opis techniczny brudnopis, nie ma wolności bez odpowiedzialności
Kategorie: Wszystkie | Polityka
RSS

Polityka

wtorek, 23 sierpnia 2016

Nasze domy i mieszkania okradają dobrze zorganizowane wschodnio europejskie bandy. Z każdym rokiem jest coraz gorzej. Państwo w ogóle i policja w szczególe robią nie wiele. Takie jest dosyć powszechne przekonanie

Obywatele zaczynają się bronić, ku uciesze sprzedawców różnych przyrządów do samoobrony. Gdzieniegdzie obywatele organizują się w nocne patrole. Rzeczywiście życie zdaje się potwierdzać skuteczność tych działań. W jednej z dzielnic miasta Pforzheim na skraju Czarnego Lasu po wyjściu nocnych patroli ilość włamań zmalała do zera. Tak przynajmniej doniosła prasa.

W zeszłym roku dokonano 167 tysięcy włamań zgłoszonych formalnie. Policja informuje, że zidentyfikowano sprawców w 16 %. Niestety są to tylko przypadki, kiedy policja z prokuraturą uważają, że mogliby złożyć w sądzie akt oskarżenie, lecz tego  nie robią ponieważ potencjalni sprawcy są za granicą poza zasięgiem niemieckiego systemu sprawiedliwości. Natomiast skazanych przez sąd zostaje poniżej 3 % sprawców z tego około jedna trzecia idzie na konto cudzoziemców.

Skąd więc wiadomo, że dobrze zorganizowani wschodni Europejczycy odpowiadają za pozostałe niezbadane przestępstwa? Oczywiście nie wiadomo, jednak ich przewaga wśród przestępców utrzymują się w wypowiedziach polityków, gorszych publicystów, policyjnych rzeczników prasowych i przeciętnych piwoszy.

W zeszłym roku dokonano 167 tysięcy włamań zgłoszonych formalnie. Uważa się powszechnie, że ilość włamań osiąga niespotykane liczby i ciągle wzrasta. Kolejna półprawda. Najwięcej, bo aż  227 tysięcy włamań odbyło się w roku 1993. Liczba ta spadła w roku 2008 do 109 tysięcy. Rzeczywiście od 2008 roku ilość włamań do mieszkań systematycznie wzrasta. 

Jednocześnie policja donosi, że wzrostowi przestępczości po 2008  towarzyszy systematycznie zmniejszanie etatów. Jeszcze ciekawsza jest mapa Niemiec pokazująca ilość włamań. Na czerwono zaznaczone są Hamburg, Bremen i duże miasta Zagłębia Ruhry. Czerwony kolor pokazuje 400 i więcej włamań na 100 tysięcy mieszkańców. Dokładnie rejony z największymi problemami socjalnymi jak brak zatrudnienia są czerwone. Każde dziecko wie, że na południu Niemiec mieszkają ludzie bogaci, bezrobocie od lat utrzymuje się w granicach 3 do 6%, i z całą pewnością złodziej może spodziewać się znakomitych łupów liczba włamań nie przekracza 40 i tylko w nielicznych rejonach osiąga liczbę 100, czyli co najmniej cztery razy mniej niż na niemieckim górnym śląsku. Nawet obszary wzdłuż Odry uchodzące za złodziejskie eldorado mogą pochwalić się liczbami poniżej 200.

Oglądając statystyki gołym okiem widać, że oszczędności w policji i obniżenie się poziomu życia dolnych warstw społecznych sprzyja przestępczości. Trudno przecież oczekiwać, żeby "dobrze zorganizowani wschodnio europejscy włamywacze" okradali biedaków w Dortmundzie, kiedy w Stuttgarcie czekają na nich bogacze... 

Takie i podobne informacje możemy dowiedzieć się z mediów, kiedy redaktorzy i naukowcy robią co chcą i żaden polityk albo komendant policji nie ma możliwości im w tym przeszkodzić. Lepiej jeszcze, politycy i policjanci muszą znaleźć odpowiedź na rzeczywiste problemy, chociaż czasami miało się wrażenie, że woleli by wygodnie pozostać przy koncepcji zagranicznych przestępców, którzy są jak pogoda, nic przeciwko temu nie da się zrobić. A tak już zwiększono znacznie ilość etatów policyjnych... Podniesienie poziomu życia, płaca minimalna, zasiłki wszelkiego rodzaju są trudniejsze do podniesienia i to jest zupełnie inny temat.

15:27, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 sierpnia 2016

Dzisiaj pojawiła się  informacja o tym jak niemiecki Urząd do Spraw Dzieci i Młodzieży. Tym razem w Esslingen na południowym zachodzie porwano polskie niemowlę ze szpitala, oczywiście, żeby je zgermanizować.  Podobno nadali już maleństwu straszne niemieckie obywatelstwo. W internecie zagotowało się. Niemcy polują na polskie dzieci jak za Hitlera... itd. itd. Resztę bzdur każdy może sobie sam przeczytać.

Problemem jest przede wszystkim kiepskie dziennikarstwo, które zapomina albo nie ma pojęcia, że w Polsce jest identyczne prawo i dzieci są odbierane rodzicom, kiedy powstała sytuacja rodzinna zagraża zdrowiu i życiu dziecka. Nie wiem jak w Polsce, ale jakikolwiek pracownik Jugendamtu ma zabronione informowanie dziennikarzy i obcych w ogóle na temat powodów interwencji. Dzieje się to właśnie dla dobra dziecka i jego rodziców. Publiczna dyskusja pozostawia ślady i nawet wiele lat później po rozwiązaniu problemu może wypłynąć, powodując różnego rodzaju nieprzyjemności.

Dlatego dziennikarz chcący grzebać w rodzinnej tragedii skazany jest na informacje "pokrzywdzonej", która oczywiście nie jest ograniczona prawem administracyjnym i może opowiadać co chce. Przyzwoity dziennikarz napisałby wtedy, że informacje posiada tylko od pokrzywdzonej, ponieważ Urząd dla dobra dziecka odmawia udzielenia informacji.

A już rozgrywanie wielkich konfliktów międzynarodowych na "ciele" rodziny, która sobie życiowo wyraźnie nie daje rady jest prymitywnym barbarzyństwem. Nawoływanie do ostrych posunięć rządowych jest zwyczajnie śmieszne i utrudnia poważne traktowanie rządzących w Polsce.

Oczywiście urzędnicy mogą się mylić, Dlatego w ciągu kilku dni po "porwaniu" dziecka konieczna jest decyzja sądu podtrzymująca tą sytuację. Sędziowie doskonale wiedzą, że urzędnicy nie są nieomylni. Z reguły znają wiele podobnych spraw, więc mają doświadczenie, są zupełnie niezależni od ratusza. Jeżeli oni też dadzą się błędnie oczarować urzędową argumentacją, nastąpi odwołanie do wyższej instancji... Zdarza się, że sprawa może być prawnie nie jasna i nie do rozstrzygnięcia na korzyść "pokrzywdzonej" rodziny, wtedy trafi do Trybunału Konstytucyjnego (Verfassungsgericht), który musi znaleźć prawne rozwiązanie problemu. Oczywiście do procedur sądowych potrzebny jest adwokat. W przypadku osób niezamożnych koszty pokrywa Urząd do Spraw Socjalnych (Sozialamt). To naprawdę funkcjonuje, ponieważ sędziowie znają swój fach, są niezależni i naprawdę martwią się o dobro dziecka.

Natomiast pan polski minister od zagranicznych spraw powinien pouczyć swoich konsuli. Taki konsul porozumiałby się dyskretnie z "pokrzywdzoną" obywatelką polską i pomógł by jej w kontakcie z niemieckim adwokatem, który być może mówi po polsku i tyle. W jakim stopniu koszty takiej pomocy obciążają polskich podatników zapisane jest z pewnością w prawach konsularnych. I tyle. Zresztą do niedawna tak to się odbywało. Jak jest teraz po dobrej zmianie nie wiem. Trybunału Konstytucyjnego w RP już praktycznie nie ma. Sędziowie systematycznie podporządkowywani są "światłym" politykom...

Jeśli chodzi o obywatelstwo, rzeczywiście dzieci przez urodzenie mają prawo do niemieckiego obywatelstwa, ale nie tracą rodzimego. Chodzi o to, żeby dziecko nie czuło się wyobcowane w przedszkolu, szkole... Związane to jest z pewnymi przywilejami dla niemieckich dzieci. Ułatwia udział w szkolnych wycieczkach zagranicznych. Natomiast po osiągnięciu pełnoletności młody człowiek może sam zdecydować o swojej przynależności państwowej. Trudno przyczepić się.

Jeszcze jedna ogólna uwaga do tematu. Często w dyskusji pada argument, że polska kultura pozwala dzieci  inaczej traktować niż na zachodzie. W porządku, ale polska rodzinna pedagogika obowiązuje tylko na terytorium RP. I trudno wymagać, żeby urzędnicy Jugendamtu się na tym znali. Zresztą starsze roczniki wiedzą o co chodzi, ponieważ sami to przeżyli. W międzyczasie zostali naukowo przekonani, że nie było to najlepsze. Gdyby uważali inaczej, być może przenieśli by się do Polski.

Zresztą dokładnie w Esslingen, Stuttgarcie żyją zgodnie 181 narody. Wszyscy razem budują mercedesa i porsche. Ale coś takiego przekracza możliwości pojmowania świata "prawdziwego" polskiego patrioty, który kiedy ma chwilę czasu pomiędzy siłowymi awanturami, marzy o wycieczce limuzyną ze Stuttgartu. 





22:12, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (7) »
środa, 17 sierpnia 2016

Przedsiębiorstwo jest dzisiaj warte około 5 miliardów złotych. Zatrudnia aż? 600 osób z 60 narodów. Powstało w roku 2005 w małej  Ehingen na wschód od Stuttgartu. Nazywa się TeamViewer GmbH. Gminę Ehingen zamieszkuje około 14 tysięcy mieszkańców. Przed kilku laty TeamViewer GmbH przeniósł się do stolic powiatu Göppingen, gdzie mieszka ponad 50 tysięcy. Od dwóch lat firma jest własnością  angielskiej spółki inwestycyjnej.

Kilka dni temu byłem w miasteczku Emden na nieistniejącej granicy niemiecko-holenderskiej. Kiedyś miejscowa stocznia budowała eleganckie statki pasażerskie klasy Aida. Dzisiaj trzy pływające i jeden suchy dok stoją puste. Firma egzystuje ratując się remontami i przeglądami statków, które kiedyś były wielkie, ale przy dzisiejszych olbrzymach oceanicznych wyglądają cieniutko. Część terenu stanowi parking nowych samochodów, które czekają na załadunek, żeby popłynąć do Anglii. Natomiast kilkanaście kilometrów dalej wybudowano nowy terminal pozwalający załadować samochody na oceaniczne giganty.

Oprócz tego Volkswagen wybudował tutaj montownię samochodów, z litości i na zamówienie polityczne. Niestety, ostatnie kłopoty niemieckiego producenta, dramatyczny spadek wartości akcji o połowę, spadek zamówień powoduje, że mieszkańcy Emden niemieccy i cudzoziemscy nie śpią spokojnie.

Kilka hut i koksowni opuściło już Niemcy w kierunku Chin. Wielka i z pewnością bardzo nowoczesna huta w Duisburgu niby dalej unowocześnia się, ale jednocześnie chce sprzedać pojedyncze zakłady i zapowiada kilkutysięczne redukcje zatrudnienia. No cóż pociąg hutniczy odjechał już dawno do krajów azjatyckich, gdzie dobrą stal udaje się produkować taniej niż w Europie. Potentatem stalowym na cały świat jest dzisiaj Hindus. Może kupi kolejną niemiecką hutę?

Tyle do przemian gospodarczych we współczesnym świecie. Na tym tle program rządowy obecnej większości parlamentarnej o reindustrializacji narodowej Polski, rozbudowę przemysłu stoczniowego itp. jest zwykłym bredzeniem jakiegoś małego Jarka. Albo ci ludzie zupełnie nie orientują się, co się w świecie dzieje, albo cynicznie odwołują się do kiepskiej wiedzy ekonomicznej swoich wyborców. Izolacja narodu od świata może się udać, lecz wynik jest zawsze taki sam, do obejrzenia Korei Północnej, Wenezueli, gdzie po kilku latach narodowej polityki pomimo gigantycznych skarbów w ziemi, zabrakło papieru toaletowego.

Po za tym, co takiego wisi w powietrzu Ehingen, że wymyślono i stworzono tam TeamViewer, a czym oddychają mieszkańcy Emden, Duisburga i we wsiach, miasteczkach na wschód od Odry, że im coś takiego nie wychodzi? Jestem przekonany, że bozia rozdziela inteligencję równo i sprawiedliwie w różnych regionach świata. Czyżby kultury narodowe i miejscowe mentalności utrudniały posługiwanie się fantazją i rozumem? 



11:22, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
sobota, 13 sierpnia 2016

Wychowanie religijne i autorytatywne powoduje zanik części mózgu odpowiedzialnych za wolną wolę, inicjatywę, ciekawość świata i poczucie odpowiedzialności. Po prostu organy nie używane karleją do całkowitego zaniku. Żywe organizmy ciągle zmieniają się, optymalizują zużycie energii, starają się redukować organy, które nie są potrzebne do przeżycia i rozmnażania. 

Natomiast nowoczesny świat, gdzie ludziom żyje się najlepiej posługuje się codziennie osobistą wolnością i odpowiedzialnością, a warunkiem kariery jest niczym nieograniczona ciekawość świata. Tutaj facet i facetka sami osobiście podejmują decyzje prywatnie i służbowo i w naturalny sposób są gotowi ponosić konsekwencje swojego działania. Od dziecka, codziennie trenują neurony i ich połączenia, które są potrzebne do takiego stylu życia. 

Natomiast w okolicach, gdzie w pobliżu zawsze znajdzie się jakiś ksiądz albo kacyk, albo cały dyktator nie ma zupełnie takiej potrzeby. Oni wiedzą nie tylko "lepiej" ale przynajmniej teoretycznie w sposób odczuwalny dla mas deklarują przejęcie odpowiedzialność za swoje pomysły. Historycznie w prawdziwej rzeczywistości są pierwszymi, którzy uciekają w razie draki. Dyktatorzy i kapłani robią jednak wszystko, żeby lud nie dowiedział się tego. Stąd naturalna konieczność manipulacji wiedzą o przeszłości. Zadaniem nauk historycznych jest przekonanie ludu, że zawsze tak było jak jest i będzie. Chrystus prezesem narodów.

Z naturalnego, odruchowego interesu luda, taki outsourcing ma swoje zalety. Po pierwsze zapewnia spokojne spanie, ponieważ za wszelkie nieszczęścia odpowiadają ONI. Nie ma zupełnie potrzeby dociekanie przyczyn większych i mniejszych katastrof osobiście, na co niewytrenowany umysł reaguje bólem. Najprostszym i sprawdzonym przez pokolenia środkiem przeciwbólowym jest alkohol etylowy.

Nic więc dziwnego, że przybysze do Niemiec robią wzorcową niedzielną frekwencję w kościołach, gdzie  kapłani przysłani "na delegację" dorabiają sobie w ojczystym języku. "Po mszy, po spowiedzi uspokajam się, czuję się wolny, pogodzony ze światem." I to jest szczere i prawdziwe uczucie. Rzeczywiście scenariusze kościelne powodują uczucie wyzwolenia od... odpowiedzialności za siebie. Słowo wolność jak wiele innych ważnych pojęć może mieć różne znaczenia.

W poniedziałek następuje powrót do rzeczywistości i trzeba sobie znaleźć jakiegoś szefa, najczęściej Niemca albo Turka, którzy przejmą za nas codzienną odpowiedzialność. W ten sposób, zbyt często polski maturzysta, (-stka) albo technik trafia pod kierownictwo miejscowego pomocnika majstra, który zdołał zdobyć dyplom podstawówki.  Za często polskich akademików spotyka się na taśmach produkcyjnych.



PS Powyższy tekst nie zamierza nikogo obrażać i jest oparty o aktualną wiedzę o życiu mózgów zwierzęcych, w szczególności gatunku homo sapiens. Najważniejszą funkcją wychowania dzieci i młodzieży jest trenowanie mózgu. Tak jak w klubie fitness można wzmocnić mięśnie zapobiegając chorobom kręgosłupa i dotlenić rozum, ale można tam też hodować masywne karki podtrzymujące pustą głowę.

13:14, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
piątek, 27 maja 2016

Każdy cudzoziemiec podejrzany o jakikolwiek związek z polskością, może zostać zatrzymany w areszcie na terenie Polski do czasu wyjaśnienia sprawy. Podobno takie groźby są rozpowszechniane przez konsulaty RP w Niemczech. 

Kilku moich znajomych zrezygnowało już z urlopu w kraju. Chodzi o to, że w Niemczech mieszka wielu byłych obywateli polskich od bardzo wielu lat, nie mają polskich dokumentów i często nie bardzo wiedzą, czy posiadają jeszcze polskie obywatelstwo. Dużo osób posiadających polsko brzmiące imiona i nazwiska i mniej lub więcej mówiących po polsku nie posiada polskiego obywatelstwa w ogóle. Władze pomogą im w wyjaśnieniu sytuacji.

Rząd "dobrej zmiany" postanowił radykalnie skończyć z bałaganem. Dotychczasowe władze, z chlubnym wyjątkiem PRL-u, zupełnie nie interesowały się Polonią. Taki Polonista mógł sobie żyć jak chciał zupełnie olewając patriotyczne obowiązki wobec ojczyzny. Najwyższy czas z tym skończyć, szczególnie, że wielu, szczególnie niemieckich Polaków nie rozumie zupełnie dobrej zmiany i ulega naiwnie wrogiej propagandzie.

Wiadomo, że Polonia nie stoi murem za prezesem, więc trzeba do nich indywidualnie dotrzeć, dać im szansę na przyłączenie się do dobrych przemian albo, niestety, trzeba będzie karać za działalność wywrotową, która jest wstępem do terroryzmu, który musi być zwalczany w zarodku.

W przyjemnej atmosferze aresztu, będzie okazja i czas, żeby porozmawiać o znajomych, o sąsiadach, o ich pochodzeniu i poglądach. Z całą pewnością uda się w ten sposób dotrzeć do zbłąkanych rodaków, którzy potrzebują serdecznej pomocy z ojczyzny, a nie wiedzą o możliwościach jakie powstają po deklaracji poparcia dla prezesa. Już PRL pokazał, że to funkcjonuje.

Być może przesadzam. Być może chodzi o to, żeby otoczyć opieką socjalną (zasiłki) obywateli polskich za granicą, żeby mogli tam żyć dumnie, honorowo i narodowo, budząc tym podziw i zazdrość tubylców.

Z dawnych czasów przypominam sobie, że wolne państwa udzielające azyl i obywatelstwo zaznaczały, że ich opieka konsularna nie dotyczy terytorium dyktatury z której azylant uciekł. Z drugiej strony istnieje w cywilizowanym świecie procedura policyjnego ustalania tożsamości podejrzanych o przestępstwo, więc niedługo usłyszymy jak bardzo "Polska zbliża się do standardów europejskich".



14:17, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
czwartek, 28 kwietnia 2016

W kasie niemieckiej kasy emerytalnej dla katolików KZVK nagle brakuje około 7 mld euro.  Tak wynika z  obliczeń przedstawionych przez FAZ  i publikacje w fachowej prasie ubezpieczycieli.

Biskupi w Niemczech uprawiają tzw. kasę uzupełniającą, do której należy 1,1 mln członków płacących i około 150 tysięcy emerytów.  Pracownicy kościoła są obowiązkowo ubezpieczeni w KZVK. Składka została w ostatnich latach zwiększona z 4,8 do 7,1% płacy brutto.

W kasie powinno być 22,5 mld, lecz jest tylko 15,6 mld euro. Kwota jest tak ogromna, że niektóre niemieckie biskupstwa mają dużą szansę na bankructwo w najbliższych latach.

Niejasne jest w jaki sposób konto emerytalne miałoby zostać uzupełnione. Podpowiadam, że można by włączyć do funduszu polskich dzierżawców kościelnej świętej ziemi. Aktualne polskie prawo zapewnia w sposób nieubłagany wzrost powierzchni biskupiej ziemi rolnej i lasów. Tradycyjnie, historycznie  polski chłop pomiędzy wizytami w kościele zawsze uprawiał pańską albo kościelną ziemię, a pan z plebanem biesiadowali. Przyzwyczajenia historyczne. Od własnej własności z reguły przewracało mu się wieśniakowi w głowie, stąd konieczność dobrej zmiany.

Zdaje się, że moja rada jest już trochę spóźniona. Biskup Wysocki chwalił się przed amerykańską Polonią w Doylestone „Prezydent Duda jest darem od pana Boga”. Do pani premier  „ 0trzymaliśmy wielki dar, otrzymaliśmy to wszystko, (…) i wszystko będziemy robili, żeby tego nie zmarnować.”

Wystarczy zwrócić się o poradę do niemieckich biskupów. Niemcy tradycyjnie historycznie znają się na ekonomii, nawet kiedy czasami udaje im się stracić. Z nimi będzie łatwiej spieniężyć dary boże.

14:58, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
sobota, 16 kwietnia 2016

Już pojawiają się polskie teksty o łamaniu trójpodziału władzy w Niemczech, zgodnie z zasadą sam łamiesz prawo, więc nie masz prawa ty wstrętny szwabie! nam zarzucać łamania prawa.

Otóż przypadek satyryka niemieckiego Jan Böhmermann..... jest dowodem wielkiego poszanowania prawa w ogóle, wolności słowa i odczuć mniejszości w szczególe, co zostanie w niniejszym wywodzie udowodnione.

Wypis z niemieckiego Kodeksu karnego:

§  103 Beleidigung von Organen und Vertretern ausländischer Staaten

(1) Wer ein ausländisches Staatsoberhaupt oder wer mit Beziehung auf ihre Stellung ein Mitglied einer ausländischen Regierung, das sich in amtlicher Eigenschaft im Inland aufhält, oder einen im Bundesgebiet beglaubigten Leiter einer ausländischen diplomatischen Vertretung beleidigt, wird mit Freiheitsstrafe bis zu drei Jahren oder mit Geldstrafe, im Falle der verleumderischen Beleidigung mit Freiheitsstrafe von drei Monaten bis zu fünf Jahren bestraft.

(2) Ist die Tat öffentlich, in einer Versammlung oder durch Verbreiten von Schriften (§ 11 Abs. 3) begangen, so ist § 200 anzuwenden. Den Antrag auf Bekanntgabe der Verurteilung kann auch der Staatsanwalt stellen.

§ 104a Voraussetzungen der Strafverfolgung

Straftaten nach diesem Abschnitt werden nur verfolgt, wenn die Bundesrepublik Deutschland zu dem anderen Staat diplomatische Beziehungen unterhält, die Gegenseitigkeit verbürgt ist und auch zur Zeit der Tat verbürgt war, ein Strafverlangen der ausländischen Regierung vorliegt und die Bundesregierung die Ermächtigung zur Strafverfolgung erteilt.

Chodzi o to, że obrażanie przedstawicieli zagranicznych rządów jest karalne, nawet do pięciu lat więzienia. Warunkiem wszczęcia postępowania prokuratorskiego jest wniosek zagraniczny oraz zezwolenie Rządu Federalnego.

Przepis pochodzi z Kodeksu karnego z roku 1871 i stanowi część rozdziału "Obraza majestatu". Wtedy, w czasach feudalnych było to ciężkie przestępstwo zagrożone karą dożywocia. Jakoś przeżył przecież już siedemdziesiąt lat demokracji. Raczej z braku czasu nie został z kodeksu usunięty. Powszechnie uważa się, że  paragraf chroniący zwykłych ludzi jest wystarczający dla lepszych gości.

Satyryk Jan Böhmermann w towarzystwie kolegi Ralfa Kabelki postanowił zająć się sprawą po swojemu. W programie tv "Neo Magazine Royale" wyrazili podziw dla koleżeństwa telewizyjnego, którzy zdążyli już wielokrotnie pokazać humorystycznie i bardzo krytycznie prezydenta Turcji  Erdogana. Wyszło z tego rozważanie o granicach wolnego słowa, czyli jak mocna jest konstytucyjna wolność słowa przeciwko kodeksowi karnemu, który zabrania obrażać prezydentów.

Böhmermann jak przystało na komedianta, dla lepszego zrozumienia problemu zaczął recytować wiersz. Przedtem jednak powiedział, że jest zły przykład i... oryginalny tekst audycji według Spiegel-Online:

 

Sackdoof, feige und verklemmt,

ist Erdogan, der Präsident.

Sein Gelöt stinkt schlimm nach Döner,

selbst ein Schweinefurz riecht schöner.

Er ist der Mann, der Mädchen schlägt

und dabei Gummimasken trägt.

Am liebsten mag er Ziegen ficken

und Minderheiten unterdrücken,

 

Böhmermann: Das wäre jetzt quasi 'ne Sache, die...

 

Kabelka: Nee!

 

Kurden treten, Christen hauen

und dabei Kinderpornos schauen.

Und selbst abends heißt's statt schlafen,

Fellatio mit hundert Schafen.

Ja, Erdogan ist voll und ganz,

ein Präsident mit kleinem Schwanz.

 

Böhmermann: (lacht über eine Keyboard-Arabeske der Band) Wie gesagt, das ist 'ne Sache, da muss man...

 

Kabelka: Das darf man NICHT machen.

 

Böhmermann: Das darf man nicht machen.

 

Kabelka: Nicht "Präsident" sagen.

Jeden Türken hört man flöten,

die dumme Sau hat Schrumpelklöten.

Von Ankara bis Istanbul

weiß jeder, dieser Mann ist schwul,

pervers, verlaust und zoophil -

Recep Fritzl Priklopil.

Sein Kopf so leer wie seine Eier,

der Star auf jeder Gangbang-Feier.

Bis der Schwanz beim Pinkeln brennt,

das ist Recep Erdogan, der türkische Präsident.

 

Jan Böhmermann użył klasycznych pojęć z zakresu tureckich pojąć obrażających. Z całą pewnością chodził do szkoły z turecką młodzieżą, więc nie miał z tym problemu. "jego oddech... świńskie pierdnięcie pachnie piękniej" "najchętniej pieprzy kozy" " wszyscy wiedzą od Instanbułu do Ankary, że on jest pedałem" "Prezydent z małym kutasem" itd. itd.

Całe zdarzenie odbywa się zgodnie z prawem niemieckim i szacunkiem do tradycji. Obrażony prezydent miał prawo się obrazić i złożyć skargę. Monachijski adwokat Erdogana zapowiedział procesowanie do końca, czyli do Trybunału Konstytucyjnego.

Pani kanclerz była zobowiązana sprawę rozpatrzyć w konsultacji z fachowymi ministrami. W swojej pozytywnej decyzji uwzględniła też uczucia mniejszości tureckiej, jak i mieszkańców Turcji, członka NATO i w ogóle państwa zaprzyjaźnionego.

Za oskarżonym satyrykiem stoi murem i pieniędzmi telewizja (państwowa). Rozpętała się bardzo publiczna dyskusja na temat, co z całą pewnością podniesie o kilka centymetrów poziom kultury prawnej społeczeństwa. Niemiecka publiczność zawodowa i obywatelska jest bardzo ciekawa w jaki sposób i dlaczego i gdzie kolejne sądy ustalą granicę pomiędzy absolutną wolnością słowa i karalnym obrażaniem bliźniego. Grubość skóry człowieka jest historycznie zmienna, więc od czasu do czasu konieczne są nowe pomiary.

Ale można i tak: "Wprawdzie nie znam Böhmermanna, nie słyszałem wiersza, ale jako pochodzący z Turcji obywatel niemiecki jestem zdecydowanie przeciwko." Tak powiedział do mikrofonu i kamery tv pewien przechodzień. W każdym społeczeństwie, także wśród oryginalnych tubylców niemało jest osobników odpornych na zasady logiki i prawa. Kiedy przypadkiem przejmą władzę, rozkład państwa prawa jest nieunikniony. Umacnia się prawo naturalne. Najsilniejszy bierze wszystko. Słabym kij w d...

17:07, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (25) »
piątek, 15 kwietnia 2016

Straszenie wojną

Gdybym był artystą zbudowałbym bardzo realistyczną instalację antywojenną. Na ulicy wśród gruzów porozrzucano zwłoki, kobiet idzieci i żołnierzy z uzbrojeniem. Niektóre ręce i nogi występują samodzielnie. Na kamieniu siedzi piękna żywa matka z martwym dzieckiem na ręku. Dziecku brakuje jednej rączki i nóżki. Może dodać jeszcze rozszarpane na strzępy zwierzęta domowe. Niektórzy ludzie bardziej przejmują się losem psów i kotów, niż ludźmi.  Wszystkie postacie muszą wyglądać czysto, elegancko i modnie jak ty i ja w drodze do pracy albo kościoła. Z gruzowiska wystają świeżutkie symbole partyjne i religijne. Film pokazujący zwyczajne mieszkanie czyste, nie zakurzone jak nasze własne tylko przedniej ściany brakuje oderwanej przez bombę. Reszta firanki powiewa na wietrze. Do nosa widza wdziera się trupi zapach. Z sąsiedztwa dolatują naturalnie głośne odgłosy bitwy. Helikopter, karabin maszynowy, świst kul sprawiający wrażenie, że widz jest na celowniku strzelca…

Może byłaby to mądra alternatywa do rekonstrukcji słynnych bitew, gdzie polegli wstają i idą razem na piwo.

Do wojny trzeba ludzi zniechęcać każdego dnia w radio, telewizji, na ulicy, w parku, w szkole… tysiące korespondentów przygląda się z bliska różnym zacietrzewionym chorym patriotyzmem wojownikom, opisują, fotografują, filmują. Niestety redaktorzy w wygodnych stolicach cenzurują pracowicie, żeby wzajemne mordowanie i burzenie nie wyglądało zbyt groźnie i niesympatycznie. W jakim celu? Prawdopodobnie bajki lubimy bardziej od rzeczywistości. Reklamy są wtedy skuteczniejszą zachęto do zakupów?

Być może najlepszą antywojenną profilaktyką jest skuteczne straszenie kolejnych pokoleń szczególnie tych korzystających od
urodzenia z pokoju.

Po wojnie jest zawsze przed wojną. Przeważnie ktoś, kto osobiście przeżył prawdziwą wojnę z osobistymi stratami, traci ochotę na kolejną awanturę. Dla niego lepsze są wieloletnie pertraktacje od jednej nieudanej konferencji do drugiej, niż otwarcie honorowego i bardzo patriotycznego ognia z broni maszynowej.

Niestety, kiedyś wymierają świadkowie mordowania i burzenia. Ich wnuki znają już wojnę z pięknych bohaterskich opowieści albo gier komputerowych albo z poligonu. Po akcji idą pod prysznic i na kolację. Z każdej potyczki wychodzą żywi i cali. W domu czekają na nich uśmiechnięci najbliżsi. Wtedy łatwo jest strugać bohatera.  Można nawet nabrać ochotę na wojowanie. Któż nie chciał by zostać bohaterem.

Narodowi patrioci

Narody dające się cwaniakom politycznym wodzić za nos przy pomocy „Bóg Honor Ojczyzna” , „Allah jest wielki” i podobnie 
„wspaniałych, słusznych” haseł, są skazane na klęskę bliską fizycznej zagładzie. Nie zależy to zupełnie  od formalnego wyniku wojny. 

Wszystkie ruchy narodowo-socjalistyczne mają w programie mniej lub bardziej ukrytą wojnę. Bez mordobicia nie są w stanie osiągnąć swoich celów. Francuscy faszyści chcą odzyskać przegrany w plebiscycie Saarland, Niemieccy naziści chętnie wróciliby do Alzacji i Lotaryngii, chętnie też odzyskali by dla wielkich Niemiec  Breslau, Oberschlesien, Danzing, Allenstein itd. Polscy faszyści ciągle przypominają bardzo polskie?  Wilno i Lwów.

 

Unia Europejska

Niedawno pewien bardzo narodowy student z Wrocławia zapewniał mnie w polskiej nowomowie „pierdolę te wolności unijne. Na studia w Paryżu mnie nie stać.” Kiedy zapytałem, czy może sobie pozwolić na uczelnię warszawską, odpowiedział z rozpędu „…przy tych kosztach mieszkań oczywiście nie.”

Wiem, że wielu moim rodakom trudno jest w to uwierzyć, ale bardzo dobrą alternatywą do wojny jest Unia Europejska. Kto nienawidzi „brukselskich biurokratów” ten musi kochać wojnę. Otwarte granicy dla ludzi i towarów. Wspólne normy techniczne i podobne prawa. Polityka wyrównywania poziomu cywilizacyjnego i dobrobytu. Ochrona mniejszości przed większościami, szczególnie w krajach dojrzewającej demokracji. Itd. Itd.

Właściwie nie ma się o co bić. Prawdziwe i urojone konflikty międzynarodowe można rozwiązywać na salach konferencyjnych, bez trupów i kalek, bez zabitych „niewinnych” matek i dzieci, bez zburzonych miast.  Niektórym jednak honor na to nie
pozwala.

Jeżeli ktoś naprawdę wierzy, że jakikolwiek naród na świecie może schować swój łeb w przysłowiowy piasek, jest zwyczajnie głupi, ponieważ tyłek wystaje i nasz bohater nawet nie będzie widział, kto mu dał klapsa. 

Polska jeszcze w Unii Europejskiej

W Europie dotychczas udało się tą nieszczęśliwą tradycję wojenną powstrzymać. Nawet największy w historii ziemskiej konflikt komunizmu przeciwko  wolnemu światu, gdzie atomowe rakiety wycelowane chciałyby zniszczyć planetę wielokrotnie, został rozwiązany bez rozlewu krwi.  Polska „Solidarność” z Lechem Wałęsą i polskim Papieżem na czele zasadniczo się do tego przyczyniła. 

Tak, tak, wojna jest kontynuacją polityki przy pomocy przemocy zbrojnej. Świat jest pełen konfliktów, różnych problemów, które wołają za rozwiązaniem. W prawdziwym życiu bywa, że kiedy poradzimy sobie z jedną sprawą, pojawiają się kolejne. Tak było, jest i będzie. 

Cywilizowany świat po II WS postawił na rozwiązywanie konfliktów rozumem w formie pertraktacji. W dużym stopniu udaje się.
Jednak  tradycyjne społeczeństwa, tradycyjnie zabierają się do bójki, czyli używają nowoczesne przerażające środki bojowe jako argumentu. Wojna zbliża się nieubłaganie do naszych granic.

My wojenni pacyfiści

Każda wojna zaczyna się w naszych prywatnych osobistych emocjach i myślach. Armaty i bombowce kończą ten proces. „Niewinne” trupy gnijące  w ruinach domów zniechęcają bezpośrednich świadków, czasami jeszcze ich dzieci do kolejnej patriotycznej rzezi.

Ale wnuki… Już nieliczni pamiętają czasy czterdzieste i pięćdziesiąte XX wieku, kiedy codziennie i wszędzie  spotykało się ofiary wojny. Kalecy bez kończyn, zniekształcone przez wybuchy i pociski twarze i ciała przypominały. 

Przy piwie toczyły się wtedy rozmowy "Jeszcze został mi jeden odłamek w pośladku, ale chirurg powiedział, że nie warto go usuwać." "A ja mam żelazo w udzie. Dostałem tak, że wyglądało, że mi jaja urwało. Miałem szczęście. Trafiło  kilka milimetrów obok."

Dzisiaj po setkach tysięcy godzin konferencyjnego gadania widzimy znacznie więcej specjalnych parkingów i toalet niż niepełnosprawnych. Pokój panuje tam, gdzie się konferuje.

Obecnie w Polsce trwają przygotowania placu dla bitwy zastępczej pomiędzy Rosją i Ameryką. Oczywiście polskie mięso armatnie zadowoli się tradycyjnymi hasłami „Bóg Honor Ojczyzna”.  Niektórzy rodacy zrobią na tym szmal. Inni zostaną pośmiertnie obwieszeni medalami. Jeszcze inni stworzą "Wielką Emigrację". Trudno dokładnie określić, kiedy to nastąpi. Ale już teraz każdy z nas może się chwilę zastanowić, czy przypadkiem jego niektóre  pomysły, stosunek do bliźnich i polityczne przekonania nie przybliżają tej tragicznej chwili.

Póki co, Polacy dali się sztucznie podzielić na dwa plemiona. Plemię bardziej nienawistne, zawistne stanęło nie tylko na straży „jedynej słusznej prawdy”, lecz przejęło struktury państwowe i przekształca je w narzędzie zemsty. Dobry złego początek…

Przykład z ostatniej chwili

Właśnie toczy się zastępcza wojna pomiędzy Iranem i Arabią Saudyjską na terenie Syrii. Tamtejsi tubylcy dali się poróżnić między sobą. Wykorzystano różne sposoby czczenia tego samego Boga. Kiedy do walki przyłączyły się dwa mocarstwa, miliony  zwątpiły w swoją przyszłość i ruszyło do… pokojowej Unii Europejskiej.

Na placu boju pozostali ci najbardziej honorowi „patrioci”. Drugi sort Syryjczyków musi w obozach cierpliwie czekać, aż się pierwszy sort nawzajem wymorduje. Takie wojny kończą się dopiero wtedy, kiedy zaczyna brakować patriotów chętnych do strzelania. Zródła zaopatrzenia w broń i amunicję zdają się być niewyczerpane.

Może pokazywanie prawdziwej wojny w całej swojej brzydocie i brudzie  codziennie w telewizji polskiej ostudziło by trochę rozpalone przez politycznych cwaniaków polskie głowy.

 

PS Wojna pomiędzy Rosją, a Ameryką już się na terytorium polskim dzieje. Na razie na punkty prowadzi Rosja. Dwóch wielkich religijnych menagerów uzgodniło w Hawanie strefy wpływów, czyli obszary z których będą czerpali dochody niezależnie od wyniku wojny. Zresztą polskim biskupom jest bliżej do zwalczającego gender Putina, niż do zepsutego moralnie Zachodu. "Skandaliczny" atak żałosnych parafian na biskupa w niemieckim Limburgu, który miał wydać zbyt dużo pieniędzy na budowę swojej rezydencji, już dzisiaj w Polsce byłby niemożliwy, chociaż niedawno czepiano się biskupa, że hoduje ozdobne daniele. "...a co? Powinien biskup hodować szczury?"  



09:24, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 kwietnia 2016

Wielkie oburzenie...  instynkt łowiecki tłumów został znacznie pobudzony. Ponad dwie setki tysięcy firm zarejestrowanych na jednym piętrze  drapacza chmur w Panamie wyzwoliły gorączkę złota w urzędach skarbowych wielu krajów. Gawiedź przygotowuje się na wielkie igrzyska. W końcu ktoś, komuś bogatszemu, ważniejszemu niż on, w jego imieniu przypierdzieli.

Zapotrzebowanie na bicie lepszych jest ostatnio tak duże, że sam mam obawy przed płynięciem pod prąd. Spróbuję jednak. Otóż, po pierwsze tzw. firmy skrzynki pocztowe (Briefkastenfirmen) są legalne i są potrzebne dla funkcjonowania gospodarki. Istnieje mnóstwo legalnych powodów, żeby z nich korzystać. Nawet niektóre stany USA i niektóre kraje europejskie przewidują takie możliwości.

Oczywiście, Briefkastenfirmen mogą być używane do przestępstw albo do ukrycia działalności kryminalnej. Tak jak nożem kuchennym można obrać cebulę, a chwilę potem zamordować żonę. Nie każdy, kto ma kuchnię jest mordercą.

FAZ zestawił kilka praktycznych powodów posługiwania się  ukrytymi firmami .

Jeżeli ktoś majętny chce cokolwiek kupić... Bogaty piłkarz zamierza nabyć piękną finkę na Majorce, oczywiście nie chce "utargować" wyższej ceny spowodowanej jego nazwiskiem.

Albo koncern kupuje akcje innej firmy, gdzie się da, żeby uzyskać wpływy w kupowanej firmie. Głupotą byłoby ogłoszenie publiczne, że ja Daimler AG mam zamiar kupować właśnie te akcje, ponieważ ich cena wzrosła by natychmiast. Inną rzeczą są interesy w dziedzinie nowych technologie. Przy prawdziwych innowacjach mamy do czynienia z bardzo dużym stopniem niepewności wśród inwestorów i  konkurencji. W tej chwili produkowane i rozwijane są różne technologie zaopatrywania samochodu elektrycznego w energię. I nagle wszyscy dowiadują się, że Daimler AG zamierza zainwestować w jedną z tych firm. Oznacza to, że fachowcy koncernu uznali technologię za wróżącą zyski w przyszłości. Konkurencja i inwestorzy marzą dniem i nocą na takie informacje.  Taka firma Porsche ze Stuttgartu wypłaciła swoim pracownikom dodatkową premię za rok 2015 w wysokości około 36 tysięcy złotych. Część tej kwoty została zarobiona , dzięki legalnym operacją w "skrzynce pocztowej".

Baza samolotów służbowych Volkswagena stacjonuje oficjalnie na Karaibach, stąd konieczność założenia tam firmy, ponieważ dzięki temu konkurencja ma utrudnioną obserwację kierunków lotów managerów koncernu. Z analizy profilu delegacji służbowych można wyciągnąć mnóstwo ciekawych wniosków o przyszłych działaniach i inwestycjach.

Armatorzy, też niemieccy rejestrują swoje statki w Panamie. Trzeba przyznać. że cel nie jest zbyt szlachetny. Chodzi o uniknięcie kosztownego niemieckiego prawa pracy i przepisów bezpieczeństwa. Natomiast kierownictwo znajduje się w Niemczech. Alternatywą byłoby, owszem  przyjęcie niemieckiej bandery z niemieckimi standardami, ale wtedy pomarańcze i banany i chińskie zabawki dla naszych dzieci byłyby droższe w supermarkecie na rogu. Wątpię, czy klienci są skłonni zapłacić wyższą cenę, więc w dalszym ciągu pływały by statki obce zarejestrowane w trzecim świecie, a niemieccy armatorzy zwinęli by interes, razem zresztą z miejscami pracy.

Pewien milioner południowo-amerykański ukrywa swoje oszczędności w "skrzynce pocztowej". Obawia się, że gdyby te liczby były powszechnie znane, on i jego bliższa i dalsza rodzina, przyjaciele nie mogli by opuszczać strzeżonej posiadłości z obawy przed porwaniami. Nic tak nie przyciąga bandytów jak żywa gotówka.

Inny starszy przedsiębiorca uważa, że jeżeli jego niezbyt udany syn odziedziczy tzw. zachowek, sprzeda swój udział w firmie za bezcen konkurencji, która ma zamiar przejąć udział rynkowy, ale dzieło życia dziadka i ojca zamknąć, a pracowników wyrzucić na bruk.

Oczywiście "skrzynki pocztowe" używane są do optymalizacji podatkowej. W tym przypadku wykorzystuje się prawnie dopuszczalne metody, więc nie jest to działalność kryminalna. Opowieści o miliardach jakie dzięki temu traci państwo jest pewnie prawdą. Trzeba jednak uzupełnić, dzięki temu ceny detaliczne są niższe. Wymusza to konkurencja. Znaczna część oszczędności podatkowych koncernu zostaje w kieszeni konsumenta.

Rzeczywiście wielkim problemem globalizacji są różne systemy podatkowe w różnych krajach. Dzięki temu jednak państwa mają narzędzie przetargowe do kokietowania inwestorów, więc niechętnie się z tym chcą rozstać. Zagraniczna inwestycja powoduje przecież zmniejszenie bezrobocia i wpływ innych podatków do budżetu.

Oczywiście, najlepiej byłoby, żeby na całym świecie wprowadzić jednolity system podatkowy. Niestety, nie jest to możliwe w krótkim czasie bez wywołania globalnej katastrofy gospodarczej. Nawet w UNI Europejskiej się to nie udaje. Pomimo tego dzieje się. Już ponad osiemdziesiąt państw dogadało się o wymianie informacji podatkowej, co może znacznie utrudnić optymalizację podatków albo kryminalne ukrywanie dochodów.

Wolny człowiek ma prawo zrobić ze swoimi pieniędzmi co chce. Może je schować pod materacem, zakopać w ogrodzie, rozdać biednym... Natomiast ukrywanie dochodów przed fiskusem, sprzedaż narkotyków, handel ludźmi i łapownictwo są przestępstwami niezależnie od tego, gdzie ukryto zyski. 

Globalizacja przynosi oczywiście problemy, których nie było kiedyś w państwach i wioskach strzeżonymi granicami. Trzeba je po prostu po kolei rozumnie rozwiązywać. Nic dziwnego, że powstają ruchy wsteczne wystraszonych. Oni się szczerze boją, że sobie w międzynarodowym towarzystwie nie dadzą rady. Nie tylko w Polsce... Trzeba tłumaczyć, może czasami zwolnić tempo, chociaż to jest bardzo trudne. Rozwiązanie problemów globalizacji jest łatwiejsze niż powrót do starego.

Globalne społeczeństwo obywatelskie organizuje się. Wydaje się, że najciekawsze w panamskiej aferze jest zorganizowanie się dziennikarzy bardzo międzynarodowe, bardzo globalne.  Prawdopodobnie powinno się zacząć poważnie mówić o reformie ONZ-u, który powstał, kiedy kraje otoczone były drutami kolczastymi, a humanitarność mierzyło się długością kolców.

00:12, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 31 marca 2016

Od wielu lat dręczy mnie pytanie, Czy dla tego narodu warto być przyzwoitym? Odpowiedź nie jest tak oczywista.

Przecież Polacy  wybrali w wolnych wyborach, bez przymusu, tą parodię mieszanki systemów społeczno-politycznych z ostatnich kilkuset lat. Czy warto się więc dla nich prywatnie poświęcać? Może trzeba zaakceptować wolę większości i po prostu urządzać siebie i swoją rodzinę w nowych warunkach krajowych albo zagranicą? W Polsce jest łatwiej. Wystarczy deklaracja wiary w prezesa i okresowe hołdy. Natomiast zagranicą trzeba wykazać się jakimiś kompetencjami i konkurować z wolnymi tubylcami.

Marsz prezesa do władzy można było jeszcze po wyborze jego własnego prezydenta zatrzymać, gdyby tzw. elity polskie miały na to ochotę. Już wtedy wszystkie plany pisowskie były znane. Po zwycięskich wyborach prezes nie zrobił niczego, czego by  wcześniej nie ogłosił.

Społeczeństwa zachodnie w ostatnich wiekach przeżyły radykalne zmiany mentalności. Proces ten nabrał w ostatnich latach ogromnego przyśpieszenia. Kolejne pokolenia różnią się od siebie radykalnie.

Przykłady niemieckie.

Kiedy przed pięćdziesięciu laty do Niemiec sprowadzono pracowników z Turcji, uważano, że jest to tylko chwilowe i po jakimś czasie wszyscy wrócą do Turcji zgodnie z zasadą "murzyn zrobił swoje". Nazwano ich Gastarbeiter, co brzmi podobnie do Zwangsarbeiter, czyli pracownicy przymusowi w czasach hitlerowskich. Wtedy jeszcze wielu Niemców pamiętało tamte czasy, kiedy  z entuzjazmem, wyprężoną ręką pozdrawiali jedynego słusznego Führera, zbawiciela narodu. Na poziomie społecznym i politycznym, już demokratycznie przyznano dobrowolnym przybyszom godziwe zarobki i zadbano o niezłe warunki mieszkaniowe. Planowano jednak system rotacyjny. Co kilka lat miały przyjeżdżać kolejne robotnicze zmiany.

Jednak właściciele i kierownicy przemysłowi zaprotestowali. Z uzasadnionych powodów ekonomicznych i organizacyjnych powiedzieli stop. Bez sensu jest, żebyśmy co kilka lat szkolili nowych pracowników. Wtedy, zresztą przy bardzo aktywnym udziale kościołów, postanowiono zezwolić na przyjazd rodzin. Dalszą konsekwencją były tureckie dzieci w szkołach. Tubylcy ze zgrzytaniem zębów zaakceptowali radykalne zmiany.  

Dzisiaj mamy muzułmańskich wybitnych niemieckich dziennikarzy, nauczycieli, artystów, polityków. Nikt się nie dziwi. Kiedy Trybunał Konstytucyjny stwierdził zgodność z prawem noszenia chust na głowach przez  muzułmańskie urzędniczki, właśnie muzułmanie najgłośniej zaprotestowali, uważając, że wzmocni to niepotrzebnie pozycję mężczyzn w tradycyjnych patriarchalnych rodzinach i faktycznie zaszkodzi młodym kobietom.

Jednocześnie setki tysięcy wolontariuszy pomagają intensywnie w obozach dla uchodźców. Poświęcają swój prywatny czas i urlopy, widząc, że regularna administracja jest zbyt mała, żeby sobie z aktualnym problemem poradzić.   

Przed trzydziestu laty wegetowało jeszcze w niemieckich (NRF) czaszkach słynne trzy K jako przeznaczenie kobiet, Kirche, Küche, Kindern. Powszechne było przekonanie, że dzieciom najlepiej się żyje w domu pod spódnicą mamusi, a żłobki, przedszkola są barbarzyńskim wynalazkiem komunistów. Wystarczyło demograficzne zmniejszanie się roczników pracujących, niesamowite postępy wiedzy o rozwoju młodych mózgów... Głupi rodzice wychowują z reguły głupie dzieci, które wyrastają na głupich dorosłych. I już od kilkunastu lat  realizujemy program budowy żłobków i przedszkoli w dużych ilościach. Obowiązuje zasada, że każde dziecko musi znaleźć miejsce.  Opracowuje się specjalne programy zabaw, gier i innych zajęć dla przedszkolaków, żeby wszystkie miały szansę rozwijać się tak, jak w rodzinie inteligentnych rodziców. Dla wielu rodzin niemieckich i emigranckich jest to bolesny proces, kiedy taki przedszkolak buntuje się przeciwko rodzicielskim tradycyjnym metodom i celom wychowania. Dziecko odpodabnia się od matki i ojca.

Przypominam sobie, że przed trzydziestu laty na moim biurku leżała oferta kanadyjskiej firmy na atomową kotłownię do centralnego ogrzewania. Najmniejsze urządzenie z serii pozwalało na zasilanie domku jednorodzinnego. Na szczęście już wtedy"genialne" rozwiązanie nie znalazło akceptacji inwestorów. Dzisiaj niemieckie elektrownie atomowe są w stanie likwidacji. Te ostatnie wyprodukowały tylko 14% energii zużytej w Niemczech w roku 2015. Natomiast pochodzi ze źródeł odnawialnych już 30% prądu elektrycznego, który okazuje się kosztować mniej. Byłoby więcej, ale dostosowanie linii przesyłowych do nowej sytuacji nie nadąża. Szczególnie wielu (zawsze tradycyjnych) rolników stało się producentami energii.  Natomiast kiedyś potężne koncerny energetyczne wpadły w kłopoty. Dochody i wartość akcji spadają gwałtownie. Niestety, właścicielami nie są wstrętni kapitaliści lecz udziały tam mają przeważnie instytucje komunalne, którym maleją przychody. Kredyty zabezpieczone akcjami tracą zabezpieczenie itd. Maleją budżety z których finansuje się przedszkola, szkoły, pływalnie, teatry itd. Zmiany nie są bezbolesne, powodują wiele bieżących kłopotów. Jednak niemieckie społeczeństwo zdecydowało się, ponieważ wiele znaków na ziemi i niebie wskazuje, że jest to mądry kierunek. Narody upierające się przy energetyce tradycyjnej obudzą się jak zwykle z ręką w nocniku. Na pewno.

Kiedy Daimler w Mannheim zbudował pierwszy samochód, konie i parowozy były już tradycją. Nic dziwnego, że nie mógł znaleźć inwestorów, którzy mówili po co wydawać tyle pieniędzy na drogi, stacje benzynowe, warsztaty... Świat zajmował się wtedy jeszcze budową dróg wodnych dla parostatków i rozbudowywał drogi żelazne. Wynalazca i jego rodzina doświadczała więc głodu i była obiektem dowcipów tych napadniętych przez wrodzone lenistwo tradycjonalistów. Jak bardzo samochód zmienił nasze otoczenie, widzi dzisiaj każdy, też w Polsce.

Niedawno powiedział mi  pewien Stefan, znajomy z dawnych lat, dzisiaj entuzjastyczny członek sekty PiS: "Nie potrzebujemy tych wszystkich autostrad, kiedy nie przestrzegane jest prawo boże." Powiedział to tak bardzo poważnie i z przekonaniem, że nie odważyłem się nawet lekko uśmiechnąć. Kiedyś w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku pisał "naukowe" opracowania o przewadze socjalizmu nad kapitalizmem. Udowadniał, chociaż brakowało papieru toaletowego w sklepach, że to jednak socjalizm zwycięży. Prawdopodobnie broszura poniewiera się, gdzieś w mojej bibliotece.  Wtedy Stefan  wykładał socjologię studentom i członkom partii. Dzisiaj robi to nadal. Nieźle zarabia. Jeździ systematycznie na zagraniczne kongresy i urlopy. Mieszka we własnym domu z niemiecką armaturą i hiszpańskim kafelkami. Policjant, który go zatrzymał widząc mercedesa jadącego zygzakiem, po stwierdzeniu tożsamości eskortował go radiowozem do domu, żeby panu profesorowi nic się stało.

Swoje dzieci Stefan urządził tam, gdzie są pieniądze i ostrzega ich przed polityką. "Trzeba dużo kombinować żeby nie wypaść z gry, a zysk niewielki." Z całą pewnością Stefan uważa się za przyzwoitego człowieka i dobrego Polaka patriotę.

Naród, który ma ambicje grania w pierwszej lidze musi zdobyć się na elastyczność i krytyczne podejście do tradycji. Oczywiście, naród wygodny, unikający zmian z wyjątkiem tej "dobrej" :-), musi się coraz bardziej izolować od pierwszych, żeby jego mieszkańcy nie byli wodzeni na pokuszenie.

Pytanie, co jest bardziej przyzwoite politycznie?

- demonstrować z KOD-em za Polskę nowoczesną, elastyczną pomysłami wolnych kompetentnych samodzielnie myślących Polaków, odpowiedzialnych za swoje czyny, powodując jednak nieszczęście wolniej myślących tradycjonalistów?

- czy stanąć po stronie PiSu, dla którego obowiązkiem jest poddać się strukturze Bóg, Papież jego przedstawiciel, biskupi, prezes król Polaków, książęta w terenie i dwór królewski? Jednostka musi żyć zniewolona w kolektywie, zwolniona z samodzielnego myślenia i osobistej odpowiedzialności? 

Obydwa rozwiązania mają wady i zalety dla różnych grup Polaków. Mieszczą się w różnych, ale polskich tradycjach. KOD zbliża Polskę do głównego nurtu zachodniej demokracji liberalnej. Już pierwsi polscy królowie byli lennikami Cesarza Rzymskiego Narodu Niemieckiego, byli krewnymi niemieckich królów i książąt.  Wątpliwości prawne miast polskich były przez setki lat rozstrzygane przed "Trybunałem Konstytucyjnym" w... Magdeburgu. "Wtrącanie" się Unii w sprawy polskie i europejska bardzo bliska współpraca mają więc wielowiekową tradycję.

Natomiast PiS przekształca kraj we wschodnią współczesną odmianę feudalizmu. Szlachta polska jeszcze do niedawna biegała w strojach azjatyckich.  Kontusz, żupan itd. chałwa były produktami mody wschodniej, więc niedaleko pada jabłko od jabłoni. Zamordyzm. Nieobliczalność władzy absolutnej, która może wszystko bez jakiekolwiek kontroli. Prawdopodobnie prezes, którego najbliższa rodzina pochodzi z byłej bardzo wschodniej Polski, czyli Ukrainy, a on sam wychował się w "komunie", lepiej rozumie zjawisko perskiego satrapy  i stąd całe nieszczęście. Prawdopodobnie wyobrażenie sobie państwa prawa, gdzie jakiś słabeusz adwokat albo sędzia może się silnej władzy sprzeciwić na podstawie jakiś śmiesznych zapisków zwanych prawem przekracza jego możliwości poznawcze. Niestety taką mentalność posiada wystarczająco dużo wyborców, żeby wybrać sobie satrapę. Nic dziwnego, że dla wielu Polaków państwo, które liczy się z obywatelami, szanuje prawa jednostki, jest ostrożne w wydawaniu wyroków itd. dyskutuje, próbuje przekonać do swoich racji, czyli państwo demokratyczne uchodzi za słabeusza.

Ciekawe, czy istnieją naukowe opracowania o zmianach mentalności Polaków od Sejmu Wielkiego do czasów dzisiejszych? Warto też dyskutować o celach i zadaniach jakie stawiamy przed państwem. Do czego jest nam do licha potrzebne państwo dzisiaj w zjednoczonej Europie bez granic? A może tylko państwo narodowe, odizolowane od świata gwarantuje bezpieczeństwo, dobrobyt i w ogóle lepszą przyszłość?

Nienawidzę chodzić na zakupy. Ale kilka lat temu spędziłem  dwie godziny w berlińskim KaDeWe jako dodatek do pewnej pani. Z nudów przyglądałem się ludziom. Zauważyłem w tym czasie trzech posłów na Sejm RP z różnych partii. Do jednego zwróciłem się po nazwisku... Lekko zmieszany wytłumaczył się "Przyleciałem na jeden dzień. Wieczorem wracam do Warszawy. Tutaj jednak jest większy wybór i taniej..." Nie miał pojęcia, że jestem nikim, i lekko przestraszył się. Był to poseł PiS-u. Więc nawet oni doceniają i korzystają ze zdobyczy europejskich jak wolność podróżowania, brak kontroli granicznych itd., chociaż oficjalnie utopili by Unię w łyżce wody, a na razie robią wszystko, żeby się rozpadła. 

W tych gorących czasach przy szybko zmieniających się dekoracjach należy się Polakom rzetelna i otwarta publiczna dyskusja o nich samych. Co wiedzą?, co lubią?, do czego zmierzają? jakimi algorytmami się posługują? co sądzą o sobie i tak dalej. Nawet najbardziej intensywny udział w konsumpcji nie zastąpi szczerego remanentu dusz i pragnień.

Nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na początkowe pytanie. Prawdopodobnie rzeczownik przyzwoitość nie pasuje do polityki. Jest zbyt ogólny i dotyczy raczej indywidualnych stosunków międzyludzkich. Być może wystarcza jako uproszczenie do celów pedagogicznych. W polityce niewiele z niego wynika. Udział w KOD-zie albo wspieranie prezesa wymykają się przyzwoitości. To są po prostu różne, aż przeciwstawne, wizje Polski i jej mieszkańców.  

Warto skończyć codzienną gówniarską sprzeczkę "Wasi kradną." "Ale wasi zaczęli kraść." i zacząć poważnie o Polsce myśleć. Byś może jednak Polakom na Polsce zupełnie nie zależy i cenią sobie przede wszystkim rozrywkowe awantury zwane pieszczotliwie dyskusjami politycznymi. 

19:59, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 marca 2016

Trump Polityk

triumfujący kandydat na amerykańskiego prezydenta zajął się polityką zagraniczną. Poniżej niektóre wypowiedzi politycznego amatora w tych sprawach:

"NATO kosztuje nas ogromne pieniądze. No tak, ochraniamy Europę, ale wydajemy na to zbyt dużo pieniędzy."

"Ukraina jest krajem, który nas znacznie mniej obchodzi niż inne kraje natowskie. Pomimo tego ponosimy całkowite koszty."

"Dlaczego Niemcy i sąsiedzi (więc też Polska) nie pomagają Ukrainie?"

"Dlaczego my zawsze musimy przewodzić, być może już w trzeciej wojnie światowej przeciwko Rosji?"

"Istnieje dużo krajów, które mogą to zapłacić."

To są cytaty z przemówień i wywiadów prasowych. Oczywiście istnieje wiele powodów, żeby z kandydata na Prezydenta żartować. Niestety, w zawodach do Białego Domu jest na drugim miejscu. To znaczy, że znaczna część Amerykanów uważa, że Europę należy olać. Ktokolwiek zasiądzie w Owalnym Salonie, będzie musiał uwzględnić ten nastrój w swojej codziennej polityce.

Trump a sprawa polska

Przypominam, że Polska leży dokładnie na granicy Zachodu i Wschodu, należąc dzisiaj do Zachodu ma dużo do stracenia. Natomiast trudno znaleźć  wypowiedź Donalda Trumpa w rodzaju "Praktycznie likwidujemy Trybunał Konstytucyjny i niezależność sądownictwa, ponieważ przeszkadza nam w dobrej zmianie." "Obiecuję likwidację korpusu urzędniczego." "Nasze sądy będą musiały uwzględniać dowody zebrane niezgodnie z prawem. Podsłuchy, prowokacje i tortury, są niezmiernie skuteczne w dochodzeniu do prawdy, więc dlaczego mamy z nich zrezygnować." "Farmerom, powolutku odbierzemy ziemię i będziemy ją dawać prawdziwym rolnikom. Dla porządku będziemy decydować, kto jest chłopem na roli."

W obecnej sytuacji bez trudu można sobie wyobrazić, że znaczna część wyznawców Trumpa powie Polsce "Pocałujcie nas w dupę. W demokratycznych wyborach wybraliście opcję azjatyckiej "demokracji" w formie dyktatury jednego ogarniętego paranoją człowieka. Proszę bardzo. Niech się Rosja wami zaopiekuje. Nic nam do tego. Tych kilku ostatnich polskich demokratów chętnie zintegrują wymierające zachodnio-europejskie demokracje. W Ameryce, Kanadzie i Australii znajdzie się też trochę miejsca. Natomiast Polska wróci tam skąd pochodzi, na własne życzenie." 

Aktualnie ludzie politycznie albo gospodarczo odpowiedzialni na Zachodzie, traktują wynik wyborów w Polsce, jako wypadek przy pracy, chwilowe zakłócenie, które należy przetrwać. Mają nadzieję, że po następnych, może wcześniejszych wyborach Polska wróci mocniejsza do grona cywilizowanych krajów.

Aktualnie w Polsce grasują tajne służby wschodniego mocarstwa. Z całą pewnością Lechowi Wałęsie udało się cudownie wyprowadzić zbrojnych w mundurach z Polski. Natomiast ich ukryte wpływy i kontakty z całą pewnością pozostały. Polski wywiad, kontrwywiad, policja itp. po kilku "inteligentnych" reorganizacjach Macierewicza z całą pewnością nie stanowią dla nich jakiejkolwiek przeszkody. Jedynie Amerykanie w tajnych operacjach moją szansę przeciwstawić się Rosji rządzonej przez tajnych agentów. Niestety, najwyraźniej naszym zamorskim kuzynom ochota przechodzi.

Ostatnia nieoficjalna wizyta w Krakowie amerykańskich senatorów napawa jednak optymizmem. Są oni odpowiedzialni w Senacie za kontrolę służb tajnych. Prawdopodobnie na ich biurkach leży plan operacji prodemokratycznych w Polsce, który mają zatwierdzić. Jeszcze na miejscu ostatni raz chcieli się przekonać z pierwszych ust, co w trawie piszczy. Być może istnieją tańsze i prostsze sposoby powstrzymania "dobrych zmian". Na przykład Prezydent wypowiada posłuszeństwo prezesowi. Córka Dudy dostaje dobrze wyposażone stypendium na studiowanie w Ameryce, albo gdzie chce, oczywiście w wyniku konkursu, za wybitne uzdolnienia itp., a sam prezydent, kiedy przejdzie w stan spoczynku, będzie mógł dorabiać na zamorskich wykładach. Na początek mogą mu obiecać wprowadzenie do BOR-u swojego człowieka, który zna się na ogumieniu pojazdów prezydenckich.

Dowodem na fakt, że przy kolacji w Krakowie polski Prezydent został przepytany z "dobrej zmiany" jest wyjście przed szereg czołowych "intelektualistów" PiS-u z wypowiedziami brzmiącymi, że Amerykanie mogą im skoczyć na..., bo oni są wybrańcami ludu itp. Niestety podążyli śladem starych instrukcji. Po spotkaniu nawet prezesowi zmiękła rura i teraz obowiązuje, że o sytuacji w Polsce w ogóle nie mówiono, tylko uśmiechano się. Członkowie sekty z pewnością uwierzą, że amerykańscy senatorzy mieli po prostu ochotę na drinka w Krakowie i szukali pretekstu, żeby koszty podróży pokryć z kieszeni podatników, a ich uprzejme uśmiechy dowodzą, że popierają "dobrą zmianę" tak, jak kiedyś Tusk uśmiechem namówił Putina na zamach. 

Trump przedsiębiorca

od roku 1988 pożyczył z Deutsche Bank 2,5 mld dolarów według szacunków Wall Street Journal. W ten sposób Niemcy stali się największym partnerem miliardera. W roku 2008 nie umiał jednak spłacać kredytu na budowę Trump Tower w Chicago. Doszło nawet do przegranej przez niego rozprawy sądowej. W rezultacie długi zostały uregulowane w roku 2012.

Jednak Deusche Bank wstrzymał współpracę. Tylko niektóre oddziały ciągną jeszcze stare wzajemne zobowiązania. Natomiast czołowe banki z Wall Street jak Citygroup, JP Morgan, Morgan Stanley, Goldmann Sachs wstrzymały jakąkolwiek współpracę z wielkim budowniczym. Bez wielkich pieniędzy nie ma wielkich budowli, więc facet nie miał wyboru i postanowił stanąć na czele całych Stanów Zjednoczonych  Ameryki Północnej, gdzie podobno pieniądze rosną na drzewach, a sejfy są pełne banknotów i złota. To się nazywa mieć łeb do interesów.



14:59, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (10) »
środa, 16 marca 2016

Dnia 30.10.1938 roku na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych wybuchła masowa panika spowodowana inwazją Marsjan. Przybysze postanowili opanować Ziemię w celu rabunku nagromadzonych tutaj bogactw naturalnych i ludzkich. W tym celu chcieli podporządkować sobie prawdziwych ludzi. Do walki przystąpili trzynożnymi maszynami bojowymi. Ziemianie byli praktycznie bez szans.



Na szczęście radio CBS było już na tyle rozwinięte, że w Wigilię Halloween mogło przerywać program i nadawać specjalne komunikaty z placu boju. Reporter znajdował się w miejscu lądowania Marsjan w okolicach miejscowości Grover’s Mill (New Jersey). Do frontu informacyjnego dołączyła prasa codzienna, która doniosła o wybuchach masowej paniki itd. Wielu domagało się od władz i radia informacji dokąd trzeba uciekać. Siedzieli już z rodzinami spakowani w samochodach.

Według najnowszej wiedzy historycznej radio CBS osiągnęło wtedy oglądalność 2% czyli około 6 mln słuchaczy, aż 28% z nich uwierzyła w prawdziwość wojennego reportażu radiowego niejakiego Orsona Wellesa, który został napisany przez Howarda Kocha na podstawie powieści H.G. Wellsa z roku 1898. W oryginalnym tekście, przybyszy z kosmosu pokonały w końcu ziemskie bakterie. Dopiero kolejne energiczne zaprzeczenia czynników rządowych uspokoiły panikarzy.

Dnia 28.04.1938 Adolf Hitler, który już od kilku lat skutecznie manipulował przy pomocy radia uczuciami i rozumem Niemców, oskarżył dokładnie o to samo anglosaskich redaktorów. Ping pong polityczny, czyli przedrzeźnianie przeciwnika. Wrogie stacje i pisma zupełnie bezpodstawnie miały informować o niemieckich planach podboju świata i rozpowszechniać kłamstwa o niemieckim wodzu i jego kumplach, a przecież w Niemczech nic złego nie dzieje się, demokracja kwitnie, następują dobre zmiany zgodnie z wolą narodu. Posłowie wybuchli aplauzem. W tym czasie ze zbioru naród zostały wyeliminowane wszelkie szkodliwe, niezdrowe elementy. Gorszy sort nie uczestniczył już w grze politycznej. Z wieloma posłami przeprowadzono odpowiednie rozmowy. Mieli swoje rodziny i plany życiowe z których nie umieli zrezygnować. Inni nie wrócili z zagranicznej "wycieczki". Szczególnie uparcia byli już pod "opiekę" państwa w pierwszych niemieckich obozach koncentracyjnych na terenie Niemiec. Dowodem na możliwości technicznych zagranicznych mediów i ich moralnego upadku była audycja "marsjańska" Orsona Wellesa.

W roku 1977  WDR (Westdeutscher Rundfunk) powtórzyła amerykańską audycję z roku 1938 z nakładką niemieckich głosów czytaczy wiadomości. Wielu zaniepokojonych sytuacją słuchaczy zadzwoniło na policję.

W roku 2010 w wigilię Halloween hamburskie radio Oldie 95 podjęło temat pod zmienionym tytułem "Ufos über der Elbe". Wszystko odbyło się w języku niemieckim. Treści dostosowano do hamburskiej scenerii. W trakcie audycji masowo odezwały się telefony policyjne. Dzwonili wyraźnie zaniepokojeni słuchacze.

Niewątpliwie, audycja o Marsjanach przyczyniła się pozytywnie do dalszej kariery artystycznej Orsona Wellesa. Pomimo wielkiego talentu do opowiadania wiarygodnych bajek nie zajął się polityką. Był wprawdzie zaprzyjaźniony z  Franklinem D. Roosevelt. Spotykał się z kolegami artystami, którzy byli członkami partii komunistycznej, więc wylądował na czarnej liście senatora McCarthy. I tyle. Na szczęście.

Jako polityk z pewnością umiałby Welles bez trudu przekonać Amerykanów do "oczywistego faktu" w jakiej ruinie gospodarczej i moralnej żyją, tak że sami z własnej woli i rozpaczy i entuzjazmu zrezygnowaliby z wolności i postępu, oddając władzę w ręce mafii w dobrze skrojonych garniturach. Bakterie miałyby trudności ją pokonać. W przeciwieństwie do Marsjan ziemskie garnitury i garsonki mają podobny do ludzkiego układ immunologiczny.





15:51, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 14 marca 2016

Lot bez widoczności

"Pull up. Terrain ahead. Pull up." wołają przyjaciele  Polski zamieszkujący tzw. cywilizowany świat. Niestety u sterów siedzi prezes, który po angielsku nie słyszy. Do kokpitu wpuścił tłumek sprawnych pyskaczy i wspólnie fałszują rzeczywistość. Prezes woła "Cały świat nas atakuje." Klakierzy powtarzają i dodają, "rowerzyści i elegantki w futrach też".

Mgła gęstnieje. "Panie prezesie, przy pana ostrym wzroku nie ma problemu." słychać pochlebstwa w kabinie kierowniczej. Siła turbulencji wzrasta. "Nie damy się. Zwyciężymy." dodają sobie odwagi łaskawie dopuszczeni do kokpitu nie mający własnego zdania powtarzacze. "Bóg nam pomoże." uzupełnia biskup. Niestety na pokładzie nie ma zwyczajnego nawigatora z jajami, który ostrzegł by towarzyszy niedoli, że samolot skierował się na wschód.

Co się stanie, kiedy mgła okaże się silniejsza od wzroku prezesa, turbulencje silniejsze od konstrukcji samolotu, a wrak Polski spadnie w Rosji? "Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie?." czyżby wielki wieszcz przewidział zaburzenia umysłowe pilota.

Lot ograniczonego umysłu

Problem sprawności umysłowej pilotów nie jest taki stary. Dopiero po śmiertelnej katastrofie niemieckiego samolotu w Alpach przed dwoma laty bardzo poważnie zajęto się zdrowiem psychicznym pilotów. Właśnie opublikowany raport francuskiej komisji stwierdził, że pilot już dwa miesiące przed wypadkiem miał lekarskie skierowanie do szpitala.

Z chronologii wynika w sposób oczywisty, że za wszystkie katastrofy odpowiada Donald Tusk. Nawet w ostatniej chwili przed "ucieczką" do Brukseli złośliwie nie zmienił opon w limuzynie prezydenckiej. 

Szczyt. Co NATO na to ?

ze strony niemieckiej padła propozycja przeniesienia zbliżającego się szczytu NATO na spokojniejsze wody. Polski minister od zagranicznych zawirowań zareagował natychmiast "To jest niemożliwe. Tego nie da się cofnąć. Wszystko jest już przygotowane, wizytówki na stoły wydrukowane, a kelnerzy i pokojówki... ostrzą mikrofony i minikamery."

Komitet Obrony Demokracji

Piękna i niezbędna inicjatywa. Jak przyciągnąć do siebie pisowców?, których większość nie ma przecież ochoty podporządkować się Kremlowi.

Moje skromne doświadczenie mówi, że do dzisiaj intensywnie działają argumenty "z tymi aferami PO nareszcie skończymy". Już proste pytanie o jakie afery chodzi, zbija delikwenta z pantałyku. Niektórzy mówią, że "podsłuchowa". Wystarczy zapytać "Czy kiedy ktoś ciebie tajnie podsłucha, będziesz sprawcą aferzystą, czy ofiarą?" i już twardy umysł mięknie. "Ale oni takie rzeczy mówili". "No właśnie, rzeczywiście nie brzmiało to elegancko. Ale, czy za powszechnie uprawiany w Polsce styl komunikacji można karać? To tylko dowodzi, że podsłuchiwani politycy pochodzą z polskiego ludu, a nie z jakiegoś obcego kulturowo Wersalu." "Ale wreszcie skończy się opychanie ośmiorniczkami..." "No właśnie kup sobie w galerii ośmiorniczki i sprawdź ich smak, żaden luksus."

"a Amber Gold, gdzie Tusk był zamieszany?" "Po pierwsze nie premier tylko jego syn zgodnie ze swoim wykształceniem dostał pracę w powstającej nowej polskiej linii lotniczej, kiedy działała ona bardzo legalnie. Po za tym zgodnie z wytycznymi PiS-u należy popierać narodowe inicjatywy gospodarcze." "Czy uważasz, że rodziny wpływowych polityków powinno się zamykać w klasztorze na czas pełnienia funkcji?"

Na pewnym przyjęciu, przed kilku dniami pewna sympatyczna, elegancka, odpowiedzialnie pracująca pani przyznała, że wybrała Dudę ponieważ ją przekonał.  Kiedy zadałem kilka kolejnych pytań, wyszło, że dobrze wyglądał w garniturach. Złośliwie dorzuciłem "Wybrałaś więc wieszak na funkcję  prezydenta RP. Po za tym w wyborach politycznych nie chodzi o wybór kochanka, albo zięcia." "Ale te afery ze Skokami?" broniła się dzielnie. "Co to ma wspólnego z PO? Zdaje się, że jednym z założycieli i potężnych protektorów był niejaki Lech Kaczyński." "Naprawdę, tego nie wiedziałam." poddała się.

Istnieje kilka prostych i kłamliwych zarzutów przeciwko PO, które krążą skutecznie. Teraz, kiedy PO padło, są sprytnie przerzucane na KOD. PO niestety, przy pomocy swoich zaspanych nieruchawych rzeczników prasowych i ćwiczących elegancję polityków nie umiała się obronić. Do dzisiaj próbują w dyskusjach publicznych traktować swoich szubrawych przeciwników po rycersku, a ci zaśmiewają się do rozpuku w kolejnych zagranicznych knajpach. Może KOD, PO i Nowoczesna skutecznie zawalczą przeciwko oszczercom i kłamcom. Prezesowi udaje się całą pro cywilizacyjną opozycję wrzucić do jednego worka, więc cały worek musi się solidarnie bronić, a może powinien przejść do ataku. 

Prezes, który od lata pisze scenariusze dla Polski jest leniwy i nie nadużywa fantazji. Jeżeli  sam ma ochotę na jakieś bezeceństwo to najpierw stawia taki zarzut swoim wrogom. Do niedawna twardo zwalczał kumoterstwo w szeregach wroga, po to, żeby przy pierwszej okazji obsadzić krewnymi ważne stanowiska. Ostatnio zabrał się za zwalczanie wymyślonych przez siebie inspiracji prorosyjskich w szeregach KOD-u, więc przy najbliższej okazji zabierze się za znoszenie sankcji wobec Kremla, oczywiście w interesie narodowym Polaków.

Prezes, stuprocentowe dziecko resortowe, zarzuca pochodzenie resortowe swoim przeciwnikom politycznym. Z absurdalnych zarzutów o braku patriotyzmu i podszywanie się pod białoczerwoną flagę członków i popierających KOD należy logicznie wnioskować, że prezes nie czuje się Polakiem, jego rodzina pochodzi z Odessy, Odessa jest na Ukrainie, a Ukraina jest zamieszkała w przeważającej  większości przez Rosjan, więc oczywistością okaże się, że tam go ciągnie... Jeżeli ktoś mu obieca, obiecał karierę na Kremlu, kiedy przyłączy się. Będzie miał szansę unieważnić rosyjski raport smoleński.

Prezes dużo i od dawna mówił o fałszowaniu wyborów, więc należy spodziewać się, że to zrobi, kiedy będzie mógł.

Jego bliski towarzysz walki, minister rozbrojenia, już dzisiaj wyglądem upodabnia się do polskiego budowniczego rosyjskiego komunizmu Feliksa D.. Wystarczy zmienić nazwisko na pomnikach, których jeszcze wiele stoi na wschód od Bugu. Natomiast prezes nie ukrywa, że chodzi mu przede wszystkim o pomniki. Być może marzy też o wyparciu swoim imieniem Lecha Wałęsę z lotniska w Gdańsku albo chociaż Szopena z lotniska warszawskiego.

14:40, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 marca 2016

"a także uzyskanie przez WOT zdolności do samodzielnego prowadzenia działań antykryzysowych, antydywersyjnych, antyterrorystycznych oraz antydezinformacyjnych". Takie cele wymieniane są dla świeżo powołanych Wojsk Obrony Terytorialnej. Trudno się nie bać. Z całą pewnością sprawców kryzysów, dywersji, terroru, i dezinformacji będzie wyznaczał prezes, a zwalczał Macierewicz. Zaczyna się robić niebezpiecznie dla czytelników i redaktorów Gazety Wyborczej.

Minister Obrony Macierewicz najwyraźniej nie ma zaufania do Wojska Polskiego, więc postanowił sobie stworzyć własne oddziały.

Myślmy jednak optymistycznie, pewnie chodzi tylko o spłatę długu wyborczego "kibolom piłkarskim". Teraz przejdą na wikt i opierunek państwowy. Zostaną dumnymi "wyklętymi". Czyżby mieli przywrócić "wyklętą" tradycję mordowania przeciwników politycznych? Krótki był mój optymizm.

Po niemiecku, zgodnie z podobnymi zadaniami, WOT brzmi jak SA (Sturmabteilung der NSDAP), Ziobro ma już swoje SS (Schutz Staffel). Zainteresowanych historią informuję, że Adolf Hitler starał się trzymać w równowadze zwalczających się żądnych władzy przywódców tych organizacji. Zbyt potężny szef SA padł ofiarą zamachu i na czoło wysunęła się SS. 

Już słyszę, kiedy wielbicielki prezesa ogłoszą, że ma on łeb, żeby tak sprytnie rozgrywać młode żądne krwi wilczki. Tak naprawdę jednak powinniśmy modlić się o zdrowie prezesa, ponieważ jego słabość może znacznie zbrutalizować politykę polską.

Niestety nawet Gazeta Wyborcza rzuciła się wesoło na chrześcijańskich wojowników, zamiast zwrócić uwagę na rzeczy rzeczywiście groźne. Prezes i jego wspólnicy codziennie szczerze informują, kto jest powodem kryzysu, kto uprawia dezinformację. W tej chwili są to TK i KOD, zawsze Tusk i ogólnie gorszy sort Polaków. Strach się nie bać. 



23:37, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 marca 2016

Dobrze

Były kanclerz Gerhard Schröder, jeszcze kiedy był szefem rządu niemieckiego, przeprowadził okrutną reformę socjalnego państwa pod tytułem agenda 2010. Socjalistyczny premier skorzystał z pomysłów szefa personalnego koncernu VW pana Petera Hartza.

W rezultacie między innymi pomoc socjalna na tyle zmalała, że nagle wielu ludziom zaczęła się praca opłacać. Umowy śmieciowe. Wynajmowanie pracowników... SPD (Sozialistische Partei Deutschland) straciła wielu wyborców i do dzisiaj nie może się pozbierać. Niemcy w całości jednak na tym skorzystały. Tutaj należy się doszukiwać przyczyn dzisiejszych gospodarczych sukcesów  niemieckich. Kraje, które w tamtych czasach nie zdobyły się na podobne reformy, do dzisiaj mają kłopoty.

Wzrost realnych zarobków w Niemczech został na wiele lat wyraźnie zahamowany. Dzięki temu opłacalność niemieckiego eksportu została utrzymana. W ten sposób uratowano setki tysięcy miejsc pracy. W ogóle bezrobocie spadało jak szalone.

Były to naprawdę dobre reformy, jakich nie powstydziły by się rządy prawicowe i liberalne, chociaż miały minimalne szanse na ich skuteczną realizację. Natomiast socjalista Gerhard Schröder potrafił wystarczająco skutecznie zbałamucić swoich towarzyszy i związkowców, że zanim się zorientowali o co chodzi, przyklasnęli zmianom. Do dzisiaj zasiłki dla osób tracących pracę nazywają się Hartz 1, 2, 3, 4... i są według zainteresowanych bardzo za małe.

 

Źle

Wyraźną plamą na koszuli kanclerza okazał się być gazociąg bałtycki. Budowa Nord Streamu została uzgodniona bezpośrednio pomiędzy urzędującym jeszcze kanclerzem  i Putinem. Krótko przed opuszczeniem stanowiska Gerhard Schröder zdołał jeszcze zapewnić państwowe gwarancje w wysokości prawie 1 mld euro dla bankowych pożyczek budowniczym podmorskiej rury. Po czym przeszedł gładko na bardzo dobrze płatne stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej spółki akcyjnej Nord Stream z siedzibą w szwajcarskim miasteczku Zug. W radzie reprezentuje Schröder interesy rosyjskiego Gazpromu, który posiada większość akcji spółki.

W ten sposób niemiecki kanclerz wolnego demokratycznego kraju został bliskim współpracownikiem rosyjskiego dzierżowładcy. Wielokrotnie publicznie zaświadczał demokratyczny rozwój sytuacji w Rosji. Do języka niemieckiego wszedł tytuł zawodowy Putina "lupenreiner Demokrat". Tak mówi się o diamentach, które nawet przez lupę nie pokazują jakichkolwiek zanieczyszczeń. Takim czystym demokratom bez skazy miał być według Schrödera właśnie Wladimir Putin.

Dzisiaj wiemy, że gazociąg omijający kraje wschodnio-europejskie obiektywnie sprzyjał putinowskiej wojnie hybrydowej. Na ile przyjacielskie rady Schrödera przyczyniły się do doskonalenia rosyjskich wrogich operacji wobec Europejczyków nie dyskutuje się publicznie. Panuje przekonanie, że ośmieszanie, możliwe przecież oskarżenia o zdradę itp. uderzą też pośrednio w urząd kanclerza.  Wszyscy Niemcy stracą wiarygodność, czyli świat będzie się trochę mniej liczył z niemieckimi dyplomatami i ... kupcami. Raczej zmniejszy to ilość miejsc pracy, niż zwiększy jakiś teoretyczny honor narodowy albo zaspokoi czyjeś poczucie sprawiedliwości.

Po za tym były kanclerz cieszy się z jakichś względów bardzo dużym szacunkiem w krajach dalekiego wschodu. To udaje mu się też spieniężyć, jako płatny przewodnik niemieckich przedsiębiorców. W jego towarzystwie mają bezpośredni dostęp do najważniejszych miejscowych władz zwyczajowo sfilcowanych z lokalnym biznesem. W niektórych chińskich prowincjach jest uważany za aktualnie urzędującego kanclerza. Obiektywnie przyczynia się to do zwiększenia miejsc pracy w Niemczech. Nikt mądry nie zabija kury, która znosi złote jaja. Dlatego publiczne debaty ku uciesze gawiedzi na ten temat są mocno ograniczone.

Z całą pewnością jednak za kilkadziesiąt lat, kiedy zalety i wady byłego kanclerza Niemiec nie będą miały praktycznego znaczenia dla teraźniejszości, prawdziwi historycy nie politycy przejrzą każdy dokument, każde słowo i fachowo ocenią. Ludzie zainteresowani historią będą mieli co czytać i dyskutować bez wpływu na codzienne życie.

W rosyjskim Nord Stream AG dobrze dorabia sobie też były premier Finlandii Paavo Lipponen. Ciekawe, czym sobie zasłużył? Nie ulega wątpliwości, że Kreml jest dobrym pracodawcą. Ciekawe, kiedy Polacy skuszą się  na putinowskie propozycje? A może już kasują zaliczki, tylko tego nie zauważyliśmy?



13:30, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 marca 2016

Unia Europejska, właśnie brukselska biurokracja, walczy od lat o zwiększenie zarobków pracowników wschodnioeuropejskich wysyłanych przez krajowe firmy do pracy na Zachodzie.

Zasada "Gleicher Lohn für gleiche Arbeit am gleichem Ort" (Identyczna zapłata za taką samą pracę w tym samym miejscu) brzmi prosto, logicznie i sprawiedliwie. Jej realizacja jest jednym z ważnych celów integracji europejskiej. Bruksela chce, ale napotyka na opór właśnie w krajach wschodnioeuropejskich. Ciekawe jakie stanowisko w tej sprawie zajmuje Prezes i czy jest one zgodne z populistycznymi hasłami, że Polakom się więcej należy?

Właściwa do sprawy komisarz pani Marianne Thyssen przedstawi w przyszłym tygodniu nową wersję Entsendungsrichtlinie czyli wytyczne regulujące eksport siły roboczej w ramach EU. Szacuje się, że w roku 2014 dotyczyło to 2 mln pracowników, którzy dla wschodnioeuropejskich przedsiębiorców pracuwali na Zachodzie.  Liczba wzrasta i być może osiągnie w roku 2018 3 mln. Najczęściej są to stanowiska pracy w rzeźniach, na budowach i w zawodach opiekuńczych.

Przeciwko oczywistemu wykorzystywaniu pracowników, na przykład przysyłanych z Polski, występują zachodnie związki zawodowe. Ciekawe, czy polscy związkowcy o tym wiedzą i próbują się dogadać w interesie pracowników?

Dla przewodniczącego komisji europejskiej Jean-Claude Juncker wprowadzenie w Europie bezwzględnej zasady "taka sama zapłata za tą samą pracę w tym samym miejscu" było jednym z głównych celów kadencji. Niestety, gwałtowny opór wschodnich Europejczyków uniemożliwił to. Na razie powstał kompromis, który ogranicza czas niskich zarobków. Po dwóch latach Polak pracujący w niemieckiej rzeźni będzie musiał zarabiać podobnie jak Niemiec, ze wszystkimi dodatkami i premiami. Projekt wytycznych zawiera też utrudnienia w "rozwiązaniu problemu"  przy pomocy rotacji pracowników.

Drugim ważnym unijnym postulatem jest zasada swobodnego przepływu pracowników, usług i towarów w granicach unijnych. Chodzi więc też o to, żeby nowe wytyczne nie ograniczały tego ruchu.  

Unia w rzeczywistości nie jest  taka zła dla tzw. prostego człowieka, jak opowiadają w salkach parafialnych i ostatnio intensywnie w kuluarach sejmowych. Nawet, tak często wyśmiewany normatywny ogórek nie powstał w "głupich" głowach biurokratów unijnych. Był to mądry postulat technologiczny europejskich rolników i przetwórców. Ale to jest inny temat. 

 

10:27, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 lutego 2016

Afera fryzjerska 2002-2003

"Es käme seiner Überzeugungskraft zugute, wenn er (Gerhard Schröder) sich die grauen Schläfer nicht wegtönen würde." (Siła jego argumentów zwiększyłaby się, gdyby on (Gerhard Schröder) nie farbował siwych włosów.)

Tak sobie gwarzyła dla agencji prasowej dpa pani Sabine Schwind von Engelstein, specjalista od wizerunku. Chodziło o fachową ocenę kandydatów na Kanclerza. Gerhard Schröder wytoczył agencji proces cywilny. Osobisty fryzjer zeznał pod przysięgą, że czerń politycznej fryzury ma charakter naturalny. Drugim dowodem był bliski krewny spornego owłosienia, pewien niewinny rolnik, który pomimo podeszłego wieku nie posiwiał.

Wyrok, zakaz rozpowszechniania tajemnic salonu fryzjerskiego pod karą 10.000 euro przeszedł pozytywnie próbę kolejnych szczebli sądowych i wylądował przed Federalnym Trybunałem Konstytucyjnym w Karlsruhe, który odrzucił skargę agencji dpa uzasadniając: "Presseagenturen nehmen herausragende Rolle bei der Gestaltung von Nachrichten in der Presse wahr." (Agencje prasowe odgrywają przodującą rolę przy tworzeniu informacji dla prasy.)

Uwaga sędziego do wypowiedzi pani von Engelstein: "Damit wurde der Hinweis auf die Tönung der Haare zu einer Art Probe für die Qualifikation eines Politikers". "W ten sposób z farbowania włosów powstało kryterium kwalifikacji polityka."

Agencje informacyjne mogą korzystać z ochrony przed cywilnymi oskarżeniami tylko wtedy, kiedy informacje zostały sprawadzone na prawdziwość w ramach rozsądnych (zumutbaren) możliwości. Dalej w uzasadnieniu czytamy "Die Aufforderung sind bei Presseagenturen nicht etwa deshalb gemildert, weil sie täglich mit einer großen Zahl von Meldungen umzugehen haben".  (Wymagania w stosunku do agencji prasowych nie mogą ulec zmniejszenie z powodu faktu, że opracowują one  dużą liczbę meldunków.)

W ten sposób Trybunał Konstytucyjny określił ogólne obowiązki dziennikarskie sprawdzania prawdziwości informacji w agencjach prasowych. Do dzisiaj nikomu nie przyjdzie do głowy rozpoczynać dyskusji o kanclerskim owłosieniu.

Normalny człowiek zdaje sobie sprawę, że konstytucja i inne ustawy, przepisy prawa nie są w stanie opisać wszystkich rzeczywistych przypadków. Tak więc umówiliśmy się, żeby pomiędzy słusznym hasłem wolności słowa, a ochroną obywateli i instytucji, znajduje się niezależne od polityki sądownictwo, które rozstrzyga w niejasnych życiowych sytuacjach. Zwyczajnie dla wszystkich jest to wygodny i fachowy sposób rozstrzygania sporów, więc nikt nie traci czasu na dyskusje po wyroku. Możemy zająć się kolejnymi problemami, których życie dodaje każdego dnia.

Pani von Engelstein tak sobie powiedziała, bez żadnych tajnych misji. Po prostu, nikomu nie przyjdzie do głowy, że starszy środkowy Europejczyk nie ma naturalnie mniej lub bardziej siwych włosów. Dlatego temat nie dotyczy obecnej polskie afery bolkowej. Aktualne wypowiedzi medialne sugerujące, że Lech Wałęsa jest  Bolkiem, są prymitywną manipulacją, kłamstwami, ponieważ nie zostało to w jakikolwiek sposób udowodnione.

Zabawne jest, że często kilka zdań dalej dowiadujemy się, że prawdziwość dokumentów nie została jeszcze fachowo sprawdzona. Tym bardziej, że istnieje już wyrok sądowy, który oddziela Lecha Wałęsę od Bolka. W Niemczech tacy dziennikarze zostaliby ukarani przed sądami korporacyjnymi. Redakcje zostałyby skazane na odszkodowania, a politycy, w tym ministrowie zostali by zmuszeni do dymisji.

W normalnym państwie prawa nowe dokumenty mogłyby przyczynić się do powtórzenia procesu lustracyjnego, jeżeli wnoszą coś nowego do sprawy.  W Polsce "inteligenta z Żoliborza" teczki zostały z marszu wykorzystane do nagonki na powszechnie szanowanego w kraju i na świecie  polityka. Wszystkie poważne i mniej poważne media na kuli ziemskiej powtórzyły nieuzasadniony zarzut współpracy Lecha Wąłęsy z komunistami ogłoszony przez IPN, wicepremiera Glińskiego i ministra spraw zagranicznych Waszczykowskiego. Powody były dwa. Po pierwsze Lech Wałęsa jest osobistością światową. Poprzedni rząd zdobył tak duże zaufanie międzynarodowe, że kolejnemu polskiemu rządowi też uwierzono na słowo.  

Czy to się komuś podoba, czy nie, czy zżera go zazdrość albo zawiść albo... Lech Wałęsa stał się takim samym symbolem Polski jak Wawel. Jestem przekonany, że więcej ludzi na świecie zna nazwisko polskiego noblisty, niż fakt, że stolicą Polski jest Warszawa. Wyobrażmy sobie, że jacyś cudzoziemcy zabraliby się za rozbiórkę Zamku Wawelskiego... 

Prymitywne sranie na Lecha Wałęsę wyrządza oprócz przykrości osobistych wielkie szkody dla Polski. Znacznie obniża wiarygodność polskich polityków i polskiego rządu. Szkoda, że szaleni obrońcy dobrego imienia Polski sobie z tego nie zdają sprawy. "Polskie obozy" to pikuś przy aktualnym rzucaniu gównem... 

12:20, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (7) »
czwartek, 18 lutego 2016

Jeżeli Lech Wałęsa legendarny przywódca robotników, który obalił komunę, był tajnym współpracownikiem służby bezpieczeństwa, to upadek Układu Warszawskiego zorganizowały tajne służby dotychczas chroniące imperium zła. Na wspólnym cokole powinny stanąć posągi Lecha Wałęsy, gen. Czesława Kiszczaka i gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że dokumenty SB dotyczące agenta Bolka są autentyczne. Natomiast dowody, że Wałęsa jest Bolkiem są dosyć cieniutkie i łatwe do podrobienia. Zdaje się., że istnieje tylko jeden papierek z którego  wynika, że Lech to Bolek. Ten pomysł powstał mniej więcej przed przyznaniem Lechowi Wałęsie nagrody i miał zniechęcić jury do polskiego bohatera. Komitet nagrody im. Alfreda Nobla nie dał się na to nabrać i pokojowa nagroda została przyznana Polakowi. Czyżby ktoś próbował teraz nabrać Polaków?

Wygląda na to, że agent Bolek jest postacią autentyczną. Kto to jest? Prawdopodobnie znajdował się w pobliżu Lecha Wałęsy. Teraz, kiedy znaleziono meldunki Bolka... Na podstawie dat i miejsc spotkań z oficerem prowadzącym, także treść donosów może zacieśnić krąg podejrzanych.

Istnieje też ludowa droga dochodzenia do prawdy "Na złodzieju czapka gore".  Inaczej mówiąc, komu przez te ostatnie lata tak bardzo zależało na tym, żeby Bolkiem został Lech Wałęsa prawdopodobnie sam jest Bolkiem. 

Nie chcę być złośliwy ale jeszcze kilka lat działalności wybranych wybrańców i okaże się, że wspaniały skuteczny zryw Solidarności pod przywództwem Lecha Wałęsy  był tylko takim sobie zrywem poznańskim, albo wypadkami marcowymi...  po których wszystko wróciło do normy. Lud dał się tylko na krótki czas wprowadzić w maliny, ale w końcu doszedł do prawdziwej prawdy i wrócił z entuzjazmem do swoich ukochanych wodzów. 



 

 

niedziela, 14 lutego 2016

Drzewa komunikują między sobą. Wychowują potomstwo. Opiekują się starcami. Odczuwają ból. Posiadają poczucie czasu. Pamiętają. Mają różnorodne charaktery. Uprawiają opiekę społeczną. Kontrolują swój mikroklimat. Sterylizują powietrze, które nasycają dodatkowo lekarstwami. Bywają po prostu zmęczone-burn out. itd. O tym pisze i naucza najsłynniejszy niemiecki leśniczy  Peter Wohlleben z Gminy Hümmel w Eifel. Człowiek czuje się znakomicie w prawdziwej naturalnej zdrowej puszczy. Istnieje podejrzenie, że kiedyś, bardzo dawno temu potrafiliśmy odróżniać nosem zdrowe od chorych drzew. Niestety cywilizacja pozbawiła nas tych umiejętności. Człowiek potrzebuje do życia puszczę z jej różnorodnością życia. Nie wystarczy ratować przed wyginięciem, rekiny, lwy, słonie i... Warto  zainteresować się też najbliższą okolicą. 

W zasadzie europejskie lasy są zwykłymi stosunkowo prymitywnymi plantacjami, jak gdzie indziej palmy daktylowe czy drzewa korkowe, czy kauczukowe... Dziwne, że o naszych lasach myślimy jako o czymś naturalnym, natomiast pozostałe przykłady zakorzeniły się w naszej świadomości pod tytułem plantacje.

Plantacje drzew zwane pieszczotliwie lasami są czymś podobnym do przemysłowej tuczarni kurczaków. Trudno nie zauważyć różnic pomiędzy nimi, a ptactwem żyjącym na wolności.

Niestety bardzo trudno jest pogodzić zadania gospodarcze plantatora z postulatami ekologicznymi. Zdaje się, że udaje się to panu Wohlleben w jego lesie. Nie używa dużych maszyn utwardzających poszycie. Transport konny. Zero chemii itd. Najstarszą część starego lasu bukowego udało mu się prawnie zakwalifikować jako miejsce wiecznego spoczynku dla miłośników przyrody. Oznacza to ochronę lasu przed zakusami tartaków na setki lat. Organizowane są wycieczki pedagogiczne przez zakamarki leśnictwa.

Prawdziwe lasy zostały dawno temu przez naszych przodków, gnębionych głodem, wykarczowane i zaorane. Das problem dotarł już na poziom polityki. Partie są zgodne, że około 5 % powierzchni leśnej powinno zostań pozostawione w stanie naturalnym. Obecnie w Niemczech są to całe 2 %, czyli 2.000 km².

Oczywiście, drzewa żyją w innej skali czasowej. Kilkunastu latom człowieka odpowiadają setki lat drzewnych. Stąd trudności ze wzajemnym zrozumieniem. Tym bardziej, że czas między wyborami polityków nie przekracza 4 lat.  Wystarczająco dużo czasu, żeby drzewa wyciąć i poprawić bilans. Zbyt mało na wzrost drzew.  Trudna sprawa.

Szybkość powrotu plantacji do stanu naturalnego zależy od różnicy pomiędzy stanem faktycznym, a optymalną naturalną równowagą. Na przykład plantacje sosnowe i świerkowe bez intensywnej opieki robotników leśnych ulegają szybkiej degradacji. Sosna i świerk czują się nie najlepiej w środkowej Europie. Mają trudności z obroną przed insektami. Dlatego w krótkim czasie zostają napadnięte przez korniki. Osłabione drzewa powala trochę silniejszy wiatr. Serca biznesmenów od desek krwawią na takie "marnotrawstwo". Wystarczyło ściąć w odpowiednim czasie i szmal popłynął by.

Powstaje wspaniały biotop dla drzew liściastych. Powalone, splątane ze sobą pnie stanowią znakomitą ochronę przed zwierzętami dla młodziutkich smakowitych dębów i buków. Jednocześnie tysiące niewielkich stworzeń odżywiając się martwym drzewem wydalają humus, który ułatwia życie powstającej puszczy.

Puszcza Białowieska jest wielkim skarbem narodowym i powinna służyć kolejnym pokoleniom Polaków. Jej wartość jest już dzisiaj większa od skarbu węgla kamiennego z którym będzie coraz więcej kłopotów. Oczywiście, potrzebne są inteligentne rozwiązania pozwalające powiększać park narodowy zapewniając godziwe zarobki okolicznym mieszkańcom. Jeżeli jest to możliwe w Afryce, musi się udać też w Polsce.

Może zaprosić entuzjastę Petera Wohlleben na wykłady w Polsce?

Peter prowadzi rewelacyjne spacery po swoich lasach, ale też seminaria dla właścicieli lasów i tartaków. Po spotkaniu z nim trudno nie zostać ekologiem, a informacje zdobyte czynią kolejne wycieczki leśne bardziej interesujące od wizyt teatralnych. 

Niestety wszystkie terminy w roku 2016 są już zarezerwowane. Można jednak kupić/wypożyczyć jego ostatnią książkę pod tytułem "Das geheime Leben der Bäume" (Tajemnicze życie drzew) Was się fühlen, wie się kommunizieren-die Endeckung einer verborgenen Welt (co czują, jak się kontaktują- odkrycie tajemniczego świata), Ludwig-Verlag 2015, 219 stron.

Informacje jakie Peter Wohlleben przekazuje opierają się na najnowszych badaniach przyrodniczych i jego własnych obserwacjach. Bardzo ciekawe. Napisane z miłością do drzew.

 

 

 

18:23, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
piątek, 12 lutego 2016

Tak było zawsze

Kiedyś mój młodszy brat zameldował "Zaprzyjaźniłem się z Kaziukiem najsilniejszym chłopakiem w okolicy. Jak byś miał jakieś problemy to powiedz mi. Kaziuk to załatwi." "Nie ma na niego mocnych."

W tym czasie mój brat, krótko przed egzaminem dojrzałości zajmował się przede wszystkim racjonalizacją ewentualnej klęski maturalnej. "A kto to powiedział, że każdy musi mieć maturę?" Kolejnym stresem miał być egzamin wstępny na politechniczny świeżo założony wydział informatyki, więc dodawał "Mnóstwo ludzi żyje bez studiów i dają sobie nieźle radę."

Ja już byłem studentem. Starałem się zrozumieć Sartra. Nie mogłem natomiast zrozumieć dlaczego zostałem zrugany przez wykładowcę filozofii, kiedy wspomniałem marksową definicję niezbędnej wysokości zarobków, która brzmiała mniej więcej tak: zarobki powinny pozwolić co najmniej na odtworzenie sił i energii zużytych w procesie pracy. Dodałem od siebie, że inteligent powinien więcej zarabiać, żeby mógł kupić książki, bilety do teatru i zapłacić koszty dojazdu do centralnych  teatralnie miejscowości. Jeżeli go nie stać na udział... wyjaławia się i zaczyna pić. Natomiast robotnik zarabiając więcej niż potrzebuje na zaspokojenie swoich potrzeb przepija nadwyżkę.  "To jest taka moja marksistowska próba wytłumaczenia masowego alkoholizmu w krajach równości społecznej."  dodałem skromnie.

Wykładowca filozof zrobił się czerwony na twarzy i coś mi bardzo niesympatycznie naubliżał. Potem w cztery oczy tłumaczył się. że tak musiał zareagować, bo wszyscy inni studenci to słyszeli i "ściany mają uszy", a uszy bywają głupie i mogą pomyśleć, że jesteśmy rewizjonistami, którzy oskarżają Marksa o szerzenie pijaństwa. Nasz filozof wiedział doskonale, co , gdzie i komu należy powiedzieć i kilka lat później został  bardzo ważnym towarzyszem w Komitecie Wojewódzkim PZPR.

Ostatnio wnuki zmuszają mnie do wspólnego oglądania bajek i filmów o zwierzętach. Na przykład drobne sympatyczne zwierzaczki atakowane są przez bardzo złego wilka. Zawsze w ostatniej chwili pojawia się jakiś przyjazny mocarz niedźwiedź, który mocnym uderzeniem wysyła złośliwca raz na drzewa, raz do jeziora albo w kosmos. Za każdym razem uratowane myszki czy inne podobne urządzają zbawcy wielkie party dziękczynne. Dopiero teraz zrozumiałem, że dla mojego dorastającego braciszka ten silny Kaziuk był takim niedźwiedziem.

U wszystkich zwierząt istnieje podobna procedura wyłaniania najsilniejszego. Już młode lwy zwykłe i morskie i inne kozły poszturchują się, przepychają, atakują... Starsze atakują szefa pozornie. Mierzą siły. Samice stare i młode kibicują. Owszem przepychają się miedzy sobą, żeby ich narządy rodne znalazły się w odpowiednim momencie blisko właściwego samca.  

U zwierząt gatunku człowiek nie jest inaczej.  Najsilniejszy bierze wszystko i oczekuje hołdów potwierdzających jego pozycję. W tym celu rozdziela dobra i swoją łaskę pomiędzy członków stada. Pozycja zależy od bliskości do szefa. Tak było zawsze. To jest najbardziej tradycyjna forma współżycia pomiędzy ludźmi. Wadą systemu jest walka nonstop wśród członków stada i na zewnątrz. Każda inna grupa jest wrogiem czyhającym na naszą słabość. Cała para idzie w gwizdek i brakuje jej do napędu lokomotywy postępu, ale gwizdanie może odstraszyć wrogów. Dlatego ludzie przez tysiące lat łupali kamienie, a niektórzy nawet do naszych czasów nie wymyślili prostego wozu drabiniastego. Tam, gdzie rządzi najsilniejszy, tam nie ma miejsca na wynalazki.

Kolejne cywilizacje próbowały problem wzajemnego mordowania się rozwiązać. Ostatnio feudalizm, faszyzm czyli powrót do początków kamiennych i komunizm czyli kontynuacja feudalizmu. Aktualnie feudalizm funkcjonuje w formie posowieckiej oligarchii albo chrześcijańskiej republice bananowej. Nie jest to jednak postęp lecz cofnięcie się o kilkaset lat europejskich do czasów przed monarchiami, które w sposób absolutny i przemocą usiłowały zorganizować społeczeństwa w oparciu o inteligentne pomysły Oświecenia.

Prawie wszyscy mieszkańcy planety Ziemia, są uwikłani w siłowe zwierzęce zależności. Kobiety muszą być posłuszne wobec mężczyzn, ponieważ są słabsze fizycznie. Mężczyźni między sobą straszą się i biją. Na ulicach miast zachodnich pojawili się masowo młodzi przybysze z tamtego świata, którzy swoim stylingiem, ubraniem, fryzurą pokazują otoczeniu jacy są silni. Ciekawe, że fryzury zbliżone są do mody wśród Indian północnoamerykańskich. Wzorce spotyka się też wśród prymitywnych plemion, które gdzie nie gdzie egzystują.  Sprężysty krok, groźna mina. Z reguły są tak bardzo zajęci demonstracją siły, że brakuje energii do... zwykłej nauki szkolnej. Później dziwią się, że taki mydłek, słabeusz, dupek, którego dla zabawy straszyli i kradli mu piórnik, zostaje ich szefem, decyduje z wygodnego biura o ich losie, a wszystkie dziewczyny na niego lecą. Kobiety tradycyjne są inteligentniejsze od mężczyzn. Mając słabsze mięśnie, musiały od zawsze posługiwać się inteligencją, żeby przeżyć. Nic dziwnego, że "prawdziwi" mężczyźni uważają funkcjonariuszy państw opartych na umowie i wiedzy za zniewieściałych.

Dobra przyszłość

Nie jestem pewny, czy jest do uratowania. Niewielka liczba ludzi żyje w krajach, gdzie za podstawę przyjęto umowę społeczną, wiedzę, pracowitość, równość wobec prawa, braterstwo. Teoretyczne zasady wymyślone przed kilkuset laty przez myślicieli Oświecenia zostały konsekwentnie  wcielone w życie. Trójpodział władzy. Demokratyczne wybory, gdzie każdy wyborca ma jeden głos, którym może swobodnie dysponować. Zwycięzca wyborów ma ograniczone prawem możliwości zawłaszczania otoczenia. Państwo zostało zobowiązane do obrony wolności i własności obywateli, niezależnie od tego jakie mają poglądy i pochodzenie. Umowa została zapisana w formie konstytucji.

Umowa funkcjonuje podobnie do słowa kupieckiego. Ja ci dostarczę dobry towar, a ty zapłacisz. Ktoś, kto dostarczy towar gorszy niż w umowie, albo zapomni o przelewie przestaje być kupcem i staje się szubrawcem.

Przy stole konferencyjnym siedzą między innymi mały inżynierek i potężny prezes międzynarodowej korporacji. Kierownik wydziału przedstawia problem i prosi inżyniera o przedstawienie rozwiązania. Inżynier referuje swój pomysł. Prezes z uśmiechem odpowiada "Dobrze, że nie wychyliłem się z moimi rozwiązaniami, bo bym kiepsko wypadł. Panie inżynierze proszę o szacunek kosztów i jakie środki pan potrzebuje" Tak dzieje się w cywilizacji wiedzy.

Można też inaczej. Wielki prezes formułuje rozwiązanie, a inżynier musi swoją wiedzą  udowodnić, że prezes ma rację, chociaż opowiadał niskokwalifikowane amatorskie bzdury. Inżynier ma do wyboru;  zaprzeczyć i wtedy zostanie wyrzucony z pracy, zrealizować projekt szefa, który się oczywiście nie sprawdzi, więc inżynier, nie prezes, straci pracę., albo stworzyć pozory realizacji idei szefa, ale zrobić po swojemu, tak żeby się udało. Tak dzieje się w pozostałym świecie.

Dwaj politycy walczący o głosy wyborców mają zupełnie inne zdanie. W bezpośredniej konfrontacji telewizyjnej wymieniają argumenty za i przeciw, po czym razem idą na piwo. Doskonale wiedzą i akceptują, że wyborcy mają ostatni i ostateczny głos. Wiedzą i akceptują, że ten sam problem można w różny sposób lepiej albo gorzej rozwiązać. Poglądy inne niż własne nie są powodem do obrazy.

Natomiast wielkim wyzwaniem dla "prawdziwego" mężczyzny w roli polityka przy władzy jest, kiedy na przeciwko niego stanie ktoś, który ma zupełnie inny pomysł na uszczęśliwienie ludu wyborczego. Właściwie nie ma wyboru. Musi zmusić tego innego do zmiany stanowiska albo zabić obce mu pomysły razem z głosicielem. Tylko w ten sposób może uratować mit swojej siły, która przecież jest legitymacją jego władzy. Dyktatura ma też swoich wielbicieli i dyktator musi się z nimi liczyć. Tak było zawsze w historii ludzkości.

Trzeba napisać, że przemiana "prawdziwego" mężczyzny w faceta nowoczesnego związana jest z bardzo bolesnym procesem. "Prawdziwość" miała tysiące lat czasu, żeby wypełnić wszystkie tkanki ludzi. Zrzucić z siebie strój homo dictatorius nie jest łatwo. Trzeba przejść proces zwany w kręgach kościelnych gender. Dalej proszę czytać w prasie codziennej.

Perspektywy człowieka nowoczesnego ostatnio nie są zbyt optymistyczne. W wielu krajach na świecie uprawia się demokrację fasadową. Jest i prawodawstwo, i sądownictwo i  rząd wykonawczy i inne organy jak w Ameryce ale wszystkie wykonują polecenia dyktatora w interesie jego ugrupowania.

Nawet w krajach nowoczesnych tylko część wyborców przyswoiła sobie cechy homo demokratius. Inni tylko akceptują, ponieważ dobrze im się tam żyje. W Niemczech prawdopodobnie ponad 20% obywateli chętnie wróciłaby do starego. W Polsce, przy ogromnym poparciu ludności przywracana jest dyktatura proletariatu, oczywiście pod zmienioną nazwą. "Dobra zmiana" brzmi marketingowo znacznie lepiej, ale treść pozostała. Nic, dziwnego, że wśród "dobrze zmieniających" roi się od funkcjonariuszy dawnego systemu. Kandydaci na kandydatów na amerykańskiego Prezydenta urządzili sobie konkurs głupoty, co świadczy o poziomie ich potencjalnych wyborców.

Trudno zrozumieć co się dzieje. Ludzie w najbardziej rozwiniętych krajach są gotowi zrezygnować z dobrobytu i bezpieczeństwa, żeby tylko oddać władzę, komuś, kto potrafi ich wziąć za pysk. Zwariowaliśmy?

A może to jest wpływ ostatnio złapanych fal grawitacyjnych? Przyjdzie nowa fal i wszystko zmieni się na dobre?

Pozytywne jest, że wszystkim się nasza liberalna demokracja podoba, tak bardzo, że ryzykują utonięcie, żeby do nas dotrzeć. negatywne jest jednak, że przywożą w bagażu tradycyjne, prymitywne uprawianie stosunków międzyludzkich, a nas z tej perspektywy uważają za miękkie jaja i zgodnie ze swoją naturą są zmuszeni to zmienić. 

Wśród pięciolatków w Niemczech 35 % stanowią dzieci z krainy homo dictatorius. Szacuje się oficjalnie, że w ciągu najbliższych pięciu lat przybędą do niemieckiego raju ich rodacy w ilości ponad 10 mln. Już wystartowały różne inicjatywy w main streamu, które mają tą liczbę zmniejszyć. Pomimo tego opcja napuszczenia miejscowych "siłaczy" na azylantów nie została jeszcze zażegnana. Wyborcy niemieccy muszą sobie odpowiedzieć na proste pytanie "Czy lepiej jest z mądrym ryzykować zgubę, czy z głupim znaleźć?" W marcu zaczynają się wybory w kilku landach. Natomiast wyborcy polscy już zadecydowali...

21:56, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 04 lutego 2016

Zdecydowałem się jeszcze raz napisać o zamachu pod Smoleńskiem, ponieważ otrzymałem zupełnie nowe informacje.

Kilka dni temu wpadł do mnie Alfred K. w cywilu mój sąsiad od zachodniej strony. Jego dom zabiera popołudniami słońce z mojego tarasu, co autentycznie wkurza, ale po za tym facet jest w porządku. Alfred K. jest służbowo pułkownikiem odpowiedzialnym za zwalczanie terrorystów w rejonie Stuttgartu i na lotnisku.

"Idziemy do piwnicy." rozkazał. Dalej już na schodach "Właśnie wróciłem z LA z tajnej konferencji naukowej bezpieczeństwo lotów." Kiedy usiedliśmy za barem w Hobbyraum dodał "Scheisse. To latanie, te strefy czasowe i klimatyczne. Chyby już jestem za stary..." Sięgnąłem po butelkę Żubrówki własnej roboty. Prosta recepta: szwedzka markowa wódka z trawką przywiezioną osobiście z Białowieży. Alfred wypróżnił kieliszek łapczywie, nie czekając na toasty. Dołączyłem, żeby nie stracić kolejki.

"Najlepszym lekarstwem na stres podróżniczy jest polska wódka" rozluźnił się nie znając recepty, którą trzymam w tajemnicy jako podstawę mojej wysokiej wśród sąsiadów pozycji. Gdyby poznali prawdę, być może, poszukali by jakieś Szweda.

Scenariusz pospolitego pijaństwa jest powszechnie znany, LA zna każdy Polak, co najmniej z telewizji, więc nie będą nudził i przystępuję do rzeczy.

"Danek, to jest ciągle jeszcze wielka tajemnica.." spojrzał po kolei na ściany i sufit. "Od ostatniej naszej kontroli nikt tu nie był?" chciał upewnić się. Muszę wyjaśnić. Od czasu do czasu Alfred odwiedza mnie ze swoim specjalistą od podsłuchów, który sprawdza. Ze względów zawodowych Alfred zabiera głos wyłącznie w sprawdzonych pomieszczeniach.

"Na razie trzeba by ogłosić koniec latania. Ciekawe, kto odważy się to zrobić? Nie jesteśmy aktualnie w stanie zapewnić bezpieczeństwa. Na pewno zauważyłeś, że ostatnio samoloty zderzają się z górami lub zmieniają kurs i znikają razem z pasażerami. Klasyczny atak terrorystyczna, błędy techniczne zostają szybko wykluczone. W rezultacie pozostają piloci, którzy mieliby zrobić coś głupiego. Wypijmy."

Wypiliśmy po kolejnym. "Otóż, do dyspozycji są pewne mieszanki różnych precyzyjnych narkotyków, które powodują zaplanowane zakłócenia zmysłów." Alfred rozpoczął wykład, a ja wyostrzyłem słuch. "Na przykład możesz spowodować chwilową utratę wzroku. Wtedy figurant zobaczy mgłę. Można też spowodować zakłócenia pracy mózgu. Na przykład figurant straci nagle umiejętności rozumienia obcych języków, których nauczył się w wieku dorosłym. Kiedy z automatu wysokości pada  "terrain ahead" i  komenda "pull up" pilot ją zupełnie lekceważy. Podobnie, kiedy usłyszy informacje w jakimkolwiek obcym języku, na przykład po rosyjsku. Zdaje się, że tylko wyłączenie języka ojczystego nie udaje się wyeliminować. Najciekawsze jest, że pilot rejestruje braki swoich zmysłów jako coś zupełnie normalnego. Nie dziwi się, nie protestuje. To jest taka precyzyjna tabletka gwałtu. Po pewnym czasie narkotyki puszczają i figurant będzie uparcie twierdził, że była mgła i że nikt do niego nie zwracał  się w obcych językach.

"Jak zmusić pilota do połknięcia tabletki?" wyrwałem się. "To jest zupełnie nie potrzebne. Mieszanka narkotyków podawana jest w formie gazowej na komendę z ziemi."  "Jak?" grałem polskiego niedowiarka. "Bardzo proste. Przy pomocy klimatyzacji kokpitu. Wkładamy do przewodu wentylacyjnego jakieś naczynie ze sprężonym gazem. Zamknięcie otwiera się telefonem komórkowym. Zaletą rozwiązania jest, że atak jest skuteczny wobec wszystkich osób, które znajdują się w kokpicie. Do ukrycia gazu wykorzystujemy najlepiej takie same naczynie, jakie już znajduje się na pokładzie. Dobrze nadaje się do tego wytrzymująca duże ciśnienia butelka szampana. Wtedy na miejscu katastrofy dowody zamieniają się w banalne przedmioty, rozbita butelka jak z... pokładowego baru, telefon komórkowy, a niewielki korek znika gdzieś w błocie lasu albo mule dna morskiego. Praktycznie nie do wykrycia."

"Od kiedy coś takiego jest możliwe?" przypomniałem sobie wypadek samolotu polskiego Prezydenta.

"Prawdopodobnie technika został dopuszczona do praktycznych zastosowań w latach 2009-2010. Zajmują się tym laboratoria mocarstw. Niestety, w LA powiedziano nam, że technologia dostała się już w ręce zorganizowanej przestępczości. Stąd niedaleko do bogatych w gotówkę terrorystów." "Danek, nie radzę ci wsiadać do samolotu. Taką flaszkę może niepostrzeżenie zainstalować każda, trochę bardziej rozgarnięta, sprzątaczka. Gott, jak mam temu zapobiec?. Po jednym?"

Po jednym wypiliśmy uroczyście potwierdzając naszą bezradność wobec problemu. W drzwiach pokazała się żona Alfreda, więc przyjemny wieczór kawalerski gwałtownie skończył się.

Niestety nie mam namiarów do nowej komisji badania..., która dzisiaj powstała. Ale może ktoś spośród czytelników doniesie?. Opowieść Alfreda pozwala na luzie pogodzić wyniki dotychczasowych urzędowych śledztw z przeczuwaną tezą o zamachu. 

 



20:12, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 02 lutego 2016

Niemcy przygotowują kolejną awanturę "antypolską" :-). Scenariusz serialu o wodzu trzeciej  rzeszy niemieckiej jest już gotowy. Właśnie rozpoczęto casting. Poszukiwany jest aktor, który potrafi w sposób poważny zagrać Führera od I WS do końca. Po za podobieństwem fizycznym powinien umieć mówić po niemiecku z austriackimi dźwiękami. 

Filmowcy Niki Stein (55 lat) i Hark Bohm (77 lat) przygotowują  serial pod tytułem "Hitler", cztery odcinki po 120 minut z budżetem 20 mln euro. Adresatem są oczywiście Niemcy, ale też publiczność międzynarodowa.

Monster, figura komiczna, ikona zła, jednojajowy wariat. Nic z tego. Autorzy chcą pokazać Hitlera jako człowieka, którego pospolite braki  psychiczne,  kiepska wiedza o świecie i fobie okazały się dobrze pasować do  nastrojów i przekonań ludu niemieckiego po nisko honorowej i niezasłużonej klęsce w pierwszej wojnie światowej. Dzięki czemu hitleryzm stał się zjawiskiem jak najbardziej demokratycznym.

Na początku chodziło tylko o dobrą zmianę, o powstanie z kolan, zmuszenie innych narodów do szacunku... W tym celu należało zidentyfikować i zneutralizować wrogów słusznych aspiracji narodu. Szkodzących Żydów miano wywieźć na Madagaskar. Z powodu trudności transportowych po 1939 roku spowodowanych przez Aliantów musiano na wschodzie stworzyć specjalne osiedla (Getto) i obozy pracy (KZ). Logiczne. Żydzi już od wielu setek lat pomieszkiwali w Europie właśnie w gettach. Określenie getto pochodzi, zdaje się, z pięknej Wenecji. Prawdziwy niemiecki patriota mógł to pogodzić ze swoim porządnym chrześcijańskim sumieniem.

Opowieść została zbudowana na czterech towarzyszach broni Królewskiej Bawarskiej Armii. Kapitan, porucznik, podporucznik i starszy szeregowy Adolf Hitler. Kapitan Karl Mayr zaangażował Adolfa na stanowiska donosiciela, stał się jego opiekunem i wsparciem. Porucznik Fritz Wiedemann z dobrego domu z powodu kłopotów finansowych przystąpił do grupy. Podporucznik Hugo Gutmann był narodowo liberalnym Żydem z Norymbergii. Hitler wskazał go nawet do odznaczenia Żelaznym Krzyżem I klasy. To są postacie historyczne. 

Ambitnym celem pary autorskiej jest poważne poszukiwanie odpowiedzi na pytanie "Co spowodowało cywilizowany naród (Kulturvolk) do obsunięcie się na poziom skrajnego barbarzyństwa?" W krótkim czasie kilku lat.

Nikolaus Stein von Kamienski jest autorem i reżyserem kilkudziesięciu odcinków serii kryminalnej Tatort. Stworzył film o ulubieńcu Hitlera i gwieździe medialnej generale Rommlu, którego w afrykańskiej pustyni pokonali... polscy żołnierze. Niestety w jego filmie tą rolę zagrali żołnierze angielscy. Obydwaj autorzy skasowali wiele nagród niemieckich i międzynarodowych za swoją działalność artystyczną. Zapowiada się ciekawy i pełen napięcia film. 

Bez trudu można sobie wyobrazić, że nowy obraz Hitlera, znacznie odbiegać będzie od ludowych polskich wyobrażeń. Dlatego podpowiadam aktualnemu Ministrowi Kultury Naprawdę Polskiej, żeby natychmiast zażądał tekstu scenariusza "Hitler" do kontroli :-). W razie oporu proponuję nocny najazd na Ambasadę Niemiecką i wzięcie zakładników. Ale może potężny głos polskiego Prezydenta wystarczy?

W ogóle mocna i przebiegła polska dyplomacja powinna bez trudu spowodować rezolucję oenzetowską "Nic o II WS bez pieczątki IPN-u." , żeby raz na zawsze skończyć z tym mieszaniem się w wewnętrzne sprawy Polski wiadomych obcych opcji.

15:05, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (15) »
piątek, 15 stycznia 2016

Niemieckie szanse na zamieszkanie w dobrych dzielnicach nieba zmniejszają się z każdym dniem. Istnieje możliwość, że w zaświatach właśnie Polacy zajmą miejsce Niemców, będą sobie mieszkali w dużych domach i jeździli mercedesami, a cały pozostały świat niebiański będzie spoglądał na nich z szacunkiem. Po ostatnich wyborach wydaje się, że tych wielu Polaków, którzy nie bardzo orientują się w piekielnych cierpieniach, rajskich przeżyciach i innych czyśćcach zostaną ustawowo zmuszeni do pracy nad swoim zbawieniem.

Natomiast na zachodnim brzegu Odry dzieje się w temacie zbawienia bardzo źle. Ponad 70 % pytanych w ogóle nie wybiera się do kościoła podczas świąt Bożego Narodzenia. Tylko 28% dorosłych planuje odwiedzenie jakiejś budowli sakralnej w celu religijnym, turystycznym albo żeby się ogrzać lub schować przed deszczem. To jest też dobre miejsce na randki bez obowiązku płatnej konsumpcji.

Na pytanie "ile razy odwiedzili kościół w roku 2015?" 61% Niemców odpowiada "zero razy". Tylko 2% przyznało się do systematycznych niedzielnych odwiedzin miejsc świętych. Pozostali zgłosili "jeden raz", "raz w miesiącu" albo... "nie pamiętam".

Tak wyszło w badaniu instytutu YouGov.de opublikowanym przez dpa.

Gołym okiem widać, że taki stosunek do budowli sakralnych uniemożliwia wręcz zbawienie. Piekło czeka. Gołym okiem widać, że Polacy mają znacznie przyjemniejsze perspektywy od Niemców. Wystarczy raz umrzeć i od razu jest się lepszym od każdego prawie szwaba i to na zawsze. Czy w takiej sytuacji nie należałoby uruchomić miłosierdzia chrześcijańskiego? Można wstrzymać się przecież z głosowaniem ustaw na złość Niemcom. Przecież każdy Schulz, Merkel i Mueller już niedługo będą się smażyć w ogniu piekielnym. 

14:00, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (9) »
czwartek, 31 grudnia 2015

Własność intelektualna

W Sylwestra 2015 roku znikają prawa autorskie do książki Adolfa Hitlera. Okres ochrony dóbr intelektualnych 70 lat po śmierci autora dobiega końca. Właścicielem "Mojej Walki" jest jeszcze do jutra Wolne Państwo Bayern, ponieważ wódz III Rzeszy do końca swoich dni był zameldowany w Monachium, więc  majątek czołowego narodowego socjalisty został tam z mocy prawa alianckiego skonfiskowany.

"Mit der Übertragung dieser Rechte wurde auch die Verantwortung, die Wiederverbreitung nationalsozialistischen Gedankenguts durch die Wahrnehmung einer urheberrechtlichen Position zu unterbinden, in die Hände des Freistaats Bayern gelegt. Bei der Verwaltung seiner Rechte nimmt der Freistaat Bayern bereits seit Jahrzehnten aus Respekt gegenüber den Opfern des Nationalsozialismus eine restriktive Haltung ein. Abdruckgenehmigungen für Gesamtwerke werden weder im In- noch im Ausland erteilt. Gegen Verletzungen des Urheberrechts in Deutschland geht der Freistaat Bayern sowohl zivil- als auch strafrechtlich vor. Hiervon zu unterscheiden ist der antiquarische Vertrieb von Originalauflagen, der keine Verletzung des Urheberrechts darstellt.“

Powyższy akapit jest opisem sytuacji. Land Bayern korzystając z prawa autorskiego zapobiega rozpowszechnianiu narodowo socjalistycznych pomysłów. Natomiast handel starymi egzemplarzami, niestety nie podlega zakazowi, chociaż przez wiele lat po wojnie antykwariusze niemieccy z własnej woli i z poczucia przyzwoitości rezygnowali z handlu dziełem nazisty numer jeden.

Na przykład  w roku 2005 Land Bayern na drodze prawnej uniemożliwił drukowanie "dzieła" w Polsce w języku polskim.

Amerykanie jeszcze przed wojną nabyli prawa autorskie, dzięki czemu możliwe są legalne wydania w języku angielskim, a Niemcy demokratyczni nie mają możliwości prawnych, żeby temu zapobiec.

Twórczy pot

W roku 1923 Adolf Hitler wystukał na maszynie do pisania pierwszy tom, będąc mieszkańcem celi więziennej. Drugi tom powstał już na wolności. Razem ponad 800 stron.

Napisał trochę o swojej młodości. Dalej przedstawił pomysł ideowy i praktyczny na utworzenie NSDAP ( Narodowo Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza). Przedstawił swój światopogląd i program partyjny, który miał być argumentem "Czytajcie, patrzcie jak bardzo nadaję się na przywódcę nowego ruchu politycznego." Jego zamysłem był tekst przeciwko marksizmowi. Nawet pojęcie Rassenkampf było odpowiedzią na socjalistyczną Klassenkampf. Trzeba przypomnieć, że w tamtych czasach w Niemczech był to temat bardzo gorący. Przecież po I WS tworzyły się w Niemczech jak najbardziej spontanicznie Rady Robotnicze na wzór Radziecki, a dostawy broni do Polski broniącej się przed bolszewickim najazdem zostały zablokowane w niemieckich portach przez "klasę robotniczą". Nic więc dziwnego, że młodym autorem i jego pomysłami zainteresowali się zwyczajni kapitaliści i zaczęli udzielać wsparcia.

A.H. uważał demokrację liberalną (Republika Weimarska) za okaz słabości, rozmemłania i zepsucia moralnego (nagość na scenie, szampan z ośmiorniczkami, kiedy lud...). Parlamentaryzmowi, który miał się przyczyniać do osłabienia ducha narodowego, przeciwstawiał system patriotyczny bardzo hierarchiczny oparty na przywódcy wiedzącym lepiej (według A.H. starogermańska tradycja. Nic więc dziwnego, że początkujący polityk spodobał się w kręgach arystokratycznych i wojskowo kształconej szlachty pruskiej, która opłakiwała niedawno stracone przywileje feudalne.

A.H. przedstawia marksizm i socjalną demokrację, kapitalizm giełdowy i bolszewizm jako narzędzia spisku żydowskiego przeciwko Niemcom. Standardowym dowodem  miałyby być "Protokoły Mędrców ze Sionu", gdzie właśnie taki plan został przedstawiony i zaprzysiężony.  Wadą tego dowodu jest, że został stworzony przez... rosyjski carski wywiad.

Naród może się obronić, jeżeli przypomni sobie swoje najlepsze ludowe tradycje, zewrze szeregi wokół wodza, który lepiej wie, a jeżeli pojawi się potrzeba, to będzie umiał zdobyć dla siebie nową przestrzeń życiową (Lebensraum). Trzeba przyznać, że A.H. w swoim narodowym karykaturalnym darwinizmie był konsekwentny, kiedy krótko przed śmiercią twierdził, że Niemcy zasłużyli sobie na zły los, ponieważ okazali się biologicznie słabsi od bolszewickich, azjatyckich hord i kilka godzin później strzelił sobie w łeb. Historia uczy, że "wielcy" wodzowie, którzy wiedzą lepiej, mają kiepskie szanse na spokojną emeryturę.

Natomiast, wielu skorzystało bez strat. Dzisiaj z firm, które rozwinęły się wtedy za lojalność, żyją wnuki i prawnuki. Nawet zdarza się, że publicznie wstydzą się swojego przodka. Trudne rodzinne sprawy. 

A.H. zdawał sobie sprawę, że państwowa uspołeczniona gospodarka jest mało efektywna, więc dokonał szpagatu. Przedsiębiorcy, który wykazywali się zrozumieniem dla nowej idei nazwał narodowymi i stworzył im dobre warunki rozwoju, kosztem wrogiego zagranicznego kapitału.  Wprowadził "Niemiec kupuje u Niemca" jako obowiązek patriotyczny.  W ten sposób mógł "uratować" kapitalizm krajowy (bogactwo narodowe) i jednocześnie zwalczać zagraniczne spiski kierowane przez zagranicznych bankierów.

Zdaje się, że bredził też o wyższości rasy aryjskiej... Biedak nie doczytał, że Aryjczyk, znaczy w Persji, mieszkaniec Iranu i tam istnieje do dzisiaj plemię aryjskie. Ale rodacy oddaleni od wykształcenia, do których się wódz zwracał też o tym nie wiedzieli, więc udało się. Przekonanie głupich, że to oni są właśnie mądrzy, a mądrzy tylko takich udają, a w rzeczywistości są bardzo niemoralni, jest podstawowym chwytem propagandowym każdej rewolucji.

Czytelnictwo

Przyznaję się, że od lat posiadam tekst "wielkiego" dzieła, ale pomimo wielu prób nie udało mi się daleko w czytaniu zajść. Próbowałem też na wyrywki. Bez skutku. Oczy same zamykają się. Wieje nudą. Okazuje się, że nie jestem odosobniony. FAZ kilka dni temu doniosła o badaniach czytelnictwa "Mein Kampf" wśród ludności niemieckiej, jakie przeprowadzali alianccy badacze. Wyszło, że tylko co piąty obywatel III Rzeszy przeczytał aż kilka rozdziałów.  Może jednak Niemcy poddani denazyfikacji bali się przyznać, woleli szybko zapomnieć? Taki jest los programów partyjnych. Naród budzi się zwykle dopiero, kiedy zaczyna dostawać we własną dupę. Dlatego dobre programy polityczne ograniczają się do walenie po cudzym tyłku.

Do roku 1944 wydrukowano około 11 milionów egzemplarzy. W najlepszych czasach młode pary dostawały egzemplarz podczas ślubu... zamiast biblii. Cena urzędowa wahała się pomiędzy 14 i 8 RM, z czego 10% płynęło na prywatne konto autora. Tak, tak A.H. był milionerem. Do tego dochodziły honoraria od prasy i rozgłośni za publikowanie przemówień w ramach misji publicznej. Obecnie, egzemplarze z podpisem autora osiągają na aukcjach anglosaskich kwoty w okolicach 25.000 feuro.

Wracając do tematu. Po wojnie Niemcy masowo niszczyli posiadane egzemplarze, zresztą razem z portretami autora. Poczuli się oszukani, kiedy wyszło na jaw, że wódz oprócz psa, pieścił zwyczajnie, jak facet, dziewczynę? Telewizja w ramach polityki historycznej pokazuje od czasu do czasu filmy prywatne konkubinatu, gdzie atrakcyjna i utajniona przed ludem Ewa Braun występuje obok sympatycznego zadbanego publicznego owczarka niemieckiego. Polski Jan Staudynger napisał o pewnej czytelniczce "Nie brała do łóżka książki bez autora." Czy Ewa Braun przeczytała "Mein Kampf"?

Co to będzie...

W najbliższych dniach ma się ukazać współczesne wydanie "Mein Kampf" z komentarzami historyków, które zbliżają się do liczby 3.500. Niemieccy badacze otrzymali zadanie skomentowania pomysłów "wielkiego" Adolfa. Ciekawe, kto to przeczyta? Podobne wątpliwości ma bawarska minister od edukacji, ponieważ zaproponowała obowiązkowe czytanie w szkołach. Innym wątkiem dyskusji jest sądowa próba wstrzymania publikacji na zawsze, na podstawie paragrafów przeciwko podpuszczaniu ludu (Volksverhetzung). Czy się uda? Nie wiem.

Warto jednak z tym trującym dziełem z szamba rodem coś mądrego zrobić. Niestety, kandydaci na führera i na jego pazernych przydupasów nie wymarli. Szczególnie w drugim i trzecim świecie, gdzie zupełnie brakuje antyciał, roi się od podobnych pomysłów.

Autor

Adolf Hitler nie był ani idiotą, ani szaleńcem, ani umysłowo chorym, ani wstrętnym psychopatą, jak jest ku uciesze ludu przedstawiany. Był przystojnym, atrakcyjnym, inteligentnym gościem, wyposażonym w zdolności artystyczne w ogóle i aktorskie w szczególe. Posiadał ten rodzaj wrażliwości, która pozwala się wczuć w potrzeby emocjonalne otoczenia, niezależnie, czy byli to sztywni pruscy generałowie albo nastolatki i ich matki. Na salonie, na stadionie i na poligonie. Był ciepły (jak się w Polsce mówi) i dowcipny, przystępny i sympatyczny dla podwładnych...

Martwił się o siebie i naród niemiecki po upokarzającej kapitulacji wojennej. Z pewnością szczerze miał dosyć cesarza,  gardził niekończącymi się kłótniami w Bundestagu Republiki Weimarskiej, źle rozumiał związki pomiędzy krachem giełdy nowojorskiej i głodem bezrobotnych w Monachium, bał się komunistów i wątpił, czy republika obroni się przed nimi. Chciał stworzyć sprawiedliwy dla wszystkich, wzmacniający fizycznie i intelektualnie narodowy system, zdolnych do walki i zwycięstw w celu odzyskania honoru  i szacunku  innych narodów utraconych w I WS. Tak facet sobie kombinował. Nie on jeden. I dzisiaj...

Szanują nas, kiedy się nas boją. Tak myśli jeszcze dzisiaj wielu ludzi na świecie. Był też wymierny problem ekonomiczny. Olbrzymie odszkodowania wojenne narzucone w akcie kapitulacji dosłownie dusiły gospodarkę niemiecką. Nawet po stronie zwycięzców ujawniały się głosy, które to potwierdzały...

A.H. zebrał w jakiś  niesystematyczny sposób  wiedzę ówczesną i w "Mein Kampf" wymieszał receptę na kolejną rzeszę. Nauka o rasach, darwinizm czyli  najsilniejszy bierze wszystko, eugenika, czyli eliminacja ze społeczeństwa słabszych osobników, obozy koncentracyjne, czyli sposób na tanią kontrolę dużych mas ludzkich, budowa autostrad dla samochodów, mordowanie kompletnych plemion ... Z tej logiki wynikało, że każdy, kto sączy wątpliwości w "zdrowy, jedynie słuszny" system zdradza interes narodowy bycia... pięknym, zdrowym i bogatym.

To wszystko było już przed nim wymyślone w innych krajach. Nawet biblia nie szczędzi przykładów. Eugenika była stosowana w USA, Szwecji i w kilku innych cywilizowanych krajach jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku, mnóstwo lat po obaleniu hitleryzmu.  

Cieleśnie nie należał do potężnie zbudowanych starożytnych herosów, którym byle gdzie stawiał posągi. Właściwie był kaleką wojennym. Ludzie słabi fizycznie skłonni są bardziej niż silni do okrucieństw, grają tych najtwardszych we wsi do końca, szybko tracą umiar.

Jeżeli tego nie zrozumiemy, to ryzyko pozostanie duże, że kiedy pojawi się przystojny, sympatyczny, inteligentny, zdolny artystycznie, mówiący nam do serca,  zorientujemy się zbyt późno , że pojawił się nowy Adolf Hitler. Przypuszczam, że sam bohater nie od razu zorientuje się, że chodzi już w butach Adolfa.

Cechy osobiste A.H. ułatwiały mu uwodzenie całego narodu. Natomiast przyczyną tragedii II WS był zestaw poglądów, jakie zagnieździły się w jego głowie, które znalazły aktywne poparcie w jego otoczeniu, które działało z przekonania albo dla prywatnego interesu. Niestety narodowy socjalizm, chociaż próbuje zmieniać nazwy bywa ciągle żywy, nie tylko w Niemczech, więc może  trzeba wszystko zrobić, żeby "Mein Kampf" nie stał się programem jakiś współczesnych polityków.  

Tak jak kolejny prorok nie urodzi się w  stajence dla osłów, a raczej zdarzy się to w szpitalu, albo w samolocie. Tak trudno spodziewać się kolejnego krwawego dyktatora w formie wrzeszczącego błazna, chorego psychicznie, który nie panuje nad swoimi odruchami.  







00:16, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (9) »
piątek, 25 grudnia 2015

"Ostatnio nocami z krypty zasłużonych słychać rumor, jak gdyby ktoś się w trumnie przewracał." opowiadał przy wigilijnym stole prawdziwy szwajcarski gwardzista oficer na urlopie w Szwajcarii. "Bardzo tajemnicza sprawa. Śledztwo zostało formalnie rozpoczęte, ale dopiero po świętach ruszy pełną parą."  opowiadał o swojej pracy Urs.

Stół stoi w Taesch u podnóża Matternhornu. Właścicielem mebla jest mój przyjaciel, który zaprosił do siebie sąsiada, którego rodzice na święta wyjechali do ciepłej Tajlandii, więc został sam. Nieważne. 

Po dwunastej zadzwonił telefon. Urs rozmawiał długo po włosku. Po wyłączeniu komórki przeprosił i wyjaśnił "Hałas w krypcie jest nie do zniesienia. Wszystko wskazuje, że źródłem jest sarkofag waszego papieża. Coś się tam dzieje. Na razie nie wiadomo co."  I wtedy rzuciłem pomiędzy kilkanaście dań bezmięsnych i mięsnych (po dwunastej są dozwolone) po polsku nie mieszczących się na stole "A może Jan Paweł II niezadowolony jest z sytuacji w Polsce." 

"Wielki Papież wygrał ciężką wojnę z komunizmem, a teraz jest świadkiem demontażu Polski jaką sobie wymarzył". Biskupi, których wyhodował na własnej piersi, dzisiaj przy pomocy odmrożonych komunistów i pospolitych populistów, pracowicie przywracają dawny reżim. Neo-PRL." rozkręcałem się po drugim kieliszku fendanta., kiedy Urs mi przerwał "Jasne. To brzmi przekonywująco. Przepraszam, muszę zadzwonić." Po chwili  "Kazałem sprawdzić grafik szmerów i trzasków z wystąpieniami polskich biskupów. Pasterka pasuje, ale wcześniej?".

"Nie zapomnijcie sprawdzić obrad sejmu" dorzuciłem. "Pracują nocami?" zdziwił się i wyciągnął z kieszeni telefon.

14:30, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11