opis techniczny brudnopis, nie ma wolności bez odpowiedzialności
Kategorie: Wszystkie | Polityka
RSS

Polityka

piątek, 26 maja 2017

Lewicowe partie mają niełatwo, gdziekolwiek działają na świecie. Nawet europejscy socjalni demokraci ledwo zipią. Prawdopodobnie, gdyby nie majątki partyjne nagromadzone przez lata i wsparcie finansowe ze Wschodu, już by nie istnieli. Jednak Rosja przerzuciła się na ekstremalną prawicę. Uważa, że przy pomocy faszystów i innych głupków zdobędzie większe wpływy na świecie niż podtrzymując starą międzynarodówkę. Rzeczywiście biciem po mordzie uzyskuje się szybciej efekty, niż skomplikowanymi nudnymi dyskusjami w parlamencie.

Lecz najważniejszym powodem słabości ruchów dziewiętnastowiecznych socjalistycznych jest ich była skuteczność. Wykonali zadanie i już nie są potrzebni? Prawdopodobieństwo jest duże, że bez Marksa i kolegów wiele ludów europejskich żyło by dzisiaj jak w Arabii Saudyjskiej. Kilkanaście tysięcy uprzywilejowanych, a reszcie można obcinać ręce, nogi albo głowę w zależności jaką częścią ciała wyrazili niezadowolenie z rodziny panującej. 

W Polsce socjaliści i inni "lewacy" będą już niedługo bardzo potrzebni, ponieważ przed naszymi oczyma rodzi się nowa klasa panów, mająca w zupełnej pogardzie tzw. lud i w ogóle ludzi. Jak głęboko w d.. mają już teraz panowie szlachta pisowska i kościelna lud wyborczy świadczy poziom propagandy uprawianej w mediach "pańskich". Drodzy socjaliści, wystarczy przecież wyciągnąć z muzeum hasła socjalistyczne i trochę je zmodernizować. Szczególnie argumenty z początków rewolucji w Rosji i w Niemczech. Tak, tak, kiedy w Rosji rozwijała się rewolucja, w niemieckich miastach zakładano rady radzieckie. Niezłe są też hasła z początków socjalizmu polskiego. Warto zajrzeć do notatnika agitatora z tamtego czasu.

Zabawne jest dzisiaj obserwować,  kiedy chłopi pańszczyźniani i służba z pańskiego dworu z entuzjazmem, pod przewodnictwem miejscowego proboszcza rzuciła się do  odbudowy tamtej Polski... szlacheckiej. Niektórzy dopiero w trzecim pokoleniu mają własne buty i chodzili do szkoły. Niektórzy zostali nawet profesorami dzięki realizacji pomysłów socjalistycznych w PRL-u, a dzisiaj walczą bezrozumnie z tzw. "lewactwem" i nie przeszkadza im zupełnie, kiedy ich prezes ogłasza zastąpienie "lewackiego" establishmentu  nową warstwą panów. Neopanów?

Zabawne jest obserwować, kiedy Prezydent, syn profesora, który prawdopodobnie studiował na prawdziwym uniwersytecie dzięki rewolucji socjalistycznej, czci dzisiaj "wyklętych żołnierzy", którzy walczyli przeciwko reformie rolnej i za przywróceniem szlacheckiego przywileju do studiowania. Ktoś zwariował? 

Wiem o czym mówię. Moi dziadkowie żyli jeszcze z dzierżawienia ziemi byłym chłopom pańszczyźnianym. Babcia, prawdopodobnie w ramach przekazywania doświadczeń na kolejne pokolenia opowiadała małemu brzdącowi, czyli mnie, jak trzeba na chłopów uważać, bo oszukują. Chłopi często woleli podzielić się zbiorami bezpośrednio z dzierżawcą, niż handlować z "Żydami". W ogóle ta cała biurokracja była im podejrzana i uciążliwa. Zdarzało się więc, że przygotowywali specjalnie "cieńsze" snopki. Jednak jej synowie uważali już, że system, gdzie jeden posiada ziemię, a drugi musi prawie za nic na niej pracować jest znaczną nieuczciwością. System, gdzie jeden jedzie na dziwki do Paryża, a drugi ma jedną parę butów do ubrania dopiero przed bramą kościelną, a w kościele też szlachcic... Po za tym przeważały jednak opowieści o porządnych, przyzwoitych przedstawicielach ludu. Jedni obronili krewnego, kiedy bolszewicy zgonili ich przed dworem i ogłosili, że teraz są wolni i mogą sobie z dworu wziąć wszystko co potrzebują, a resztę spalić. Inny, prawdziwy oficer NKWD i Polak, ostrzegał babcię przed terminami wywózki na Syberię i podpowiadał u kogo mają się na noc schować, chociaż już przed wojną przez zieloną granicę chodził do Sowietów na szkolenia. Albo, kiedy krewny w latach pięćdziesiątych XX wieku w drodze z syberyjskich "wczasów" zatrzymał się w kresowym miasteczku, przychodzili do niego dzierżawcy babci chcący złotem zapłacić za uprawianą rolę. Oczywiście byli przekonani, że przekaże pieniądze właścicielce. Niestety wujek, przedwojenny prawnik uznał, że nie ma upoważnienia... Tak, tak przedwojenni Polacy byli prawi i sprawiedliwi. Takie sobie kresowe opowieści.

Jeszcze w początkach XX wieku do seminariów duchownych i na uniwersytety przyjmowano wyłącznie przedstawicieli warstwy uprzywilejowanej. Podstawowym zadaniem kościelnych było tłumaczenie, że podział na bogatych i biednych wynika z odwiecznych praw naturalnych i nic się nie da zrobić, ale posłuszeństwo wobec bogatych zostanie wynagrodzone wiecznym pobytem w przyjemnym niebie, gdzie wszyscy będą wolni i sobie równi.

Historia lubi się powtarzać. Prosty korsykański oficer, który obronił francuską rewolucję obywatelską, został później  zwyczajnym cesarzem i na różnych stołkach królewskich i książęcych posadził swoich krewnych. Dzisiaj polski lud, przepraszam, suweren, zwalcza managerów establishmentu  i innych cudzoziemców, pełny entuzjastycznej nadziei na zajęcie zwolnionych stanowisk. Niestety ilość dobrze płatnych i władczych pozycji jest ograniczona, więc cała reszta zostanie popędzona do roboty za kilka złotych. Większość będzie musiała żyć nadzieją na lepsze życie w niebie. Przepustką do raju będą cierpienia ziemskie, które należy cierpliwie znosić. Jak zwykle. Dzisiaj jedyną realną sensowną alternatywą jest demokracja liberalna ze swoim trójpodziałem władzy, gdzie potrzebni są też socjaliści i jest miejsce nawet dla neokomunistów. 

Prezes, p.o. pierwszego sekretarza jedynej słusznej partii, przywraca struktury i zwyczaje PRL-u, żeby ustanowić (sam tak powiedział)  klasę panów. Pomieszanie z poplątaniem. Na razie wyraża się to przede wszystkim w ruchu drogowym. Następnym i najważniejszym etapem będzie udzielanie przywileju na zarabianie pieniędzy. Podstawy prawne i strukturalne są już prawie gotowe. Nie przypuszczam, żeby Napoleon Bonaparte i prezes realizowali jakiś sprytny plan. Po prostu tak wyszło. Albo jaki lud, taka władza.

Wcześniej, czy później socjaliści i ateiści będą potrzebni, żeby po raz kolejny uratować suwerena przed zniewoleniem. Warto  przyjrzeć się jednak wielkiej idei współczesnej pod tytułem równość szans, czyli rozdawać przede wszystkim wędki, a nie ryby. Oczywiście, trudno nie zauważyć, że syn rybaka umie się z natury rzeczy wędką skuteczniej posługiwać. Dlatego ważne jest, żeby wszystkie dzieci niezależnie od tego jak daleko od łowiska się urodziły... Takie programy realizuje się na przykład już teraz w niemieckich... przedszkolach. Obowiązkowo, niezależnie od pochodzenia, koloru skóry, religii, orientacji seksualnej, obywatelstwa...

Moi rodzice i wujkowie, prawdopodobnie ze zwykłego ludzkiego odruchu, uważali ustrój swoich rodziców za niesprawiedliwy i byli bardzo blisko socjalistom. PRL jednak odrzucali, prawdopodobnie tylko ze względów estetycznych i codziennego obrażania ludzkiej inteligencji. Nikt z moich krewnych nie wpisywał zaliczeń do indeksów przywożonych z Komitetu Centralnego PZPR przez kierowcę, ponieważ towarzysze nie mieli czasu zajmując się umacnianiem roli partii, a dyplom politechniki, potrzebowali do kariery w przemyśle, gdzie zarobki były wyższe, niż w komitecie. Była to realizacja leninowsko-stalinowskiego pomysłu na wymianę burżuazyjnych kadr technicznych na nasze ludowe. Zdaje się, że nawet Edward Gierek przedostatni przywódca komunistyczny PRL-u został w ten sposób magistrem inżynierem.

Dla porządku dalej informuję pisowskie służby porządkowe, że moim ojcem był oficer "wyklętych" Narodowych Sił Zbrojnych, więc zgodnie z obowiązującą dzisiaj kulturą polityczną mam prawo postawić na baczność tych wszystkich bardzo narodowych młodzieńców wypinających piersi przy groźnych minach w walce o "prawdziwą" Polskę. Proszę o kilka pomników i specjalną rentę, a może nadawałbym się nawet na Prezydenta :))

Socjaliści weźcie się w końcu do roboty. Może zacząć od szczerej diagnozy: Dlaczego nie udało się, chociaż nie brakowało sukcesów? Z całą pewnością recepty gospodarcze... Warto zastanowić się nad historycznym faktem, że socjalizm zachodni powstał na salonach rycerskich i mieszczańskich, natomiast rosyjski wywodzi się bardziej z melin złodziejskich oddalonych znacznie od państwa prawa i nauki.

Bez was społeczeństwo będzie niekompletne i chorobliwe. 

17:20, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 18 maja 2017

Małpy człekopodobne żyją w gromadach około 50 sztuk. Zdarzają się grupy większe nawet do 150 osobników lecz są niezbyt stabilne. Po za tym małpy prowadzą życie społeczne tak jak my. Obserwowano nawet wojny i wojenne zbrodnie, a nawet ludobójstwo. Małpy współpracują przy ochronie swojego terytorium. Młode uczą się od starych i doświadczonych. Pomagają sobie nawzajem, a za banana można kupić seks...

Klejem, który trzyma grupę razem są osobiste znajomości. Dzięki osobistym kontaktom, wzajemnej obserwacji  i plotkom współplemieńcy stają się przewidywalni dla członków grupy, czyli są nasi. Wbrew pozorom jest to dosyć znaczne osiągnięcie intelektualne. W przypadku grupy 50 osób, trzeba obserwować 1225 podwójnych relacji. Związki potrójne i poczwórne występują jeszcze liczniej.

Prawdopodobnie  największymi plotkarzami w świecie zwierzęcym jesteśmy my. Pomimo tego, w czasach przedrolniczych po świecie włóczyły się niewielkie grupy myśliwych i zbieraczy ograniczone do kilku tuzinów. Podstawą do współpracy w grupie były osobiste kontakty. Wszyscy inni byli po prostu obcy, nie znani i prawdopodobnie uważano ich najczęściej za niebezpiecznych. Prawdopodobnie obcy był statystycznie bardziej niebezpieczny, niż pomocny, więc należało go pogonić, a najlepiej zabić i zjeść.

I teraz w XXI wieku mamy z jednej strony organizacje zatrudniające setki tysięcy ludzi, którzy się oczywiście nawzajem nie znają. Pomimo tego wstają codziennie rano, idą do pracy. Wynikiem ich działalności jest znakomity mercedes albo inny porsche. Ludzkie społeczeństwo nie rozwija się równomiernie. Na wielu obszarach, krążą w dalszym ciągu grupki myśliwych, które zwyczajnie usiłują jak zawsze złupić zdobyczne przedsiębiorstwo albo nawet całe państwo. Zasada "teraz k... my" i bić obcych należą do najstarszych reguł postępowania ludzi.

Te niechlubne i w dzisiejszych czasach niepraktyczna zasady ma za sobą setki tysięcy lat... Natomiast pomysł tworzenia olbrzymich międzynarodowych przedsiębiorstw, czy całych państw, gdzie każdy ma prawo do życia niezależnie od pochodzenia, religii, koloru skóry... ma dopiero kilkaset lat teoretycznie, a praktyczna realizacja nie trwa dłużej jak jedno pokolenie dobrobytu. No właśnie, i dokładnie tam się żyje najlepiej.

Nic więc dziwnego, że populistom udaje się w ostatnich latach wykorzystać odwieczne "wrodzone" zjawisko tkm. Wystarczy tylko zgromadzić wokół idei o bardzo złych i groźnych obcych odpowiednią ilość wyborców. Udało się też w Polsce ale i w USA.   Nawet kulturalna oświecona Francja z trudem opiera się przed naporem łowców i zbieraczy.     



15:35, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 maja 2017

Pomysł PiS-u na referendum o konstytucji jest zwyczajną powtórką z PRL-u. To jest bardzo niebezpieczna sprawa. Dziwię się, że jeszcze polscy, krajowi prawnicy i zwyczajni dziennikarze nie wyszli na barykady. Trudno nie wspomnieć opozycji parlamentarnej...

Bez względu na treść, obiektywnie referendum przyczyni się do dalszego demontażu państwa prawa, czyli pogłębi znacznie polskie bezprawie. Trudno nie zauważyć, że stan taki nazywa się bezprawiem. Z całą pewnością na bezprawiu korzystają przestępcy, a porządni obywatele ze zbioru suweren dostają po jajach. Nie potrzebna jest do tego stwierdzenia wiedza prawnicza, ani socjologiczna... Nawet najbardziej szczera wiara w zamach smoleński, w geniusz prezesa albo niebiańską opiekę nie ochroni nikogo. Wystarczy sobie pooglądać stare amerykańskie westerny.

Załóżmy, że aktualny wódz pisowski i jego podwładni są kryształowymi ludźmi, którzy władzę totalną nad społeczeństwem potrzebują, żeby oczyścić Polskę z bandytów. Ich wrodzona szlachetność nie pozwala im załatwiać prywatnych interesów, wzbogacać się nielegalnie i legalnie dzięki polityce, zwalczać prywatnych wrogów i własne fobie przy pomocy i na koszt państwa. Po za tym funkcjonariusze dobrej zmiany są znakomicie wykształceni, są przygotowani do nowych obowiązków i stale doskonalą swoje umiejętności. Są już tak do przodu, że cały świat zagraniczny zakrztusił się z wrażenia i tam w tych różnych międzynarodowych instytucjach boją się o swoje stołki, co może być powodem dyplomatycznej totalnej izolacji Polski.

Politycy nawet najlepsi zgodnie z prawem naturalnym nie są wieczni. Co nastąpi, kiedy ich następcy będą zwykłymi gangsterami i przejmą stery w państwie. Na przykład rosyjska i włoska mafia mają ogromne doświadczenie i osiągnięcia w tej dziedzinie. Bezprawie dobrej zmiany na pewno temu nie przeszkodzi. Praktycznie już teraz wystarczy obstawić kilka stanowisk w państwie polskim swoimi ludźmi i już ma się klucze do sejfu, gdzie przechowywane są podatki (budżet) i oszczędności (banki narodowe) mieszkańców dużego europejskiego kraju. Marzenie każdego włamywacza może się spełnić. Dotychczasowe skoki na kasjerki na stacjach benzynowych, albo w kasach spółdzielczych to pikuś, przy perspektywach jakie otwiera dobra zmiana.

Nawet wielki kapłan dobrej zmiany i jego toruńscy uczeni nie zaprzeczą, że naiwnością jest oczekiwać od wielkiego gangstera wyłączenia z kręgu ofiar wielbicieli wielkiego byłego prezesa. Na dzikim zachodzie nie ma zmiłuj się. Zdarzało się, że nawet świętobliwi bywalcy świątyń byli okradani podczas nabożeństwa.

Teraz trochę historii. W Teheranie i Jałcie wielcy tego świata uzgodnili, że Polska zostanie wyzwolona przez Rosjan i będzie demokratyczna. Sprzeczność pomiędzy Związkiem Sowieckim i demokracją pominięto dyplomatycznym milczeniem. Dzięki temu znacznie zmniejszono straty ludzkie po stronie Aliantów i udało się Rosjan zainteresować wojną przeciwko Japonii. Rosjanie zostali zobowiązani do przeprowadzenia w Polsce wolnych demokratycznych wyborów w krótkim czasie  po wyzwoleniu.

22 lipca 1944 roku  została w Moskwie ogłoszony Manifest PKWN czyli pierwszy krok w kierunku Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.  Czas leciał, a wymaganych przez zachód wyborów nie było. Istniała bardzo uzasadniona obawa, że nawet czerwoni ludowi Polacy nie wybiorą Kraju Rad. Naciski ze strony Aliantów zachodnich trwały. Polscy londyńscy politycy nie mogli dogadać się z polskimi komunistami i socjalistami. W Polsce trwała krwawa walka, skazana na klęskę wojna domowa. 

I wtedy w Moskwie powstał pomysł, żeby przeprowadzić referendum 3xtak. Dla potrzeb międzynarodowych podano, że suweren zażądał referendum i z tego powodu powszechne wybory należy odłożyć na później. Referendum zostało wykorzystane przez czerwonych do wypróbowania tzw. demokracji socjalistycznej, gdzie zawsze nasi wygrywają. Termin wyborów został ustalony na 30 czerwca 1946, czyli faktycznie dwa lata po przejęciu władzy przez komunistów.

Mniej więcej połowę komisji wyborczych udało się odpowiednio obsadzić swoimi ludźmi. Resztą zajęła się specjalna ekipa NKWD, która w tym celu przyjechała do Polski. Udało się. Wyniki na trzy pytania były oficjalnie pozytywne w ilości od 68 do 91%. Natomiast nieoficjalnie w tajnych dokumentach zapisano pozytywne procenty od 27, 33 i 73. Najwyższe poparcie uzyskało trzecie pytanie dotyczące zajęcia przez Polskę tzw. Ziem Odzyskanych. 

Pytanie pierwsze dotyczyło likwidacji senatu. Pytanie drugie brzmiało "Czy chcesz utrwalenia w przyszłej konstytucji ustroju gospodarczego zaprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienia podstawowych gałęzi gospodarki krajowej, z zachowaniem ustawowych uprawnień inicjatywy prywatnej? "

Społeczeństwo wiedziało  wtedy, że 3 X tak oznacza akceptację władzy komunistycznej i nawet chłopi bezrolni obdarzeni ziemią tzw. obszarników byli przeciwko. Natomiast unarodowienie, czyli podporządkowanie wszystkiego co się rusza jednej partii jest dzisiaj jak najbardziej aktualne i postuluje to podobno strasznie antykomunistyczna PiS. 

Właściwie pytania można bez problemu powtórzyć w zapowiedzianym referendum treningowym zwanym konstytucyjnym, które ma się odbyć dwa lata po przejęciu władzy przez PiS. Nawet plakaty i hasła z tamtego okresu można wykorzystać "Nie chcesz Niemca, głosuj TAK."

Warto zwrócić uwagę, że tzw. żołnierze wyklęci, według PiS-u zwolennicy dobrej zmiany, walczyli przeciwko "unarodowieniu podstawowych gałęzi gospodarki krajowej." czyli ginęli  w walce przeciwko głównemu postulatowi polityki gospodarczej dobrej zmiany. 

22:42, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 maja 2017

Dzisiaj zauważyłem nowe, dopiero co narodzone rybki, które gromadnie szaleją, jak to dzieci. Jeden z rogów tarasu zajmuje zgrabnie wymurowana dziura w ziemi 3,0 x 1.0 x 1.0 m. Od wielu lat żyją tam prawdziwe złote  rybki. Prawdopodobnie są zadowolone, ponieważ nigdy nie próbowały mnie korumpować, żebym wypuścił je do lepszej wody. Nie znoszą pokarmu ze sklepu, niezależnie od ceny i piękności opakowania. Do niedawna zgraja składała się z dwóch większych samców pokrytych czerwonymi łuskami. Towarzyszyły im dwie złote ale mniejsze samiczki. I tyle. Kiedyś wcześnie rano podniosłem żaluzje i z nad wody wystartowało wielkie czarne ptaszysko z długim dziobem. Coś strasznego. Tym bardziej, że po tej wizycie zniknął jeden z samców.

I wtedy się zaczęło. Płytko pod powierzchnią wody wypatrzyłem małe jeszcze szaro czarne rybki nie dłuższe niż dwa centymetry. Niespodziewanie zauważyłem dwa  razy większe samce. Szybko nabierały koloru czerwonego. Małe rybki nie tylko nie rosły, ale z jakichś  tajemniczych powodów znikały. Ostatni dojrzały samiec i dwie złociste babcie przestały się pokazywać.  Nastąpiła naturalna i prawdopodobnie bardzo brutalna wymiana pokoleń. Ktoś kogoś zagłodził odcinając od alg, albo pożarł, albo śmiertelnie okaleczył. Teraz pływają sobie spokojnie dwaj młodzieńcy z dwoma koleżankami. Równowaga została przywrócona.

Natomiast w przyrodzie po za moim basenem dzieje się... Równowaga została zachwiana. Do stawów, jezior, mórz i oceanów wrzucono substancje i pomysły (lekarstwa, hygiena...) które powodują, że wszystkie małe bezbronne rybki osiągają dojrzałość rozrodczą. Dzięki technologii wpompowano do systemu wystarczająco dużo pożywienia, więc póki dzieci były małe, odpowiednio małe były problemy. Niestety, ograniczenie śmiertelności niemowląt i dzieci... W europejskim  Średniowieczu więcej niż połowa dzieci umierała przed 14 roku życia. Wystarczyło, że szlacheckie przywileje zapewniały lepsze warunki przeżycia i powstała nadwyżka rycerzy. Znudzony wojownik bywa jednak niebezpieczny dla otoczenia, więc odpowiedzialni papieże i królowie zaczęli ich wysyłać na wojny krzyżowe. Chodziło o to, żeby zabijali się z pożytkiem. W bogatej i kulturalnej Arabii było co ukraść.

Niestety zmniejszenie śmiertelności młodzieży powinno towarzyszyć ograniczenie dzietności kobiet. Zamiast "co rok prorok", antykoncepcja, planowanie rodziny itd. Do rozładowania napięcia konieczny jest też seks przed- albo poza małżeński i brak przemocy w układach damsko-męskich. Wolny wybór chociaż na jedną noc. Ważny jest wiarygodny państwowy system świadczeń socjalnych, gdzie do zabezpieczenia starości niepotrzebne są własne dzieci. Ciekawe, że emigranci z krajów wielodzietnych, gdzie duże rodziny są życiową ekonomiczną koniecznością, po przybyciu na Zachód przestają rozmnażać się, ich dzietność zbliża się do liczb tubylców.

Moje rybki w jakiś cudowny sposób potrafią wyczuć ilość pożywienia w baseniku i dostosować odpowiednio populację. Natomiast ci wszyscy młodzieńcy mordujący się nawzajem na znacznej części powierzchni Ziemi nie walczą o trzy posiłki dziennie, lecz o mercedesa, komórkę i "markowe" dżinsy, przybierają pozy hollywoodzkich supermanów walcząc z Ameryką i usiłują wyrwać skarb, dziewczyny z tradycyjnego sejfu rodzinnego. Z braku pieniędzy muszą biedacy posłużyć się przemocą.

Ciekawe skąd rybki i młodzieńcy czują, że nie wystarczy dla wszystkich i potrzebna jest eksterminacja nadwyżki. Czyżby nasze mózgi zawierały czujnik przeludnienia i procesor, który automatycznie przerabia sygnały na agresywne działanie przeciwko bliźnim? Albo jesteśmy podłączeni do jakiejś powszechnej kosmicznej inteligencji, która nam wszystkim i rybkom podpowiada, co jest grane w naszym otoczeniu i jak mamy się zachować? Może jednak w kosmosie też toczy się walka między różnymi bogami i to przenosi się na nasz poziom ziemski? Jeden podpowiada "make love not war", a drugi wrzeszczy histerycznie "Polska dla Polaków", cała Ziemia dla Muzułmanów i "America first". Mogłoby być śmiesznie, gdyby nie było strasznie.

Około 6 milionów lat temu pewna małpa urodziła siostry z wadą genetyczną. Jedna jest przodkiem współczesnego szympansa, a druga jest naszą praprababcią. Taki jest przynajmniej stan wiedzy na dzisiaj. W kolejnych milionach lat powstało wskutek genetycznych pomyłek wiele osobników człowiekopodobnych. Znamy na razie sześć sztuk, które w znacznym stopniu żyły równolegle i zniknęły w ostatnich tysiącach lat, kiedy pojawił się człowiek współczesny.  

Ciągle żywe jest pytanie o różnice pomiędzy człowiekiem i szympansem. Yuval Noah Harari przeciwstawia stadion piłkarski wypełniony dziesiątkami tysięcy szympansów  trybunom zaludnionych zwykłymi kibicami. Niewątpliwie małpy wywołają totalny chaos, natomiast homo sapiens...

Z całą pewnością małpy wkroczą na boisko, zaczną bójki między sobą, chyba, że klany rodzinne zostaną zamknięte w osobnych klatkach. Po za tym szympanse na wolności prowadzą regularne wojny, w których po jednej  stronie może stanąć nawet 150 rycerzy. Jak się zachowuje homo sapiens każdy wie. Współczesna nauka unika jak ognia dyskusji o ludzkim zachowaniu się w aspekcie ewolucji z obawy przed dostarczeniem rasowych argumentów dla kolejnego firera albo innego prezesa. Chociaż trudno znaleźć krajowy związek piłki nożnej, gdzie jakaś część kibiców nie stanowi namacalnego dowodu małpiego pokrewieństwa człowieka, niezależnie od koloru skóry, koloru oczu i włosów.

 

Widzę, że zbyt oddaliłem się od mojego akwarium, więc kończę. 







23:38, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 01 maja 2017

Rzeczywiście statystyki są bardzo niesympatyczne. Polska należy do krajów, w których kierowcy pojazdów mechanicznych zabijają nieznośnie często zwyczajnych ludzi. Zjawisko tym bardziej dziwi, ponieważ wystarczy przekroczyć śmieszną rzekę i jeszcze śmieszniejszy jej dopływ, żeby znaleźć się w krainie, gdzie grabarze mają trudniej.

 

Słusznie więc niejaki Włodzimierz Zientarski wkurzył się i wystosował wielki emocjonalny apel do tych nnych, żeby w końcu przestali się nawzajem zabijać. Trwa długi pierwszomajowy weekend,wtedy dzieje się rzeczywiście na drogach... Nie tylko sami kierowcy powinni zrezygnować z mordowania bliźnich, ale też inni politycy powinni się w końcu dogadać i w domyśle zabronić...

 

Pan Zientarski jest bardzo wybitnym dziennikarzem motoryzacyjnym i musi się od kilkudziesięciu lat  temacie orientować. Takie jednoznaczne stanowisko zajęli jego zawodowi koledzy szacownych GW i Onetu.

 

A ja sobie tak po amatorsku myślę, wynalazek pojazdów mechanicznych zupełnie zmienił środowisko w jakim żył od zawsze człowiek. Bardzo nieliczni mogą się pochwalić dziadkiem, który kilka razy w życiu poruszył się z szybkością ponad 100 km/h. Dzisiaj, wielu szybciej dojeżdża do pracy codziennie i do kościoła w niedzielę. „Kościelnym” wystarcza woda święcona i możemy tą kategorię pominąć.

 

Po za tym podejrzewam, że prawdziwe problemy rozwiązuje się na poziomie szczegółów. Ponieważ większość z nas nie ma „w genach” życia z dużymi prędkościami… Ponieważ różnimy się szybkością dostosowania się do zmieniających się warunków środowiskowych… Wydaje się, że wystarczy wyeliminować z ruchu drogowego zacofanych niedostosowanych idiotów i już statystyki śmierci poprawią się. Taki drogowy przygłup może po za tym okazać się genialnym konstruktorem, czy badaczem mikrobów albo skutecznym bramkowym nocnego klubu, więc też szkoda, żeby się zabił. Po za tym może mieć matkę i ojca i siostrę i babcię…

 

Dlatego na zachód od Odry za brak dojrzałości psychicznej upoważniającej do udziału w ruchu drogowym traci się bardzo łatwo prawo jazdy, chwilowo na miesiąc albo kilka. Jeżeli ostrzeżenie nie zostało zrozumiane zastępuje odsunięcie od pojazdów mechanicznych z wyjątkiem roweru i mopedu ( do 25km/h) na zawsze. Zgodnie z zasadą negacji kary śmierci można wrócić na drogę po uzyskaniu pozytywnej opinii psychologa, który musi stwierdzić, że on osobiście uważa, że delikwent dojrzał… MPU, czyli medizinische psychologische Untersuchung, jest dobrze znane w polonijnym środowisku. Tacy na przykład
Szwajcarzy konfiskują dodatkowo narzędzie przestępstwa, czyli pojazd. Jak to bywa w liberalnej demokracji „ofiara” może odkupić pojazd od sędziego na licytacji.

 

Przypuszczam po amatorsku, że pan Zientarski ma wystarczającą siłę dziennikarskiego przebicia, żeby zacząć rzeczową i szczegółową dyskusję o polskiej jeździe. Za szybko, za mały odstęp i na trzeciego, czyli wszystkie przesłanki do skutecznego samobójstwa. Zwyczajnie pełen strachu zatrzymuję się przed przejściem dla pieszych.

 

Ostatnio zahamowałem przed polska zebrą przepuszczając staruszkę. Wyprzedził mnie z rozmachem młodzieniec wymachując pięścią w moim kierunku. Babcia wykazała się niesamowitym refleksem uciekając przed idiotą. Skutek systematycznego treningu?

 

Ostatnio wiózł mnie rodak, świeżo przybyły, kiedy mu w końcu powiedziałem, że jazda na zderzaku jest tylko niebezpieczna i nie skraca ani o sekundę czasu jazdy zdziwił się. Kiedy dodałem, że nikt ze świadków nie uważa jego wyczynów za wielką sztukę i raczej uważają to za idiotyczny niebezpieczny idiotyzm, zdziwił się. Sądził, że tylko kiepscy kierowcy utrzymują większy
dystans do poprzednika, wydłużając w ten sposób korek drogowy.

 

Albo, na youtube obejrzałem film ściganta. Na liczniku ponad 200 km/h w gęstym ruchu miejskim, a copilot opiera się ręką o deskę rozdzielczą. Ubaw po pachy. Czy ten facet ma pojęcie ile waży jego ręka podczas gwałtownego hamowania i ile wytrzymują jego kości? Ciekawe co sądzą o tym nauczyciele jazdy polskiej?

 

Jest o czym publicznie dyskutować. Można zacząć od siebie, czyli zacząć informować, że Zenon K. (44 lat) wymusił pierwszeństwo przejazdu na Krystynie W. (22 lat). Oba pojazdy uległy uszkodzeniu wycenionemu przez policję na 66 tysiące złotych. Na dzisiaj dowiadujemy się, że volvo wymusiło na renault… Tak jak gdyby ta cała motoryzacja była kolejną plagą egipską, która spadła niespodziewanie na biedną Polskę i jej bezradnych mieszkańców.

 

Na koniec spróbuję optymistycznie. Otóż przypuszczam, że niezależnie od tego, co napisze pan Zientarski i zadecydują „inni politycy” aktualnie toczy się zwyczajna selekcja naturalna. Osobnicy, którzy mają trudności ze zrozumieniem i dostosowaniem się do nowego świata autostrad i stref 30 km/h, po prostu, dosłownie giną, przeważnie w młodym wieku, bez szans przekazania swoich genów kolejnym generacjom. Wystarczy więc gdzieś schować się, nie dać się zabić, przeczekać i doczekać wspaniałych statystyk.

 





01:53, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 kwietnia 2017

Najprawdziwsza prawda.

Proboszcz wyłudza od cywilnej gminy działkę za bezcen i sprzedaje ulubionemu biznesmenowi za wielokrotnie wyższą kwotę. Powstaje cenny biurowiec. Przed parafią staje nowe luksusowe Audi. Biskup obrzuca nieprzyjemnymi epitetami, tych, którym się handel ziemią nie podoba. Zaleca nienawiść do wszystkiego, co wymyka się spod kontroli jego kościoła. „Oni są źli, godni potępienia. My musimy ich zwalczać bezwzględnie, bo zdradzają nas, czyli słuszny naród polski, bo działają w złych zamiarach nie popierając naszych oczywistych interesów.  Dzięki Bogu po naszej stronie stoją politycy, którzy gotowi są wstać z kolan przed światem, leżąc plackiem przed nami…” Inny biskup z ambony ogłasza, że lud w formie osiłkowatych patriotów może poturbować artystów, którzy się biskupowi nie podobają.

Do czego potrzebny jest kapłanom ustawowy monopol na handel ziemią? Żeby bardziej uzależnić rolników od parafii?

Bez poparcia hierarchii kościelnej nie było by PiS-u przy władzy i antychrześcijańskiej "dobrej zmiany". Kapłani dla własnej prywaty odcinają kupony zaufania i autorytetu jakie kościół zgromadził przez wieki pozytywnej społecznej i narodowej działalności. Do kiedy wystarczy? 

Jak należy ocenić, zgodnie z chrystusową nauką, pogoń za pieniędzmi i stanowiskami ludzi, których podstawową kwalifikacją jest wyrażanie publiczne wiary w wybuch na prawym skrzydle i duża frekwencja w kościele?  Być może jednak syn Boży został już skorumpowany tronem polskim i uwierzył w smoleński zamach?, więc dla polskich prawdziwych chrześcijan nie ma sprawy. 

Normalnie z wysokim stanowiskiem związana jest duża odpowiedzialność, Najłatwiej jej uniknąć dysponując odpowiednią wiedzą i doświadczeniem. Nie ma jednak obaw. Budowa systemu Prawa i Sprawiedliwości dla swoich właśnie dobiega końca.

 

Święto Wielkanocne.

jak na złość, czci człowieka, który jest przeciwieństwem polsko-watykańskiego biskupa. Jezus Chrystus miał swoją prawdę, za którą był gotów umrzeć. I tak się stało, chociaż zrezygnował z przemocy. Wierzył, że prawdziwa prawda sama się przebije do
umysłów ludzkich. Prawdziwa prawda nie potrzebuje przemocy i fałszerstwa. Jezus Nienawiści, oszustwu, fałszowi i chciwości dla własnych korzyści przeciwstawiał miłość.

Każdy może sprawdzić we własnym sumieniu jak dalece od prawdy jest zdanie: Polski Kościół stoi tam, gdzie stali rzymianin Pilatus i żydowscy biblijni faryzeusze. Podejrzewam, że dla prawdziwego chrześcijanina nie powinno to stanowić problemu.

Chociaż  mam nadzieję, która zwyczajowa umiera ostatnia. Chrystus jako król polski wkurzy się.

W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki, i gołębie. (...) powypędzał wszystkich ze świątyni, także barany i woły (...) do tych, którzy sprzedawali gołębie rzekł "Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mojego ojca targowiska." (J.2 13-17) 

Skromnie przypominam, że chrześcijaństwo wywodzi się od Chrystusa. Wypadałoby, chociaż przy okazji świąt przypomnieć sobie o co wtedy, przed dwoma tysiącami lat.

 

Życzę wesołego jajka moim czytelnikom i pozostaję otwarty na teologiczne i inne pozbawione przemocy kontrargumenty.

22:53, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 11 kwietnia 2017

Leonardo da Vinci też by teraz tak namalował swoją ostatnią słynną wieczerzę. Stół biesiadny podzieliłby na dwie części, a po środku ustawiłby ekran kinowy. Genialna inscenizacja. Nic dziwnego, że z wypiekami na twarzy obejrzałem wielką imprezę jeszcze większego ministra "od deski do deski", ponad czterdzieści minut.

Najpierw minister podziękował najwybitniejszym polskim i zagranicznym uczonym za ich wysiłek i poświęcenie dla wielkiej sprawy dochodzenia do prawdy, która złośliwie ukrywa się. Potem wybitny profesor doktor inżynier podziękował ministrowi za umożliwienie mu dokonania wielkich odkryć naukowych. Zrobiło się przyjemnie.  Pozostali bohaterowie skromnie skryli się w mroku po za światłem teatralnym. Wstydzą się?

Już na samym początku udowodniono przy pomocy nowoczesnej symulacji, że rosyjscy piloci potrafią latać bardzo precyzyjnie. Czerwona kreska pokazująca rzeczywisty lot pokrywa się prawie idealnie z zieloną wzorcową. Brawo. Niestety na lotnisku panował zupełny chaos, ponieważ świadkowie bardzo nie dokładnie określali wysokość przelotu Iła nad płytą lotniska.  Rzeczywiście różnica od kilku do siedemdziesięciu metrów jest porażająca. Nie mogli się umówić na jedną liczbę? Na wojskowym lotnisku? Po za tym rosyjscy piloci nie odważyli się wylądować, chociaż podobno na  pokładzie mieli limuzynę prezydencką.

Następnie pokazano kreski zakreślone przez polskiego tupolewa. Jeśli chodzi o linię zieloną nie ma rewelacji, ale już czerwona linia pokazuje pokazuje pełną fantazji polską jazdę. Widać wyraźnie, że Polacy są wolni, wstali z kolan i nie dadzą się prowadzić na rosyjskim sznurku jak jakiś Tusk. Nawet, kiedy Amerykanie ze swoim  pull up wtrącali się, nasi nie odpuścili. Trudno mieć przecież zaufanie do kogoś, kto nas w Jałcie zdradził i nie przysłał wsparcia dla warszawskich powstańców.

Niestety, jak wiadomo lot skończył się gwałtownie w krzakach. Na ekranie pojawia się jednoizbowa malutka budowla w stanie opłakanym. Farba razem z tynkiem jest w stanie zaawansowanego rozpadu. Między nami, może to byś tylko genialna wojenna maska. Trudno przypuszczać, że w środku znajduje się aparatura do sterowania  lotami. Dwa okrągłe analogowe monitory połyskują słabym zielonym światłem, jak w starych filmach wojennych. Na krzesłach siedzą dwaj dojrzali mężczyźni przebrani za zielonych ludzików. Najwybitniejsi polscy uczeni genialnie odkryli, że ludziki nie zostały tego dnia przebadane przez lekarza i dlatego przed monitorami usiedli zupełne nielegalnie. Te codzienne badania medyczne żołnierzy stanowi rosyjską i tajną wunderwaffe. Wiadomo, z wojownikiem wyposażonym w zaświadczenie lekarskie nie jest łatwo wygrać.

I tutaj pada pierwsze ciężkie oskarżenie. Rosyjscy nawigatorzy nie wydali polskim pilotom zakazu lądowania i oddalenia się od ziemi. Bez rozkazu od naziemnego nawigatora chłopcy nie wiedzieli po prostu co maja robić. Oczywista oczywistość, jak powiedziałby mistrz neologiki i po za tym prezes. Rosyjskiemu pilotowi Iła, czyli swojemu, powiedzieli, natomiast Polaka olali, czekając, aż się rozpier..., co wpisuje się znakomicie w historię przyjaźni polsko-radzieckiej, więc musi być prawdą. Nikt rozsądny przecież nie zaprzeczy, że Rosjanie w 1939 napadli na wschodnią Polskę, a później przy pomocy Jałty skasowali resztę.

Prawdziwie wielcy uczeni odkrywając zakryte bywają zmuszeni do nazywania rzeczy nie nazwanych albo naukowo definiują znaczenie istniejących wyrazów.  I w tej dyscyplinie komisja uczonych ministra odniosła sukces. Dotychczas faceci z wieży usiłujący uporządkować z pozycji przyziemnych ruch na niebie nazywani byli kontrolerami lotów. Natomiast nawigatorzy, którzy wyznaczają kurs statku znajdowali się na pokładzie i dzielili los pasażerów. Trudno nie przyznać, że w epoce dronów i innych automatycznych pojazdów... Taki na przykład wielki nawigator zwany Kolumbem, dzisiaj siedział by sobie w tawernie w Palos, oglądając przy szklanicy porto mecz Real Madryt przeciwko FC Bayern München. Natomiast w kierunku zachodnim wysłał by jakiś automat.

No właśnie, nawet Tupolew leciał sobie "w automacie", więc piloci mogli uciąć pogawędkę z przełożonymi i pasażerami, co jest oczywistym obowiązkiem każdego kapitana statków wycieczkowych. Każdy, kto obejrzał chociaż jeden tematycznie zbliżony serial, wie, że zadaniem kapitana jest utrzymanie przyjemnej atmosfery na pokładzie. Nie tylko Rosjanie, ale też Amerykanie nudzili ostrzeżeniami "terrain ahead, pull up". Jednak prawdziwy Polak nie może mieć zaufania do zdrajców jałtańskich. Być może bajdurzenie amerykańskie rozpraszało pilotów i w znacznym stopniu ułatwiło zamach. Ale to jest już temat na kolejną rocznicę intensywnych badań specjalnej komisji. Czekamy na zalecenia komisji o montażu w kokpicie guzika, który wyłączał by amerykańską propagandę.

Następnie udowodniono, że ładunek wybuchowy  w aluminiowej konstrukcji udającej samolot może wybuchnąć i spowodować zniszczenia. Niewątpliwie zwiększenie budżetu komisji znacznie przyczyniło się do tego wiekopomnego odkrycia. Kiedyś wystarczało tylko na parówki. Ciekawe, gdzie przechowywany jest eksperymentalny wrak i czy Rosjanie będą mieli dostęp do niego, żeby w końcu skierować swoje śledztwo we właściwym kierunku?

Można oczekiwać, że dalsze prace komisji skupią się na badaniach pochodzenia ładunku i osoby, która podrzuciła bombę na pokład. Od razu można wykluczyć załogę i pasażerów... Chociaż przy zastosowaniu neologiki...

Wzorem może być śledztwo wokół zamachu w Lockerbie. Tam badacze doszli od nitki do kłębka i złapali lewaka z Trypolisu za przysłowiową rękę. Z tego wyniknęły całkiem wysokie odszkodowania, więc opłaca się zainwestować. Po za tym wydaje się to prostą drogą do Putina i Tuska. Zbyt wielu niedowiarków naiwnie uważa, że ludzie cywilizowani, kulturalni uśmiechają się do siebie podczas przywitania tak po prostu z dobrego wychowania, chociaż prawdziwi znawcy ludzkiej duszy, czyli panowie lepszego sortu, od lat ostrzegają, że oznacza to tylko przygotowanie spisku.

Kolejnym odkryciem komisji jest fakt: Skrócenie jednego skrzydła o jedną trzecią nie powoduje żadnych skutków aerodynamicznych i dla jego pasażerów. Po prostu samolot leci sobie spokojnie dalej. Nawet koniak nie wyskoczy z kieliszka. Podejrzewam, że konstruktorzy i ich koncerny celowo niepotrzebnie zwiększają rozpiętość samolotów, żeby więcej zarobić. Po tym naukowym odkryciu nie będzie można w tak ordynarny sposób naciągać klientów.

Dotychczas wierzyliśmy, że duża powierzchnia skrzydła umożliwia lot z mniejszą szybkością, a brak symetrii sił na obu płatach nośnych powoduje przechylenie i nawet obrót samolotu. Zgodnie z tą zasadą od lat budowane są samoloty. Pilot z kokpitu może zmieniać powierzchnię nośną aktywną skrzydła.  Każdy pasażer może przez okno operację zauważyć. Komisja udowodniła, że zasada nie dotyczy Tupolewa.

Po za tym wspomniano o braku sterylności w baraku nawigatorów. Należy natychmiast włączyć do komisji higienistów, żeby mieli szansę odkryć o jakie patogenne mikroby tutaj chodzi. Raczej trudno uznać, że generał i pułkownik... W ogóle nie byłoby sprawy, gdyby na czas prezydenckiej wizyty rosyjscy żołnierze przestali komunikować ze swoimi przełożonymi. Jednocześnie powinni przejąć dowodzenie nad prezydenckimi polskimi oficerami. Logiczne? Neologika. Czy w ten sposób odbywa się reorganizacja polskich sił zbrojnych? Strach się nie bać. Może jednak Rosjanie litościwie przyłączą Polskę i zaczną wydawać rozkazy polskim ministrom, żeby wiedzieli co mają robić. W końcu PRL uno powstał w dużym stopniu dzięki doradcom moskiewskim, więc PRL bis... "Nie będziemy się wstydzić własnej historii." krąży wśród prawdziwych patriotów.

Dla porządku muszę uzupełnić, że pan minister albo pan profesor przed projekcją zapowiedział dyskusję widzów z członkami komisji. Natomiast po projekcji okazało się, że dyskusja odbędzie się tylko internetowo kilka godzin później. Każdy może zapytać, a członkowie komisji odpowiedzą na wybrane przez siebie pytania. 

Można spodziewać się, że wybitny  film wybitnej pełnej poświęceń komisji, skonsultowany z najwybitniejszymi specjalistami polskimi i zagranicznymi trafi pod strzechy. Biedni mężowie, biedne niewiasty, biedne dziewki i dziatki poddani będą neologicznej obróbce. 

 

P.S.

W ostatnich kilkunastu latach gospodarka polska przestawiła się znakomicie na wysoko technologiczne rynki zachodnie. Staliśmy się niespodziewanie prawdziwą skuteczną konkurencją dla markowych firm zachodnich. Ten proces przyśpieszał. Ostatnio pewien policjant wodny opowiadał, że kontrolował barkę z niemiecką załogą. W szoku nawet tego nie zauważał, że usiłuje z kapitanem rozmawiać po polsku. Z konieczności zawodowej uczy się polskiego. Dopiero rodak powiedział mu, że może z nim rozmawiać po niemiecku. Tak, tak większość transportu wodnego i drogowego jest w rękach polskich. Albo w Bochum w ostatnich latach kilka tysięcy ludzi straciło pracę bo polskie zakłady Opla okazały się lepsze. Zachodni rolnicy piszczą ze strachu przed dostawcami znad Wisły, okna i materiały budowlane, meble, yachty itd. itd. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Drang nach Westen.

Polska konkurencja na rynkach zachodnich stała się poważną sprawą. Zastanawiałem się, kiedy lobbyści i inna "żydokomuna" zorientują się w niebezpieczeństwie i zaczną wiosłować w przeciwnym kierunku i jakich wioseł użyją, żeby proces przyhamować. Okazało się, że dowcip o polskim kotle w piekle, którego nie potrzeba pilnować, ponieważ rodacy z entuzjazmem z własnej inicjatywy wciągną do smoły każdego, który wypłynie na powierzchnię, jest smutną najprawdziwszą prawdą. Wystarczyło zaangażować prawdziwych Polaków i ogłosić dobrą zmianę wymierzoną w gorszy sort i w kadzi piekielnej zakotłowało się. Niestety to jest dopiero początek procesu, który z każdym dniem rozkręca się.

Już dzisiaj tysiącom polskim zwyczajnym naukowcom, lekarzom, inżynierom i innym majstrom, którzy robią zwyczajne kariery na zachodzie zaczynają przyglądać się tubylcy, czy nie postępuje w nich dobra zmiana. Natomiast Made in Poland stanie się znowu znakiem szemranym? Brawo PiS.

Niestety, nie ogarniam, skąd się biorą ci "najwybitniejsi (pisowscy) uczeni" i "wybitni politycy". Pospolici idioci?,  inteligentni inaczej?, czy cyniczni cwaniacy?, karierowicze?, którzy dla jakiś swoich potrzeb psychicznych i materialnych wykorzystują ludzi przyzwoitych, dobrodusznych, prawych i sprawiedliwych, którzy jednak ciągle stanowią większość wyborców ugrupowania "lekceważenia Prawo i Sprawiedliwość dla swoich".

 

20:53, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 marca 2017

"Przy wyborze partii politycznej istnieje czerwona linia, której chrześcijanie nie mogą przekroczyć: nie można zaakceptować wrogości przeciwko cudzoziemcom, rasizmu, antysemityzmu, nienawiści i poniżania innych gmin religijnych (-) Polityczna propaganda, która produkuje strach i wyobcowanie i podkreśla jednostronnie narodowe interesy, jest z chrześcijańskim punktem widzenia nie do pogodzenia."  

powiedział niejaki Reinhard Marx. Po za tym facet jest rzymskim kardynałem i prymasem Niemiec. Jednoznaczne stanowisko zajął podczas wiosennej  (2017) konferencji niemieckich biskupów w Bergisch Gladbach. Niemiecki kardynał właśnie pośrednio ogłosił. że PiS jest niechrześcijański i niegodny katolickich wyborców. Przypadkowo pochodzi z plemienia, które przed tysiącleciem, ... Różne kościoły... Ten sam Bóg?...lecz inna kasa.

Odra, którą na co dzień płynie woda w ilości poniżej potrzeb, i która praktycznie nie przedstawia jakiejkolwiek przeszkody dla umiejącego trochę pływać... Graniczną Nysą możną przeważnie pokonać w kaloszach. Rzeczywiście, w czasach, które mają teraz wrócić, czyli w peerelowskiej podstawówce, bez problemu pływałem na drugą stronę Odry i wracałem.

W tym czasie żeliwne dekle kanalizacyjne miały jeszcze napisy typu Stettin, Neusalz, Grünberg, Buderus itd., a na niektórych ścianach budynków stało Persil , albo coś podobnego. 

Na tle Amerykanina Donalda Trumpa wszystkie wyczyny polskich władców wypadają jak wielkie intelektualne osiągnięcia. Coś wisi w powietrzu.

Idioci wszystkich krajów łączcie się, aż ... się nawzajem pozabijamy.





 







23:44, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
piątek, 03 marca 2017

"Merkel ,głupia szwabka". Wybrałem delikatniejszą formę określeń jakimi obdarzają "genialni" polscy internauci. Można oczywiście w ten poprawić sobie prowincjonalne samopoczucie.  Efekt jest jednak krótkotrwały, więc trzeba dodać brzydkich przymiotników, żeby działało, żeby chociaż przez moment w fantazji poczuć się mądrzejszym od tej "wstrętnej" kobiety. Jak z narkotykami. Dawki rosną w miarę spożycia, aż w ostatnia końcu porcja zabija spożywacza. 

Niejaki Zygmund Freud, wiedeński psychiatra już przed stu laty pisał, "Człowiek sukcesu, energiczny potrafi przez pracę swoją  fantazje życzeniowe w rzeczywistym świecie zrealizować. Kiedy się nie udaje wskutek oporu otoczenia albo własnej słabości, następuje odwrót od świata realnego i osobnik zaczyna żyć we własnym fantazyjnym świecie, gdzie wszystkie jego duchowe potrzeby znajdują oczywiście zaspokojenie."  Taką przyjemność uzyskuje kosztem oderwania się od rzeczywistości, co w skrajnym przypadku prowadzi do poważnych zaburzeń psychicznych. Może też dochodzić do agresywnego naginania prawdziwej prawdy do swojej fantazji. Można żądać od współplemieńców potwierdzenia własnych wyobrażeń świata.

 

Wróćmy do prawdziwego życia. Angela Merkel jest doktorem fizyki teoretycznej, co osiągnęła nie po znajomości, lecz wręcz przeciwnie. DDR nie sprzyjał córce pastora. Po za tym mogę sobie wyobrazić, że ona więcej wie o uprawianiu chrześcijaństwa od wielu polskich biskupów. Akademickie badania mówią, że do osiągnięcia doktora w fizyce teoretycznej potrzebne jest IQ-Wert przekraczająca 130 (Hochbegabung). Takie zdolności pojawiają się mniej więcej w 2% populacji. Dochodzi do tego jeszcze 1% najbardziej inteligentnych (Höchsbegabten) IQ powyżej 135. Z tej grupie pochodzą geniusze.

Wyraźnie widać, że pomysł o niskiej inteligencji pani Merkel jest strzałem kulą w płot i z całą pewnością trafi rykoszetem strzelca. Z trzech słów można już określić cechy osobowość: nie ma pojęcia o kanclerzu Niemiec i geografii, jest prostakiem pospolitym.

 

Pozostajemy dalej w prawdziwej rzeczywistości. Na Zachodzie rozwinęła się taka kultura narodowa, że toczy się wielkie współzawodnictwo pomiędzy instytucjami i w gospodarce  komu uda się znaleźć i zatrudnić tych najzdolniejszych. Na ten cel wydawane są ogromne pieniądze. Przy czym zupełnie nie ma znaczenia, czy kandydat jest czarny, biały, łysy, żółty i jaką albo żadną religię wyznaje. Po prostu takie egzemplarze zdarzają się w ilości 3 na 100, więc bardzo głupio byłoby wybrzydzać. Najlepiej udaje się to Amerykanom, ale inni nie są dużo gorsi, lecz czynią to bez fejerwerków, którzy nauczyli się stwarzać znakomite warunki dla super zdolnym, więc przyjeżdżają tam i pracują dla Ameryki ludzie wszystkich ras, wyznać itd. Inni nie są dużo gorsi, lecz czynią to bez fajerwerków. Sprawę ułatwia znacznie fakt, że tradycyjne rządy w wielu krajach opierają się o kumoterstwo, korupcję i przemoc i takie też są kryteria doboru kadr jakichkolwiek.

Ocenia się, że około 50% zdolności wnoszą geny, a reszta pochodzi z wychowania. Dlatego nowoczesne systemy edukacyjne stawiają sobie za cel znalezienie tych najzdolniejszych jak najszybciej po urodzeniu, żeby otoczyć talenty odpowiednią opieką, niezależnie od poziomu kulturalnego i pochodzenia rodziców.

Trzeba przyznać, że koalicja PO PSL postawiła polski system oświatowy na właściwe tory i w odpowiednim kierunku. Polscy uczniowie i studenci stawali się z roku na rok bardziej porównywalni z ich koleżankami i kolegami na Zachodzie. Dobra zmiany nie tylko zmieniła kierunek jazdy, ale aktualnie pracuje intensywnie nad wykolejeniem pociągu. Właściwie nie wiadomo dlaczego. Tęsknota za PRL-em?

Powstaje system oparty na posłuszeństwie, a nie na sprawności umysłowej. Inteligentniejszy jest ten, który potwierdza fantazje prezesa i jego kumpli. Wiara w zamach smoleński i nieomylności jednej słusznej partii jest miernikiem inteligencji. Wystarczy zapamiętać kilkanaście nazwisk tzw. żołnierzy wyklętych, stawać na właściwych apelach, wykonując właściwe gesty i między pospolity kurwy i pierdolenie wstawiać słowa patriotyzm, ojczyzna, nasz kochany kościół i już uchodzi się za człowieka kompetentnego zdolnego do objęcia najwyższych funkcji  w państwie i gospodarce państwowej.

Oczywiście pobożnym życzeniem jest wygranie konkurencji ludźmi posłusznymi nie najwyższych lotów z zachodnimi politykami i przedsiębiorcami. Oczywiście odbije się to na zarobkach, formach pracy itd. Polaków. Naród sam siebie skazuje na pośmiewisko. Oczywiście można tłumaczyć głupim, że inni nas nie rozumieją albo są złośliwi, a inni po prostu nie rozumieją dlaczego Polacy złoty róg zamieniają pracowicie na sznur. Nie kapują na przykład jak po Skubiszewskim, Bartoszewskim, Mazowieckim, Sikorskim mogli pojawić się Fotyga z kolegą.. nazwisko już znika w zapomnieniu. Lech Wałęsa staje się wrogiem ojczyzny. Jacyś niedorozwinięci?  

Wracając do Freuda. Powodem trudności życia w prawdziwej rzeczywistości jest seksualność dziecięca niewłaściwie nie do końca przeżyta, co jest warunkiem przejścia do wieku dojrzałego. Pozostałości dziecka w dorosłym kolidujące z rzeczywistością przeszkadzają żyć w realu. Rozwiązaniem jest ucieczka do własnych fantazji, gdzie "świat jest w porządku", gdzie czujemy się dobrze. Problem trafia w znacznym stopniu katolików, gdzie seks jest dokładnie reglamentowany, a seksualność dziecięca nie istnieje, więc jest brutalnie zwalczana.

 

Istnieje jednak alternatywa do powyższego wywodu. Rządzący są bardzo inteligentni, ale podpisali z kimś kontrakt jak Faust z Mefisto. Sprzedadzą duszę i za to otrzymają beztroskie życie. Będą bardzo bogaci i tak piękni, że wszystkie niewiasty położą się im u stóp. Ten ktoś dostarczył znakomity plan opracowany przez wybitnych fachowców, którzy czytali nie tylko stuletniego Freuda. Scenariusz funkcjonuje bardzo skutecznie, a świat się dziwi, że tak bardzo kochający wolność naród z entuzjazmem podąża w niewolę.

23:04, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (15) »
czwartek, 02 marca 2017

Mężczyzna z bujną jasną fryzurą okrążył już po raz trzeci stół konferencyjny. Otyły, lekko zgarbiony... Spacer wyraźnie nie sprawiał mu przyjemności. Zniecierpliwienie nie pozwoliło mu na erotyczne zainteresowanie młodą tłumaczką, która siedziała cierpliwie, już od dawno do wszystkiego przyzwyczajona. Zresztą zaspakajanie potrzeb seksualnych przełożonych było jak gdyby wpisane do jej zawodu. Oczywiście, można też inaczej, ale ryzyko pozostania nauczycielką dla agentów specjalnych jest duże. Oni też mają potrzeby. Wtedy jednak miała większy wybór, nie musiała ze wszystkimi. Dobrze wybierała z przyjemnością i korzyścią dla siebie. Niewątpliwie koleżanki zazdrościły jej dzisiejszej  pozycji przy najpotężniejszym facecie na Ziemi i jej okolicach.

"Skocz, zapytaj się o co chodzi. Ile możemy czekać? Co się z tym pajacem dzieje?" Tłumaczka nie zdołała jeszcze podnieść swojego zgrabnego tyłeczka, kiedy zapukano do drzwi. Po chwili wszedł wysoki barczysty mężczyzna i powiedział "Już jest w drzwiach wejściowych, za trzy minuty tutaj będzie." I bardzo grzecznie tyłem wycofywał się.

"Koniecznie musicie sprawdzić, tak jak mówiliśmy, czy nie posiada jakiś środków do nagrywania. Bardzo ważne." "Szefie spoko. Mamy swoje metody i aparaty. Prześwietlimy gościa dyskretnie. Jeżeli trzeba to zagłuszymy." uspokoił Prezydenta agent.

Nagle młodzieniec usunął się w bok i do pokoju wpadł lekko zdyszany wódz wielkiego narodu. "Widzisz ja muszę dla treningu biegać po schodach. Moja dziewczynka windą nie nadąża." rzucił z siebie po niemiecku. "Nie rozumiem po niemiecku." "Ale przecież twoja rodzina pochodzi z Niemiec." Tym razem Amerykanka po amerykańsku zaczęła tłumaczyć. Panowie podali sobie ręce. Uścisk rosyjski był mocny wytrenowany zastraszający. Dowódca najpotężniejszej armii  nie dał jednak bólu po sobie poznać. Nie z takimi osiłkami robił już geszefty.

Usiedli jak gdyby nic przy stole. "Ta rozmowa jest absolutnie tajna. Nikt się o tym nie może dowiedzieć, dopóki plany nie zostaną zrealizowane." zaczął prezydent. W pięknych oczach rosyjskiej tłumaczki, która już dojechała windą, pojawił się strach. Najbliższe lata spędzi w tajdze ucząc agentów angielskiego. 

"Tak trzeba. Sytuację międzynarodową znamy doskonale obaj. W wielu krajach europejskich zrobił się totalny rozgardiasz." rozpoczął energicznie Władca. "Pomogłeś inteligentnie i pieniędzmi." przerwał mu Prezydent.

"Nie przyjechałem tutaj, żeby się kłócić ale, żeby załatwić ważny interes." "Zgoda. Rzeczywiście mamy mało czasu. Zaraz zacznie się oficjalna konferencja z tą całą zgrają półgłówków."

"Widzę, że lubisz nazywać rzeczy po imieniu, więc zacznę, jeżeli pozwolisz. Francja, Niemcy, Austria i podobni na wschód od Odry dadzą sobie radę. Przykręcę trochę kurek z pieniędzmi i uspokoi się. Będą sobie dalej demokraczyć, ale z respektem do nas. Na Ukrainie trwa już wojna. Z litości nie robimy z tego kolejnej Syrii. Natomiast w Polsce toczy się już zimna wojna domowa. Nasi ludzie przesadzili i oni teraz całkiem szczerze skaczą sobie do oczu. Staramy się rozbroić ich wojsko, żeby nie narobili szkód. Ale to wszystko wiesz, więc przejdę do mojej propozycji.

Proponuję walczące koguty rozdzielić. Zachodnim Polakom pozwolimy mieszkać na zachód od Wisły i niech sobie gniją w waszej w Unii. Natomiast wschodnich połączymy z zachodnią Ukrainą. Mogą sobie nawet przenieść stolicę do Krakowa, a Lwów wróci do macierzy, o czym marzą." "Bez takich szczegółów. Granicami zajmą się fachowcy." przerwał Prezydent. Obydwie tłumaczki znające się przecież na polityce zbladły jednocześnie nie przestając tłumaczyć." 

Władca "Reszta Ukrainy pozostanie prawdziwą Ukrainą jak zawsze pod naszą kontrolą. Wtedy dla zachęty możemy takiej Ukrainie oddać Krym, więc przyczyna sankcji zniknie i będziemy mogli normalnie współpracować. Dla świętego spokoju proponowałem nawet Niemcom Szczecin, ale odmówili. Na razie."

Prezydent zaniepokoił się " A co na to Polacy? Nie zbuntują się?", a kościół, a Watykan?.

"Nie ma sprawy. Mamy już trzysta lat doświadczenia w prowadzeniu Polaków za nos. Nasz Patriarcha obiecał już na Kubie Papieżowi zachowanie przywilejów dla jego ludzi i znaczne ułatwienia w rozbudowie kościoła na zachodniej Ukrainie, więc Kościół zarobi na zmianach i nie będzie się sprzeciwiać."

"Dobry pomysł. Właściwie bez sprawiedliwej korektury granic nie da się gorących głów uspokoić. Realną alternatywą będzie rozszerzenie krwawej awantury ukraińskiej i gorąca wojna domowa  w Polsce. W ten sposób zasłużymy sobie na pokojowego Nobla bardziej niż ten wymoczek Obama." ucieszył się Prezydent.  

"Jest jeszcze jedna ważna sprawa." odpowiedział Rosjanin. "Pilnie potrzebujemy połączenia lądowego z Kaliningradem."

"W czym problem? zapytał Prezydent.

"Teren ten znajduje się w północno wschodniej Polsce. Ale my już się przygotowujemy. W tych okolicach gwałtownie rozwija się faszyzm, który nasz naród zdecydowanie ma ochotę pokonać, nawiązując do zwycięstwa nad Hitlerem."  tłumaczy Władca.

"Ok. to jest szczegół. Możemy teraz sprawy przekazać do dokładnego rozpracowania. Ale ponieważ to służy pokojowi to oczywiście jestem za." zakończył prezydent.

"Super. Dziękuję za przyjemną i rzeczową rozmowę. Droga do pokoju została zarysowana. Wspólnie uzgodnimy termin opublikowania naszych pomysłów. Najpierw muszą moi ludzie z twoimi rozpracować szczegóły i terminy" Rosjanin z rosyjską tłumaczką podnieśli się energicznie z krzeseł.

Cała czwórka opuściła pomieszczenie. Prezydent uśmiechnął się do swojej tłumaczki "Teraz relaks w moim pokoju."

Rosjanka spojrzała znacząco i głęboko w dojrzałe oczy Prezydenta głęboko zgodnie z instrukcją KGB. "Kiedy indziej. Teraz jest zbyt niebezpiecznie. Na pewno nadarzy się jeszcze okazja." mrugnął do Amerykanina , klepną w zgrabną pupę i zakończył flirt Władca Rosji.

 

 

PS Taki sen męczył mnie ostatniej nocy. Mogą to być skutki postu leczniczego, jaki zacząłem przed pięcioma dniami. Żyję tylko o wodzie bez chleba. Ale z drugiej strony, gdyby rozdzielić rzeką "zdrajców", opcję niemiecką i niewolników od wyprostowanych bohaterów, prawdziwych patriotów i właścicieli jedynej prawdy... Kto wie?

15:46, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 lutego 2017

Krótka historia silnego człowieka.

Zawsze było tak. Najsilniejszy i najbrutalniejszy we wsi  brał wszystko na co miał ochotę. Siadał na tronie i łaskawie pozwalał się obsługiwać.

Wsiowi... Tak było zresztą już wcześniej, kiedy gromady ludzkie włóczyły się po lesie.Po wymordowaniu zwierzyny zebraniu wszystkich owoców, obsraniu okolicy... robiło się głodno i smrodno, więc ruszali dalej. 

I nagle natrafili na pole uprawne. Oczarowani dobrobytem, odruchowo zabierali się za żniwa, chociaż wtedy nie wiedzieli, że ta czynność tak się nazywa. Oczywiście rolnikom to się nie podobało i wysyłali najsilniejszego, żeby złodziei zniechęcił. Niestety przez tysiące lat myśliwi i zbieracze okazywali się silniejszy. Wtedy zabijali dzieci i mężczyzn. W kobietach zasadzali swoje geny. W takich warunkach rolnictwo nie miało zupełnie sensu, więc przez tysiąclecia tylko polowano, zbierano i rabowano. Kiedyś jednak, gdzieś w Iraku i Turcji udało się rolnikom przekonać silniejszych, żeby żyli wśród nich jako obrońcy i karta odwróciła się. Rabunek okazał się mniej opłacalny od siania zboża. 

Kiedy jednak przez lata nie zdarzał się napad, utrzymanie luksusowego osiłka powodowało niesnaski. Szczególnie, że wymagania jego zwiększały się z roku na rok. Z tego okresu pochodzi przysłowie "Apetyt rośnie w miarę jedzenia". Zamiast mięśni przybywało tłuszczu. Z braku wrogów zewnętrznych i czując zanik muskułów, nadchodzącą słabość, stawał się coraz brutalniejszy w stosunku do swoich.

Jednak słabsi członkowie stada nie są bezbronni. W ciszy po za głównym nurtem, nie umiejąc się skutecznie włączyć do bijatyki, rozwijali inteligencję. Zauważyli, że olbrzym, kiedy śpi jest bezbronny, więc można go kamieniem. Sprawa ryzykowna i nie zawsze się udawała. Olbrzym obudzony uderzeniem z reguły okazywał się bardzo niedobry. Szybko jednak słabi zorientowali się, że skuteczniej jest dodać do kawioru kurary. Siłacz nie był w ciemię bity i wpadł na pomysł. Trzeba po prostu wszystkich, którzy mieli z nim bliski kontakt, szczególnie kucharki i kochanki pogrzebać razem z nim, najlepiej w stanie nieżywym. Była to silna motywacja do dobrego gotowania i...  na stół trafiły przyprawy. W tym czasie podniosła się znacznie sztuka kochania. Następca miał oczywiście własny zaufany personel, więc wyrżnięcie poprzedników obowiązkowe i zgodne z konstytucją było dla większości żyjących na rękę. Oczywiście mordowanie poprzedników, niezależnie od pretekstu, znacznie ułatwiało politykę kadrową.   

Było to znacznie prostsze, efektywne i sprawiedliwsze dla młodych rozwiązanie, niż wieczne państwowe emerytury i fitnesskluby dla staruszków. Dlatego Bismarck wynalazca ZUS-u uchodzi w wielu środowiskach za bardzo niesympatycznego faceta. Gdyby plemniki i jajeczka wiedziały, że będą musiały utrzymywać swoich i cudzych rodziców, dziadków, pradziadków jednocześnie... Może to jest przyczyną malizny urodzeń w kulturach obarczonych ubezpieczeniami społecznym

Nieprzyjemna dla wszystkich sytuacja. Zamiast w spokoju oglądać telewizyjne seriale, trzeba się zajmować gównem. Wszystko co nas nie łechce w brzuszek albo w genitalia jest nudną stratą czasu. Współcześnie nazywa się to polityczną poprawnością albo politycznym zatwardzeniem (Verdrosselheit) w zależności od punktu siedzenia.

Wracając do siłaczy. Rozwój cywilizacji jakiejkolwiek polegał na oswajaniu kibola. Ostatnia próba polega na wymianie maczug drewnianych, zwanych pieszczotliwie  bejsbolowymi,  na lekkie karabiny maszynowe plus pięćset złotych. Grosze. Z pewnością jednak, kiedy kibole nauczą się strzelać, skasują premię za każdy strzał w jedynym słusznym kierunku. 

Pan Bóg poirytowany krwawym bałaganem zrzucił z góry kamienne tablice opisane ludzkimi literami. To były czasy, kiedy NATO, Układ Warszawski i ONZ nie istniały albo nie działały optymalnie. Z pozycji najwyższego autorytetu zabronił zabijać kucharki i masażystki wodza, szczególnie po jego śmierci. Zabronił pryskania spermą byle gdzie, ingerując w ten sposób w prawo spadkowe. Przy okazji wydał zalecenia w temacie zwalczania boskiej konkurencji. Wtedy niebo było zaludnione innymi ważniakami i biedak nie miał łatwo. Chociaż z drugiej strony urząd antymonopolowy nie istniał.

Tak już jest, że każdy wspaniały wynalazek ma skutki uboczne. Kto mógł się spodziewać, że wynalazek prądu elektrycznego, języka zerojedynkowego i komputera skończy się wyborem prezesa i Donalda Trumpa. Chciałbym powiedzieć, wracamy do korzeni, gdzie spory rozwiązywano przy pomocy wystruganych grubszych gałęzi. Niestety, tak się cywilizacyjnie rozwinęliśmy, że dzisiaj gabinety wyposażone są w broń palną, a częściowo w atomową, a kurary do kawioru dorzucić nie wypada.

Boskie tablice chociaż bardzo masywne z trudem przebijały się do świadomości. Ojciec, szef, patriarcha mógł w dalszym ciągu zabijać swoje dzieci i żony tak jak robił to zawsze ze swoimi owcami. Bóg nie napisał, że nie wolno zabijać dzieci,. Zgodnie z zasadą prawniczą, co nie jest zakazane jest dozwolone...

Bóg oczywiście zauważył kiepską realizację jego postulatów i postanowił zareagować. Połączył przyjemne z pożytecznym zapładniając atrakcyjną żonę stolarza. Wprawdzie złamał własne przykazanie "nie pożądaj żony...", ale wszyscy jego boscy koledzy prowadzili się podobnie. Podejrzewam, że dla otarcia łez mąż otrzymał atrakcyjne stolarskie zamówienie. Natomiast, syn mógł się cieszyć uprzywilejowaną pozycją prominenckiej latorośli. Niestety nie skorzystał z tego. Kiedy przejrzał na oczy, zobaczył wokół siebie nieźle zorganizowane państwo rzymskie. Wymyślił bezsens osobistego szarpania się z każdym obdartusem. Wystarczy przecież zadzwonić na policję... Jeżeli ktoś ciebie uderzy w jeden policzek nadstaw drugi, a w międzyczasie przyjedzie zawodowy patrol. Nie pobrudzisz sobie rąk. Powstała wielka idea państwowego monopolu przemocy.

"W niebie mam wszystko, więc na ziemi nic nie potrzebuję" myślał sobie bosko. "Skąd oni mają tyle pieniędzy!? Na pewno kradną. Korupcję widać gołym okiem po horyzont i dalej. " odezwała się jego ludzka połówka i wpadł do świątyni przewracają banki handlarzy pieniędzmi. Ciąg dalszy można przeczytać w Biblii. Niestety, był to ostatni przypadek, kiedy człowiek, chociaż boskiego pochodzenia, przylał bankierom.

Oczywiście nie trzeba było długo czekać. Właściwe państwowe organy w trosce o rozwój gospodarczy i miejsca pracy, powiesiły krnąbrnego idealistę  na krzyżu. Bajka o pięknym świecie została jednak w głowach ludzkich zaszczepiona. Marzyciele rozeszli się po świecie i dzięki genialnemu marketingowi parę wieku później opowieść stała się lekturą obowiązkową w całym  Cesarstwie Rzymskim.

Szybko jednak okazało się w praktyce, że kiedy całe kompletne państwo nadstawia policzki, policja przyjeżdża zbyt późno albo wcale, więc różni tacy bojąc się, że rzymskie dobra trafią do cudzych rąk, rzucili się tak bardzo na ratunek, że rozgrabili wszystko. Niejasne jest stanowisko państwowego rzymskiego kościoła, który wtedy był tylko oddziałem istambulskie korporacji. W każdym razie funkcjonariusze byłej państwowej religii okazali się równymi wśród siłaczy i ich majątki zaczęły gwałtownie  rosnąć. Założyli monopol na kontakty z niebem i kazali sobie słono płacić. Brak konkurencji zawsze oznacza wysokie ceny dla ludu i przyjemne bogate życie monopolistów.  

Wtedy w Moguncji (Mainz) pojawił się Jan Gutenberg, którego przeznaczeniem było wynaleźć ruchome litery i znacznie obniżyć koszty odpisywania książek. Kościelni sprawę  poparli z całego serca sądząc, że w ten sposób ich Biblia trafi pod strzechy proboszczów, którzy będą zmuszeni nauczyć się czytać, co znacznie obniży koszty dystrybucji centralnych instrukcji i okólników oraz transport tajnych raportów jawnych współpracowników. Służył temu język łaciński, który w tym czasie był większości ludzi nieznany. 

Niestety zupełnie nieodpowiedzialny kapłan w Wittenberg (była DDR) z nudów przetłumaczył Biblię na język ludu i zaczęły się schody. Prawdopodobnie ten Luther dopiero wtedy, kiedy zobaczył swoje dzieło w całości po niemiecku zrozumiał o co chodzi w tym chrześcijaństwie i zbuntował się. Jednak establishment z powodu analfabetyzmu łacińskiego nie wiedząc o co temu Chrystusowi chodziło, postanowił buntowników ukarać. Do tego celu użyto kiboli turnieii rycerskich. Walki z różnym natężeniem trwały przez dziesiątki lat. Pomimo wojny umiejętność czytania i myślenia rozszerzała się wśród rycerstwa, więc przechodzili na stronę buntowników. Trzeba przyznać, że polskie rycerstwo do końca dzielnie stawało po stronie nieczytających i bywało przedmurzem watykańskiego chrześcijaństwa.

W XX wieku nagle wybuchła wojna, właściwie do dzisiaj nie wiadomo o co walczono. Sprawa musiała być jednak bardzo honorowa ponieważ poległo i zostało zamordowanych około 17 mln ludzi. Wśród ofiar znaleźć można trzystu Japończyków, ale ani jednego Polaka, co wynikało z ówczesnego podziału administracyjnego świata, który już Polski nie uwzględniał.

Stary świat pogański oparty o przemoc rozpadł się na chwilę. Przy okazji Polska odrodziła się też na chwilę, ponieważ swoją potęgę budowała przede wszystkim na energicznych i jedynie słusznych i bardzo bojowych przemówieniach. Było nieźle. Dopóki sąsiad nie zabrał się za tłumaczenie przemówień i doszedł do wniosku, że to jest mowa trawa. Zaatakował bez znacznego ryzyka. Dobrze kombinował, że nawet najpiękniejsze przemówienia nie dotrą do załogi czołgu albo samolotu ze względu na... hałas panujący w pojeździe. Mówcy polscy rozpierzchli się po świecie.

Zresztą wódz germańskiej trzody, konkretnie w języku kościelnym nazywanej owcami, odrzucił zupełnie chrześcijaństwo i powrócił do pogańskiej zasady "świat dzieli się na silniejszych i słabszych" i "silniejsi narzucają swoją wolę słabszym". Biedak zdążył przeczytać tylko wczesnych darwinistów. Dalsze studia okazały się zbyt nudne i wyszło jak wyszło. Tym razem temat "motywy" był jasny. Wódz chciał zjednoczyć Europę i świat pod swoimi sztandarami, żeby wszyscy słabsi służyli Niemcom. Rekord poległych i zabitych sprzed 25 lat został znacznie pobity osiągając dumną liczbę 50 milionów. W tym prawie 4 mln Japończyków i 6 milionów Polaków.  Straty Francuzów, Anglików i Amerykanów oscylują pomiędzy 300 i 400 tysięcy. Radzieckie entuzjastyczne hurra kosztowało 27 mln istnień ludzkich. Pozostali przy życiu Rosjanie zdołali opanować ojczyznę Polaków i część Niemiec wprowadzając tam sprawiedliwy ustrój wymyślony w XIX wieku na zachodnich uniwersytetach.

Socjalizm stał się religią bardzo zbliżoną do chrześcijaństwa, przez co naraził się funkcjonariuszom kościelnym, ponieważ odbierał im dochody. Lud chętnie poszedł do szkoły, a jeszcze chętniej na stanowiska i chciał zarabiać prawdziwe pieniądze. W praktyce okazało się, że mniej szkoły i rozumu znacznie ułatwiał karierę. Raj. Przy wielu zaletach, system miał jednak wrodzoną wadę, nie potrafił na siebie zarobić. Szlachetni socjaliści zostali zmuszeni do zatrudnienia  siłaczy, którzy zaczęli bronić prawdziwych i wymyślonych zdobyczy. Kiedy sytuacja gospodarcza pogorszyła się i zaczęło brakować  dla swoich, siłacze zorientowali się, że  lepiej działoby im się bez socjalizmu. Układ Warszawski rozpadł się. Nastąpiła dezorientacja wśród dzikich siłaczy.

Polak inteligentny zaczął rozpychać się swoimi inteligentnymi pomysłami. Najłatwiej było podpatrzeć u ludów najbardziej cywilizowanych, którym udało się brutalną przemoc ujarzmić, a energię społeczeństw skierować do budowania wygodnej i przyjemnej przyszłości. Poziom życia podniósł się na tyle, że jest co kraść. Siłaczom już od dłuższego czasu cywilizacja mądrego człowieka uwierała jak gwóźdź w bucie. System, gdzie, żeby coś mieć, trzeba coś umieć, okazał się dla ludzi tradycyjnych zupełnie niepraktyczny.  Łowcy i zbieracze postanowili wrócić do korzeni. Najpierw ukradziono kilka drogocennych nieruchomości. Jednocześnie zwabiono biednych ludzi do powierzenia im swoich oszczędności, na które w miarę potrzeb skakano.

Trzeba przyznać, że zdobyczy nie roztrwonili, ale zainwestowali w działalność polityczną. Za poparcie obiecywali każdemu spełnienie jego marzeń. Taka złota rybka spełniająca wszystkie życzenia wędkarza za wpuszczenie jej do wody. Prostolinijni rybacy dali się nabrać i powierzyli  rybce rządy. Niestety tandetna złota farba odpada i wyłania się żarłoczny rekin, który rośnie w oczach. Kiedy pojawi się szewczyk, który nakarmi smoka siarką?



14:16, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 lutego 2017

Ranna pani Premier, uratowany Minister

Kiedy podzieli się szybkość samochodu osobowego przez 10 i wynik podniesie do kwadratu wychodzi mniej więcej minimałna droga hamowania (Bremsweg). W przypadku akcji bardzo gwałtownej można ją o połowę skrócić. Wynik wynosi dla prędkości 50 km/h całe 25 (12,5) m, natomiast dla 100 km/h 100 albo 50 m. W czasie reakcji kierowcy samochód sobie jedzie i pokonuje dystans (Reaktionsweg): szybkość podzielona przez 10 razy 3. W sumie wychodzi dla 50 km/h odcinek drogi jaki pokona samochód z kierowcą na pokładzie: 27,5 m, a w przypadku 100 km/h 65 m. Rachunek pi razy drzwi dotyczy przeciętnych kierowców takich jak ja i Ty. Tak naucza się na kursach prawa jazdy.

Kierowca rządowy zawodowy znakomity, wytrenowany, skoncentrowany na prowadzeniu samochodu i wnikliwej obserwacji otoczenia wyprzedzając kolumnę amatorów po niewłaściwej stronie podwójnej linii musi mieć cały czas "nogę na hamulcu". Wtedy jego czas reakcji znacznie zmniejsza się na przykład o dwie trzecie. Wtedy droga hamowania będzie wynosić odpowiednio 17,5 albo dla 100 km/h 55 m. Odległość pomiędzy miejscem zdarzenia i drzewem szacuję z grubsza na 25 do 35 metrów.  

Każdy prywatny "specjalista" od ruchu drogowego powinien sobie ten rachunek przyswoić zanim zacznie politycznie i na wyczucie dyskutować o wypadkach pani Premier i jej obronnego Ministra, chociaż są to obliczenia orientacyjne "pi razy drzwi". (Faustregel). Możliwy jest też prosty eksperyment. Odległość między słupkami na drodze wynosi z reguły 50 m. Wystarczy zwolnić do 50 km/h i wyobrazić sobie ile manewrów można zrobić na tym odcinku, gdyby kolejny słupek zamienił się nagle w drzewo. Wtedy łatwiej będzie sobie wyobrazić i wyczuć, jak szybko jechał, albo jak bardzo zbyt późno zauważył "znakomity" kierowca pana Ministra stojące na drodze przecież zupełnie niewinne samochody. 

Niezależny! od rządu rzeczoznawca znając miejscowe dane potrafi to obliczyć dokładniej i sądowo skutecznie.  Po za tym rachunek pokazuje dlaczego "złośliwi" biurokraci ograniczają szybkość w mieście do 50 km/h, a nawet 30 km/h, chociaż droga jest taaaka prooosta.

Ale właściwie po co miałby znakomity kierowca rządowy w ogóle hamować. Do ominięcia drzewa z prawej albo lewej strony wystarczyło lekko ruszyć kierownicą i już drzewo oraz pani premier zostałyby nienaruszone. Miejsca było po obu stronach złośliwej rośliny wystarczająco dużo.

Kierowcy sportowi o tym wiedzą i kierują swoim samochodem do końca. Tak, tak, nawet kiedy pojazd  oderwie się od ziemi należy bardzo uważać, żeby przy lądowaniu przednie kierujące koła były ustawione w odpowiednim kierunku i kontrolować obroty napędu, żeby uniknąć gwałtownego zahamowania albo przyśpieszenia.  Youtube jest pełen filmów, które pokazują katastrofy rajdowe. Takie czyste uderzenia w drzewo albo ścianę zdarzają się bardzo rzadko i najczęściej w  zawodach amatorskich. Owszem pojazdy efektownie dachują, lądują do góry nogami itd. ale kierowcy prawie bez szwanku wysiadają, dzięki zapiętym pasom, nowoczesnej konstrukcji pojazdu i wytrenowaniu odpowiednich odruchów.

Droga pani premier, drogi panie ministrze obrony, pomimo Waszego wielkiego podziwu dla wypadkowych kierowców, którzy dzięki "właściwym decyzjom" uchronili Was od czegoś gorszego wyjaśniam, że w sytuacjach wypadkowych  reaguje zupełnie samodzielnie organizm kierowcy. Jakość tej reakcji zależy tylko od właściwości jego zmysłów, stanu jego układu nerwowego, wytrenowania odpowiednich odruchów i stopnia koncentracji. Znakomita większość zwyczajnie traci w takim momencie głowę, niezależnie od tego ile dobrych porad przeczytali. W takich przypadkach świadomość ze swoimi decyzjami spełnia tylko rolę rzecznika prasowego, który ma pozytywnie wyjaśnić błędy rządzących. 

Właściwie sprawa nie obchodzi mnie specjalnie. Raczej nie grozi mnie podróżowanie rządowymi limuzynami. Jednak na miejscu polskich premierów i ministrów zastanowiłbym się nad badaniami psycho-fizycznymi i innymi odpowiednimi testami dla kierowców. Do tego dochodzi kosztowny trening... Ale kiedy pomyślę, że taka limuzyna może kosztować nawet czterysta tysięcy euro i więcej, pewnie opłaca się.

W ogóle sposób kierowania pojazdami uprzywilejowanymi w Polsce to jest prosta zapowiedź katastrofy. Jakaś banda niedouczonych gówniarzy dorwała się po raz pierwszy od tysięcy lat do pojazdów szybszych od koni...  Niestety wielu rodakom wystarcza za usprawiedliwienie wszelkiego nieszczęścia "wpadł w poślizg i nic się nie dało zrobić". Jeszcze niedawno mówili "koń się znarowił". Nie dociera do nich, że samochód ma kierownicę i hamulce. W przeciwieństwie do konia robi tylko to co chce i potrafi kierowca. 

Wierzę jednak, że wśród kierowców uprzywilejowanych jest wielu rozsądnych i przyzwoitych ludzi. Trzeba ich jednak wyrwać z tego prymitywnego kręgu pogardy dla słabszych, nie mających prawa na czerwonym świetle... uczyć empatii dla innych uczestników ruchu drogowego. Prawdopodobnie aktualnie rządzący musieliby zacząć do siebie. Przepraszam bardzo. Zbyt chętnie wyskakują ze mnie różne złośliwości.

Tak panie Ministrze od bezpieczeństwa, kierowca małego fiata ma prawo słuchać radia podczas jazdy i kierowca rządowy musi  ten fakt w sposób odpowiedzialny uwzględnić. Trudno wymagać, żeby wszyscy kierowcy na polskich drogach zajmowali się tylko wypatrywaniem "koguta".

Ciekawe, czy uwikłany w wypadek młodzieniec popiera PiS, czy jest w opozycji? Wypadki drogowe pokazują, że Rząd jest niebezpieczny dla siebie i pozostałych Polaków niezależnie od ich stopnia prawdziwości. 

Kolejny sukces polskiej polityki zagranicznej:

Amerykański koncern GM właśnie sprzedaje Opla Francuzom rządowo posiadającym koncern PSA, który na co dzień produkuje Peugeoty i Citroeny.  Straty Opla wynoszę ostatnio ćwierć miliarda euro rocznie. Oczywiście PSA z całą pewnością nie ma zamiaru kupić strat. Po za tym produkty obydwu producentów konkurują między sobą dosyć dokładnie.

Nie trzeba być wielkim ekonomistą, żeby wiedzieć, że koncerny oszczędzają przede wszystkim na funduszu płac, co osiąga się najskuteczniej poprzez redukcję zatrudnienia. I tutaj nagle niespodziewanie mamy na Śląsku fabrykę Opla, która do tej operacji nadaje się znakomicie. Zwolnienia w Polsce najmniej wpłyną na los polityków francuskich.

Rozumiem, że teraz rząd polski po "słusznym" złamaniu umowy helikopterowej z francuskim EADS wyruszy do Paryża słusznie walczyć o miejsca pracy w Gliwicach... Może jednak wystarczy modlitwa i opieka boskiego króla. 

Niewykluczone, że kolejny amerykański koncern lotniczy już zastanawia się nad sprzedażą swoich polskich zakładów uważanych z tajnych powodów przez tubylców narodowymi. Niezłych ofert można spodziewać się zza  Buga.  

Sytuacja jest rozwojowa. Prezes powie: "Z całą pewnością zawiniły poprzednie rządy, które dopuściły Niemców do budowy amerykańskiej fabryki na piastowskiej ziemi." Dodam, a pracownicy mogli przecież spokojnie celebrować kolejne narodowe rocznice i święta, zamiast zmagać się z prostackimi, wrogimi polskiej tradycji  wymaganiami zagranicznej korporacji. Na trzy piwka dziennie by wystarczyło bez Opla. Teraz biedacy wstaną z kolan.

16:06, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 stycznia 2017

Mateusz Morawiecki Minister i Wicepremier RP w rozmowie z TVN pochwalił pomysł prezesa ograniczenia funkcji burmistrza do dwóch kadencji. Argumentem jest, żeby w ten sposób zwalczyć kliki... niepisowskie. Oczywiście jest to bzdura, ponieważ istnieją jeszcze zwyczajne demokratyczne procedury, które pozwalają usunąć mniej sprawnego albo nieuczciwego polityka z urzędu. Jeżeli nie funkcjonują należycie, należy je usprawniać w sposób demokratyczny, a nie arbitralnie od góry. Przejrzystość administrowania i znajomość struktur odpowiedzialności są tutaj bardzo ważne. Władze wyższego szczebla powinny w tym pomagać lokalnym wyborcom.

Morawiecki skrytykował artykuł w Der Spiegel na ten temat mówiąc, "Autor krytykuje pomysł zmian polskiej ordynacji, ale jednocześnie chwali podobne rozwiązania w Niemczech. Coś, co u nich jest dobre, u nas jest niedobre tylko dlatego, że rząd PiS to wdraża?"

Otóż w Niemczech każdy kraj związkowy ma swoją ordynację wyborczą. Kadencje burmistrzów trwają od 6 do 10 lat. W niektórych Landach ograniczony jest wiek sprawowania funkcji, najczęściej w granicach 18 do 67 lat. Oczywiście, każda kadencja kończy się wyborami, więc wyborcy mogą po prostu wybrać kogoś innego. Istnieją też prawne sposoby usunięcia polityka ze stanowiska w czasie trwania kadencji. Zdarza się to jednak bardzo rzadko. Z reguły jednak stanowisko burmistrza jest praktycznie do emerytury.

Ciekawostką może być fakt, że po wojnie  wybierano polityków, którzy to stanowisko zajmowali w czasach hitlerowskich. Po prostu zasada, że nie zarzyna się kury, która znosi złote jaja, obowiązuje. To może być zachętą dla karierowiczy z PiS-u, że pomimo dyktatury, można zostać przyzwoitym i kompetentnym człowiekiem, przynajmniej na niższych szczeblach drabiny władzy. 

Inną ciekawostką jest zasada stosowana w Badenii-Wirtembergii, że kandydat na przewodniczącego rady nie może pochodzić z gminy, gdzie startuje w wyborach na burmistrza.

Ciekawe o jakich Niemczech opowiadał pan wicepremier. Nie orientuje się, czy po prostu bezczelnie kłamie, oszukując swoich wyborców? Uważa ich za durni, niegodnych prawdziwych wieści o prawdziwym świecie?

Tytuł krytykowanego artykułu o kolejnym pomyśle prezesa wytrwale poprawiającego demokrację brzmi Pełzający Pucz (Schleichender Putsch). Dalej "Kaczyński zamierza pomysłem (dwukadencyjność) zdobyć ostatnią twierdzę oporu. W wielu miastach rządzą burmistrze należący do liberalnej opozycji albo bezpartyjni." "Burmistrz Paweł Adamowicz w Gdańsku, czy Jacek Karnowski w Sopocie są przedstawicielami pragmatycznych i popularnych polityków". Pomysł Prezesa dotyczy 66 prezydentów miast, z których tylko 3 należy do PiS-u." 

Dalej można dowiedzieć się, że według sondaży tygodniowa blokada w parlamencie uważana jest przez większość jako wichrzycielstwo, a nie jako walka o demokrację. "Nawet opozycja pozaparlamentarna znajduje się w kryzysie. KOD, który potrafi wyprowadzić przeciwko Kaczyńskiemu tysiące na ulicę jest skłócony wewnętrznie z powodu  Spendenaffärre. A PiS osiągając w sondażach 37%  jest znacznie mocniejszy od partii opozycyjnych." Na tym kończy się niemiecka notatka.

Ciekawe skąd 37% Polaków bierze siłę i ochotę niszczenia w Polsce wszystkiego co się rusza. Wycięto już w pień wszystkich na szczeblu centralnym , którzy z powodu posiadanej wiedzy i doświadczenia , nie akceptowali amatorskich pomysłów Rządu i jego prezesa. Teraz przychodzi kolej na samorządy, które ciągle się same rządzą.

Prezes jest prawdopodobnie ekstremalnym narcyzem, chorobliwie przekonanym do swojego geniuszu. Z drugiej strony bardzo boi się realnego świata i prawdziwych ludzi. Słusznie zresztą, takie spotkania grożą przekłuciem narcystycznego balonu. Na wszelki wypadek otacza się ludźmi, którzy udają podziw, albo podziwiają szczerze, ponieważ jeszcze mniej od szefa orientują się we współczesnym świecie. W każdym bądź razie powstał w Polsce biotop dla ludzi mniej kompetentnych, o słabych charakterach, którzy teraz mają swój dzień i mogą walnąć pięścią w stół bez ryzyka, że  rozśmieszą tym koleżanki i kolegów z podwórka i jeszcze im dobrze za to płacą. Żeby było groźnie dbają już dwaj ministrowie Z. i M.. Z drugiej strony brak empatii do nagle wyrzucanych z pracy i inaczej niszczonych, przecież też ludzi i Polaków może świadczyć o cechach psychopatycznych prezesa.

Oczywiście prezes ryzykuje, że krnąbrni wyborcy wybiorą ponownie wrogich PiS-owi kandydatów. Jednak prezes ma wszystko przemyślane i kolejnym wrogiem do zniszczenia okażą się komisje wyborcze, które liczą głosy. Można też przy pomocy zaprzyjaźnionej prokuratury nie dopuścić do wpisu na listę wyborczą popularnych kandydatów. Dobra zmiana is in doing.

Za wielki sukces prezesa trzeba uznać wprowadzenie swojego człowieka na stanowisko Prezydenta USA: Ameryka jest w ruinie, zagranica bogaci się kosztem Amerykanów, którym należy się więcej. Odbudujemy kopalnie i fabryki starych samochodów. Amerykanie będą kupować tylko amerykańskie produkty, prasa kłamie, policja nieuczciwie liczy demonstrantów... We make America great czyli wstaniemy z kolan.

 

 

(Artykuł ukazał się w Der Spiegel 4/2017 strona 85)

14:08, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
środa, 18 stycznia 2017

Już o tym pisałem. Zwiększa się różnica pomiędzy bardzo majętnymi i resztą mieszkańców ziemi. O tym wiemy. Ostatnio ngo Oxfam ogłosiło, że kilku ma więcej, niż biedniejsza połówka całej ludzkości. Podobno jest to tak ogromną niesprawiedliwością, że pozbawienie bogaczy bogactwa jest niezbędnym, podstawowym warunkiem ratowania świata przed chaosem. Koniecznym jest zabrać bogatym i rozdać biednym. Oxfam koncern charytatywny o światowym zasięgu, oczywiście doskonale wie komu zabrać i komu podarować. Tak dyskutuje się na Forum w Davos.

W głowach bardzo szlachetnych od lat kotłuje się pomysł, podnieść podatki, zlikwidować raje podatkowe itd. Brakuje jednak odpowiedzi jak tego dokonać w realnym świecie, przy okazji jednocześnie zwalczając globalizację. Po prostu bez globalnego systemu podatkowego nie ma praktycznych możliwości globalnego ujednolicenia i likwidacji oaz bezpodatkowych. Bez globalnego ministerstwa finansów, bez światowego rządu z własną policją itd. Na razie rządy niepodległych państw konkurują między sobą na podatkowym polu. Nawet w ramach już nieźle zorganizowanej Unii Europejskiej kraje członkowskie różnią się znacznie w kasowaniu bogatych i biednych.

Można założyć się o stówkę, że w najbliższym czasie angielski rząd obniży obciążenia podatkowe tak bardzo, że planowane już przeprowadzki instytutów finansowych z Londynu do Frankfurtu staną się nieopłacalne. W ten sposób będą chcieli utrzymać miejsca pracy i wpływy podatkowe z których będą korzystać przecież zwykli Anglicy, więcej pieniędzy na służbę zdrowia, szkoły, przedszkola itd. Czy protesty przeciwko mają sens, są szlachetne? Czy ktokolwiek ma narzędzia, żeby temu zapobiec?

Źródłem majątku może być pospolity rabunek. Tak dzieje się w krajach dalekich od cywilizacji. Można też ukraść "legalnie" po znajomości. Wystarczy urodzić się we właściwej rodzinie albo pielęgnować przyjaźnie z dysponentami państwowego majątku. Tak dzieje się w krajach, gdzie bandyckie praktyki chowane są za fasadą państwa niby demokratycznego.

W społeczeństwach cywilizowanych wystarczy mieć dobry pomysł i umieć go obronić przed "ja też chcą być bogaty". Takim przykładem jest Bill Gates nr 1 na listach. Dobrze zauważył ogromny potencjał w komputerach i umiał się w roli przedsiębiorcy w to wkręcić. Wynalazca DOS-u sprzedał Billemu program , dziwiąc się, że ten mu za coś takiego tak dużo 50.000 $ zapłacił. Państwo zapewniło Microsoftowi ochronę... Jego majątek powstał w niesamowicie krótkim czasie, ale Gates zmienił radykalnie nasze otoczenie. Największą część jego majątki stanowią udziały w koncernie Microsoft. Chciałbym usłyszeć w jaki sposób Oxfam chce podzielić Microsoft pomiędzy swoimi podopiecznymi w trzecim świecie? Każdy dostanie dyskietkę z Windows 10?

Niejaki inżynier Ferdynand Porsche w pierwszej połowie XX wieku konstruował super samochody. Wygrał konkurs na samochód ludowy rozpisany przez nazistów. Powstał koncern Volkswagen zatrudniający dzisiaj setki tysięcy ludzi na całym świecie. Większość akcji posiada do dzisiaj  rodzina. Na czele stał do niedawna wnuk Ferdinand Piech. Przez zwyczajną arogancję człowieka niższych lotów doprowadził do skandalu spalinowego. Na koncern spadły miliardowe kary. Końca nie widać. Następują aresztowania menagerów. Prawdopodobieństwo jest duże, że sam wnuk wielkiego konstruktora znajdzie się na ławie oskarżonych. Sprawa jest rozwojowa. Na bogactwo rodziny składają się przede wszystkim udziały w VW, czyli prawo własności do budynków i maszyn. Ciekawe jak to podzielić  pomiędzy potrzebujących. Każdemu biedakowi w Indiach po trzy śrubki?

Oczywiście można akcje zamienić na gotówkę i rozdać. Ale kupić je potrafi tylko inny bogacz, więc niekoniecznie nastąpią zmiany w statystykach.

Niezależnie od podatków, prawdopodobieństwo przeżycia dużego majątku w kolejnych pokoleniach osiąga nieubłaganie liczbę zero. W rodzinie VW już  trzecie pokolenie  rozpoczęło upadek. Statystycznie każda kolejna generacja zmniejsza szanse przeżycia bogactwa o 50%. Wartościowe składniki majątku rozchodzą się między ludzi, a reszta ląduje na wysypisku śmieci. Naturalna sprawiedliwość.

W ogóle pojęcie bogactwa na ludowo oznacza wielką skrzynię złota w jaskini, jak w bajkach o piratach. Można jednak inaczej. Dzięki temu, że bogaci kupowali pierwsze bardzo drogie telefony komórkowe, dzisiaj każdy ma to cudo w kieszeni. Bogaci płacą z reguły pierwsze koszty nowoczesności. Albo różnica pomiędzy kierowcą taniej dacii, a drogiego maybacha jest użytkowo mniejsza niż pomiędzy dacią, a rowerem, albo roweru brakiem.

Do prowadzenia przedsiębiorstwa potrzebne są bardzo specjalne zdolności i charakter, tak jak na boisku piłki nożnej. I tyle. Talenty nie rodzą się na zamówienie. Narody, które zapewniają zdolnym wolność myślenia i działania, przy jednoczesnej ochronie i opiece wygrywają mistrzostwa świata. I tyle.

Zamiast podpuszczać biednych na bogatych, Oxfam mógłby wskazać kraje i nazwiska ministrów, którym płaci łapówki, żeby mógł w ogóle tam pomagać. Ostatnio w telewizji niemieckiej pokazuje się reklama organizacji walczącej z głodem. Pokazują tragicznie zagłodzone dzieci, po czym dobrze odżywiona modelka? jako matka prosi o 5 euro miesięcznie. Ma to uratować jedno dziecko. Dobrze zrobiony klip wzrusza i powoduje wyrzuty sumienia.

Ale dlaczego ja mam mieć wyrzuty sumienia? W ostatnich kilkunastu latach bieda na świecie zmalała o połowę, natomiast liczba głodujących zmniejszyła się z milionów do kilkuset tysięcy. Nie brakuje pożywienia, też dzięki podatkom, które płacę. Natomiast w niektórych krainach toczą  się idiotyczne wojny rabunkowe. Jedno plemię próbuje obrabować inne. Dostawy są tam niemożliwe, więc może bardziej produktywna byłaby informacja, jacy tubylcy są za głód odpowiedzialni.

Świat ludzki potrzebował zawsze, potrzebuje teraz  korektury i tak będzie zawsze, ale bardzo proszę posługujmy się w tym celu rozumem. Analizujmy prawdziwe fakty, a nie nasze uczucia i przeczucia. Skończmy z tym bolszewickim wytrychem równania wszystkiego ze wszystkim, który pasuje  wprawdzie do umysłów mniej wytrenowanych, ale faktycznie mnoży niesprawiedliwość i nieszczęścia.



 

 

18:51, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
piątek, 13 stycznia 2017

"Zakowski załamany słowami Petru: Co z tym panem się dzieje? Są takie momenty, że ręce mi opadają. Jeżeli Petru jeszcze nie widzi, czym jest TK obecnie, to wizyta u okulisty by się bardzo przydała. Może jakieś proszki wyostrzające widzenie też, bo chyba coś niedobrego się dzieje."

Atak na zmysł wzroku realnego przywódcy opozycji (jeden spośród kilku) został spowodowany jego wypowiedzią "Jeżeli Trybunał Konstytucyjny rozpatrzy szybki wniosek, a o to prosimy, i uzna że ustawa budżetowa została przyjęta niezgodnie z prawem, PiS będzie miał dużo większy problem. A wystarczyło powtórzyć głosowanie. Przecież PiS ma większość"

Jeżeli czołowy polski publicysta (jeden spośród kilku) nie rozumie zasad funkcjonowania nowoczesnej demokracji...

Otóż, od demokraty oczekuje się szacunku dla instytucji demokratycznego państwa niezależnie od tego, kto i jak dobrze sprawuje władzę, którą uzyskał w wolnych wyborach. Dokładnie tak zachowuje się Petru.  Z całą pewnością pan Petru zauważył przemianę TK w organ wykonawczy prezesa i nie potrzebuje pomocy okulisty.

Niestety dla większości parlamentarnej i wyborców w ogóle TK jest tylko taką ślepą kiszką, którą najlepiej usunąć. Prezes i jego kumple uważają, że pomoże to zapobiec zapaleniom w przyszłości. Chociaż, w aktualnym do dzisiaj programie wyborczym PiS stoi jak przysłowiowy wół:

"Na gruncie obowiązującej Konstytucji sprzeciwiamy się projektowi zmian kryteriów i trybu wyłaniania kandydatów na sędziów TK, która ma preferować koneksje polityczne... Będziemy proponować przeciwny kierunek zmian, realizujący zasadę demokratycznego zgłaszania kandydatów i elementy konkursu w ich ocenie przez Sejm"

Dzisiaj wiemy już, że prezes brutalnie oszukał swoich wyborców zagarniając TK pod siebie, praktycznie pozbawiając obywateli możliwości sprawnej i sprawiedliwej obrony przed błędami i samowolą władzy. TK jednak istnieje. Dopóki nie zapadną pierwsze wyroki TK, dopóki TK nie rozpocznie normalnej pracy, krytyka jego sądzenia opiera się tylko na domyślnym przypuszczeniu, że będzie on chodził na krótkiej smyczy prezesa. Konkretny wniosek Nowoczesnej obnaży albo nie "skuteczność" PiS-u w walce o przywrócenie państwa totalitarnego. W ten sposób zacznie powstawać dokumentacja dla przyszłego Trybunału Stanu i sądów powszechnych. Pan Petru ma rację.

Skrót myślowy Żakowskiego: Istnieją przesłanki, że TK będzie niesprawiedliwy, więc nie warto traktować TK poważnie, składając do niego wnioski, oddala nas od demokratycznego państwa prawa, a przybliża do "kryterium ulicznego".   Wygrają posiadacze większych pałek. Pozycja już dzisiaj jest lepiej uzbrojona od opozycji. Jazda na skróty kończy się często urwaniem zawieszenia.

 Przy okazji mam taki pomysł dla GW albo Polityki albo..., żeby zamiast wysyłać polityków do lekarza,... Medycyna ma niewielkie szanse na rozwiązanie problemów polskiej demokracji. ...przedstawić już dzisiaj prawne ekspertyzy na temat osoba, paragraf, zagrożenie karą, sprawa karna, czy polityczna przed Trybunałem Stanu. Kto i w jaki sposób odpowiada za ten bałagan, zniewolenie TK i Sejmu, reforma oświaty, uzależnienie sądownictwa od prokuratury itd. itd.? Na przykład, kto odpowiada osobiście za utrudnianie działalności organu konstytucyjnego TK i jaka grozi mu kara? Proszę konkretnie o nazwisko i paragraf. 

Można zacząć od prezesa: -Owszem, ja wypowiadałem się jako poseł publicznie na różne tematy, mogłem się też mylić. Mam do tego prawo jako obywatel i poseł w demokratycznym kraju. Ale ja nie kazałem, nikogo nie zmuszałem do realizacji moich pomysłów. Na mojej pozycji nie miałem nawet takich prawnych możliwości.- Nietrudno zauważyć, jak prezes dba o swoją przyszłą niewinność. 

Już dzisiaj widać gołym okiem (ah, ta okulistyka), że państwem zarządza grupa ludzi dla swoich prywatnych interesów, fobii i innych odchyłek psychicznych. Instytucje państwowe i życie społeczne zostaną zrujnowane, proces trwa, ale nikt nie będzie za wyrządzone szkody odpowiadał.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że reorganizacja państwa zmierza w kierunku totalnej nieodpowiedzialności. Na końcu tej drogi jest tylko całkowita utraty wolności na rzecz grup albo całych państw przestępczych.  Alternatywa nie istnieje. Czy na pewno wyznawcy prezesa i sam guru marzą o takiej Polsce? 

15:38, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 12 stycznia 2017

Pomysły inwestycji komunalnych zwykle dojrzewają całymi latami. Zapotrzebowanie składają różne miejscowe stowarzyszenia sportowe, kulturalne itp. W ten sposób z niczego wyłania się program inwestycji, czyli jakie funkcje dla mieszkańców ma spełniać budowla. Równolegle na poziomie politycznym (partie polityczne, radni...) i fachowym administracyjnym (urbanista urzędowy) rozpatruje się możliwe lokalizacje. W pewnym momencie zostaje zatrudniony tzw. wolny architekt (Freier Architekt). Jego pierwszym zadaniem jest określenie kosztów inwestycji. Jeżeli uważa, że zadanie przekracza jego kompetencje sugeruje zatrudnienie innych specjalistów. Może to być geolog, statyk, specjaliści od techniki w budynku itp.

Wszyscy muszą uprawiać tzw. wolny zawód. Z reguły burmistrz zawiera umowę bezpośrednio osobno z każdym specjalistą. Odbywa się to praktycznie bez jakiś dużych przetargów. Cena jest podyktowana cennikiem urzędowym na prace projektowe w budownictwie i wszyscy się tego mniej więcej trzymają.

Decydujące jest zaufanie do kompetencji fachowych i "towarzyskich" fachowca. Z reguły każda gmina dysponuje dworem zaufanych doradców. Długo można na ten temat pisać, ale chodzi o to, że na przykład "swój", kiedy stwierdzi błąd burmistrza, radnych nie pójdzie z tym od razu do gazety, albo niechcący nie poinformuje przeciwnika politycznego, lecz rozwiąże problem spokojnie bez specjalnego rozgłosu bezpośrednio z burmistrzem. Unikanie awantur obiektywnie sprzyja budowaniu. Po za tym swój wie, że trener siatkówki z natury ma coś przeciwko miejskiemu architektowi i czyha na jego błędy, więc musi w  obecności trenera unikać wypowiedzi, które dawałyby pretekst do niefachowego ataku. To nie jest żadna korupcja, ani chowanie pod dywan. Problem musi zostać rozwiązany zgodnie ze sztuką budowlaną.

A teraz zagadka. Otóż podstawą wysokości honorarium jest koszt robót budowlano-montażowych. Taki architekt lub specjalista (Fachingenieur) na podstawie swojego doświadczenia musi więc na tym etapie określić koszty. Do dyspozycji mają wszyscy kilka nieskończonych szkicy architekta, często w kilku wariantach. Nie znane są tutaj jakieś polskie kosztorysy inwestorskie itd. Pierwsza suma kosztów budowy powstaje najczęściej już, kiedy zatrudnieni doradcy nie mają jeszcze umowy z inwestorem. Inwestor z konieczności zabierając się do gromadzenia funduszu, wpisuje tą kwotę do budżetu itd. 

Zespół wolnych niezależnych od siebie specjalistów zabiera się do projektowania. Jednocześnie wpływają od inwestora dodatkowe wymagania, w sali teatralnej powinno się dodatkowo znaleźć obok siatkówki boisko do tenisa i z sufitu powinny spadać krążki i drążki dla gimnastyczki, która właśnie zdobyła wicemistrzostwo Niemiec i bez optymalnych warunków treningowych opuści miasteczko. Jednocześnie zespół powiększa się o kolejnych bardzo specjalistycznych doradców. Zdarza się, że w zabawie nawet dla niezbyt olbrzymiej budowy zatrudnionych jest kilkudziesięciu specjalistów. Każdy ma swoje przepisy bezpieczeństwa, doświadczenie i w ogóle swój stan techniki. Oznacza to kilkaset komputerów, setki, tysiące emaili i wiele godziny różnych narad, spotkań i rozmów telefonicznych. Wymyślanie budowy posuwa się do przodu. Profesjonalną zasadą takiego przecież bardzo luźnego zespołu jest współpraca. Nie wytyka się nikomu błędów, szczególnie publicznie. Zdarza się, że błąd albo opieszałość jednego powoduje dodatkową pracę u innych. Nie powoduje to jednak procesów o dodatkowe wynagrodzenie itd. Każdy może się pomylić. Sztuką jest błędy wykryć jak najwcześniej i naprawić.

Inną zasadą jest, że na naradach i w ogóle każdy wypowiada się tylko w swojej dziedzinie i nie "filozofuje" o problemach kolegów, ponieważ ich działania są po za jego odpowiedzialnością. Każdy może sobie oczywiście myśleć co chce, ale powiedzieć  może tylko to, co przybliża konstruktywnie do rozwiązania problemu. Zero straty czasu na bajdurzenie o przeszłości, szukanie winnego itd. Profesjonalizm powoduje, że narady są bardzo treściwe. "Dziesięć ważnych decyzji na godzinę." Emocje, awantury wynikają z braku profesjonalizmu. Za awanturowaniem się kryje się nie siła albo odwaga do powiedzenia czegoś tam ale po prostu brak kompetencji. Tak tutaj myślą.

Niepewna wiedza fachowa, trudności intelektualne w jednoczesnym żonglowaniu wieloma klockami powodują niepewność osobistą i strach przed odpowiedzialnością. Ryzyko staje się trudne do oszacowania. Sprawę pogarsza fakt, że niemiecki projektant w formie wolnego zawodu odpowiada za swoje błędy całym swoim majątkiem. Istnieją oczywiście obowiązkowe ubezpieczenia OC z pięciocyfrowymi składkami, ale są one na tyle dziurawe, że można łatwo wpaść. Taki projektant swoim ołówkiem może bez trudu spowodować milionowe straty.

Obowiązuje zasada, że każda awantura w zespole robi złe wrażenie na zewnątrz, psuje opinię wszystkim niezależnie od winy. "A, to ten Baum, który był na budowie hali widowiskowej w Baumau, która skończyła się  w sądzie w Baumdorf. Już pięć lat minęło i jeszcze nie wiadomo o co tam chodziło. Lepiej będzie z niego zrezygnować."

Taki wolny specjalista (Freier Architekt, Beratender Ingenieur) musi być wolny od jakichkolwiek udziałów w firmach wykonawczych albo produkujących materiały budowlane, nie może mieć przełożonego, jest zobowiązany do lojalność wobec zleceniodawcy i realizacji jego potrzeb zgodnie z aktualną sztuką budowlaną. Dyplom wyższej uczelni jest tylko wstępem do zawodu. Znam dobrego architekta, który odziedziczył po ojcu sporą firmę budowlaną. Zdecydował się spadek przyjąć i przestał być wolnym. Projektuje z przyzwyczajenia dalej, ale o złożenie wniosku na zezwolenie budowlane musi prosić kolegów.

Dostęp do zawodu nie jest specjalnie reglamentowany. W zasadzie trzeba tylko chcieć. Jednak, żeby przeżyć trzeba znaleźć klientów...

O żadnych prowizjach projektanckich od dostawców i wykonawców (polski zwyczaj) nie ma mowy. Byłoby to ocenione jako zdrada interesów inwestora i wbrew pozorom jest łatwe do wykrycia i dyskretnego ukarania bez sądów i prokuratorów i NIK-u i jak się te różne drogocenne ścigające służby nazywają. Ale o tym później.

Staram się napisać o sprawach, których nie widać gołym okiem, pokazać jak się biega na budowie w rozwiniętej  rynkowo-socjalnej. czyli najnowszej wersji kapitalizmu. Pominę jednak sprawę finansowania inwestycji. To jest osobny rozdział.

Wracając do projektu hali. Najważniejszym praktycznie wynikiem projektowania jest tzw. Leitungsverzeichnis, czyli specyfikacja, która staje się podstawą oferty wykonawcy. Z reguły przygotowanie kompletnej dokumentacji przetargowej, propozycja zapraszanych firm, lub przyjęcie zgłoszeń do przetargu otwartego, przyjęcie ofert, pertraktacje z oferentami (najczęściej telefoniczne) i sprawdzanie ofert z oceną, która kończy się formułką "Na podstawie rachunkowego i merytorycznego sprawdzenia ofert zalecam firmę Baum do wykonania robót na kwotę np. 1.234 462,43 euro. Firma jest mnie znana (albo po sprawdzeniu referencji) i jest w stanie fachowo zlecenie zrealizować." Następuje podpis wolnego architekta, albo inżyniera.     

Dodam, że wygrywa zawsze! najtańsza oferta. Owszem, można kogoś wykluczyć nie zapraszając go do przetargu. Obowiązkiem projektanta jest do udziału w przetargu zaprosić firmy, które potrafią zrealizować zamówienie. I tyle.

Ciekawostką jest, że istnieją niezbyt legalne możliwości dokonania przesunięć na podeście zwycięzców przetargu. "Taka władza w jednym ręku jest niemożliwa. To trzeba  tylko zostawić otwartą szufladę w biurku i zostaniesz zarzucony pieniędzmi. Nie wierzę." powiedział mój polski znajomy fachowiec.

Korupcjogenne są może 3 % kwoty umowy. Powodem tego są konkurencyjne oferty. Często różnica wynosi tylko kilkaset euro. Zasada ofertowania jest prosta. Jeżeli firma spodziewa się braku zatrudnienia dla swojego personelu, obniża cenę. Nim bardziej portfel zleceń jest zapełniony, cena wzrasta, ponieważ planuje się, że w przypadku wygranej trzeba będzie szukać pracowników itd. Do dyspozycji stoi więc tylko 30 tysięcy od miliona. Natomiast honorarium rzetelnie zarobione od tej kwoty wynosi do około 30% czyli 330 tysięcy.

Za te pieniądze musi zostać zrealizowany tzw. Bauleitung. Projektant staje się gospodarzem, organizatorem i kontrolerem budowy, jest najważniejszą osobą na budowie. Wykonawcy przychodzą, odchodzą mniej lub bardziej zgodnie z harmonogramem. Projektant podpisuje faktury wykonawców i skierowuje je do technicznej wypłaty. Autor scenariusza, dobiera obsadę, reżyseruje  i jednocześnie jest kierownikiem produkcji. Film autorski.

Najczęściej w momencie wyboru dokumentacja wykonawcza nie jest jeszcze gotowa, Ale z reguły doświadczony projektant potrafi stworzyć precyzyjną specyfikację nawet na podstawie szkiców i swoich przemyśleń. Nie istnieją tak jak w Polsce kosztorysanci. To robi projektant. Zresztą udział w ekonomicznej części projektanta jest podstawowy. Do każdego swojego pomysłu, inżynier musi oszacować koszt. Budowa kończy się kiedyś i następuje rozliczenie. Rachunki końcowe ulegają sprawdzeniu i wypłacie. U dobrych architektów suma rachunków, czyli rzeczywisty koszt budowy  odbiega minimalnie (5% do10%) w oba kierunki od kwoty podanej w pierwszym szacunku kosztów. Tak kończy się znakomita większość budów w Niemczech. Kto tego nie potrafi, musi zmienić zawód niezależnie od formalnego wykształcenia, tytułów naukowych i znajomości.

Idea średniowiecznego budowniczego, który wybudował od początku do końca już dwie katedry jest ciągle żywa i kolejny książę o niego zabiega, jest ciągle żywa.

Jeszcze najważniejsze o korupcji i kontroli. Jak złapać łapownika. W ogóle nie ma takiej potrzeby. Nie ma szans, żeby po wynikach przetargów i rozliczeń budowy w ciągu kilku lat środowisko nie zorientowało się. W efekcie będzie on otrzymywał mniej ofert. Wtedy inwestor zorientuje się sam albo zapyta rzemieślnika, dlaczego nie dostaje od niego oferty. Ten oczywiście opowie o swoich podejrzeniach. istnieje też szybsza prostsza droga. Zwyczajna poczta pantoflowa. Plotka. Ludzie spotykają się w różnych ferajnach, uprawiają wspólnie sport, mają dzieci w tej samej szkole... i facet musi zmienić zawód. Cały proces trwa nie dłużej niż ściganie i sądowe sądzenie, ale jest dużo tańszy. 



19:21, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 grudnia 2016

"Ten sztuczny świat teatralny dawał mu schronienie. Był to jednocześnie świat ludzi wolniejszych." Tak sobie gaworzy Kazimierz Kutz polski reżyser o aktorze Zbigniewie Cybulskim o czasach, kiedy obydwaj wchodzili w świat, no właśnie sztuki filmowej. Przesłuchanie, opublikowane w "Magazynu Świątecznym" prowadziła pani Dorota Karaś specjalistka od Zbyszka.

Były to lata pięćdziesiąte, kiedy toczyła się brutalna walka o socjalizm, a pracownicy i twórcy kultury było po prostu żołnierzami frontu ideologicznego. Trzeba przyznać, że obaj reżyser Kutz i aktor Cybulski dorobili się stopni oficerskich, więc obaj mieli prawo do lepszych gaci i skarpetek oraz od czasu do czasu pozwalano im wyjechać za zagranicę w celu... Niektórzy zachodni mówili potem, że tak źle mówią o komunistach, a przecież oni mają super artystów i pozwalają im się rozwijać.

Niestety wolność artystyczna polegała wtedy i już do końca, czyli do upadku komuny, a nawet trochę dłużej, na tym, że w komitetach partyjnych były wydziały kultury, które wyznaczały na artystów. O losie mniejszego artysty decydował instruktor w województwie, a dużego nawet kolejny po pierwszym sekretarz centralny zwany kulturalnym. Hierarchia w sztuce odpowiadała hierarchii partyjnej jeden do jednego. Wiadomo, że co pewien czas na Kremlu wyznaczano nowego pierwszego, wtedy waliła się cała struktura osobowa partii, a każdy nowy miał swoje upodobania artystyczne, więc nagle zmieniała się obsada radiowych słuchowisk i obsada teatrów.

Kariera artystyczna i zarobki artystów wszelkich gatunków sztuki zależała bezpośrednio od decyzji partyjnych bonzów. Dzisiaj stare wraca, i wielu młodych ludzi uważa ten stan wolnością. Ale jeżeli nawet Kazimierz Kutz tak swoją młodość zapamiętał...

Na tym tle zabawne jest w jaki sposób teoretycznie piękny i szlachetny i wolny świat sztuk wszelakich sprytnie wyłgał się ze swojej roli w budowie państwa socjalistycznego i niby stał zawsze po przeciwnej stronie niż ZOMO. Podobny numer udał się tylko Niemcom austriackim, bez których Adolf Hitler też Austriak nie odniósł by tak wielkich zbrodniczych sukcesów, a po wojnie nazwali siebie Austriakami, chociaż nie zrezygnowali z języka niemieckiego, i w ten sposób wyłgali się z odpowiedzialności za zbrodnie narodowo-socjalistyczne niemieckie.

Prawdziwie wolna w Polsce socjalistycznej to była tzw. klasa robotnicza. Taki robotnik robił co chciał, a najczęściej nie chciał nic robić. Kiedy potrzebował, to zamiast do pracy szedł obrobić swoje pole, kiedy mu się szef nie podobał, to zmieniał pracę. Bez jego praktycznej zgody nie możliwe były jakiekolwiek innowacje, więc innowacji nie było... itd. itd.

W ogóle socjalizm funkcjonował jako tako tak długo, jak długo żyli i pracowali przedwojenni nauczyciele, inżynierowie, urzędnicy i majstrowie. Wychowankowie systemu rozwalili go, ponieważ zabrakło kiełbasy i wódki. Na półkach sklepowych został niepijalny ocet.

Prezes tą problematykę musi mieć w genach, jeżeli zdecydował się na 500+  i... zwyciężył. Kiełbasę i wódkę na razie dostarczają przedsiębiorcy prywatni. Zawali się, kiedy prezes z kumplami przejmą wszystko w imieniu państwa. Problemem PZPR-u było, że wprawdzie mogli wydrukować dowolną ilość banknotów, lecz mieli trudności z wypełnieniem sklepów towarem przez państwowe przedsiębiorstwa.

Natomiast wszelkiego rodzaju wykształciuchy stawiający na rozum i rozsądek sromotnie przegrali z prezesem.

Myślę, że Polakom potrzebna jest konkretna rozmowa o wolności. Zapomnijmy na chwilę o dyskusji akademickiej, gdzie obecni studenci, albo już skończeni absolwenci popisują się swoją znajomością filozofii, żeby dostać lepszy stopień. Spójrzmy na wolność artystyczną oczyma kogoś, kto finasowanie teatru uważa wyrzucaniem naszych publicznych pieniędzy przez okno. Albo spróbujmy wytłumaczyć organicznemu nieczytelnikowi konieczność wolności dla pisarza.

Zauważmy, że znaczna część wyborców ograniczenia w biciu żony i dzieci uważa za drastyczne ograniczenie ich wolności. Póki co, damscy bokserzy mają większość sejmową. Może trzeba szukać z nimi kompromisu na przykład wprowadzić zakaz bicia małżonki chociaż przez jeden dzień tygodniu.  

Pewien mój znajomy skarżył się. "Danek, Dobrze, że wyjechałeś z tego burdelu. Wyobraź sobie, teraz czepiają się mnie psy i prokurator, że przebiłem oponę takiej szmacie. Nagle zahamowała przed skrzyżowaniem. Gdyby dodała gazu to jeszcze byśmy zdążyli przejechać. Zanim te patafiany na zielonym ruszą to jest jeszcze dużo czasu nawet na czerwonym... Ale nie. Nagle zahamowała. Dobrze, że mam dobry refleks to uratowałem jej życie, ale z ruchu drogowego musiałem tą niebezpieczną łamagę wyeliminować. Pod ręką miałem tylko nóż, więc dziabnąłem jej tylko oponę, a ta zrobiła wrzask. Wiesz mam mocne nerwy, więc ominąłem ją. Teraz mnie się czepiają. Co to za kraj. Dziadowskie państwo. To jest niewola gorsza od komuny."

20:46, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 07 listopada 2016

Radschnellstrasse RS1 powstaje właśnie w zagłębiu Ruhry. Od Hamm na wschodzie  do Duisburga nad Renem buduje się specjalną drogę dla rowerów, która połączy największe miasta regionu. Odpowiednio szeroka z nawierzchnią specjalnie przyjazną dla kolarzy. Jak przystało na ...stradę rowerową skrzyżowania będą bezkolizyjne.

Założenia projektowe przewidują około  50 tysięcy rowerzystów dziennie. Chodzi o zachęcenie dojeżdżających do pracy do rezygnacji z samochodu. 100 km ma kosztować 180 milionów euro.  Jednak społeczno-gospodarcze korzyści oszacowano na 900 milionów euro. 

Już dzisiaj w Niemczech bardzo dużo mieszkańców nie tylko rekreacyjnie korzysta z roweru. Wśród młodych ludzi staje się modnym brak prawa jazdy. . Rzeczywiście koszty parkingu w miastach bardzo często przewyższają ceny biletów komunikacji miejskich. Podróżowanie nowoczesnym pociągiem albo samolotem jest też tańsze i przyjemniejsze. Absolutnie nowy trend. 

Kilka lat temu przyjaciółka mojego syna zapytała mnie dyskretnie, kiedy zobaczyła przed moim domem zaparkowane bardzo sportowe i odpowiednio drogie porsche mojego przyjaciela, "Czy ten pan nie ma przypadkiem coś wspólnego z prostytucją?"

Nowy trend. Najlepiej jest żyć bez samochodu. Owszem, od czasu do czasu, kiedy inaczej nie można, można skorzystać z wypożyczalni. Samochód przestaje być wyrazem prestiżu. Kończy się pewna era? 

Potwierdzają to statystyki koncernów motoryzacyjnych. Trudno jest znaleźć wśród kupców nowych samochodów osoby poniżej trzydziestki.

Kończy się pewna era? Ubolewa nad tym przemysł motoryzacyjny. 

18:41, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (25) »
wtorek, 01 listopada 2016

Czyli powiew wiatru wschodniego. Już na naszym bloxie pojawiają się takie niby obiektywne informacje od których normalnemu człowiekowi krew się burzy i od razu rzuca się do ataku na ten wstrętny, zgniły, zepsuty Zachód. Jednostki mniej odważne i energiczne odwracają z obrzydzeniem głowę od prawdziwego świata oczekując, że ktoś za nich rozprawi się z tą wstrętną Unią, kierowaną przez komunistów.

Bez trudu można się przed chorobą złych emocji obronić. Wystarczy, że po pierwsze posługujemy się zdrowym rozsądkiem. Na przykład, żeby utrzymać tajemnicę zamachu smoleńskiego kilka tysięcy ludzi w Polsce i Rosji musiałoby od lat trzymać język za zębami. Czy to jest możliwe?

Po drugie trzeba koniecznie sprawdzać źródła informacji. To też nie jest takie trudne. Na przykład pewien niemiecki autor dowiedział się od nieoficjalnie w tajemnic od wysokiego pracownika BND (niemiecki wywiad), że w Smoleńsku był zamach i kto go wykonał. Kilka kliknięć i już wiadomo, że autor jest znany przede wszystkim z tego , że jest niewiarygodny. Jeżeli wysoki pracownik o tym wie, to jaki interes ma niemiecki rząd, żeby tą wiedzę ukrywać. Spółka Merkel z Putinem? Śmieszne.

Można też napisać na blogu, że Amerykańska dziennikarka w izraelskim czasopiśmie napisała paszkwil na niejakiego Sorosa, który swój olbrzymi majątek miałby wydawać na destabilizacje Unii Europejskiego i całego świata zachodniego. Nietrudno sprawdzić, że pismo jest bardzo prawicowe, a autorka jest jeszcze bardziej na prawo. Bloger pisze niby od siebie, że Soros w roku 1944 wzbogacił się na majątkach po Żydach węgierskich. jeden ruch myszą i już wiemy, że Soros miał wtedy całe czternaście lat, a pierwsze większe pieniądze zarobił  w roku 1968 i już dwa lata później założył fundację, która wspierała wszystkie ugrupowania destabilizujące Układ Warszawski. Nawet polska Solidarność otrzymywała duże fundusze na przeżycie i działalność. Działalność Sorosa i podobnie myślących skończyła się rozwiązaniem Układu Warszawskiej. Polska uzyskała niepodległość, a na Kremlu zapanował smutek. Można łatwo sprawdzić.

Po trzecie można samemu odnaleźć ukryte źródło guglując charakterystyczną frazę podejrzanego tekstu najlepiej w języku angielskim albo niemieckim i  nagle wyskakuje portal Russia Today, albo Russia Inside albo coś podobnego albo mnóstwo portali z kremlowskim tłem. Natomiast w języku polskim trafią się podobne teksty na różnych blogach i w mediach pisowskich.

Agitatorzy korzystają też z okazji, otóż w Berlinie pewna trzynastolatka zniknęła na noc. Matka zgłosiła zaginięcie na policji. Policja rozpoczęła energiczne poszukiwania, a po dwóch, czy trzech dniach uczennica pojawiła się w domu, gdzie czekały na nią baty w  wykonaniu jej rosyjskiego rodzica, więc panienka ze strachu opowiedziała o porwaniu przez kilku smagłych mężczyzn, którzy gdzieś w jakimś mieszkaniu ją intensywnie wykorzystywali seksualnie. RT z kumplami rozpętali wielką aferę pod tytułem " Jak bardzo źle Rosjanie są w Niemczech traktowani i nie chronieni." Znakomity klin pomiędzy Niemcami, a rosyjskim emigrantami.  Policja chcąc złapać porywaczy przesłuchała delikatnie i fachowo panienkę. Okazało się, że czas "porwania" spędziła miło u przyjaciela i batów bardzo się wystraszyła. Kilka dni później matka opowiedziała dziennikarzowi, że jej córka już nieraz nie przychodziła na noc ale zawsze zadzwoniła. Tym razem zapomniała i tym rodziców bardzo zdenerwowała. Oczywiście mieszkańców wielkiej Rosji o tym nie poinformowano i jeszcze kilka tygodni organizowano wiece "Ręce precz od naszych dziewczyn."

Niewątpliwie toczy się ostra wojna psychologiczna. Kreml mając trudności z rynkowymi cenami gazu i innych surowców, chce na tyle zdestabilizować Unię Europejską i Zachód w ogóle, żeby mógł  każdemu państwu  narzucić ceny według rosyjskich potrzeb.

Na wojnie warto wiedzieć po której stronie się stoi i unikać wodzenia za nos, i nie zasmarkać sobie swoje koszuli. Celem wojny psychologicznej jest namówienie przeciwnika do strzału we własne kolano, oczywiście dla dobrej zmiany.

18:00, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 października 2016

jest zbiorem pobożnych życzeń. Nowy państwowy przemysł będzie produkował...

Co? i kto to będzie kupował?

Dzisiaj wystarczy wymyśleć produkt, za który ktoś chce zapłacić..  i od razu znajdzie się kapitał i fabryka rusza z produkcją w ciągu najpóźniej roku, dwóch, jeżeli z rachunku opłacalności wyjdzie, że nowe hale są najtańsze. W większości przypadków czas zwrotu kapitału nie może przekraczać kilku lat, ponieważ tak długo żyją produkty przemysłowe.

W czasach, kiedy w Ostbloku wszystkiego brakowało wystarczyło wybudować fabrykę, a wdzięczni klienci czekali... Teraz towary czekają na klientów. Do pisowskich kręgów to jeszcze nie dotarło.

Rząd będzie typował kierunki nowoczesności

Nawet najbardziej nowoczesne rządy nie mają wystarczającej kompetencji w tej dziedzinie. Kilkanaście lat temu rząd niemiecki wpadł na pomysł, że przyszłość należy do biotechnologii, więc w każdym większym miasteczku wybudowano odpowiednie centrum. Dzisiaj wystarczy spojrzeć na szyldy firm, które tam "urzędują". Architekci, inżynierowie budowlani, adwokaci, reklamotwórcy itp. przeważają, a więc tradycyjne zawody odległe od biotechnologii.

Prawda jest taka, że naród przedsiębiorczy jest w stanie skonsumować każdą subwencję państwową. Wystarczy ekwilibrystyka słowna. Urzędnicy, żeby się wykazać wydawaniem pieniędzy na nowoczesność pomogą w tym. Takie jest prawo naturalne. 

Przemysł stoczniowy, który w Polsce ma się bardzo dobrze bez państwowej ingerencji, ma zostać reindustrializowany?  Tak, szkutnicy znaleźli niszę i swoimi umiejętnościami wyparli z rynku europejskiego konkurencję. Tak, wiele renomowanych stoczni zachodnich musiało się zamknąć. Większość sprzedawanych w Europie, a może na świecie łódek i jachtów mniejszych i coraz większych pochodzi z Polski. Są to konstrukcje podpisane nazwiskami polskich projektantów. Buduje się też bardzo specjalistyczne pojazdy wodne jak na przykład najnowocześniejsze statki dla niemieckiego ratownictwa morskiego. Czyżby nie było to marzenie Morawieckiego i prezesa. Najlepiej, żeby PiS wycofał się z tego punktu wielkiego planu, ponieważ może się tylko pogorszyć. 

Z wypowiedzi podstarzałych specjalistów od byłych stoczni wynika, że chodzi o budowę wieeeeelkich statków. Brakuje wyjaśnienia, kto zechce je kupić, kiedy supernowoczesne i tanie chińskie i koreańskie stocznie ograniczają produkcję. Zresztą plan pana ministra przewiduje znaczny wzrost zarobków w Polsce. Ile chce pan minister wydać podatkowych pieniędzy Polaków na dopłaty do  produkcji statków?



Innowacje będą tworzyć urzędnicy państwowi  z państwowym zakładem pracy zgodnie z planem. Czy to jest żart, czy kpina?

Spróbujmy sobie wyobrazić, że w Polsce rodzi się niejaki Bill Gates zwany Wilusiem Bramką. Nieśmiały chudzielec w okularach, którego dziewczyn na co dzień omijały z daleka... Jakie szanse miałby w pisowskiej Polsce.? Już przy pytaniu o częstotliwość udziału w mszy świętej sprawa by się rypnęła. Już "prawidłowa" odpowiedź na pytanie o przyczynach katastrofy w Smoleńsku wykracza po za możliwości przeciętnie inteligentnego młodzieńca.

W latach sześćdziesiątych we Wrocławiu powstała grupa matematyków i inżynierów, którzy stworzyli polski komputer "Odra". W tym czasie na Uniwersytecie Wrocławskim zainstalowano angielską maszynę liczącą, jeżeli sobie dobrze przypominam zwaną "Eliot 800". Do pracy z komputerem, pisaniem programów itp. została dopuszczona okoliczna młodzież szkolna i studencka. Ja też tam bywałem w ramach kółka matematycznego. Kilka lat później utworzono wydział informatyki na miejscowej politechnice.

Pierwsze Odry trafiły do wojewódzkich ośrodków obliczeniowych z których mogły korzystać wszystkie okoliczne przedsiębiorstwa uspołecznione. Też korzystałem. Cały proces wprowadzania bardzo nowych i wtedy jeszcze kontrowersyjnych technologii przebiegał jak po sznurku. Niestety akcja został zastopowana. Komputerowcy wsparci psychicznie przez sukcesy zachodnich kolegów zaczęli przewyższać o kilka głów towarzyszy partyjnych, po za tym życzyli sobie kontaktów zagranicznych... W rezultacie w ramach industrializacji wybudowano hutę "Katowice". Jej produkty bardziej nadawały się do produkcji czołgów, natomiast komputery bajery uznano bardziej za hobby szalonych naukowców. Legenda głosi, że to towarzysze radzieccy z zazdrości ukradli knowhow i wstrzymali wrocławski program. Podobne jak dzisiaj wszystkiemu jest winna Unia Europejska.

Właściwie nie można nawet winić ówczesnych generałów polskiego przemysłu, jeżeli nawet managerowie amerykańskiego IBM nie wyczuli bluesa.

 

Program Morawieckiego nie jest wart papieru na którym został wydrukowany.  Nie uda się, powiększać obszary twórcze Polaków, jednocześnie ograniczając ich wolność, sprowadzając publiczne życie do poziomu zupełnie zagubionego w świecie prezesa i jego rydzyków. Powtórka schizofrenii rozwiniętego socjalizmu jest nieunikniona.

Przypominam sobie, na mazurskiej przystani w roku 1980 spotkałem rekreacyjnie pułkownika SB, który na co dzień zwalczał opozycję, a wtedy ku mojemu zaskoczeniu powiedział: "My jesteśmy przygotowani, żeby od jutra współpracować z NATO, ale naród prawdopodobnie nie wytrzymałby tego." To zdanie zrozumiałem dopiero  teraz po wygranej wyborczej PiS-u.

Naród do dzisiaj marzy o ciepełku socjalistycznego miejsca pracy. Prezes, który nic innego nie zna, mając talent literacki potrafił stanąć na czele ruchu "do przodu z powrotem do przeszłości". Ciekawe, co o swoim planie sądzi sam pan Morawiecki, kiedy prywatnie z przyjaciółmi, po kilku głębszych, szczerze gaworzy.

Dla przypomnienia, w czasach socjalistycznych takie plany powstawały systematycznie, roczne, pięcioletnie od najmniejszej wsi do komitetu centralnego partii. W praktyce były przepisywane z roku na rok i coraz trudniej było ukryć ten fakt ponieważ inwencja językowa autorów z czasem zanikała.

Ponieważ przyszłość interesuje mnie bardziej niż przeszłość,  możemy się spodziewać w najbliższym czasie planów wojewódzkich, powiatowych, gminnych, zakładowych itd. Przydałyby się też zobowiązania kolektywów pracowniczych np. pracownicy KGHM zobowiązują się w ciągu najbliższych pięciu latach do 200 patentów, z których 100 zostanie wdrożonych. Powołane zostaną komisje planowania, które od szczebla do szczebla będą to sumowały. Kiedy minister uzna , że suma jest zbyt mało imponująca do złożenia jej w ofierze prezesowi, wystarczy telefon do swojego dyrektora miedziowego i już liczba wynalazków podwoi się.

Zaletą planu Morawieckiego jest zwiększenie przyjemnego zatrudnienia bez odpowiedzialności, pozornie ważnych durni na tych wszystkich konferencjach w atrakcyjnych miejscowościach z nowoczesnymi hotelami. Tylko czekać, kiedy usłyszymy " w celu przyśpieszenia realizacji planu zorganizowaliśmy 500 konferencji... w których uczestniczyło 5 tysięcy... W następnym roku nastąpi wzrost o 10 % tzn. 550 konferencji z 5 500 uczestnikami. Itd. itd. aż do.... całkowitego bankructwa całego kraju.

 

Podejrzewam, że plan Morawieckiego został odgapiony z prac magisterskich późnej komuny. Już wtedy autorzy nie wierzyli w to co piszą, ale chcieli skończyć studia. PiS aktualnie  tak reorganizuje przyznawanie tytułów naukowych, żeby o wszystkim decydował sam prezes. Czekamy na pierwsze dzieło naukowe z dziedziny hydrologii ze wstępem o zasługach prezesa w rozwoju myśli hydrologicznej. Chodzi o  lanie wody.

 

 

PS Z ostatniej chwili. Marius Müller Westernhagen (ur.1948) niemiecki muzyk, piosenkarz i gwiazda w wywiadzie dla SpiegelOnline przed godziną powiedział "Ludzie stali się zbyt głupi, żeby żyć w demokracji". Zdanie opisuje mieszkańców Niemiec, Polski i Świata. Trzeba przyznać, że Polska, mając już odpowiedniego prezesa, rząd i parlament najwyraźniej przoduje w tej konkurencji.

15:30, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
czwartek, 27 października 2016

Każdy, kto popiera ugrupowania pisowskie uczestniczy w budowie polskiego faszyzmu. Można sprawdzić w encyklopediach cechy faszyzmu i porównać z realizacją programu jedynej słusznej partii. Różnica jest tylko  w tytule dyktatora. W Niemczech był Führer, we Włoszech Duce, a w Polsce skromnie prezes.

Podstawowym problemem faszyzmu jest nieumiejętność zarobienia na siebie. Po prostu ludzie zamknięci w gorsecie systemu nakazowo-rozdzielczego ograniczeni hierarchią opartą na posłuszeństwie wobec góry mają nie najlepszą ochotę pracować i pozbawieni własnej inicjatywy stają się zbyt mało twórczy. Praca polega na czekaniu na polecenie z góry.

Okólniki rozkazy, polecenia i premie motywacyjne , komisje, narady nie są w stanie uśpienia zmienić. Dlatego faszyzm musi kogoś okraść po to, żeby żyć. Zaczyna się od konfiskaty majątków osobników, którzy nie popierają systemu. Można ich nazwać żydami, bankierami, supermarketami , homoseksualistami itd. Zabrane majątki można dzielić między swoich, kupując w ten sposób ich lojalność. 

Z całą pewnością nie wystarczy dla wszystkich, więc ludzie będą protestować i w ogóle publicznie pokazywać swoje niezadowolenie. Dlatego konieczne jest stworzenie wiernych wodzowi oddziałów paramilitarnych, ponieważ do wojskowych i policjantów zakażonych demokracją nie można mieć zaufania.

Źródła krajowe wyczerpią się jednak bardzo szybko. Jedyną szansą jest zaatakowanie bogatych sąsiadów... Oczywiście agresja militarna pod dowództwem różnych Misiewiczy mogła by jedynie rozśmieszyć napadniętego, ale koalicja z Węgrami, Czechami, Słowacją i Rosją, czyli mniej więcej neo Układ Warszawski... 

Jeżeli wtedy spadną bomby na polskie miasta jak w Aleppo, po głowie dostaną oczywiście też wielbiciele jedynego wodza i nie będą mogli udawać niewinnych. Natomiast kochany Führer Duce zwany Prezesem z kotem będzie w tym czasie rezydował w pięknej willi w krainie swoich przodków czyli na rosyjskim Krymie. W wywiadzie dla RT powie, "Niestety naród polski zawiódł mnie zupełnie nie wykazując wystarczająco dużo męstwa i bohaterstwa w realizacji moich przecież oczywistych najlepszych planów. Taki naród niestety musi zginąć. Dla słabeuszy nie ma miejsca na świecie."

Pomiędzy jedną i drugą rekonstrukcją byłych potyczek zbrojnych warto znaleźć trochę czasu i energii na rozmyślania o przyszłości i już teraz zacząć wiosłować przeciwko złym trendom, dopóki się ma jeszcze wiosła.



18:00, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (15) »
wtorek, 18 października 2016

W największym niemieckim kraju federalnym Nordrhein-Westfalen działa blisko tysiąc chińskich firm, które zatrudniają ponad dziesięć tysięcy pracowników. Chińczycy kupują niemieckie firmy, albo tworzą przedstawicielstwa swoich koncernów. W Düsseldorfie mieszka dwadzieścia siedem tysięcy prawdziwych Chińczyków, którzy między innymi tym zarządzają.

Niemieccy pracownicy są zadowoleni. Politycy starają się aktywnie o chińskich inwestorów. W ten sposób obie strony korzystają na globalizacji. 

Dla porównania, Amerykanie zatrudniają w Niemczech ponad milion Niemców. Jednocześnie Niemcy tworzą, kupują przedsiębiorstwa w USA i Chinach. Globalizacja, która nikomu nie szkodzi. W ostatnim wieku Amerykanie i Niemcy stali  dwa razy naprzeciwko siebie w pełnym uzbrojeniu  zabijając. Teraz trudno sobie to wyobrazić. Świat się zmienia na lepsze.

Globalizacja, która umożliwia międzynarodowy podział pracy. Każdy robi co umie najlepiej i zarabia. Kraje już bardzo uprzemysłowione mogą swoje produkty tanio sprzedawać. Znaczna część Mercedesa pochodzi z zagranicy. Gdyby koncern Daimler pozostał w granicach narodowych, cena popularnego Mercedesa osiągnęła by ceny Lamborghini. Zatrudnienie Niemców zmalało by drastycznie.

Kraje mniej rozwinięte zostają wciągnięte w nowoczesną technologię i bogacą się. Ale globalizacja jest piłką nożna bez FIFA, która definiuje przepisy i wydaje nawet instrukcje  budowy boisk i stadionów. Do światowego rządu droga jest daleka. Ciekawe, że istnieje do pokonania bariera psychologiczna. Wiele narodów ma większe zaufanie do swoich polityków, którzy ciągle i systematycznie okradają swoich. Szczególnie w krajach mniej rozgarniętych korupcja szaleje.

Oczywiście, globalizacja jest ostatnio zbyt żywiołowa. Brak regulacji ułatwia działalność mniej lub bardziej kryminalną, szkodliwą dla szarych ludzi. Póki co, żeby to ograniczyć są tylko bilateralne umowy możliwe. Więc trzeba iść tą drogę. Dlatego umowy Unii z USA i Kanadą są takie ważne i bardzo postępowe. Natomiast przekonanie, że negocjatorzy obu stron są szkodliwymi złośliwymi idiotami,  może powstać w głowie, która na co dzień zasilana jest mądrościami szeptuchy z sąsiedniej wioski.

Oczywiście, umowa w konfrontacji z życiem nie będzie doskonała, w przyszłości będą potrzebne poprawki i uzupełnienia albo uproszczenia. Wbrew naszym prowincjonalnym wyobrażeniom o naszej potędze, Amerykanie specjalnie nie palą się do... Frakcja "azjatycka" jest bardzo mocna. Europa może stać się szybko prawdziwą prowincją i marginesem tego świata.

Prezes już powiedział, jestem za ale i przeciw ustawiając wysoko poprzeczkę (3/4 głosów w sejmie). Kto płynie pod prąd, zużywa energię niepotrzebnie, ma ograniczone możliwości manewrowania, a prąd i tak go porwie, tylko trochę wolniej.

Wydarzenie z ostatniej chwili. Właśnie niemiecka tv pokazała następujące zdarzenie. Młody człowiek napisał kilka programów typu apps i został nagle zaproszony do kalifornijskiej doliny krzemowej przez... szefa Apple. Tim Cook poświęcił mu kilkugodzinną rozmowę. Zaproponował natychmiastową współpracę. Natomiast młodzieniec postanowił jednak pod wpływem rodziny, powrót do Niemiec i tradycyjne po niemiecku zrobienie matury i studia. Po za tym chłopak ma ciemną skórę i jeszcze kilka lat temu był uciekinierem. Dla przypomnienia Tim Cook stoi na czele, jest współwłaścicielem jednego z kilku najpotężniejszych firm komputerowych  na świecie z obrotami porównywalnymi z polskim dochodem narodowym. W prawdziwej rzeczywistości zdarzają się przypadki, które przekraczają pojemność czaszki najbardziej szanowanej szeptuchy i najmądrzejszego narodowego socjalisty.

Prowincja, to jest kraj jak każdy inny, ale pozbawiony osobników zdolnych i utalentowanych.



 

PS Wyraz szeptucha znam zaledwie od kilku dni. Tak nazywane są kobiety gdzieś we wschodniej Polsce, które szamańskimi metodami pomagają żyć i chorować miejscowej ludności. Rzeczownik sam w sobie brzmi pięknie, znacznie lepiej niż szaman, czarownik albo znachor. 

16:13, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
sobota, 15 października 2016

Saksończycy będą musieli wybrać się po raz kolejny i nadzwyczajny do urn wyborczych. Zgodnie z prawem ostatnie wybory są nieważne. Pani Frauke Petri, przewodnicząca populistów AfD, przed dwoma laty wyrzuciła w ostatniej chwili z listy wyborczej niejakiego Samtleben, ponieważ jej się nie podobał. Miał się zbyt mało partyjnie udzielać. Jednak nieulubieniec szefowej przeszedł wszystkie szczeble wewnątrzpartyjnej demokracji...

Komisja wyborcza przyjęła niestety taką okaleczoną listę. Już kiedyś o tym pisałem, że w niemieckich partiach politycznych obowiązuje absolutna demokracja. Droga na dobre miejsce na liście wyborczej prowadzi przez wybory na poszczególnych szczeblach organizacji. Owszem, zarządy, miejscowy, powiatowy itd. robią swoje propozycje. Ale nie wykluczone są i często zdarzają się propozycje "z sali". Ostatecznie decyduje sala. W tym sensie toczy się walka o każde kolejne miejsce na liście.

Zdarza się nawet na najniższym szczeblu obecność specjalnie zaproszonego prawnika, który pilnuje porządku głosowania i treści dokumentów.

I teraz ma baba placek. Wielka szefowa partii nie ma uprawnień do skreśleń na liście. Z rachunków wyborczych wynika, że wyrzucony zostałby wybrany i dzisiaj byłby członkiem parlamentu krajowego, czyli aktualny skład Landtagu nie przedstawia woli wyborców i musi zostać rozwiązany.

Jednak, gdyby jednak wybory odbyły się w najbliższych dniach, właśnie skrajnie prawicowa AfD mogłaby na tym skorzystać, kosztem starych partii demokratycznych. Aktualna afera terrorystyczna Chemnitz/ Lipsk przyczyniłaby się do tego z całą pewnością. 

Chociaż Amerykanie podali na tacy terrorystę, saksońscy policjanci musieli zdemolować trzydzieści mieszkań, ponieważ pomimo podobno wielodniowej obserwacji  ustalili tylko szczęśliwie klatkę schodową ale bez numeru mieszkania. Po za tym terrorysta, który telefonicznie meldował gotowość bojową 2 kg bardzo wybuchowego materiału, przeszedł nie zaczepiany obok policjantów. Kiedy ucieczkę zauważyli, byli zbyt ciężko ubrani, żeby bandytę gonić, więc ten udał się na dworzec, kupił bilet i udał się jak najbardziej legalnie pociągiem pod Lipsk, gdzie oficjalnie mieszkał. Sąsiedzi zauważyli łapanego i zadzwonili na policję, która przybyła na miejsce już godzinę po tym jak terrorysta wyruszył w dalszą drogę.  Syryjczyk, który zgłosił terrorystę na posterunku policji został zwyczajnie spławiony.  Niestety, Arab, który dopiero zaczyna lekcje niemieckiego nie zdołał rzeczowników Wohnung, Terrorist, Bomb skomponować w sposób zrozumiały dla dyżurnej funkcjonariuszki, więc udał się do domu. Wspólnie z dwoma kolegami związali kablem odpoczywającego terrorystę. Pstryknęli kilka zdjęć telefonem i udali się ponownie na posterunek. Dzielni policjanci rozpoznali na zdjęciach poszukiwanego i natychmiast... w ciągu pół godziny oddział ciężko uzbrojonych z helikopterem wyruszył w drogę. Pierwszy komunikat donosił o wielkim sukcesie saksońskiej policji jak gdyby powtórzyli bitwę pod Lipskiem sprzed dwustu laty.

Wprawdzie wspomniano syryjską pomoc, ale pominięto zupełnie rolę niemieckiego kabla przedłużacza. Dotychczas znaleziono i wysadzono na podwórku bloku pół kilograma, więc brakuje jeszcze półtora. Sam terrorysta nie żyje. Wyobrażam sobie co czują tubylcy rodzice, ich dzieci i single sąsiedzi nowych uciekinierów, których tych sąsiadów przybywa w związku z likwidacją obozów przejściowych. Rząd Saksonii, szczególnie w osobie ministra spraw wewnętrznych, jest z siebie bardzo zadowolony. W sumie niesamowity skandal, jakby powiedział polski współczesny twórca nowomowy politycznej.

 Sytuacja jest w Saksonii w parlamencie, na ulicy i przy rodzinnym ognisku bardzo dynamiczna. Na razie można odnieść wrażenie, że ugrupowania populistyczne skrajnie prawicowe lepiej czują bluesa, czyli zwyczajny uzasadniony strach znacznych grup społecznych i potrafią lepiej zamienić emocje na  wyborcze punkty, ale partie pierwszego nurtu z całą pewnością potrafią bluesa lepiej zagrać, ponieważ znają nuty i dysponują zawodową orkiestrą.  

Dla wyborców pozostaje problem do rozwiązania "Czy lepiej zgubić z mądrym, czy z głupim znaleźć?" 

17:51, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 września 2016

Dotychczas byłem przekonany, że zamach  został spowodowany specjalnym gazem bojowym, który zabiera pilotom rozsądek. Coś takiego jak tabletka gwałtu. Taki pilot robi wrażenie żywego i zdrowego, ale już nie rozumie

"Pull up! Pull up! Terrain ahead!".

Istnieje  jednak bardzo duże prawdopodobieństwo, że w zwłokach pana Prezydenta, a dokładnie w jego plecach, tkwi nóż z odciskami palców Donalda Tuska. Przecież służby rosyjskie mogły bez trudu ukryć zamachowca w luku bagażowym. Wiadomo znały wszystkie kryjówki w rosyjskim samolocie. Donald najpierw rozprawił się z ochroną i innymi najbliższymi obrońcami najwyższej osoby w państwie. Logicznym jest więc, że należy otworzyć groby wszystkich ofiar, żeby stwierdzić, kto naprawdę bronił dostępu do salonki. Bez tego nie będzie wiadomo, komu należą się awanse i ordery i pomniki. Wiadomo, że duchy niesprawiedliwie traktowane prześladują żyjących.

Dzięki Bogu, dla zapewnienia wiarygodności postanowiono zatrudnić nawet zagranicznych ekspertów od badania ludzkich resztek, chociaż nie wiadomo, czy do tego dojdzie. Taki ekspert zażąda co najmniej 100-200 euro za godzinę plus koszty podróży i nie koniecznie napisze ekspertyzę zgodną ze społecznym zamówieniem. Natomiast dobra zmiana ma swoich specjalistów, którzy długo i cierpliwie stali w kolejce do pieniędzy. Po za tym taki patriotyczny fachowiec bez trudu znajdzie ostre narzędzie, nie tylko  odciski Tuska, ale też jego DNA.

KGB, czy jak się oni teraz nazywają, wyposażyli Donalda w specjalne skrzydła, które pozwoliły mu po zamachu odlecieć z powrotem do Warszawy i jak gdyby nigdy nic usiąść w swoim gabinecie, tak, że nawet jego sekretarka nie zauważyła jego krótkiej nieobecności. Później wykorzystał skrzydła w locie do Brukseli, gdzie wylądował na najwyższym stanowisku. Jeżeli go nie powstrzymamy to nie wiadomo jak może się to skończyć. Polak szefem Oenzetu?

Przyznaję się, że w dzieciństwie dwa razy wszedłem do grobowców w towarzystwie starszych kolegów. W tamtym czasie wzdłuż Odry roiło się od poniemieckich grobowców. W tym czasie były już wszystkie otwarte i zdewastowane w ramach poszukiwania skarbów. W ten sposób kryminalna część zwycięzców podjęła prywatną inicjatywę skasowania odszkodowań wojennych. Pamiętam (ja wtedy 10 lat) na podłodze  starszą panią elegancko ubraną ale twarz jej poczerniała, chociaż  włosy wyglądały nieźle. Natomiast w  drugim przypadku dwa lata później, w innym grobowcu jeszcze w trumnie leżał umundurowany mężczyzna z bogatą dekoracją na naramiennikach. Może generał? Bez głowy, którą najstarszy, czyli najodważniejszy z nas podniósł z podłogi za czuprynę i wyniósł na  dziedziniec spalonego pałacu. Zwyczajna makabra.

Każdy z nas uczniów, pomimo różnorodności społecznego pochodzenia, zdawał sobie sprawę z niestosowności sytuacji. Wprawdzie była to dziecięca próba odwagi, żaden z nas nie miał ochoty się akcją chwalić. Po prostu wstyd. Najstarszy odniósł nawet szybko głowę do grobowca i położył na swoje miejsce w trumnie.

No cóż, czasy zmieniają się. Cywilizacja zachodnia już nie jest tym, czym była. Dlatego proponuję wykopanych zwłok nie zakopywać lecz wybudować mauzoleum. Najlepiej na dziedzińcu pałacu prezydenckiego. Tam w lodówkach, mogły by zwłoki, posortowane na poległych w zamachu  i ofiary katastrofy, czekać na kolejne pokolenia prokuratorów i uczonych i harcerzy ćwiczących odwagę. Można by nawet sprzedawać bilety. Zwyczajny pragmatyzm

Właściwie to jest moje podanie o dopuszczenie do podkomisji badającej... Przeczytałem i obejrzałem bardzo dużo kawałków kryminalnych i dreszczowych. Mam pomysły na wiele lat działalności komisji. Ostatnio znalazłem na strychu moją własną  starą licencję do kierowania samolotem tzw. kukuruźnikiem. Wiadomo stare wino... Wtedy zapowiadałem się na super odrzutowego pilota. Udało mi się zrezygnować, chociaż do domu przychodzili milicjanci z zaproszeniem do "szkoły orląt". Jednak nie chciałem bronić nieba nad komunistycznym Układem Warszawskim. Po za tym tych kilka złotówek nawet na zachodzie przydałoby się, dopóki mają jakąś wartość. Bardzo chętnie odwiedziłbym też moją warszawską rodzinę na koszt ministerstwa. Mogę też przedstawić dokumenty, że od wielu pokoleń nie miałem nic wspólnego z komuchami. 



19:14, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
piątek, 23 września 2016

Na świecie żyje bardzo wielu ludzi, którzy się bardzo łatwo obrażają. Umówiliśmy się, że obrażony może nawet zabić licząc na łagodniejszy wymiar kary i zrozumienie otoczenia. Czasami wystarcza emocji do przejęcia władzy  w całym państwie.

 

W języku polskim obraza szczyci się ponad setką synonimów, więc musi być obraza dla Polaków bardzo ważną sprawa. 

Według Słownika Języka Polskiego PWN:

1) uchybienie czyjejś godności osobistej

2) stan kogoś, kto czuje się obrażony

3) naruszenie jakichś norm, praw, wartości

 

Bez wnikania w szczegóły, być w stanie obrażonego jest całkowicie subiektywnym, osobistym uczuciem. Praktyczne. Wystarczy obrazić się i już nabieramy prawa do terroryzowania otoczenia.

Powodem obrazy może być dosłownie wszystko. Zapytanie intensywnego bywalca kościołów o wartości chrześcijańskie. Zapytanie absolwenta szkoły podstawowej o wykształcenie. Tytułowanie złodzieja złodziejem. Najczęściej wystarczy tzw. krzywe spojrzenie albo domysł, co ktoś sobie mógł pomyśleć.  







Tagi: obraza
17:39, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12