, jakie panują głęboko pod ziemią albo na słońcu.

Röntgenlaser został właśnie zbudowany i we wrześniu zostanie przekazany naukowcom. Za 1,2 mld euro (5 mld zł) zbudowano podziemny tunel o długości 3,4 km zakończony podziemną halą wielkości boiska piłkarskiego. Na naukowy przyrząd zrzucili się Niemcy (58%), Rosjanie (27%) i kilka innych państwa europejskich po 1 do 3%. Uczestnikiem Spółki z o.O. jest też Polska. Współpraca została nawiązana jeszcze za Tuska, więc może okazać się kolejnym dowodem na jego zdradę narodową. Na poważnie, niewielki udział polski w przedsięwzięciu pozwoli na udział krajowych uczonych i praktyczne wykorzystanie ich badań. Polskę reprezentuje Centralny Ośrodek Badań Jądrowych.

Do międzynarodowej załogi należy już około 250 osób. Żaden kraj na świecie nie ma wystarczająco dużo pieniędzy i fachowców potrzebnych do uruchomienia takiego urządzenia. Planowane koszty eksploatacji  szacuje się na 120 mln euro rocznie (500 mln zł). Niestety, żeby aktualnie coś epokowego odkryć trzeba wziąć do ręki olbrzymie sumy pieniędzy. Na liście płac można znaleźć Rosjan, Polaków i wiele nazwisk "uchodźców". Może znajdzie się dziennikarz, który zapyta rządzących, czy chcą kontynuować polski udział finansowy i personalny w tym niemiecko rosyjskim projekcie.

Najdroższa maszyna naukowa w Niemczech nie gwarantuje jakiś niesamowitych odkryć, które od razu przyniosą miliony zysków, ale na pewno popchnie naszą wiedzę o Ziemi i Kosmosie troszeczkę do przodu. 

http://www.xfel.eu to jest oficjalny adres internetowy przedsięwzięcia. Wśród języków strony jest też język polski. Bardzo ciekawe.



13:21, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 sierpnia 2017

Odpowiedź na komentarz

Drogi robotniku, piszesz w komentarzu do mojego poprzedniego tekstu, że zlekceważyłem sobie wypowiedź profesora logiki na blogu, który mnie podsunąłeś. (Adres blogu znajduje się w komentarzach do wpisu "Sąd nad sędziami")

Logik sam siebie wstawia do kąta. Istotą pisowskiej reformy jest codzienne "według potrzeb partii" ręczne sterowanie wyrokami. Tam, gdzie polityk, nawet posiadający większość parlamentarną, może wpływać na los osobisty sędziego albo prokuratora, kończy się państwo praworządne, a zaczyna bolszewicka rewolucja. Łatwo sprawdzić.

Jeżeli polityk uważa, że wyroki nie odpowiadają "potrzebom społecznym" to musi w parlamencie zmienić odpowiednio prawo, a sędzia jest zobowiązany do stosowania prawa... Natomiast skrót, czyli bezpośredni przykaz "w imieniu ludu" z komitetu partyjnego dla sądu był charakterystyczny dla PRL-u. Żyją jeszcze świadkowie tamtych czasów. Wystarczy zapytać się.

W Niemczech politycy mają jakiś wpływ na wybór sędziego, lecz potem  do końca jego życia muszą uszanować sędziego niezawisłość. Sędzia podlega tylko prawu i sędziemu wyższej instancji. Polityk nie może przesuwać sędziego z kąta do kąta jak krzesło w kawiarni. Nawet, kiedy ma większość w parlamencie. To wszystko stoi w konstytucjach niemieckich. Jedynym momentem, kiedy los prawnika zależy od władzy wykonawczej i politycznej jest nominacja sędziowska. Istnieje też bardzo prawnie reglamentowana skomplikowana droga do karania sędziego, aż do usunięcia z towarzystwa włącznie. Jednak sędzia może się zawsze odwołać do... sądu.

Warto wspomnieć, że w Niemczech po drugiej wojnie światowej w zasadzie nie nastąpiła denazyfikacja sprawiedliwości. Sędziowie pochodzący z tych smutnych czasów dalej pracowali i tym razem realizowali nowe prawo demokratyczne. Konsekwentne usunięcie sędziów, którzy "urodzili się" przed 1945 spowodowało by po prostu zupełną nieudolność aparatu sprawiedliwości. Niemcy są myślą praktycznie. Może dlatego na pierwszego przynoszą do domu więcej? Po za tym, wbrew pozorom, zawód sędziego nie jest tak bardzo polityczny. Tak jak kierowca zawodowy, pokieruje każdym pojazdem.  Nadużycia są możliwe. Niedawno przecież arabski kierowca w polskiej ciężarówce zabił niemieckich przechodni.  

Natomiast praktyka niezawisłości w Niemczech... Kiedy polityk zwraca się do redaktora, prokuratora albo sędziego w jakiejś konkretnej sprawie sądowej, wybucha wielki publiczny skandal, który ma poważne konsekwencje dla polityka, nigdy dla sędziego. Po za tym sędzia niemiecki ma przeważnie dwie nogi, podobnie jak polski. Logiczne.

Przykłady

Kiedyś Prezydent Federalny zadzwonił do znajomego redaktora Bildzeitung z prośbą o przesunięcie publikacji o kilka dni, kiedy wróci z wizyty zagranicznej. Nic więcej. Rzeczywiście miał obiektywne powody. Szkodliwe dla niemieckiej racji stanu byłoby, żeby prezydent niemiecki z izraelskiej ziemi zajmował się krajowymi i osobistymi sprawami. Zrozumiałe jest, że wizyty niemieckich najważniejszych polityków w kraju ofiar holokaustu są do dzisiaj bardzo delikatną sprawą.

Dziennikarz upublicznił treść rozmowy. Powszechnie uznano to za polityczny nacisk na gazetę. Wybuchł skandal, który skończył się ustąpieniem prezydenta ze stanowiska, a dziennikarz zdobył znaczną popularność. Konkretnie chodziło o zarzut, że prezydent dał się zaprosić na weekend do rekreacyjnej willi swojego starego przyjaciela. Gazeta oszacowała korzyść na kilkaset euro. 

Albo, kiedyś prokuratura prowadziła śledztwo, gdzie wśród wielu podejrzanych znalazł się nagle i niespodziewanie ważny i znany poseł do parlamentu. Okazało się, że wiceminister, prywatnie przyjaciel posła, zadzwonił do prokuratury z pytaniem o co chodzi, a potem próbował informować się o przebiegu śledztwa. Nie chce zanudzać szczegółami. Ale na tym tle wybuchł skandal. Powszechnie uznano to za złamanie zasady trójpodziału władzy. Już próba uzyskania informacji została zinterpretowana jako nacisk na prokuratora i medialnie zupełnie przykryła istotę sprawy, czyli fakt obecności dziecięcej pornografii na komputerze posła. Poseł zajmował się w jakimś czasie problematyką prawną pedofili w internecie, stąd miałyby być te zdjęcia. Bez dalszego wnikania w szczegóły, poseł musiał zrezygnować z posłowania i przynależności partyjnej z powodu próby interwencji w niezawisły system sprawiedliwości. Poważne konsekwencje poniósł też kolega minister.

Tylko te dwa przykłady pokazują różnicę w kulturze prawnej pomiędzy pisowską Polską, a współczesnymi Niemcami. Warto zauważyć, że przeciętny Niemiec rozwiązuje swoje konflikty z innymi szukając kompromisu. Natomiast w Polsce obowiązuje zasada moja racja jest najważniejsza i do ostatniej kropli krwi. Ma to oczywiście wpływ na ilość spraw sądowych i odczuwaną sprawiedliwość, niesprawiedliwość.

Praktyczny przykład. Niemiecki przedsiębiorca szybko zapomina o przegranym przetargu i skupia się na dobrej realizacji posiadanych zleceń, oraz zabiera się do kolejnego przetargu. Oczywiście analizuje powody klęski, ale szuka ich u siebie. Zbyt wysoka cena? Zła opinia u inwestora? W ogóle powszechne jest przekonanie, że o sprawach gospodarczych sędzia nie ma pojęcia i jest to zwyczajna strata czasu, który można lepiej wykorzystać.

Natomiast polski właściciel firmy zabiera się za zwycięzcę... "Mam zawsze rację, jestem najlepszy, więc przegrałem, ponieważ konkurent albo zleceniodawca jest, albo obydwaj są nieuczciwy. Ja sobie nie pozwolą, żeby taki gnojek..." I wtedy zaczyna się sądowa awantura na przecinki i terminy w specyfikacji. Z biegiem czasu dochodzą oskarżenia o obrazę, o zniesławienie. Temperatura rośnie, a zwyczajna robota leży.

Rzeczywiście, wybór sędziego, w krajach demokracji nowoczesnej jest bardzo trudny do przeprowadzenia w sposób kryształowo czysty i przezroczysty. Uważa się, że zwiększanie udziału ministrów w tym procesie zwiększa ryzyko uzależnienia sędziego od administracji, ale niefachowe wybory "ludowe" powodują obniżenie poziomu prawniczego i moralnego sądownictwa. Wzrasta wtedy zapotrzebowanie na show, a treść nudzi. Dyskusja trwa we wszystkich prawdziwych demokracjach.

W praktyce, w zasadzie, żeby zostać sędzią w Niemczech wystarczy chcieć. Ale trzeba mieć skończone studia prawnicze, plus dwuletni referendariat. Dwa tzw. państwowe egzaminy, które są trudniejsze od tych na uczelni. Wtedy zostaje się tzw. pełnym prawnikiem (Volljurist). Upoważnia to do wykonywania samodzielnych funkcji prokuratora, sędziego albo adwokata. Żeby zostać adwokatem, wystarczy się odpowiednio zarejestrować. Natomiast prokuratorzy i sędziowie podlegają prawu popytu i podaży. Duże zapotrzebowanie wpływa na obniżenie wymaganych ocen egzaminacyjnych. Natomiast brak wolnych etatów, może spowodować podniesienie kryteriów do gładkiej jedynki, czyli po polsku piątki. Warto dodać, że przez wiele lat na studia prawnicze przyjmowano tylko najlepszych maturzystów.

Dla porównania, w niektórych kantonach szwajcarskich od sędziego nie jest wymagane nawet wykształcenie prawnicze.

Ja nie oceniam różnych kultur rozwiązywania konfliktów na dwóch brzegach Odry. Po prostu tak jest. I nie chodzi o to, żeby Polacy naśladowali Niemców. System sprawiedliwości jest zjawiskiem dynamicznym, czyli musi się zmieniać, tak jak zmieniają się formy życia i mentalność społeczeństwa.

Podyskutujmy logicznie

Powtarzam, istotą sprawy jest realnie praktykowana niezawisłość sądu. To jest niezbędny warunek istnienia państwa prawa, gdzie obywatele są sobie równi, też przed sądem. Bez niezawisłości sądów , tzw. szary obywatel ma kiepskie szanse na sprawiedliwość. Taki jest stan wiedzy i dobrej praktyki w roku 2017 na planecie Ziemia. Warto o tym dyskutować, w jaki sposób w Polsce można zapewnić niezawisłość sądownictwa, jednocześnie zapobiegając samowoli, głupocie, nieuczciwości i prywacie niektórych sędziów. Być może trochę prawdy jest w stwierdzeniu: Realni koledzy są bliżsi sędziemu polskiemu, niż abstrakcyjna sprawiedliwość.

Zdaje się, że niezłym materiałem do dyskusji mogłaby być na przykład propozycja "Nowoczesnej" o której w wywiadzie prasowym opowiada prawnik pani Kamila Gasiuk-Pihowicz. Nie rozumiem, dlaczego publiczną dyskusję na przecież poważny temat określają krótkie urywane zdania kliku niedouczonych absolwentów "pisowskiej szkoły prawa". W Polsce nie brakuje przecież znakomitych znawców prawa. A gdzie są rozsądni publicyści? Czyżby byli już  zastraszeni? Czy tylko pomiędzy miłością własną, a konieczną gonitwą za czytelnikami, nie mają już czasu i energii dla ojczyzny? 

Politycy PiSu już wielokrotnie pokazali, że prokuratorzy i sędziowie, którzy nie wykonują pisowskich poleceń są be. Praktyka pokazuje, że PiS chce zabrać sądowi niezawisłość, żeby zapewnić... immunitet swoim członkom i sympatykom. I to można bardzo logicznie udowodnić.

Od akademickiego profesora, nawet, kiedy jest już aż logikiem i blogerem, można wymagać, żeby się trochę chociaż w materii orientował, tym bardziej, że system sprawiedliwości ma inne cele, niż realizacja zasad logiki na studenckim seminarium. 



18:37, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (16) »
niedziela, 30 lipca 2017

Wyobraźmy sobie, że o karierze sędziów piłkarskich decydować będą właściciele wielkich gier hazardowych. Istnieją takie potężne firmy w dalekiej Azji, które organizują zakłady o wyniki europejskich lig. Niektóre są legalne ale większość zdaje się charakter absolutnie kryminalny, mafijny. Ich celem jest zarabianie jak największej ilości pieniędzy, przy możliwie niewielkich kosztach. Nim bardziej nie przewidywalne dla graczy są wyniki meczy, tym więcej zostaje w kieszeni tych, którzy wynik znają na pewno. Najłatwiej taki stan osiągnąć manipulując wynikami. Sędziowie mogą mieć duży wpływ na meczu. Naturalnym więc będzie awansowanie sędziego, który potrafi na boisku dopilnować, że wynik był zgodny z planem mafii. Oczywiście "najlepsi" będą umieli tak mecz poprowadzić, żeby nie wzbudzić w kibicach podejrzeć, czyli nie zniechęcić ich do zawierania kolejnych zakładów.

Naprawdę nie trudno sobie wyobrazić, że wystarczy kilka, no może kilkanaście lat żeby  mecze piłki nożnej stały się zwyczajną farsą, rodzajem filmu fabularnego, gdzie wyniki ustala reżyser.

Inny przykład, już mniej teoretyczny. Kilka godziny po wypadku drogowym premiera, minister z jego rządu ogłasza, że za sprawcą wypadku jest student, który kierując swoim samochodem staruszkiem, złamał przepisy drogowe, i uderzył w rządowy pancernik. Minister dodał, że przesłuchiwany na  komisariacie policji "sprawca" przyznał się do zarzutów.

Niestety do sprawy włączyła się opozycja i media. Okazało się, że student się do niczego przyznał, a fakty wskazują raczej na pogardę dla prawa drogowego przez kierowcę limuzyny. Dalej sugerują brak wystarczających umiejętności rządowego kierowcy. Warunki przesłuchania studenta, który znalazł się przecież w roli oskarżonego, też zupełnie zaprzeczają prawom nowoczesnego państwa demokratycznego, czyli inaczej mówiąc są prawdopodobnie nielegalne i przez to nie mogą zostać uwzględnione w ewentualnym procesie sądowym.

Pan Minister nie dał za wygraną,  wyraził się w brzydkich słowach o posłach opozycji i adwokacie, zarzucając im, delikatnie mówiąc, zły charakter i chęć dorobienia się na nieszczęśliwym wypadku. Podczas, gdy obowiązkiem opozycji politycznej jest zwracanie uwagi na wątpliwości do stylu sprawowania władzy przez pozycję. Natomiast zawód adwokata został stworzony dokładnie w takim celu, żeby bronić oskarżonego przed pomyłkami sądowymi. Po za tym adwokat musi z czegoś żyć jak każdy z nas.

Na scenie pojawia się teraz prokurator. Już teraz można zadać retoryczne pytanie, Czy przychylność zwierzchników, awanse itp. zdobędzie prokurator, który stwierdzi stan faktyczny i umorzy śledztwo w
stosunku do studenta, czy oskarżyciel, któremu uda się udowodnić, że pan Minister ma rację? Będzie prawnie i sprawiedliwe?

Oczywiście, jeszcze dzisiaj może trafić się sędzia, który odrzuci ministerialno prokuratorską wersję. Ale za kilka dni praktycznie i prokurator i sędzia będą podlegali temu samemu ministrowi z politycznego nadania. Nie trzeba byś prorokiem, żeby przewidzieć, że prokuratorzy u ministra będą mieli większą siłę przebicia, niż sędziowie. Biedny student stanie się piłką na arenie wielkiej polityki. Każdemu może zdarzyć się stłuczka z funkcjonariuszem jedynej słusznej partii. 

Dla porządku warto zastanowić się, gdyby aktorami wypadku byli dwaj zwyczajni studenci. Wtedy policjant na miejscu przesłuchałby świadków, wypisał mandat dla tego, który przekroczył ciągłą linię i wyprzedzał na skrzyżowaniu. Zresztą ten przepis został wymyślony dla zapobiegania podobnym wypadkom. Studentów prawa proszę o sprawdzenie...

Kultura prawna

Inną sprawą jest zadziwiające, właściwie pogardliwe dla społeczeństwa demokratycznego, milczenie środowiska prawniczego, na temat zarzutów w stosunku do wymiaru sprawiedliwości. Zero diagnozy, więc jeszcze mniej propozycji zmian.

Trudno jest się więc dziwić, że PiS to wykorzystał, zgodnie z zasadami gry politycznej trochę przesadził i zaproponował zmiany już w roku... 2014. Teraz, kiedy środowisko sędziowskie jest realnie zagrożone, koledzy obudzili się i protestują hasłami o ratowaniu trójpodziału władzy. Bardzo proszę o wyjaśnienie skąd wyborcy PiS-u mają wiedzieć o co chodzi?

O.K. już w PRL-u poziom kultury prawnej w społeczeństwie był bardzo niski, albo na poziomie granatu, który trzeba zabrać na rozprawę sądową, żeby pomóc sprawiedliwości. Od czasu komedii Sylwestra Chęcińskiego minęło już dokładnie 50 lat i niewiele się w tej sprawie zmieniło. Przepraszam, przed dwoma laty Kargul z Pawlakiem stali się suwerenem i przejęli władzę w kraju.

Bardzo przepraszam panów prawników, kto miałby zająć się podnoszeniem wiedzy prawnej w społeczeństwie? Kto ponosi więc odpowiedzialność? Podejrzewam, że przeciętny Polak lepiej orientuje się w prawie i procedurach sądowych amerykańskich, niż polskich, dzięki hollywoodzkim produkcjom.

Wracam do granatu. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że przedsiębiorcy polscy, którzy wpadli w konflikt na niemieckim rynku, prosili mnie o wskazanie adwokata "Nie chodzi w ogóle o obrońcę. Takiego sobie bym znalazł sam, nawet w Internecie, chodzi o takiego, który wiesz, gra z sędziami w golfa i pije z nimi
koniak. Ja muszę tą sprawę wygrać. No wiesz. O koszty nie chodzi. Zgromadziłem na to niemałą sumkę". Ostatnio, nie próbuję nawet tłumaczyć jak bardzo trudno jest tutaj znaleźć sędziego, który skłonny byłby naginać prawo dla znajomego, chociaż z nim popija... Ale ciekawe, skąd polski przedsiębiorca ma takie pomysły?

Kilka przypadków dla studentów prawa

Trudno jest mnie wyobrazić sobie sytuację w cywilizowanym kraju, że szeregowy poseł praktycznie kieruje  państwem, nie zajmując żadnego stanowiska wynikającego z konstytucji. Nawet Putin..., nawet Hitler... Panu posłowi podlega bezwzględnie większość parlamentarna, Marszałek Sejmu. Może sobie wejść, kiedy chce "po za trybem" na mównicę i oskarżyć o morderstwo nieparlamentarnymi wyrazami opozycję, a posłankę pogonić "won".  

Wytworzyła się zabawna sytuacja  dla międzynarodowej prasy. Wielki naród europejski ma prezesa, który faktycznie rządzi i prezydenta, premiera ministrów, podobnie jak gdzie indziej. Prezes unika jak ognia kontaktów z mediami. Natomiast ministrowie albo mówią wszyscy to samo po prezesie, albo kiedy prezes zaśpi i spóźni się się z instrukcją, bełkocą coś pod nosem jak gdyby byli niedorozwinięci. I taki zagraniczny korespondent ma problem. Kiedy opublikuje bełkot ministra albo banały premiera, a za kilka godzin prezes wstanie z łóżka i odwoła, wszystko, co powiedziano, opieprzy go szef redaktor. Kiedy poczeka, a kolega z konkurencyjnej redakcji jednak ogłosi i prezes potem potwierdzi, wtedy opieprzy go szef redaktor. Pytanie do studentów prawa, czy to nie jest śmieszne? Kto i jak odpowiada za ośmieszanie Polski zagranicę?

 

Ustawy zmieniające ustrój państwa, łamiące konstytucję pisane są teoretycznie przez grupy posłów, wśród których nie ma członków kliki z Nowogrodzkiej. Kto będzie odpowiadał za szkody które w wyniku tych „reform” poniesie państwo polskie, przedsiębiorcy i osoby prywatne?

 

Nagle podniosła się fala tortur i zabójstw na policyjnych posterunkach. Jaki ma to związek ze zmianami prawnymi, które nakazują sędziom uwzględniać w orzekaniu dowody zdobyte nielegalnie.?

 

Czy członek rodziny prezesa powinien zostać w końcu ułaskawiony? Praktycznie jest już na wolności i nawet otrzymał z powrotem ukochane porsche pod opiekę, zatrzymane na poczet kar przez złośliwego sędziego zdrajcę. Z PRL-u pamiętam, że z definicji ustroju wynikało, że nie było przestępstw,
charakterystycznych przecież tylko dla rozwiniętego kapitalizmu, a z całą pewnością  przestępcami nie mogli zostać  aktualni krewni i przyjaciele Pierwszego? Proszę o porównanie praktyki prokuratorsko sądowej w stosunku do nomenklatury pomiędzy PRL-em i IV RP.

 

Przyszłość

Jedni sędziowie leczą rany, inni cieszą się podwyżkami zarobków i zwolnienia z obowiązku samodzielnego myślenia.

Kolejno zaraz po wakacjach zostaną zaatakowani wolni dziennikarze i ich media. To już jest pewne. Na razie jednak są wakacje…

W kolejce do reformy są uczelnie wyższe, które też zdaje się w wolnej Polsce nie popisały się. Nie jest najlepiej. Jednak zdaje się środowisko samo z siebie nie jest w stanie postawić diagnozy i zaproponować zmian.  Jeszcze jest czas na skuteczne protesty, ale rozumiem wakacje...

Jeżeli nie, to PiS  zreformuje naukę w interesie swojej nomenklatury. W roku 2014 prezes napisał, jeżeli uczelnie wyższe dalej będą fikać to on utworzy Narodowy Instytut Nauki i będzie tam rozdawał tytuły naukowe dla swoich i zasłużonych. Prawdopodobieństwo jest duże, że Instytut będzie dzielił środki…

Ciekawe, czy uda się profesorom wyprowadzić tłumy na ulicę, chociaż będzie po wakacjach. Prawnikom tłumy nie pomogły.

Służba zdrowia już jest w trakcie reformy, ale na razie odbywa się to bez szczególnych emocji. Starodawnym, klasycznym problemem jest ucieczka niewolników do lepszych panów. Tak było zawsze. We wszystkich krajach zachodnich z powodów demograficznych brakuje lekarzy i pielęgniarek. Pokusa jest ogromna.

Zresztą problem dotyczy też absolwentów innych „konkretnych” studiów. Tylko w Niemczech brakuje już dziesiątki tysięcy lekarzy, inżynierów, kadr kierowniczych, i przedsiębiorców… Tak, w najbliższych latach z powodów biologicznych setki tysięcy przedsiębiorstw stracą szefa. Taka sytuacja. Dlatego należy spodziewać się energicznych „reform”. Pierwsze będą chwyty znane z handlu ludźmi, studiujesz, więc robisz długi, dopóki ich nie spłacisz,
nie dostaniesz paszportu.

Drugim etapem , będzie wzięcie zakładników z rodzin podatnych na „wrogą” propagandę. Ostatecznością może okazać się mur graniczny. W końcu nawet niemiecki Ulbricht, też został do tego zmuszony. Ale dopóki Unia wywiązuje się z obowiązku przelewów pieniężnych mur nie grozi.

Ostatnim elementem dobrej zmiany, będzie „legalne” okradanie  narodowych przedsiębiorstw i ludności, według potrzeb pisowskiej nomenklatury. Zacznie się od przedsiębiorców, którzy coś mają i są krytyczni do władzy. Wystarczy Urząd Skarbowy, może jeszcze w trudniejszych przypadkach  służby specjalne, prokuratura i posłuszny sędzia.  Właściwie już dzisiaj jest to prawnie możliwe, ale trzeba przyznać, prawdopodobnie prezes trzyma swoich na krótkiej smyczy ze strachu przed suwerenem. Na nasze szczęście facet nie należy do strachliwych.

Ostatniego etapu nie wstrzymają najgorętsze  modlitwy. To wynika z historycznej prawidłowości. Katastrofa gospodarcza i społeczna spowodowana dobrą zmianą ujawni się dopiero za rok dwa. Póki co PiS zżera i marnuje oszczędności i dobre kierunki wytyczone przez rządy Donalda Tuska i jego poprzedników. Oczywiście, zawsze znajdą się tacy, którzy wierzą, że posadzenie pielęgniarki mamusi do rady nadzorczej wielkiego przedsiębiorstwa podwyższy jego konkurencyjność na krajowym i zagranicznych rynkach.

Niestety na razie prezesowi udaje się utrzymać i wzmocnić konflikty pomiędzy grupami zawodowymi, które należały do podstawowej socjotechniki PRL-u. Dzięki temu ludzie wychodzą na ulicę zgodnie z tymi podziałami i harmonogramem dobrej zmiany.

 

Dalsza perspektywa.

Albo wszyscy jednocześnie wyjdą na ulicę, albo nie pójdą do pracy. Na PRL bis odpowiedzią będzie Solidarność bis.

Albo skrzyżowanie rosyjskiej oligarchii z Ameryką Łacińską. Jedno i drugie produkuje skrajnych bajecznych bogaczy na największych jachtach i niewyobrażalnych biedaków w slumsach. Nad wszystkim fruwać będzie duch talibanów watykańskich. ale niech później, kiedy dobra zmiana zadziała, niech jej entuzjaści nie płaczą, kiedy znajdą się w zwyczajnych slumsach nie tylko bez ciepłej, ale w ogóle bez wody, ich przedstawiciele będą się bawić na absurdalnych jachtach ze złotymi kranami.

Boże, żeby do tego nie doszło.



 

20:15, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (7) »
czwartek, 27 lipca 2017

w Świnoujściu.

Kiedyś, przed kilkunasty laty byłem kilka dni nad polskim morzem. Dłużej nie wytrzymaliśmy roli dawcy krwi dla komarów.

Przez kilkadziesiąt lat żeglowałem po Jeziorze Bodeńskim i tylko raz dopadły mnie komary w jednym z portów austriackich, ale już kilka miesięcy później plaga zniknęła. Dlatego sprawa zainteresowała mnie z powodów prywatnych. Bodensee ist właściwie częścią Renu.

Już Goethe skarżył się na reńskie komary... Na początku XIX wieku Ren (Rhein) został uregulowany, skanalizowany, albo z niemiecka wyprostowany (Begradigung). W ten sposób powstały ślepe odnogi, albo jeziorka ze stojącą wodą. Idealne miejsce do rozwoju komarów.

Pomiędzy Sasbach i Bingen mieszka około 3 mln ludzi. Zrozumiałe, że nie lubią komarów, więc je zwalczają skutecznie. Koszt wynosi około 1,5 euro na mieszkańca i spokój. Dzisiaj stosuje się metody biologiczne zgodne z nowoczesną ekologią.

Dlatego bardzo zdziwił mnie artykuł w Gazecie Wyborczej o tragedii w Świnoujściu. Zwołano na naradę w Ratuszu różnych naukowych fachowców i... nic. Doszli do wniosku, że nie da się nic zrobić i potrafią to  naukowo udowodnić. Brawo!

Sprawa jest mimo wszystko poważna. Komary roznoszą groźne choroby. Dzięki ociepleniu klimatu pojawiają się w Europie groźne gatunki z innych stref klimatycznych. Nie chodzi tylko o wygodę turystów... Choroby przynoszone przez różne komary są na ogół bardzo groźne, więc chodzi o ochronę zdrowia ludności w ogóle.

Kiedyś zwalczano komary przy pomocy oleju i dymu. Może, więc wrócić do tradycji z poprzednich wieków, jak to się dzieje w wielu innych dziedzinach w Polsce?

Aktualnie do zwalczania komarów używana jest broń biologiczna B.t.i. Bakteria Bacillus thuringiensis israelensis zostaje ukryta w kostkach lodu, które zrzucane są z helikoptera, albo roznoszone przez wolontariuszy, tam gdzie atak z powietrza jest niemożliwy. Bakteria jest nieszkodliwa dla innych przedstawicieli fauny. Niszczy przewód pokarmowy  larw komarzych. W ten sposób udaje się ograniczyć populacje o 95%. Pozostałe 5% zostawia się świadomie przy życiu ze względów ekologicznych.

Polecam zainteresowanym burmistrzom www.kabsev.de należącą do  Komunalnego związku Zwalczania Komarów (Kommunale Aktiongeneonschaft zur Bekämpfung des Schnakenplage e.V.) Całe aż 20 kg na hektar lasu są potrzebne. Producentem jest Icybag Mosquitocontrol GmbH w Speyer.

Być może zastosowanie w Polsce israelskiej bakterii z niemieckiej produkcji jest wywoływaniem awantury z lasu, a burmistrz ryzykuje poważne dochodzenie prawdziwych organów w sprawie zdrady narodowej...





20:48, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 lipca 2017

Gdzie w Niemczech powstaje przyszłość? Takim, niezłym i wymiernym, wskaźnikiem jest ilość patentów na 100 000 pracujących i płacących ubezpieczenia socjalne.

Okazuje się, że na całej kuli ziemskiej niewiele jest ośrodków przodujących i wszystkie znajdują się w krajach demokracji liberalnych, gdzie obowiązuje trójpodział władzy, a sędziowie zobowiązani są tylko prawem, własnym doświadczeniem zawodowym... zupełnie niezależni od jakichś społecznych interesów, i partyjnych, politycznych nakazów...

W Niemczech wyraźnie na czele znajduje się aglomeracja stuttgarcka obejmująca obok stolicy landu, Esslingen, Böblingen, Göppingen, Ludwigsburg, Reutlingen, Tübingen. W roku 2014 uzyskano tam 577 patentów na 100 tysięcy pracowników. Na drugim miejscu znalazł się region wokół Ingolstadt osiągając 486 patentów. Ustawia to te dwa regiony na poziomie kalifornijskiej Silicon Valley. Liczba przeciętna dla całych Niemiec wynosi 125. Natomiast w Bremen albo Mecklemburg-Vorpommern udało się w 2014 roku zdobyć całe 25 patentów na 100 tysięcy pracowników.

Dla porównania w województwie mazowieckim liczba ta wyniosła w roku 11,2, czyli 50 raz mniej od Stuttgartu.Natomiast na Warmii i Mazurach całe 2,9, czyli blisko 200 razy mniej. To jest punkt wyjścia i ważny powód niższych zarobków w Polsce. Zdarza się, że w Stuttgarcie robotnicy koncernów otrzymują wyższą 14 pensję, niż przeciętne roczne zarobki w Polsce.

Istnieje związek pomiędzy wysokością wydatków na innowacje i ilością patentów. tam, gdzie więcej pieniędzy przeznacza się na innowacje, tam powstaje więcej pomysłów godnych opatentowania.

Nie przypuszczam jednak, że powodem patentów są większe pieniądze. Wydaje mnie się, że ścieżka przyczynowo skutkowa wygląda następująco. Najpierw trzeba rozpoznać i przyciągnąć do siebie najzdolniejszych, najbardziej kreatywnych, stworzyć im odpowiednie warunki do nauki, pracy i zabawy, a pieniądze przychodzą same.

Zaczyna się cała zabawa od wytypowanie kreatywnych. Niestety, nie jest możliwe, żeby dokonał tego posłuszny jedynej partii menager albo inny urzędnik. To tak jakbyśmy żądali od daltonisty, żeby nam powiedział jakie kolory widzi. Najprostsza i najskuteczniejsza jest metoda żydowska. Kiedy rabin podejrzewa talent u dziecka ze swojej parafii, wysyła je na spotkanie z wirtuozem, który akurat ma koncert w sąsiednim mieście... Ten system stosuje się dzisiaj powszechnie na Zachodzie.

Kiedy mój znajomy po skończeniu wyższej szkoły plastycznej podjął pierwszą pracę w Renault, już po kilku miesiącach biesiadował w najdroższych paryskich restauracjach z największymi designerami świata. Nazwiska, że głowa boli z wrażenia, wyraziły się dobrze o jego zdolnościach... W krótkim czasie powierzono mu karoserię nowego samochodu. Kiedy ostatni raz spotkaliśmy się przy jakiejś rodzinnej imprezie, żalił się, że będzie musiał zostać  głównym projektantem u Audi, ale stara się to jak najbardziej opóźnić... za dużo pracy administracyjnej, a on lubi przede wszystkim projektować, więc udaje, że jest zbyt młody na to stanowisko. Prolog i sportowe A8 to są jego dzieła. Dzisiaj pracuje samodzielnie nad samochodami, które pojawią się za kilkanaście lat.

Z całą pewnością, gdyby pojawił się przed komisją Morawieckiego wybierającą samochód elektryczny został by ze śmiechem odrzucony, a może nawet ze złością, bo przecież człowiek wolny i fachowy, nie da sobie wmówić, że rysunkowy konkurs dla przedszkolaków ma być początkiem czyjejś potęgi elektro motoryzacyjnej.

Koncerny muszą wydać na projekt nowego modelu około jednego miliarda euro, chociaż mają doświadczenie i fachowców zorganizowanych w sensownych strukturach. Natomiast jeden z najbogatszych i najbardziej pomysłowych miliarderów z Silicon Valley Elon Musk, twórca i producent elektrycznej Tesli, właśnie nie daje sobie rady z uruchomieniem masowej produkcji. Morawiecki i prezes nie mają z tym najmniejszych problemów i wątpliwości. Ogłaszają swoim wielbicielom po prostu wielki plan. Czy można uznać kogoś, kto w to wierzy, inteligentnym?

Pomysł, żeby mądry podporządkował się głupiemu i na zamówienie głupiego produkował wynalazki nie ma najmniejszych szans. Póki co, Polska rozwija się w kierunku... Na końcu, z braku rodziny i znajomych, szefem instytutu badawczego zostanie kot prezesa.

Ilość kapitału na realizację dobrych pomysłów jest na świecie prawie nieograniczona. Niestety gra toczy się wśród ludzi inteligentnych, utalentowanych i genialnych i... nieposłusznych wobec durni. 

Institut der deutschen Wirtschaft Köln przeanalizował też sens przedsięwzięć tzw. start up. Chodzi o innowacyjne firmy, finansowane w znacznym stopniu przez państwo niemieckie, landy albo miasta, czyli według urzędniczych kryteriów. Otóż, największym sukcesem jest wydanie funduszy przeznaczonych na innowacje. Natomiast innowacji specjalnie nie widać.

Miasto, gdzie spędziłem większą połowę swojego życia ufundowało budynek dla genialnych przedsiębiorców. Znajdował się na mojej spacerowej drodze. Najpierw odbyło się wielkie otwarcie z ważnymi przedstawicielami i mediami i w ogóle było bardzo fajnie i optymistycznie. I ja tam byłem, wino i miód piłem. Dzisiaj znajdują się tam: zwyczajna kancelaria adwokacka, zwyczajna pracownia architektoniczna. Z super "innowacyjnego" laboratorium "bio science" pozostały zwyczajne analizy dla okolicznych gabinetów lekarskich. Wyszło jak wyszło, chociaż dotyczy to regionu Stuttgart, który po za tym gra w czołówce światowej i tamtejsi urzędnicy mają znacznie więcej rozumu i gotówki dla innowacji, niż gdzie indziej.   

Diagnoza Morawieckiego, kiedy mówi, że Polsce brakuje innowacji jest jak najbardziej słuszna, chociaż mało odkrywcza. Znakomita większość polityków na kuli ziemskiej ubolewa nad swoimi zbyt nieinnowacyjnymi gospodarkami. Mam pomysł, żeby urządzić miesięcznicę smoleńską na ulicy królewskiej w Stuttgarcie. Szef telewizji narodowej mógłby przygotować imprezę propagandowo. Kilka parafialnych autobusów można byłoby skierować po drodze do Rzymu przez szwabską stolicę, żeby prezes nie czuł się samotnie.

Byłaby możliwość bezpośrednio przekonać jedno z najbardziej odkrywczych społeczeństw do bomby termobarycznej... i innych odkryć naukowych jedynej słusznej partii, która ma zawsze rację. Zgodnie z hipotezą leżącą u podstaw ideologii pisowskiej  uświadomieni przez prezesa nieświadomi Niemcy natychmiast zażądają od swoich polityków przystąpienie do pisowskiego planu gospodarczego. Z entuzjazmem pozbawią sędziów immunitetu, który będzie dotyczył jeszcze tylko członków partii i ich rodzin..., a innowacje w Stuttgarcie wzrosną do nieskończoności. 

Oczywiście, tysiące znakomitych polskich inżynierów, techników i facharbeiter, którzy przeważnie dopiero w Niemczech dowiedzieli się, jacy są dobrzy, porzucą natychmiast kraj, który ich zniewolił, zmusił do kupna mercedesa i domu pod miastem na wrażej ziemi. Wiadomo, że taką markę uwielbiał sam Adolf H. ... Pojawią się na Nowogrodzkiej w Warszawie, żeby z entuzjazmem przyłączyć się do realizacji planu Morawieckiego i innych marzeń właściciela kota. 

Sytuacja Polaków w Polsce jest tak absurdalna, że brakuje słów...  Niestety tylko nieskuteczna wyborczo grupa zdaje sobie z tego doskonale sprawę. Inteligentni patrioci, zorientowani w świecie polscy Europejczycy, powszechnie za granicą szanowani i podziwiani. Jednak wobec swojskiej głupocie i prymitywnemu cwaniactwu okazują się bezsilni. Czeka ich kolejna Wielka Emigracja?

22:22, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 20 lipca 2017

Najpierw przykład z Afryki. Państwo Mozambik, piórem swojego przedstawiciela, udzieliło gwarancję kredytową na 2 mld dolarów USA. Kilkaset milionów dorzuciła UE. Banki przelały pieniądze na konto obywatela francuskiego, pochodzącego z Libanu, który zobowiązał się do budowy oceanicznych statków rybackich. Nowoczesne jednostki, odpowiednio wyposażone miały zostać wybudowane w stoczniach francuskich, należących zresztą częściowo do tego faceta. W celu zapewnienia pracy dla swoich stoczniowców Francuzi dorzucili się kwotą kilkudziesięciu milionów.

W praktyce jednak gość ma "przypadkowo" stocznie w Rumuni, gdzie wybudował jednostki za jedną trzecią ceny. I rzeczywiście w porcie afrykańskim stoją przycumowane 18 statków, które od kilku lat zwyczajnie rdzewieją i nie złowiły dotychczas ani jednej ryby. Natomiast społeczeństwo Mozambiku spłaca dług, który stanowi około jedną piątą dochodu narodowego brutto. 

Bez wnikania w szczegóły techniczne, czyli jakość i kompletność wyposażenia , w szczegóły organizacyjne jak szkolenie załóg i inne usługi. W każdym bądź razie  biznesmen utworzył w celach organizacyjnych szereg firm, które są sfinansowane przez Rząd Mozambiku, a zyski płyną do kieszeni inicjatora afery, chociaż nie prowadzą jakiejkolwiek sensownej działalności dla Mozambiku.

W rezultacie ta jedna transakcja przynosi rodzinie biznesmena miliardy dolarów i zmniejsza znacznie przeciętne dochody każdego Mozambijczyka. O skali problemu mówi najlepiej wysokość rocznego dochodu narodowego kraju wynoszący 11 miliardów dolarów USA. 

O potędze takich układów może świadczyć fakt, że niektóre stocznie niemieckie należą do tego pana. Ostatnio starają się o wielomiliardowy kontrakt na budowę kilku korwet dla Bundesmarine. 

Dzisiaj, żeby okraść jakiś naród, albo zmusić go do niewolniczej pracy nie potrzeba wojska i rozlewu krwi. Wystarczy umieć zatrudnić  odpowiednich prawników, socjologów itp. i utrzymywać w zapasie kilku rzezimieszków z granatem w kieszeni. Wojny między państwami stały się przeżytkiem.

Wystarczą argumenty w stosunku do tzw. przedstawicieli politycznych i decydentów w kolejności, "Zrobisz, co chcemy to utrzymasz się na stanowisku. Nasi fachowcy tak to skonstruują, że wyjdziesz na bohatera." "Oczywiście wszystkie Twoje koszty pokryjemy." "Powiedz, ile chcesz". "Jeżeli nie zgodzisz się na nasze warunki, to nie odpowiadamy za los Twoich dzieci."

Niestety, tylko niektóre społeczeństwa na świecie stworzyły państwa, które są w stanie mniej lub więcej przeciwstawiać się międzynarodowej mafii nowoczesnej. Za każdym razem  podstawą jest przejrzystość podejmowania decyzji, wolność osobista obywateli do kształtowania swojego życia, wolne media, realny trójpodział władzy...

Niestety, po upadku Układu Warszawskiego i zakończeniu Zimnej Wojny, uznano szlachetnie, że te wszystkie służby tajne i bomby atomowe nie będą już potrzebne. Make love not war. Niestety chłopcy musieli z czegoś żyć. Okazało się, że umiejętności agentów radzieckich służb, połączone z mafijnymi zachodnimi strukturami okazały się bardzo skuteczne. Pieniądze płyną jak rzeka. Oczywiście, za tym nie stoi jakaś centralnie zorganizowana grupa z jednym szefem. To są luźne grupy, które działają międzynarodowo na pograniczu legalności i przestępstwa. Celem jest zarabianie pieniędzy jak najmniejszym wysiłkiem.

Można przypuszczać, że Polska powróciła do obszaru polowań mafii rosyjskiej, która zresztą współpracuje znakomicie z mafią amerykańską. 

Sytuacją idealną jest podczepienie się pod pieniądze podatników. Chodzi o to, żeby uzyskać taki wpływ na demokratycznie wybrane władze, żeby podejmowały decyzje o wydawaniu pieniędzy zgodnie z naszymi planami. Dla dużych mafiosów znakomicie nadają się wielkie państwowe budowy, infrastruktura, mosty, drogi, koleje, lotniska, wielkie elektrownie, kanały i rzeki... Idealne są budowy z dużą ilością robót ziemnych, ponieważ pozwalają na kradzież dowolnych sum, bez konieczności zatrudniania drogich specjalistów z górnej półki.

W trakcie ostatniego kryzysu bankowego wymyślono pojęcie o bankach systemowych, które nie mogą zbankrutować i zasługują na pomoc państwa. To jest wielki geszeft. Najpierw wyprowadzamy żywą gotówkę pod pozorem kredytów. Następnie podatnicy "zwracają" złodziejom już raz ukradzione. Nie jest to problem tylko polski.

W Polsce wyeksploatowano w ten sposób SKOKI. Straty zostały pokryte przez inne banki zmuszone przez państwowe regulacje. Trzeba przyznać, że pieniądze nie zostały zmarnowane. Zainwestowano w przygotowanie polskiego państwa na wielki skok. Trwa nacjonalizacja banków, co w praktyce oznacza, że pieniądze obywateli trafiają pod opiekę gangsterów, którym się kasa Skokowa właśnie kończy. Trzeba być naiwnym, żeby sądzić, że nie zostaną ukradzione. Ale zaczęto od inwestycji we własne przestępcze media, których zadaniem jest wytłumaczenie swojemu narodowi w jakim pięknym świecie mu się żyje. Udało się do tego zaangażować kler katolicki, który ma dwa tysiące lat doświadczeń w tej dziedzinie.

Knajpiarz bankrutuje, kiedy nagle znikają klienci. Producent czegokolwiek bankrutuje, kiedy dochody przestają pokrywać koszty, ponieważ na  przykład kupił za drogie maszyny, albo konkurencja potrafi taniej... Natomiast w banku znajdują się żywe pieniądze klientów, w ilościach wielokrotnie przekraczających kapitał własny banku. Na bank można napaść. Do sejfów bankowych można się włamać. Jednak są to żałosne próby realizacji marzeń o bogactwie. Najwyższą formą jest jednak przejęcie kierownictwa banku, wtedy można udzielać dowolnych kredytów z dowolnym zabezpieczeniem swoim... przyjaciołom.

Kolejnym etapem jest demoralizacja, korupcja  i podporządkowanie sobie organów ścigania i wymierzania sprawiedliwości, co przyczyni się do bezkarności dla swoich przestępców. Owszem będziemy łapać złodziei, ale... z wrogiej nam bandy. Oczywiście, pieniądze w bankach narodowych  skończą się. Majątek narodowych przedsiębiorstw przestanie przynosić zyski. Wtedy dla podtrzymania wygodnego życia koniecznym okaże się przejmowanie prywatnych firm, co już w dzisiejszej sytuacji prawnej nie stanowi żadnego problemu. Ale i to źródło szybko wyschnie. Wtedy pozostanie tylko zniewolenie do pracy za nic Polaków gorszego sortu, a sort pierwszy będzie musiał znacznie zmniejszyć się liczebnie.

Można przypuszczać, że Polska tradycyjnie powróciła do obszaru polowań mafii rosyjskiej, która współpracuje znakomicie z mafią amerykańską. Oczywiście, ani Rosjanie, ani rosyjskie państwo nie są wrogami Polski. Polska i Rosja stały się łupem mafii międzynarodowej, która niezwykle produktywnie łączy wiedzę i doświadczenie rosyjskich służb specjalnych z biznesowym umiejętnościami zachodnich przestępców gospodarczych.

Nawiasem mówiąc, wywiady, szczególnie już carski, a później radziecki, do brudnej  roboty wykorzystują chętnie ludzi mniej rozgarniętych albo wręcz szalonych w zależności od rodzaju zadań. Pozostałym z pierwszego sortu dobrze płacą, albo jeszcze lepiej obiecują...

W prawdziwych rozważeniach o świecie należy koniecznie uwzględniać wszystkie siły i pragnienia, które mają wpływ na nasz los: Demokratyczne liberalne państwa, które reprezentują jako jedyne interes obywateli. Koncerny, które  bronią zysków akcjonariuszy i trochę swoich pracowników. Mniejsi przedsiębiorcy, którzy dbają o swoje rodziny i trochę o swoich pracowników. Związki religijne, które starają się zapewnić swojemu personelowi odpowiedni poziom życia i bezkarności. W erze globalizacji pojawiły się dobrze zorganizowane i zintegrowane we współczesnym biznesie globalne grupy przestępcze, którym chodzi zwyczajnie tylko o szmal i bezkarność.

Niestety okazuje się, że globalni przestępcy, realizując chęć życia na cudzy koszt, potrafią demokratyczne obywatelskie państwo zamienić w wydmuszkę, a nawet wpłynąć na wybory najpotężniejszego przedstawiciela społeczeństw obywatelskich, jakim był Prezydent USA. Oczywiście można mieć nadzieję, że globalny pasożyt zachowa się w stosunku do żywicieli jak mrówki, które hodują mszyce i przenoszą je na świeży listek, jak to ma miejsce w moim ogrodzie. Po za tym Polska nie jest wyjątkiem. 

Zakończyłem optymistycznie?



  

17:57, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 10 lipca 2017

Wielkie sprzątanie

Tysiące mieszkańców Hamburga wyszło na ulicę. W ręku miotły i zmiotki. Do wiaderek zbierane jest rękami szkło z bojowych butelek. Burmistrz miasta Olaf Scholz obiecał pokrycie strat materialnych, jakie ponieśli właściciele sklepów i mieszkańcy. Oczywiście jak zwykle. pieniądze będą pochodzić z naszych podatków, więc prawdopodobnie nie będzie łatwo. Póki co, właściciele spalonych pojazdów otrzymali w prezencie bilety miesięczne na miejską komunikację...

Policja...

i tutaj zaczynają się przysłowiowe schody, ...stwierdziła, że w Hamburgu pojawiły się wszystkie niemieckie siły policyjne, jakimi dysponują kraje federalne łącznie. Na dzień dzisiejszy jesteśmy w stanie w jednym miejscu zorganizować około 20 tysięcy funkcjonariuszy fachowców od ochrony demonstracji. A co będzie, kiedy w innym miejscu...

W związku z tym ustalono kolejność. Najpierw należy chronić uczestników G20. Na drugim planie jest obrona dróg dojazdowych, hoteli i miejsca konferencji. W każdym razie ochrona mienia mieszkańców miasta znalazła sią na szarym końcu. Podobno w planach chuliganów było wyłączenie prądu w dzielnicach miasta, paraliż lotniska, utrudnienia w ruchu statków w porcie, zakłócenia komunikacji miejskiej...

Uczestnicy G20 zostali ochronieni. Dzięki ciągłym zmianom tras transportowych dla vipów ,udało się... Z wyjątkiem Iwanki Trump, której tłum przez kilka godzin uniemożliwiał opuszczenie willi gościnnej burmistrza.  

Taktyka policji była od samego początku pod hasłem zero tolerancji, czyli natychmiastowa ostra reakcja na łamanie prawa. Na przykład camping gwałtownych demonstrantów w niedozwolonym miejscu został przez policję rozwiązany przy użyciu siły. Sędzia rozpatrując skargę zezwolił jednak na trzysta dwuosobowych namiotów. Kiedy na czele kilkunastotysięcznej demonstracji miejsce zajęli na czarno ubrani i zamaskowani rozrabiacze. Policja zatrzymała pochód żądając zgodnie z prawem odsłonięcia twarz. Tak zwany czarny blok, czyli grupa demonstrantów skłonna do rozróby liczyła wtedy ponad tysiąc osób. Niektórzy odsłonili twarze, niektórzy przebrali się w cywilne kolorowe ciuchy ukrywając się w pokojowym proteście. Znaczna część jednak nie zareagowała. Po półgodzinie czekania policjanci zaatakowali rozpraszając grupę i oddzielając ją od reszty pochodu.

Już zaczyna się fachowa dyskusja, że może lepiej jest, kiedy policja trzyma się z daleka i nic nie robi, żeby nie denerwować chuliganów. Ale chodzi tutaj o taktykę organów porządkowych, czyli o decyzje i odpowiedzialność dowódców i polityków.

Natomiast policjanci byli trzy dni na nogach. Niektórym udawało się kilka godzin przespać. Z braku miejsc noclegowych spali czasami na posadzce w jakimś przypadkowym budynku i cieszą się w dalszym ciągu powszechną sympatią tzw. normalnych ludzi.

Trzeba odnotować, że w imprezie brali też udział policjanci z innych krajów na przykład Danii i Włoch.

Sprawcy

W mediach winą obarcza się czarny blok (Schwarzer Block). Nie jest to jednak jakakolwiek organizacja. W ten sposób określa się taktykę chuliganów przejęcia dla swoich potrzeb pokojowej demonstracji. "Nasza" grupa przyłącza się do pochodu i stara się zająć miejsca w czołówce demonstracji. Przy czym "nasi" ubrani bywają na czarną i zakrywają twarze przed kamerami. Do metody należy posiadanie w plecaku cywilnych ciuchów. W razie potrzeby można się szybką przebrać w cywila.

Trzeba przyznać, że metoda jest skuteczna. Ukrywanie twarzy i przebieranie się znacznie utrudnia policyjne ściganie i sądowne karanie. Prawdopodobnie przed sądem stanie najwyżej 100-200 sztuk, a skazanych będzie kilkadziesiąt osób, przeważnie wyrokami z zawieszeniem. Pozostali podpalacze i rabusie w ilości 1500-1800 osób mogą spokojnie przygotowywać się do kolejnej rozróby. Okazji nie zabraknie.

Taktyka małych grup znalazła w Hamburgu zastosowanie. W trakcie policyjnej interwencji czarny blok rozpada się na mniejsze grupki, które często przebrane w cywili rozpraszają się w sposób przemyślany do innych miejsc. W ten sposób policja musi rozproszyć swoje siły, ale też ma trudności w określeniu potrzebnych siły, ponieważ liczebność grup zmienia się bardzo dynamicznie, więc są miejsca, gdzie policjantów jest zbyt dużo i takie, gdzie siły porządkowe nie docierają.

Inny trikiem są ataki zza pleców. W pierwszym rzędzie stoi typ albo dziewczyna z odsłoniętą twarzą, machając szeroko rękami pokazuje, że w dłoniach nie ma broni, przykuwa wzrok policjantów i kamerzystów. Z za jej pleców wyskakuje zamaskowany typ, rzuca w biegu butelką z benzyną w kierunku policji i od razu zawraca, ukrywając się w tłumie. 

Taktyki czarnego bloku, małych grup itd.  są światopoglądowo obojętne, stosuje je skrajna lewica i skrajna prawica jednakowo, uczą się od siebie nawzajem.

Rote Flora jest budynkiem teatralno-kinowym, który powstał w drugiej połowie XIX wieku. Bywał prywatny i należał do miasta. W roku 1989 nie używany budynek został zajęty przez niezależne lewicowe grupy i ogłoszony wolną od państwa strefą. Wiele pomysłów właścicieli na użytkowanie budowli natrafiło na ostry protest nielegalnych użytkowników i nie zostało zrealizowanych. W końcu miasto obawiając się rozruchów kupiło budynek. Tak więc koszty eksploatacji pokrywa miasto, ale nie ma nic do powiedzenia. W celu zdobycia jakichkolwiek informacji państwo było zmuszone użyć prawdziwe służby tajne z tajnymi współpracownikami itd. 

Oficjalnie natomiast budynek funkcjonuje jak dom kultury, skrajnie lewicowy... Tam też wydawane są antykapitalistyczne czasopisma itp. Tam też zbierają się tzw. Niezależni (Autonomen), którzy  stanowili główny trzon czarnego bloku. Oni też zaprosili zagranicznych kolegów na zadymę z okazji G20. Można powiedzieć, że Rote Flora ma podobną funkcję dla skrajnych komunistów, jak meczety salafistów dla islamskich terrorystów.

Nie wykluczone, że wyczyny hamburskie spowodują powrót skrajnej lewicy na kremlowskie listy płac, gdzie skrajna prawica europejska od pewnego czasu króluje.

Polityka

SPD i Zieloni rządzący w Hamburgu są skonfrontowani z zarzutem, że Rote Flora, dzięki nim mogła się tak negatywnie rozwinąć. Prawdopodobnie identyczne czarne czapki i inne elementy umundurowania Niezależnych zostały zakupione hurtowe przez "dom kultury" Rote Flora.

Oczywiście do stałego repertuaru należy żądanie abdykacji nadburmistrza Olafa Scholza (SPD). W powietrzu wisi zarzut, że w ogóle SPD i Zieloni tam, gdzie mieli coś do powiedzenia spowodowali znaczne personalne i sprzętowe ograniczenie sił policyjnych Niemczech. Te dyskusje zajmą przestrzeń publiczną przez następnych kilka tygodni.

Natomiast, trudno nie uznać za przesadę, wielkość delegacji, gdzie na jednego szefa przypadało przeciętnie 500 pracowników. Niektóre delegacje miały blisko tysiąc członków. Po co? Natomiast osobisty dialog przywódców jest konieczny, nawet kiedy rozmawiają o banałach i trudno im pogodzić interesy swoich krajów z innymi. Chociaż okrutna I WS wybuchła między szlachetnie urodzonymi kuzynami. Świat jest, cholera, skomplikowany.  Lecz to nie może być powodem rezygnacji z używania rozumu.

18:41, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
sobota, 08 lipca 2017

Na razie. Sytuacja jest dynamiczna. Bez trupów na ulicy trudno jest uzyskać wysoką oglądalność. Stan regularnej wojny domowej na ulicach nie wystarcza. Tłumy dziennikarzy mogą czuć się zawiedzione.

W każdym bądź razie tysiące "szlachetnych" i uczciwych protestują na ulicach i placach Hamburga przeciwko głodowi na świecie, przeciwko kapitalizmowi, za sprawiedliwym handlem i w ogóle za dopuszczeniem do głosu narodów biednych i uciskanych czyli tzw. trzeciego świata. Oczywiście chodzi, też o to, żeby kobiety miały większe szanse niż dotychczas. Aha, prawie bym zapomniał o ochronie środowiska.  No i oczywiście wara elitom G 20 od rządzenia. Za hasłami stoją kilkaset organizacji z całego świata, które przyjechały do portu morskiego nad Elbą.

G 20. Szefowie rządów 19 państw i EU radzą od wczoraj w centrum targowym miasta. Reprezentują egzekutywę trzech czwartych ludzkości. W tym wielu przedstawicieli trzeciego świata, Indie, Chiny, Indonezja, Afrykańczycy..., które dzięki kapitalizmowi i globalizacji zaczynają już zajmować dobre miejsca w świecie pierwszej kategorii. Dzisiaj wielcy i "elitarni" spotkali się, żeby ogłosić specjalny fundusz wspomagający emancypację kobiet w Afryce.

Powstał pomysł zachęty przedsiębiorców zachodnich do działalności w krajach rozwijających się w Afryce. Podstawą mają być gwarancje dla inwestorów i wolny  sprawiedliwy handel, nie obciążony cłami i innymi ograniczeniami. Chodzi o to, żeby Afrykanie sami definiowali swoje potrzeby, a kapitalistyczna gospodarka zachodu ze swoim know how i odpowiedzialnością się w to włączyła. Ma powstać win win sytuacja, gdzie obie strony na tym zarobią, co daje gwarancję sensownego rozwoju. Przypominam neokomunistom, że za kapitałem stoją miejsca pracy, też robotnicze oraz fundusze rentowe biednych emerytów w krajach rozwiniętych.

Ogólnoświatowe porozumienie klimatyczne z Paryża zostanie podtrzymane, pomimo blokady "czystym" węglem Donalda Trumpa. G 20 podejmie próbę ściągania podatków od wielkich koncernów w krajach, gdzie powstaje dochód. Chociaż podniesienie podatków spowoduje wyższe ceny, więc wprawdzie niektórym państwom zwiększą się dochody, ale rachunek zapłacą obywatele.

Po za tym głód na świecie został zlikwidowany z wyjątkiem terenów wojennych, gdzie jedna ze stron usiłuje zagłodzić przeciwnika blokując z bronią w ręku dostępu do głodujących. Bieda według kryteriów porównywalnych oenzetowskich zmalała w ostatnich latach o połowę, do czego przyczyniły się też poprzednie zgromadzenia G 20.

W ogóle jeżeli porówna się postulaty protestujących z agendą konferencji trudno nie odnieść wrażenia, że nie tylko nie są przeciwstawne, ale się wzajemnie uzupełniają. No, może z wyjątkiem hasła "kapitalizm musi zniknąć" albo praktyki demonstracyjnej polegającej na włamaniach do sklepów albo bankowych automatów. Tutaj ciekawostka. Kilku mieszkańców zeznało w tv, że próby nawiązania kontaktu z włamywaczami nie udały się, ponieważ bandyci nie rozumieli po niemiecku.

Chuliganom udało się przygotować w jednej z ulicy Hamburga zasadzkę na policję. Zgromadzono na dachach cegły, płyty chodnikowe, koktajle Mołotowa, rakiety, oraz specjalne proce bojowe do rzucania żelaznymi kulami. Policja jednak nie weszła. Sprowadzono specjalne oddziały z ostrą bronią,  które oczyściły dachy i rusztowania z "wojowników o lepszy świat", chociaż niestety w tym czasie ich kumple na dole okradali sklepy.

Rzeczywiście rozbito wiele szyb wystawowych, podpalono kilkadziesiąt samochodów, ale nikt nie zginął. Na przeciwko siebie stało kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów, z których półtora do dwóch zaliczono do klasy zadymiarzy, i 18 tysięcy policjantów, dbających o to, żeby pokojowym demonstrantom i uczestnikom konferencji z głowy nie spadł jeden włos. Według aktualnych informacji wczoraj w nocy padł tylko jeden strzał. Cywilny policjant zaatakowany przez grupę zamaskowanych strzelił z pistoletu w powietrze.

Innym wątkiem jest fakt, że policja rozwiązała camping chuliganów w jednym z parków Hamburga. Zatrzymała  około tysiąca sztuk. Sprawdzono, że są notowani na listach zadymiarzy i natychmiast ich wypuszczono,  zgodnie z niemieckim liberalnym demokratycznym prawem. Gdyby ich zatrzymano chociaż na jedną noc, być może sklepy zostały by całe... Będzie o czym dyskutować z odszkodowaniami dla pokrzywdzonych właścicieli sklepów i samochodów w tle.

Ostatnim ciekawym wątkiem jest fakt, że delegacje na zjazd G 20 były olbrzymie. Niektóre zbliżały się do tysiąca osób. Chyba niepraktyczna przesada. Natomiast amerykański prezydent przyjechał jak na rodzinny piknik. Z jego przemówień wynika, że najbardziej podoba mu się jego córka i gdyby nie była jego dzieckiem to... ho, ho. Czyż by puścił zachęcające oko do zebranych samców? 

Konferencja trwa. 

16:23, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 04 lipca 2017

Azyl

Jeżeli ktoś jest prześladowany z powodów religijnych, politycznych... może uciec do innego kraju i tam poprosić o azyl. To znaczy, on prosi o przyjęcie w tym kraju, gdzie może żyć wolny od prześladowań.  Wyraz azyl znaczy mieszkanie albo schronienie.

Republika Federalna Niemiec (Bundesrepublik Deutschland)

jest związkiem 16 różnych państw (Bundesland). Natomiast Niemcy (Deutchland) są też państwem, republiką czyli państwem bez cesarza albo króla.

Demokracja

znaczy tyle, co rządy ludu. W ten sposób określa się specyficzną formę współżycia ludzi. W demokracji obywatele w tzw. wyborach wybierają swoich przedstawicieli, którzy stają się politykami na ograniczony czas. W tym czasie politycy podejmują decyzje, które są ważne dla wszystkich mieszkańców państwa. Ważne jest jednak bardzo, żeby wszystko, co czyni państwo było zgodne z zasadami określonymi w Konstytucji i Ustawach.

Opiekunowie (Erziehungsberechtigte)

Opiekunami są dorośli. którzy przejmują odpowiedzialność za dzieci. Najczęściej są to rodzice, którzy przejmują zadania, których osoby poniżej 18 roku życia wykonywać nie mogą.

Swoboda przesiedlania się (Freizügigkeit)

Każdy obywatel ma prawo wyboru i zmiany miejsca zamieszkania.

Ustawa (Gesetz) 

Współżycie ludzi w państwie i zależności pomiędzy państwem i obywatelami regulowane są przy pomocy ustaw. Politycy zastanawiają się jakie ustawy są konieczne do określenia ważnych rzeczy. Ustawy mogą być zmieniane jeżeli ich treść nie odpowiada zmieniającym się czasom. Każde państwo ma swoje ustawy. istnieją jednak prawa, które obowiązują w wielu krajach, na przykład Podstawowe Prawa Człowieka.

Konstytucja (Grundgesetz)

jest opisem (Verfassung) Niemieckiej Republiki Federalnej. Powstała w ro 1949 i określa podstawowe reguły współistnienia ludzi i państwa, wymienia podstawowe prawa człowieka, prawa obywatelskie i określa organizację państwa.

Prawa podstawowe (Grundrechte)

Konstytucja jest gwarancją praw podstawowych w paragrafach od pierwszego do dziewiętnastego. Część z nich są prawami człowieka i dotyczą wszystkich ludzi, którzy znaleźli się na obszarze Niemiec. Część praw zwanych obywatelskimi dotyczy tylko obywateli RFN.

Media

Media są urządzeniami albo metodami, które służą rozprzestrzeniana informacji. Są to czasopisma, radio, programy telewizyjne albo internet. Media pomagają uzyskanie informacji wymianę poglądów. W celu uzyskania różnych poglądów na określony temat warto skorzystać z wielu różnych mediów.

Religia

znaczy tyle co czczenie Boga albo strach przed Bogiem. Ludzie religijni wierzą, że istnie Bóg albo inna siła wyższa, który stoi ponad ludźmi, która daje ludziom szansę  organizować swoje życie według zasad religijnych , które mogą się różnić zależnie od religii. Do największych religii należą Chrześcijaństwo, Islam, Judaizm, Buddyzmus,  Hinduizmus. Po za tym istnieje jeszcze wielu różnych religii.

Obywatele (Staatsangehlrige)

należą do państwa. Z tego wynikają określone prawa i obowiązki. Każdy człowiek od urodzenia jest obywatelem jakiegoś państwa. Przynależność do konkretnego państwa zależy od obywatelstwa rodziców albo od miejsca urodzenia. Można jednak też uzyskać obywatelstwo innego kraju. Państwa stosują różne zasady.

Światopogląd (Weltanschauung) 

jest osobistym poglądem na Świat i role w nim człowieka. Może wynikać z doświadczenia, wiedzy ale też uczuć. Religia może być podstawą światopoglądu. Ale też możliwe jest oddzielenie religii od światopoglądu. 

 

 

To jest wyciąg z podręcznika dla ośmiolatków niemieckich. Kilka dni temu podrzucił mi książeczkę zaprzyjaźniony adwokat, który prowadzi kursy prawa w szkołach i obozach dla uchodźców. Na stu stronach opisane są po kolei wszystkie dziewiętnaście paragrafów konstytucji zawierających prawa podstawowe. Za każdym razem, kiedy się spotkamy opowiada o godnych podziwu zachowaniach uchodźców. W klasie obok siebie siedzą dzieci ośmioletnie i osiemnastoletnie. Niektórzy mają maturę, a inni nigdy w życiu nie chodzili do szkoły. Dochodzą trudności językowe. Pomimo tego są bardzo zaangażowani. Interesują się. Zadają mądre pytania, co powoduje regularne przedłużanie lekcji. Natomiast o lekcjach w zwykłych szkołach zawodowych, żartuje mój przyjaciel, że ma wrażenie, że szkoli świadomych przestępców.

Autorka podręcznika Christine Merz pisze we wstępie dla dzieci:

"więc macie teraz w ręku katalog praw podstawowych i zapytacie się z pewnością -do czego jest nam to potrzebne, czy prawem nie powinni się zajmować dorośli?

My w Niemczech posiadamy wielki skarb w postaci Praw Podstawowych. Wiele krajów na świecie zazdrości nam. Prawa Podstawowe tworzą ramy dla pokojowego współżycia, lecz to może funkcjonować tylko wtedy, kiedy możliwie wszyscy przestrzegają prawa i obowiązki. Dlatego muszą je poznać i uznać za swoje.

Ten katalog Praw Podstawowych został wytłumaczony na wielu przykładach. Zdziwicie się, że wiele z tego ma wiele wspólnego z waszym codziennym życiem w szkole i podczas zabawy." 



15:47, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (7) »
sobota, 01 lipca 2017

Stało się. Bundestag oddał głos. Socjaldemokraci SPD, zieloni Die Grüne, komuniści Die Linke przy wsparciu niektórych przedstawicieli konserwatywnych chrześcijańskich i liberalnych zdecydowali o rozszerzeniu  pojęcia małżeństwo na pary homoseksualne. 

O co chodzi w szczególe?

Tematem głosowania była wyciągnięta z parlamentarnej zamrażarki poprawka do §1535 Kodeksu Cywilnego BGB:

"Małżeństwo zostaje zawarta  przez dwie różne albo jednopłciowe osoby do końca życia." 

Zwykła większość wystarczyła na dopisanie do Kodeksu tych siedmiu słów.

 

Czy można wstrzymać  "upadek cywilizacji białego człowieka"?

Teoretycznie, Prezydent Federalny mógł by nie podpisać zmiany. Jednak wyborcy niemieccy wymagają w takim przypadku bardzo poważnego uzasadnienia. Nowy zapis musiałby w oczywisty sposób powodować szkody i łamać Konstytucję. Widzimisię nie wystarczy. Żaden poważny polityk nie chce uchodzić za nieodpowiedzialnego idiotę i niedouka. Po za tym obecny Prezydent pochodzi z SPD, która zdecydowanie poparła zmianę.

Natomiast Konstytucja Grundgesetz mówi w §6:

1. "Małżeństwo i rodzina stoją pod szczególną ochroną państwa."

Oczywiście matki i ojcowie Konstytucji w roku 1949 mieli na myśli tradycyjne małżeństwo i rodzinę. Jednak dotychczasowa praktyka sędziów polegała do interpretacjach, które uwzględniają przemiany społeczne. Analogicznie powstaje pytanie, czy kobieta z dzieckiem jest rodziną podlegającą państwowej trosce, co dzisiaj jest powszechną praktyką a kiedyś było dowodem na upadek obyczajów.  

Oczywiście można też inaczej. Muzułmańscy teolodzy z reguły nie dopuszczają jakichkolwiek interpretacji. Koran jest czytany dosłownie i koniecznie po arabsku. Jaki wywołuje to problemy i bałagan, każdy widzi. Zresztą kościół watykański wykazuje się dużą elastycznością i trwa już ponad dwa tysiące lat, więc takie podejście do tradycji nie może być głupie.

 

Teoretycznie, każdy obywatel może zwrócić się do Trybunału Konstytucyjnego, jeżeli uważa, że jakieś prawo wyrządza mu krzywdę. Chciałbym zobaczyć tradycyjnego żonkosia albo jego żonę, którzy potrafią w kategoriach rozsądku udowodnić, że fakt nazwania małżeństwem dwóch kochających się mężczyzn albo kobiet szkodzi i zagraża im osobiście.

Teoretycznie, jedna czwarta posłów, czyli 158 sztuk, może zgłosić się do Trybunału. Znaczna część głosujących przeciwko nie podpisze się imiennie pod takim wnioskiem, ze względu na konieczność racjonalnego uzasadnienia. Nikt nie chce świecić oczyma przed swoimi wyborcami...

Teoretycznie, Rząd federalny i każdy krajowy mogą skierować pytanie do Trybunału Konstytucyjnego. Jednak uzasadnienie... albo praktyczne problemy w koalicjach...

W każdym bądź razie sytuacja jest dynamiczna. W głowach tradycyjnych, uważających się za bardzo religijne, będzie się w najbliższych tygodniach gotowało.

 

Dlaczego teraz?

Ważnym powodem może być banalnie kampania wyborcza. W Niemczech w rytmie kilku miesięcy odbywają się jakieś wybory polityczne. Wynika to z federalnej struktury państwa. Dzięki temu politycy mogą dosyć często porównywać sondaże i własne marzenia z twardymi wynikami w wieczór wyborczy.

Angela Merkel ukradła opozycji bardzo ważny temat wyborczy. Natomiast ogłaszając publicznie swój sprzeciw przyczyniła się do konsolidacji obozu konserwatywnego wokół swojej osoby. Po wypadku w japońskiej Fukoshimie  ogłaszając koniec energii atomowej w Niemczech gwizdnęła temat sprzed nosa zielonym ekologom. Teraz próbują jeszcze cieniutko marudzić, że oni  lepiej to by zrobili, ale zdaje się znajdują coraz mniej słuchaczy, co kolejne wybory pokazują.

Po za tym pani Kanclerz praktycznie pokazała wyborcom, że komuniści, socjaliści i zieloni potrafią w ważnych narodowych sprawach działać wspólnie, przez co koalicja rządowa złożona z czerwonych SPD, czerwonych Die Linke i zielonych Die Grüne jest po najbliższych wyborach możliwa. Póki co wszyscy bronią się przed takim zarzutem, żeby nie wystraszyć wyborców. Sprawa jest jednak poważna, ponieważ komuniści mają w programie wystąpienie z NATO, wspólną z Putinem walkę o pokój, podniesienie podatków i nacjonalizację wszystkiego, co w ręce wpadnie, pełne zrozumienie dla aneksji Krymu...

 

Po co to wszystko?

Oczywiście nie chodzi o drażnienie dla zabawy osobników mniej elastycznych. Małżeństwo wiąże się  z obowiązkami. Kiedy kochająca się para rejestruje swój związek, to przejmuje też wzajemne obowiązki, które są przez państwo egzekwowane, niezależnie od stanu uczuć w przyszłości. W ten sposób społeczeństwo, czyli my, oszczędzamy na przykład na opiece w przypadku choroby, czy inwalidztwa...  

Logiczne i sprawiedliwe i praktyczne jest, żeby związek dwóch ludzi regulowały te same przepisy, obowiązki i przywileje, jeżeli już pogodziliśmy się z faktem, że jednopłciowe układy nie są czynem karalnym. Zgodne jest to z zapisami nowoczesnych konstytucji jak prawo do wolnego kształtowania swojego życia, dopóki się bliźniemu nie szkodzi, równość wobec prawa itd. 

Tak się składa zupełnie nieprzypadkowo, że właśnie w krajach nowoczesnych liberalnie demokratycznych powstają, te wszystkie techniczne możliwości. Nowoczesna konstytucja i prawo są tego powodem. Ktoś, kto zwalcza demokrację liberalną powinien zacząć od wyrzucenia do wc komórki, a ubikację musi przenieść nad tradycyjne szambo na podwórku. Oczywiście, żaden mercedes, ano bmw nie wchodzą w rachubę. Pozostaje osioł jako tradycyjny środek transportu... 

13:48, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (15) »
czwartek, 29 czerwca 2017

Pytanie pierwsze: Czy terroryzm islamistów ma coś wspólnego z religią muzułmańską? Oczywiście, że ma. Każde dziecko wie, że zamachowcy odwołują się do Allaha, więc nie ma w tym żadnej tajemnicy. Zresztą potwierdzają to muzułmańscy teolodzy, szczególnie reprezentujący tzw. islam europejski. Z tego środowiska wywodzi się pojęcie islamskiego faszyzmu realizowanego w tzw. państwie islamskim.  

Prawdą jest, że siłę bojową islamistów tworzą różni drobni i więksi kryminaliści, chuligani, zboczeńcy seksualni i inni regularni psychopaci itd. Dlatego zdarzyło się, że lepiej wykształceni mieszkańcy Zachodu próbowali z powodów szlachetnych oddzielić ten cały kryminalny bałagan od tzw. uczciwych wyznawców Koranu. Po za tym istniały uzasadnione obawy, żeby nie dostarczać paliwa różnego rodzaju swoim narodowym idiotom.  W końcu tylko w Niemczech mieszka, pracuje, żyje kilka milionów potencjalnych muzułmanów. Wielu z nich urodziło się już tutaj w kolejnym pokoleniu. Istnieją badania, które mówią, że tylko 15 % z nich w ogóle pojawia się od czasu do czasu w meczecie. W moim otoczeniu spotykam "Turków i Arabów", którzy z reguły wiedzą mniej ode mnie  o Koranie i boskim notariuszu Mahomecie. Raczej dziwią się, że ktoś się tym interesuje. Wielu, gdyby tylko zmienili imię i nazwisko na europejskie byliby nie do rozpoznania. Oczywiście trudno im nie przyznać racji,  kiedy mówią, że ich odpowiedzialność za IS jest nie większa od mojej i w ogóle nie chcą z tym mieć nic wspólnego.

Niestety, dobrze pomyślana poprawność medialna została na skróty, bez poczucia odpowiedzialności, przy pomocy nowoczesnych środków przekazu zwyczajnie ominięta. Międzynarodówka mafijna kierowana z Kremla? wyczuła bluesa, czyli szansę na destabilizację bogatych krajów Zachodnich, gdzie jest co ukraść, pod warunkiem, że osłabi się państwo prawa i pozbawi sprawiedliwości. Dlatego w ramach inwestycji rzucono gotówką w kierunku skrajnej prawicy i mamy... Orbana, Kaczyńskiego, Trumpa.

Poprawność polityczna była taką próbą uniknięcia rozwalenia i rabunku cywilizacji człowieka zachodniego. Dla przypomnienia definicja: Mafia jest zwykłą grupą przestępców zorganizowanych, której udało się swoich ludzi umieścić w strukturach władzy państwowej, co im zapewnia nieograniczony dostęp do pieniędzy podatników bez ryzyka ponoszenia odpowiedzialności.

Pytanie drugie:  Czy Islam da się pogodzić z demokracją liberalną? Jeżeli jednak niektóre kościoły chrześcijańskie egzystują całkiem dobrze w społeczeństwach ludzi wolnych, więc może Islam też? Na razie wygląda to jednak bardzo źle. Wszędzie tam, gdzie muzułmanie stanowią większość, istnieją nieraz bardzo okrutne dyktatury. Z drugiej strony w wielu krajach chrześcijańskich dominuje system narodowo religijny, a demokracja jest tylko fasadą. Rosja, Polska, Ameryka Łacińska...

Mogę sobie wyobrazić, że argentyński Papież Franciszek, lepiej czuje się w Polsce niż we Francji albo w Niemczech...

Prawdopodobnie religia nie jest pierwszą przyczyną istnienia dyktatury. Może tylko spełnia rolę "opium dla ludu" jak głosił Karol Marks? Faktem jest przecież, że muzułmanie zorganizowani są przeważnie w zacofanych, starożytnych strukturach feudalnych...

W takiej Arabii Saudyjskiej rodzina królewska liczy kilkadziesiąt tysięcy członków, którzy otrzymują od urodzenia do śmierci wysokie bezwarunkowe dochody. Nie muszą pracować i mają czas na loty do Egiptu, gdzie czekają na nich piękne Słowianki. Jest co bronić i każda religia się do tego jak najbardziej nadaje.

To jest wielki współczesny problem. Dotyczy większej części ludzkości muzułmańskiej i chrześcijańskiej. Raczej wątpię, żeby "myśliciele"  pisowscy, czy inni wszechpolscy byli w stanie coś sensownego i chrześcijańskiego wnieść do tematu. Łatwo policzyć, że do obozów w Auschwitz nie zmieszczą się wszyscy uchodźcy (podobno 60 mln), co niedawno sugerowała w przebłysku geniuszu Premier polskiego rządu.

Pytanie trzecie: Równouprawnienie kobiet?  Kilka moich znajomych Niemek skarżyło się ostatnio, że odczuwają gorsze, niż kiedyś, traktowanie na ulicy, w urzędach, w sklepie i w ogóle. Coś wisi w powietrzu.  Faktem jest, że większa część ludzkości, niezależnie od religii mniej lub więcej pogardza słabością kobiet. Im bardziej tradycyjne społeczeństwo tym mniej mają kobiety do powiedzenia. Dla rodziców córka stanowi problem ekonomiczny jak owca albo wielbłąd albo świnia. Dla prawdziwego mężczyzny jest służącą i naczyniem na jego spermę. Prawdopodobnie, gdzieś w niemieckich mężczyznach też coś się wyzwala, jeżeli Niemki skarżą się. Ale trzeba pamiętać, że tzw., emancypacja kobiet w kategoriach prawnych trwa dopiero od kilku pokoleń, a w sensie obyczajowym została zapoczątkowana wynalazkiem tabletki przeciwciążowej w roku 1960.

Nie ulega wątpliwości, że przedstawiciele kultur tradycyjnych patriarchalnych moją znaczne problemy z uznaniem kobiety za człowieka. Trzeba jednak przypomnieć, że sytuacja kobiet i dzieci w czasach przed muzułmańskich wśród plemion arabskich była znacznie gorsza. Mahomet bardzo martwił się tym i w Koranie nałożył na mężczyznę szereg obowiązków, które były kompromisem, między jego wyobrażeniem o roli kobiet, a tradycyjnym traktowaniem kobiet przez ówczesnych mężczyzn.

Nie jestem pewien, czy likwidacja religii przyczyni się do podwyższenia statusu kobiet. Raczej podejrzewam, że religia stara się być użyteczna, zarobić na swoich kapłanów, więc trzymają z silnymi facetami trzymającymi kasę.

Rewolucja seksualna, edukacja seksualna, naturalny dobór małżeński, emancypacja kobiet. To są ciągle wielkie tematy współczesnego świata. Przypuszczam, że nie da się tego narzucić z zewnątrz, że każde społeczeństwo musi się z tym same uporać. Możemy z pozycji Zachodu pomóc ominąć cenzurę i świecić przykładem. Drony bojowe i czołgi są w tym procesie nie pożądane.  Ale artyści, managerowie kultury, naukowcy społeczni jak najbardziej...

 

Pytanie czwarte: Co zrobić, żeby sytuację na Bliskim Wschodzie i w Afryce uspokoić? Pan Prezes, co powtarza jego dwór z uporem, sformułował światłe zadania dla reszty świata. Należy pomagać na miejscu, zamiast przyjmować uciekinierów. Takie proste, a nikt na świecie na to nie wpadł:). Czekamy na kolejne pomysły. Jak dowieźć pomoc głodującym, wbrew uzbrojonym bandom, które wymyśliły zagłodzenie na śmierć wrogiego plemienia? 

Jedną z głównych przyczyn gigantycznej migracji ostatnich trzech lat był brak pieniędzy na utrzymanie obozów dla uchodźców syryjskich na bliskim wschodzie. Rzeczywiście cały szereg państw nie dokonało przelewów. Spowodowało to konieczność obniżenia stawki dziennej na głowę o połowę. Czy Polska prezesa wywiązała się z tego obowiązku?

Znaczna część granic kolonialnych w Arabii ostatnio rozmyła się. Na północy Kurdowie, rozbici na lewicowe nowoczesne PKK (prorosyjskie) i tradycyjnych peschmerga (prozachodni). Niżej Sunnici związani duchowo i zbrojeniowo z Arabią Saudyjską reprezentowani niestety przez niesympatyczne tzw. państwo islamskie. Na południu Szyici popierani zbrojnie przez Iran i Palestyńczyków z Libanu. Do tego dokłada się umiarkowanie ateistyczny, ale niesamowicie brutalny reżim ze stolicą w Damaszku, broniony ostrą amunicją przez Rosjan. Prawie bym zapomniał o Amerykanach z NATO, którzy walczą ze wszystkimi. No i jeszcze Turcja, która przede wszystkim nie chce dopuścić do powstania państwa Kurdów i chętnie przywróciłaby granice osmańskie, gdyby dało się. To już jest uproszczenie, a dodatkowo sytuacja jest bardzo dynamiczna.

Bardzo proszę, tylko prezes jest w stanie swoim intelektem rozwiązać ten drgający węzeł.  Może Wszechpolscy mają pomysły? Może zaprosić skłócone strony do Warszawy, żeby prezes  ustami swojego zagranicznego ministra nagadał im, co o tym myśli? Udział polskiej dyplomacji w życiu Europy i świata jest na tak wysokim poziomie ogólności, że kolejnym poziomem są Dziesięć Przykazań. Przeważają jednak wypowiedzi, które po zdjęciu retorycznych dekoracji znaczą tyle, co "zróbta w końcu coś".

Oczywiście żaden zagraniczny polityk albo dziennikarz tego nie kupuje. Szkoda czasu. Natomiast wyborcy PiS-u w ilości więcej  niż połowa społeczeństwa (według sondaży) łykają myśli prezesa jak kaczka ziarno.

Pytanie piąte najważniejsze: Kto potrafi rozwiązywać problemy naszego świata? Czyli, czy lepiej zgubić z mądrym, czy znaleźć z głupim?





21:55, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 czerwca 2017

Wybuchła bomba trafiając wszystkich wyznawców Allaha na całej ziemi. W Berlinie-Moabit otworzono meczet... liberalny. Islamska Liberalna Gmina odprawiła pierwsze nabożeństwo. Kobiety w chustkach i bez modlą się obok mężczyzn w jednym szeregu. Obowiązek kapłana przejęła kapłanka (Imanin) z odkrytą głową. Świątynia jest otwarta dla wszystkich kierunków Islamu jednocześnie. Sunnuci, Szyici, Alawici, Sufici... modlą się wspólnie do tego samego przecież Boga. Wiara jest prywatną sprawą każdego i nie może być nikomu narzucana. Religijne przekonania nie mogą być pretekstem do wykluczenia i prześladowań.

Z inicjatywą wystąpiła prawdopodobnie pierwsza w historii kobieta imam Seyran Ates, prawniczka, aktywistka ruchów feministycznych, Niemka pochodzenia tureckiego. Gmina pod wezwaniem Ibn-Rushd-Gorthe zobowiązała się do przestrzegania praw człowieka i konstytucji niemieckiej... Budynek wynajęli nowocześni europejscy Muzułmanie od Ewangelików. Zapowiedziano utworzenie kolejnych gmin islamu liberalnego w wielu miastach niemieckich. Dzieje się.

Wygląda na to, że w świecie islamskim zagotowało się. Pani Sayran Ates otrzymuje listy ze słowami wsparcia i podziwu. Jednak większość są to zawody, kto potrafi bardziej obrazić i zwykłe groźby zabójstwa. Dlatego inicjatorka znajduje się pod opieką policji.

Nie ulega wątpliwości, że sami muzułmanie, ale i islamskie organizacje będą musiały zająć jednoznaczne stanowisko i zdecydować, czy są za pokojowym nowoczesnym Islamem, czy tkwią po uszy w islamie wojennym, brutalnym i zacofanym. Znacznie trudniej będzie organizacjom zrzeszonym w Niemieckie Radzie Islamu lawirować pomiędzy taliban, IS i niemiecką racją stanu, tak żeby zasłużyć jeszcze na subwencje państwowe, ale nie podpaść islamiskim faszystom.

Nareszcie umiarkowani nowocześni muzułmanie będą mieli swoją przystań. Tylko 15% muzułmanów niemieckich jest zrzeszonych w organizacjach, które codziennie zabierają głos w imieniu wszystkich. Niewiele więcej odwiedza w ogóle meczety.

Trzymajmy kciuki, żeby piękna inicjatywa, warta więcej niż tysiąc czołgów, nie została zamordowana.

19:27, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (7) »
czwartek, 22 czerwca 2017

Amber Gold

Pan Jarosław Gowin energicznie wystąpił w obronie tysięcy staruszek... przed Donaldem Tuskiem. Według syna premiera ojciec  w prywatnej rodzinnej rozmowie miał powiedzieć, że "Amber Gold to lipa". Według pana Gowina ówczesny Premier miał obowiązek donieść na firmę służbom.

Po pierwsze nie wiemy, czy tego  nie zrobił. Po drugie aktywny premier nie może się wypowiadać o stanie finansowym i podobnych sprawach dotyczących konkretnych prywatnych przedsiębiorstw. Taka wypowiedź, może łatwo doprowadzić do znacznych strat. Przynajmniej tak uważa się w kulturze prawnej Zachodu.

Dobrym przykładem jest afera Deutsche Bank, kiedy członek zarządu zaczepiony przez dziennikarza, gdzieś w przejściu, rzucił "O ile wiem to Kirch ma trudności z uzyskaniem kredytów." Następnie Fa. Kircha splajtowała. Sąd zasądził wielomilionowe odszkodowanie od DB. Natomiast DB procesuje się o zwrot kosztów ze swoim byłym szefem. Sam Kirch nie przeżył upadku swojego przedsiębiorstwa.

Amber Gold powstał w styczniu roku 2009 i już w grudniu tego roku Komisja Nadzoru Bankowego, znajdująca się w strukturze Rządu Donalda Tuska stwierdziła, że założyciel firmy nie ma wymaganej licencji bankowej, więc działa nielegalnie. Zostało to zgodnie z prawem upublicznione na stronie KNF. Ówczesny Prezydent RP Lech Kaczyński spowodował wyłączenie tzw. parabanków spod nadzoru KNF. Wyłączenie dotyczyło zresztą też  banki spółdzielcze SKOKI, które znajdowały sie pod specjalną opieką Prezydenta, ale to jest inny temat. Właściwa terytorialnie dla Amber Gold prokuratura przeprowadziła czynności sprawdzające i orzekła zgodność działalności Amber Gold z polskim prawem. Czy w takiej sytuacji Premier powinien ogłosić na podstawie własnego nosa zaplanowane złodziejstwo?  

Tutaj zderzyły się dwie mentalności prawnicze. Wschodnia, która akceptuje, że prawo i obowiązek ma najsilniejszy we wsi. Każdy nowy sołtys ustanawia prawo według własnego widzimisię i interesu. Trzeba przyznać, że tak było zawsze, więc za tym stoi tradycja tysięcy ludzkich pokoleń. Natomiast nowoczesna zachodnia kultura prawna wywodzi prawo z woli ludu. Treść prawa jest w dużym stopniu niezależna od rządzących. Instytucje państwa i reprezentacja ludu są tak zorganizowane, żeby można było to praktycznie zrealizować i żeby władza wykonawcza, której przyznano monopol użycia siły, była dokładnie kontrolowana. Stąd na przykład tak ważny jest trójpodział władzy. Natomiast samo prawo jest zwyczajną umową pomiędzy rządzącymi i rządzonymi.

 Ćwiczenie praktyczne. Trzech kumpli w dziecinnym pokoju domu rodzinnego na prowincji zakładają firmę. Zamierzają nie mniej, nie więcej, zmienić, zupełnie nasz styl życia na całym świecie. Rozmyślanie zajęło im tyle czasu, że jeszcze nawet nie zdążyli uzyskać porządnych dyplomów na ważnych uczelniach. Pomimo tego twierdzą, ich produkt stanie się podstawowym i powszechnym narzędziem ludzkości do zabawy, nauki i pracy. Teraz wyobraźmy sobie, że wiadomość dociera do Prezydenta, który dzwoni do szefa największego w kraju producenta maszyn biurowych, a ten mówi, "Owszem, jeżeli im się uda coś skonstruować, to mogą wśród kolegów rozprowadzić kilka zabawek." Następnie Prezydent, nieprzygotowany zupełnie, na pytanie dziennikarza rzuca na odczepnego "Ah, to taka dzienna zabawa." Jak myślicie, czy dyrektor wiejskiego banku odważy się na udzielenie wysokiego kredytu młodzieńcom?

Dlatego w większości krajów świata Apple by nie miało szans powstać. I dlatego pod nadzorem pisowskim nie powstaną żadne wynalazki i Polacy będą skazani na niskie zarobki przy produkcji towarów wymyślonych gdzie indziej.

W momencie rejestracji firmy nie jest możliwe stwierdzenie przekrętu, albo, że to będzie tylko taka dziecinna zabawa. Na przykład fundusze inwestycyjne kupujące metale szlachetne istnieją jak najbardziej na świecie, są uczciwe i dobrze się mają.

Szkoda Polaków. Ale dopóki na ministra sprawiedliwości!, na ministra nauki! i szkolnictwa wyższego! i wicepremiera! będą wybierani osobnicy zupełnie nie rozumiejące nowoczesnego państwa...

Jeszcze jedna uwaga, kiedy czytam dziennikarskie opisy bezsensownej komisji sejmowej, trudno nie odnieść wrażenia, że piszącym podoba się przylać temu Tuskowi, który z czyszczenia kominów awansował do grona kilkunastu najważniejszych polityków na całej kuli ziemskiej. Oczywiście dotyczy to prasy pisowskiej, ale tylko trochę mniej pozostałej. Zawiść? Głupota? Dlaczego nikt nie broni Tuska publicznie?

 

Śmierć pod Calais.

Polskiego kierowcy nie zabili afrykańscy uciekinierzy. Jeżeli ktoś wjeżdża w tył samochodu, który przed nim hamuje, albo stoi, jest sam sobie winny. Prawdopodobne przyczyny: kierowca zaspał, kierowca miał odwróconą uwagę od drogi, jadł?, telefonował? pisał sms? oglądał telewizję? czytał gazetę? Albo prostu jechał po Polsku, czyli za szybko i za blisko.

Gdyby powodem hamowania samochodów jadących przed nim było białe polskie dziecko na polskim rowerze, to nie zmieniłoby to przebiegu wypadku. Stylizowanie wypadku na narodową tragedię i na dowód ataku Afryki na Polskę jest wulgarnym przekrętem dla głupców, albo być może tylko nieznajomością drogowego prawa.



Badanie DNA i śladów zamachu

w zagranicznych laboratoriach można było zawsze zlecić.  Ciekawe dlaczego  wcześniej tego nie zrobiono? Takie laboratoria są instytucjami usługowymi i za pieniądze zrobią co do nich należy. Prawdopodobnie zleceniodawcą jest prokuratura. Ile to kosztuje? Czy był przetarg? Szacuję, że chodzi tutaj o kwoty od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy euro. Nie znam ilości szczątków, więc wartość zlecenia może przekroczyć nawet milion euro. Nie ma najmniejszego powodu, żeby takie dane utajniać. Chodzi przecież o pieniądze suwerena, który podobno rządzi w państwie pisowskim.

Prokuratura pokazała przy okazji całemu światu, że nie ma zaufania do polskich naukowców i ośrodków badawczych. Każdy normalny człowiek zagraniczny pomyśli sobie, "Jeżeli już nawet rządzący w Polsce nie mają zaufania... to lepiej omijać polskich naukowców dużym łukiem."

Zresztą dla każdego rowerzysty jest jasne, że jeżeli ktoś obok głośno krzyczy "Uważaj, drzewo" to trzeba zareagować hamulcami, kierownicą... Samolot wrzeszczał niestety po angielsku "terrain ahead". Już to wystarczy, żeby podejrzewać winę pilota, który ostrzeżenie zwyczajnie olał. Obiektywnie, szaleńcze forsowanie teorii zamachu powoduje, że do najodleglejszej wioski w Amazonii dotrze, że polscy piloci są niebezpieczni. Nie umieją latać. 

To tyle o propagowaniu polskiej nauki i nowoczesnej polskie gospodarki wśród narodów świata.

Zastanówmy się nad możliwymi rezultatami badań tych "znacznie lepszych" od krajowych badaczy. Jak znam życie, wyniki zleconych zagranicznych badań nie mają najmniejszych cech dowodu sądowego. W ekspertyzach będzie stało jak wół, "Przedmiotem badania jest próba (sample) nr. dostarczona do naszego laboratorium przez.... w dniu... Nasza analiza dotyczy tej próby, ale nie jej pochodzenia..." Nawet wykrycie tony materiałów  wybuchowych nie wnosi nic do sprawy, ponieważ nie można wykluczyć, że w trakcie podróży szczątków od grobu do zagranicznego eksperta, można skleić je z całą bombą termobaryczną. I każdy zagraniczny ośrodek badawczy wykluczy prawnie taką odpowiedzialność.

Wyrzucone pieniądze. Chyba, że lud smoleński to kupi... 

15:56, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 czerwca 2017

Temat powinien zainteresować mieszkańców i pracowników wysokich budynków w Polsce dla ich własnego dobra. Ktoś, kto nie wie do czego służą te wszystkie wajchy i kółka w samochodzie nie powinien do niego wsiadać. Odrobina wiedzy nie zaszkodzi.

Odnoszę wrażenie, że płonący jak pochodnia budynek w Londynie nie zrobił w Polsce na nikim specjalnego wrażenia. Nie zauważyłem, żadnej dyskusji na ten temat w polskich mediach. Może jednak z zagranica widać mniej? Ale nie wątpliwie naród, który tak łatwo było przestraszyć uciekinierami, którzy do Polski się nie wybierają, pokazuje "godne podziwu" bohaterstwo...

W mediach niemieckich i angielskich rozpętała się mniej i bardziej rzeczowa dyskusja. Przedstawiciele przemysłu materiałów budowlanych schowali się w nieznanym miejscu i podobno szukają odpowiedzi, która nie zaszkodziłaby ich interesom i jednocześnie nie obraziła ofiar londyńskiej katastrofy budowlanej.

W podobnych budynkach w Polsce mieszkają setki tysięcy ludzi, więc jest nad czym zastanawiać się. Na początek pozwolę sobie na kilka być może nudnych ale prawdziwych informacji.

Celem ocieplania

jest przede wszystkim zmniejszenie zapotrzebowania na paliwa kopalne, żeby zmniejszyć uzależnienie od krajów niezbyt stabilnych politycznie. Mniejsze zapotrzebowanie na gaz, ropę naftową pozwala na zmniejszenie armii. Korzystne jest, że cel zbliżony jest do postulatów środowisk ekologicznych, więc sprytnie właśnie ten aspekt trafił na sztandary.

Z drugiej strony postulat oszczędzania energii jest niezły i z całą pewnością mogą się pod nim podpisać  lewacy, zieloni do najbardziej czarnych i prawych obrońców ojczyzny. Natomiast konflikt pomiędzy producentami czołgów, a właścicielami fabryk materiałów izolacyjnych jest nieunikniony.

Materiały tłumiące przepływ ciepła

Okazuje się od lat zresztą, że najtańszą izolacją cieplną, łatwą w obróbce, jest styropian. Niestety lubi się palić i wtedy ogień nie jest łatwo ugasić. Można dodać coś bardzo chemicznego i wtedy styropian jest znacznie trudniej zapalić, ale to coś jest rakotwórcze i w ogóle podczas termicznej utylizacja zanieczyszcza atmosferę. Jak nie kijem, to pałką.

Dobrą alternatywą jest tzw. wełna mineralna. Bazaltową skałę ogrzewa się do płynności i przeciska przez dysze. Z powstałych nitek tworzy się filc, który pocięty na płyty całkiem dobrze izoluje termicznie. Dodatkowo ma właściwość tłumienia dźwięków. Ale niestety jest droższy troszeczkę od styropianu.

Nie tylko ze względów ekonomicznych toczy się dyskusja na temat sensowności totalnej izolacji. Standardowe obliczenia strat ciepła dotyczą sytuacji statycznej. Tradycyjnie służyły one do określenia największego grzejnika i kotła jaki kiedykolwiek będzie potrzebny. Natomiast rzeczywistość jest ruchoma. W dzień jest cieplej i promieniuje słońce. W nocy... wiadomo. Izolacja styropianowa i każda inna utrudnia zyski ciepła w ciągu dnia, więc może korzystniej jest po prostu grubszy jednolity mur, który w dzień będzie się nagrzewał, w nocy ogrzewał pokój. Obliczenia dynamiczne są jednak bardzo skomplikowane. Oczywiście bywają wykonywane... ale to jest tylko takie wprowadzenie do tematu.

Planowanie

budynku ograniczone jest prawem budowlanym i wieloma przepisami przeciwpożarowymi. Chodzi przede wszystkim o to, żeby budynki nie zabijały ludzi. Określone są strefy pożarowe, które mogą się składać z jednego albo większej ilości pomieszczeń. Ogień i gazy pożarowe nie powinny przenieść sił do kolejnej strefy. Zdefiniowane są materiały budowlane jakie można zabudować. Nawet wytrzymałość ogniowa konstrukcji jest określona w minutach, ile muszą stać niewzruszone, 60, 90 albo 120 minut. W tym czasie powinna nastąpić ewakuacja ludzi. Odpowiednio muszą być zwymiarowane drogi ewakuacyjne.

Do tego dochodzą instalacje alarmowe i wodne jak różne hydranty, sprinklery. W budynkach wysokich do klatek schodowych wtłacza się świeże automatycznie powietrze. Nadciśnienie zapobiega wtargnięciu gazów pożarowych. Są to skomplikowane i kosztowne urządzenia, które znacznie zwiększają koszty eksploatacyjne. W wysokim budynku z klimatyzacją może być kilka setek klap p.poż. Każda klapa musi raz w roku zostać fachowo sprawdzona, co kosztuje około 50 euro za sztukę. A to jest tylko mały wycinek. Tutaj można zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy, więc wielu administratorów to robi. Jeżeli można było wpisywać pilotom samolotów rządowych fikcyjne loty treningowe...

Decyzję o styroporze

w zasadzie podejmuje właściciel budynku. Zatrudniony przez niego architekt i specjaliści proponują zgodnie ze stanem uznanej wiedzy technicznej kilka wariantów ocieplenia budynku, określając koszty, wady i zalety. Inwestor wybiera wariant, co staje się podstawą specyfikacji przetargowej. Wygrywa najtańszy oferent. Wykonawca ma prawo obowiązek zgłoszenia sprzeciwu, jeżeli uważa, że w projekcie są błędy. Jeżeli architekt uzna, że sprzeciw jest bezpodstawny, to projekt będzie realizowany, ale w razie draki odpowiedzialność w spornym punkcie spada na architekta. Ale w Niemczech, gdzie ludzie nastawieni są na współpracę, takie konflikty nie zdarzają się.

Zadaniem strażaków

jest ratowanie ludzkiego życia przede wszystkim. Oczywiście, straż pożarna musi mieć sprzęt specjalny do akcji w budynkach, które występuje w jej rewirze. W budynkach do 22 metrów wystarczają zwyczajne drabiny strażackie. Do 60 m wystarczają jeszcze pompy strażackie. Konieczne są praktyczne szkolenia i ćwiczenia w takich budynkach. Koszty, których łatwo uniknąć. Tym łatwiej nim bardziej trzeci świat. Rzeczywiście, budowanie, eksploatacja i ratownictwo w budynkach wysokich i w ogóle jest bardziej skomplikowane. Pożar, pożarowi nie równy. Natomiast całe projektowanie opiera się na pewnych założeniach, że na przykład pali się tylko na dwóch kondygnacjach, albo do gaszenia użyto tylko dwa hydranty jednocześnie, albo  drzwi po ucieczce ludzi zostaną zamknięte. Ekonomicznie nie jest możliwe uwzględnienie wszystkich możliwych scenariuszy. Albo inaczej, kubatura potrzebna do ukrycia całej techniki p.poż.  stanowiłaby znaczną część budynku.

A już w przypadku pożaru łatwopalnej fasady, wszelkie hydranty i sprinklery, których w Londynie zabrakło, byłyby nieużyteczne, a standardowy rozkaz strażaków, żeby ludzie zostali w mieszkaniach przyczynił się prawdopodobnie do dużej ilości ofiar. Natomiast pomocą byłyby prawdopodobnie silne strażackie wentylatory wdmuchujące do klatki schodowej powietrze i natychmiastowe opuszczenie mieszkań. Ogień atakował mieszkania od  zewnątrz. Oczywiście jest to gdybanie, ponieważ za mało znam szczegółów.

Ale jestem pewien, że wszystkie błędy wyjdą na jaw i zostaną fachowe wnioski na przyszłość wyciągnięte. Nie mam najmniejszej obawy, że ktoś będzie próbował i uda mu się coś zatuszować, a w ciągu kilku miesięcy w niemieckich fachowych czasopismach ukaże się dokładna rzetelna analiza katastrofy londyńskiej.

21:06, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
niedziela, 18 czerwca 2017

"Niektórzy europejscy politycy, choćby nowy prezydent Francji Emmanuel Macron, przekonują, że do zamachów należy się po prostu przyzwyczaić. Nie jest przecież tak źle, a prawdopodobieństwo udławienia się końcówką długopisu jest wciąż większe niż zginięcia z rąk muzułmańskiego radykała."  -gaworzy "wybitna publicystka" tygodnika wSieci Aleksandra Rybińska. Zwyczajna fałszywka.  Rzeczywiście ryzyko utraty zdrowia albo życia w zamachu jest statystycznie niewielkie w porównaniem z innymi zjawiskami, które nam zagrażają. To jest fakt i nie ma się z czego śmiać. Jednocześnie każdy zachodni Europejczyk podpisze się pod stwierdzeniem: każda pojedyncza śmierć jest o jedną za dużo.

Nikt nie zmuszał Francuzów do wyboru Macrona na Prezydenta. Wybrany został, ponieważ wyborcy  uważają, że bardziej niż inni, da sobie radę z terrorystami. Nie słyszałem żadnego europejskiego poważnego polityka, który namawiałby obywateli do przyzwyczajenia. To znaczy olewał sprawę, nic nie robił i tylko czekał, kiedy się władza "białego człowieka" w Europie skończy. Wręcz przeciwnie dokonano w ostatnich dwóch latach wiele istotnych inteligentnych zmian w organizacji służb specjalnych, policji, wojska itd. w celu eliminacji zagrożeń. Trwa intensywna współpraca pomiędzy wywiadami zagrożonych krajów, która sięga do samej kwatery wroga. Rozumiem, że jest to niewystarczające i pani publicystka, specjalistka od terroru ma mnóstwo pomysłów. Z całą pewnością w kolejnym tekście podpowie Francuzom co mają zrobić.

Sądząc po "wielkim przemówieniu" pani Premier, czytelniczki wSieci, Francuzi powinni utworzyć obozy koncentracyjne z zagładą, gdzie należy umieścić wszystkich muzułmanów jak leci i spokój. A może dałoby się z obozu niemieckiego na polskiej ziemi stworzyć produkt eksportowy. Francuzi zostaliby uratowani i trochę kasy by wpadło... Rząd jest przecież zobowiązany do ochrony swoich obywateli pierwszego sortu i z nimi solidarny, jak przystało na prawdziwych chrześcijan. W cenę usługi należy wkalkulować opłatę licencyjną dla Niemców.

Kolejnym wnioskiem jaki nasuwa się z tekstu jest podejrzenie, że Francuzi są pospolitymi durniami, kiedy wybierają lewaka, faceta, który ma w d... ich bezpieczeństwo.  A przecież media Russian Today tyle wysiłku i pieniędzy włożyły, żeby naród oświecić koniecznością wyboru faszystki Le Penn, która prawdopodobnie chętnie wynajęła by obozy niemieckie na polskiej ziemi.

"Przy czym o prawdziwych przyczynach zamachów należy mówić jak najmniej, a nie są to ani społeczne nierówności, ani bieda czy dyskryminacja, tylko jest to islam w swej najbardziej fundamentalistycznej wersji." wybitna publicystka rozwija swoje myśli. To jest drugie kłamstwo, a może pani publicystka po prostu nie orientuje się w temacie, ale musiała coś napisać, więc napisała, co usłyszała w przysłowiowym maglu.

Społeczeństwa zachodnie są jak najbardziej rzeczowo poinformowane o różnych odmianach Islamu. Być może do pani publicystki nie dotarło jeszcze, że toczą się poważne dyskusje i szkolenia na ten temat, od uniwersytetów, poprzez ulicznych policjantów do popularnych mediów. Każdy mówi, co chce, jak to między wolnymi ludźmi bywa. Istnieje nawet duża grupa poważnych islamskich teologów, którzy ruch IS i podobne nazywają po prostu islamskim faszyzmem. Na uniwersytetach funkcjonują wydziały kształcące dalekich od faszyzmu mułłów. Każda nawet najprawdziwsza polska publicystka może włączyć się do dyskusji. W każdym bądź razie związek terroryzmu z islamem jest powszechnie znany.

"Nieznani sprawcy obrzucili meczet w dzielnicy Oldham koktajlami Mołotowa."  No właśnie, prawicowy ekstremizm zwany kiedyś faszyzmem jest odpowiedzialny w Europie za znacznie więcej zamachów, niż terror islamski. Polska nie odstaje w tej konkurencji. Jak bardzo prawdopodobna jest teza, że pani artykuł zwiększa to niebezpieczeństwo, strasząc islamem i "wykazując" kłamliwie bezbronność "lewackiego" Zachodu?  Być może dlatego zdarza się prawdziwym patriotom po kilku głębszych  pięściami, nożem, zapalniczką zaatakować "wrogów"... Francji. Za wolność naszą i Waszą.

A teraz opowiadanie prawdziwie chrześcijańskie współczesne. Kraj federalny ze stolicą w Stuttgarcie przyjął już ponad tysiąc dziewczyn i kobiet, które część swojego krótkiego życia spędziły jako niewolnice seksualne wśród faszystów islamskich. Została stworzona specjalna służba psychologiczna, która pomaga w powrocie do normalnej rzeczywistości. Irakijscy nauczyciele, psycholodzy są odpowiednio szkoleni. Jednocześnie w Iraku trwa organizacja i budowa poradni, przychodni psychologicznych, które zajmują się też dziećmi żołnierzami tzw. państwa islamskiego. I nikt się tym specjalnie nie chwali. wSieci publikując kilka wspomnień takich muzułmanek mogłoby się przyczynić do lepszego zrozumienia współczesnego świata wśród swoich czytelników.

Z całą pewnością PiS, na podstawie informacji z wSieci nie jest w stanie w najmniejszym stopniu kogokolwiek ochronić. Dotyczy to też najwyższych przedstawicieli Rządu i partii. Gdyby islamscy bojownicy tylko chcieli zaatakować... Raczej tego nie zrobią, ponieważ w Polsce realizowana jest już dzisiaj polityka tzw. państwa islamskiego... 



19:36, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13