opis techniczny brudnopis, nie ma wolności bez odpowiedzialności
Kategorie: Wszystkie | Polityka
RSS

Polityka

czwartek, 22 lutego 2018

Wiedza o negatywnym wpływie oligarchii kremlowskiej (nie mylić z narodem rosyjskim) na demokratyczne kraje powoli staje się "dobrem" oficjalnym, tak bardzo, że politycy zaczynają się nawet zastanawiać nad przeciwdziałaniem.

Służby poprzez zaprzyjaźnionych dziennikarzy już od dawna i systematycznie dostarczały informacje o zjawisku. Jednak radykalni demokraci i obrońcy praw człowieka stali na stanowisku, że różnego rodzaju wyczyny promoskiewskie podlegają ochronie wolności słowa i przekonań, albo zwyczajnie nie zdawali sobie sprawy ze skuteczności tych działań.

Demokracja

Rzeczywiście, każdy mieszkaniec demokratycznego liberalnie kraju ma prawo mieć dowolne poglądy i kochać kogo chce, a państwo musi go chronić. W tym zakresie mieszczą się wszyscy, którzy z jakichś tam powodów, nawet pieniężnych, zwyczajnie bardziej niż inni starają się zrozumieć i wytłumaczyć politykę Kremla. Nie jest karalną zdradą, kiedy poseł albo dziennikarz przyjmuje wpłatę na fundusz wyborczy pieniądze albo honorarium za spotkanie w jakimś instytucie do spraw pokojowych, nawet, kiedy wiadomo jest, że prezesem instytutu jest osoba z otoczenia Putina, a pieniądze płyną ze Szwajcarii albo Cypru z firm nazwanych po angielsku, założonych przez Rosjan...

Dlatego bardzo ważna jest przejrzystość kont partyjnych, żeby wyborca miał szansę dowiedzieć się z czego żyje jego wybraniec. Etatowy redaktor może mieć najwyżej problemy ze swoim pracodawcą.

Żeby zasłużyć sobie na tytuł prawny zdrajca narodowy itp. trzeba przekazać przedstawicielowi obcego wywiadu informacje formalnie uznane za tajne. Dowód przed sądem nie jest jednak łatwy.

Czuć bluesa

Pamiętam, kiedy Helmut Kohl, przed swoimi ostatnimi wyborami został zapytany o cyfrowe autostrady, odpowiedział "Tak, w naszym programie przeznaczone są duże sumy na rozbudowę i budowę nowych autostrad. Ciągle zbyt czasu marnują kierowcy w korkach." Pamiętam, przed laty w londyńskim metrze siedzieli rano dżentelmeni w melonikach z wielkimi gazetami. Przed wyjściem najzwyczajniej opuszczali je na podłogę.

Dzisiaj w publicznych miejscach, trudno zauważyć kogoś, kto nie byłby wpatrzony w mniejszy albo większy ekran. Gazeta dostarczała wczorajsze informacje, sprawdzone przez fachowy zespół redakcyjny. Dzisiaj informacje są na bieżąco, co bardzo utrudnia weryfikację. Koszty publikacji i łatwa technika rozpowszechniania są tak niskie i proste, że praktycznie każdy może coś założyć albo znaleźć, co lubi. Rezultatem są grupy konsumentów informacji zupełnie od siebie izolowane. Wspaniałe pole do manipulacji prawdą. Celem fake news jest spowodowanie pożądanych zachowań wyborczych, albo konsumenckich.

Muszę się przyznać, że pomimo wielu sygnałów do niedawna nie czułem sprawy. Fakt, że we współczesnym świecie ludzie dobrowolnie i z entuzjazmem zamykają się w zamkniętym kręgu półprawd i kłamstw i na tej podstawie kształtują swoje życia, przekraczał znacznie moją wyobraźnię.

Zawiedzione nadzieje

W roku 1981, w PRLu, rozmawiałem z pewnym rosyjskim generałem z Rosji. Był bardzo ciekaw jak ten Zachód funkcjonuje. Nie chciał uwierzyć, że można iść do sklepu i zwyczajnie kupić cegły, albo cement... "Przecież takim krajem nie da się rządzić. U nas sprawa jest prosta. Wszyscy wiedzą, że cegłę można tylko ukraść, więc na każdego, który wybudował jakiś kurnik albo komórkę mamy haka i bez trudu możemy go dyscyplinować." Żalił się, że od czasu Solidarności i w ogóle, pogorszyło się znacznie zaopatrzenie ludności w Rosji." Powodem miał być "brak dyscypliny dostaw ze strony towarzyszy polskich". Zapytałem głupio "Dlaczego nie kupicie więc na Zachodzie?" Odpowiedział, "Tam trzeba płacić dewizami i nie mamy wpływu na ceny."

Albo w latach dziewięćdziesiątych wystąpił w niemieckiej telewizji wysoki manager Gazpromu w bardzo dobrym niemieckim tłumaczył niemieckim widzom "Naszym celem jest dostarczenie gazu do gospodarstw domowych. Nie mamy ochoty dzielić się pieniędzmi za nasz gaz z pośrednikami. Jesteśmy gotowi kupić wszystkie sieci przesyłowe i komunalne w Niemczech. Oczywiście, rachunki będą po niemiecku."

Rzeczywiście, Rosjanom udało się kupić  niewielką sieć stacji benzynowych i prawdopodobnie już dawno wycofali się z tego interesu. Nieumiejętność działania w warunkach konkurencji.

Kiedyś miałem zawodowo do czynienia z wysokim managerem pewnej niemieckiej dużej sieci handlowej, który został delegowany do Rosji. Wybudował w Moskwie pierwszy supermarket i rozpoczął handel. Towary, były zatrzymywane na cle. Znaczna część dostaw gubiła się, gdzieś pomiędzy granicą, a Moskwą. Celnicy obiecywali, policjanci prowadzili śledztwa i.. nic się nie zmieniało, dopóki oficer śledczy nie zlitował się i podpowiedział: "Musisz się dogadać z szefem od celników." "Jak to, po co?" "Nie martw się on ci wytłumaczy." Ważny celnik przyjechał Rolls Roycem z uzbrojoną obstawą w dwóch pojazdach terenowych. Okazał się człowiekiem sympatycznym, przystępnym i rzeczowym. Poprosił o wpłaty na konto fundacji w wysokości kilku procent od wartości towaru. "Nie ma problemu, nic nie stracisz. Cło będzie mniejsze. Podaj swoje konto gdziekolwiek na świecie to też zarobisz. O nic nie musisz się martwić. Gdybyś potrzebował plac pod budowę marketu... " Pełny serwis. Poszło jak z płatka. Niestety mój znajomy wystraszył się, a jego niemieccy szefowie zobaczyli siebie w roli totalnej zależności od gangstera (zob. generał). Udało im się w ciągu kilku kolejnych lat wycofać z interesu.  

Zaprzyjaźniona Rosjanka profesorka malarstwa w niemieckiej szkole znalazła prywatną willę, która bezużytecznie marnieje. Chciałaby tam urządzić centrum kultury rosyjskiej i w ogóle. Remont i przebudowa kosztowałaby milion euro. Udaliśmy się do burmistrza, który powtórzył zainteresowanie tematem, ale pieniędzy nie obiecał. "Jakby naprawdę chciał to by zapłacił." oceniła sytuację malarka. "On nie jest uprawniony do podjęcia takiej decyzji. To może tylko rada miejska, która może chętniej wybuduje za te pieniądze przedszkole. Po za tym miasto ma prawnie ograniczone możliwości inwestowania w prywatną własność." Próbowałem tłumaczyć. "Nie wierzę, żeby taki burmistrz musiał się liczyć z jakąś radą. Po prostu nie chce." wyjaśniła sobie. Wyczułem, że uznała mnie za niekompetentnego.

Innym razem zorganizowałem spotkanie pomiędzy rosyjskimi akademikami mieszkającymi od niedawna w mieście z członkami mojej partii. Prawdziwy rosyjski profesor ekonomii żalił się, że nie może znaleźć zatrudnienia, że jego wiedza i doświadczenie tak bardzo marnuje się, a przecież on ma wiele pomysłów, które by pchnęły Niemcy do przodu. Jeden z moich poprosił o przykłady usprawnień... "Na przykład handel. W mieście jest kilka marketów budowlanych, które konkurują między sobą. Wszystkie wrzucają reklamy do skrzynek pocztowych klientów. Po co? Gdyby utworzyć jeden miejski sklep, wystarczyło by mniej personelu, miasto miałoby wpływ na ceny, ludzie nie musieliby latać po całym mieście. Same oszczędności." "A u nas uważa się, że brak konkurencji powoduje wzrost cen i obniżenie jakości towarów."  padło z naszej strony. Profesor z triumfem w oczach "Mówiłem, że można się od nas uczyć."

Niestety, kiedyś śmieliśmy się z hodowli człowieka komunistycznego, ale społeczeństwo wolnego człowieka wymaga też bardzo specyficznej mentalności. Gospodarka socjalna wolnorynkowa funkcjonuje dobrze tylko wśród... demokratów liberalnych. O najważniejszych cechach demokraty kiedy indziej.

W latach dziewięćdziesiątych wybuchł wielki entuzjazm w krajach pokomunistycznych. Przyłożymy się, i za kilka lat będziemy żyli jak jacyś Amerykanie albo Niemcy. Jestem przekonany, że Gorbaczow, Jelzin i prawdopodobnie Putin byli, są uczciwymi rosyjskimi patriotami. Ale nie wyszło. Rozczarowanie. Putin musiał zostać carem z całym carskim złotym cyrkiem, jako car musi zaakceptować mocarstwowy charakter rosyjskiego człowieka. Pragmatycznie dostosowuje się do sytuacji.

Biedak uwierzył, że jest już jak jakaś Ameryka, która od czasu do czasu wysyła swoje wojska w świat. Był bardzo rozczarowany sankcjami za zajęcie Krymu i wojnę w Donbasie, chociaż być może oczekiwał uznania za sprawnych zielonych ludzików i pomysł wojny hybrydowej. Niestety, różnica jest zasadnicza. Amerykanie prowadzą wojny przeważnie chroniąc swoich sojuszników na podstawie umów. Natomiast Rosja zabrała terytorium swojemu sojusznikowi, który miał rosyjskie pisemne gwarancje bezpieczeństwa. Wiarygodność przez dotrzymywanie umów kłóci się z odwieczną zasada, przemoc zwalnia z uzgodnionych obowiązków. "Teraz ja mam większą maczugę i możesz mi skoczyć..."

Sytuacja ludu rosyjskiego była i jest nie do pozazdroszczenia. Prosty człowiek musi płacić coraz większe łapówki, żeby przeżyć. Ważny celnik jest już prawdopodobnie miliarderem i z kilku kumplami zastanawia się ile kosztuje Zachód. Niestety, najważniejszym wnioskiem na zbliżającą się trzydziestą rocznicę transformacji jest fakt, że na wolności demokratycznej najczęściej korzystają złodzieje pospolici i inni kryminaliści. Okazało się nawet, że bardzo łatwiej jest opanować cały bank, niż napaść na kasjera. Dzisiaj trwają próby kryminalnego przejęcia całych państw. Wystarczy instytucje demokratyczne "przeprogramować". Nie jest to nawet takie trudne, kiedy nie znajdują one zrozumienia i poparcia w społeczeństwie.

Niedawno siedziałem sobie cichutko w kącie u luksusowego jubilera, czekając na zmianę baterii w moim zegarku. Usługa za pięć euro. Nagle dzwonek przy drzwiach. Uzbrojony strażnik rzuca okiem na monitor i naciska przycisk zamka. Do sklepu wchodzi energicznie młoda piękna para, modnie i droga ubrana. Ekspedientka przeprasza, że koleżanka mówiąca po rosyjsku wyszła na lunch. "Nic nie szkodzi dogadamy się po angielsku." odpowiada chłopak z oxfordzkim akcentem. Ekspedientka wysuwa całą szufladę ze świecidełkami i kładzie ją na stół. Dziewczyna pokazuje palcem, niektóre okazy dotyka pięknie zadbaną dłonią. That and that... Well, beautiful... Szybko, zdecydowanie, jak na bazarze z pomidorami. Ekspedientka puszcza do mnie dyskretnie oko "Patrz, z kim my tutaj mamy do czynienia". Dziewczyna wyjmuje z szykownej torebki kilogram pieniędzy i pyta "How much?" "Moment, 35 445 euro."   Dziewczyna rzuca na stół cały rulon z gumką "Please". Ekspedientka odliczyła należność.

Chodzi o to, że z jednej strony istnieje grupa Rosjan, którzy przebrali się za ludzi zachodnich, mają więcej od nich pieniędzy, którymi szastają na lewo i na prawo, a personel obdarza ich lekceważącymi minami. Oczywiście za ich plecami, ale oni są czujni i... rozczarowani.

Prawdopodobnie Rosjanie zwątpili w siebie, że potrafią dorównać Zachodowi, cokolwiek by to było, więc przeszli na pozycję siły. Wy nas lekceważycie, a my wam przypierdolimy.

a w Polsce

Albo scena z ostatniej chwili. Jeden z poważniejszych niemieckich kanałów TV pokazał premiera Morawieckiego przemawiającego na konferencji bezpieczeństwa w Monachium. Prowadzący w studio zapytał obecnego niemieckiego politologa, co o tym sądzi. "To obraża ludzką inteligencję. Przedszkole.Nie jestem politykiem, ani dyplomatą, więc mogę sobie pozwolić na prawdę." odpowiedział. 

Kochany przez naród prezydent Duda zaczął dobrze, dzięki osiągnięciom swoich poprzedników. Zdaje się, że w czasie pierwszej wizyty w Ameryce, został wyróżniony honorowym miejscem obok prezydenta USA na uroczystym obiedzie w trakcie ważnej międzynarodowej konferencji. Ostatnio w Davos musiał zaczaić się pomiędzy windami i toaletą. Powstało zdjęcie, gdzie goni z wyciągniętą ręką amerykańskiego prezydenta, który zniecierpliwiony odwraca się, odwzajemnia grabulę nawet nie hamując.

Na salach konferencyjnych w Davos i Monachium siedzą słuchacze, których dzień pracy kosztuje dziesiątki tysięcy dolarów, ponieważ są bardzo inteligentni i pracowici i mają więcej niż inni szczęścia w skutecznym rozwiązywaniu problemów tego świata.  Naiwnym jest pisowskie wyobrażenie, że oni nie wiedzą, że trzeba wojny na bliskim wschodzie koniecznie zakończyć. Natomiast uciekinierom należy pomóc na miejscu . I tylko czekają z wypiekami na twarzach na pisowskich przedstawicieli, którzy im to podpowiedzą.

Albo w studio telewizyjnym siedzą niemieccy intelektualiści i pewien filozof z Krakowa, poseł PE. Mówi całkiem nieźle po niemiecku, niestety, bzdury. Prowadzący próbuje delikatnie przestawić polskiego gościa na normalne tory. Z pomocą przyszli mu pozostali uczestnicy talkshow. Udało się posła uchronić przed kompletną kompromitacją. Niestety poseł, przejrzał grę i siedział z obrażoną miną.

Premier i prezydent muszą się liczyć z tym, że ważni tego świata będą ich unikać jak ognia, więc uczucie wyobcowania i niesprawiedliwego traktowania nie będzie im obce. Filozofa nie zaprosi nikt do poważnej dyskusji. Natomiast naród pisowski ma prawo czuć się osaczony przez zły Zachód, więc kombinują.

Może Żydzi za tym stoją albo inni lewacy? Może to jest dowód na fakt (fake), że Polska wstaje z kolan? Biedni Polacy. Dali sobie wmówić, że nim głupiej tym lepiej.

 

Cele władców Kremla

Wojna klasyczna? z czołgami i bombowcami? Raczej nie. Wydaje się, że państwo rosyjskie zostało zawłaszczone przez kryminalną oligarchię, oczywiście ze szkodą dla rosyjskiego społeczeństwa. Taka grupa trzymająca władzę chce przede wszystkim bogacić się. I tyle. Wojna, zajmowanie obcych terytoriów, mijało by się z tym celem. Prawdopodobnie istnieje kryminalna międzynarodówka organizowana z Kremla.

Natomiast istnieje jak najbardziej opłacalna możliwość infiltracji instytucji państwowych, w taki sposób, żeby zapewnić sobie systematyczne wypłaty. W Polsce właśnie dobiega końca taki proces, dla żartów nazwany dobrą zmianą. Każdy, kto troszeczkę orientuje się jakie instytucje tworzą państwo potrafi taki plan wymyśleć. Najpierw należy zaatakować służby specjalne tajne, wywiad, kontrwywiad. Najłatwiej to zrobić przez odtajnienie, publikację agentów, zadań itp. Osłabić, rozbroić i zdezorganizować wojsko. Groźne są też  urzędy z kompetentnymi urzędnikami. Należy zdemoralizować policję. Oddzielić ją od obywateli. Dobrze sprawdza się na przykład zasada uznania zeznań uzyskanych przy pomocy tortur w procesie sądowym. Podobno policjanci masowo kupują prywatnie niepozorne latarki z paralizatorem, ponieważ znacznie ułatwiają im pracę. Ośmieszyć i przejąć najważniejsze organy w państwie jak Sejm, Trybunał Konstytucyjny, sądownictwo w ogóle. Metoda jest prosta. Należy wymienić kompetentnych na posłusznych nieuków. Kompetentny pracownik postępuje zgodnie z zakresem swoich obowiązków i powszechnie uznawanej wiedzy w jego dziedzinie. Ma trudności z podpisaniem bzdury. Natomiast nieuk musi być posłuszny.

Oczywiście ze względu na liczne powiązania międzynarodowe państwa konieczne jest ich obcięcie. Hasło unarodowienia świetnie się do tego nadaje. Gdyby SKOKI były częścią międzynarodowej instytucji finansowej skok na kasę byłby niemożliwy. Pieniądze w SKOKACH skończyły się, więc, logiczne, bogaci skokowcy przejmują już teraz narodowe banki. Duże firmy i duże inwestycje bardzo upraszczają wyprowadzanie pieniędzy. To się już dzieje. 

15:21, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 lutego 2018

Ustawa IPNu i co dalej

Prezydent podpisał ustawę IPNu. Wolne media polski informują . Nie chcę znęcać się nad autorami karkołomnych analiz. Dziennikarze i politycy zabierają głos. Pomimo tego podstawowe informacje o skutkach prawnych zostały ukryte.

1) Czy ustawa już obowiązuje? Czy dopiero będzie skuteczna po wyroku Trybunału? To znaczy czy osoby, które jutro powiedzą coś niby nieodpowiedniego będą od dzisiaj (godzina) ścigane przez prokuratora? z urzędu, czy na podstawie donosu?

2)Kukiz powiedział telewizyjnie, że ustawa już obowiązuje. Czy ma on moc prawną, żebyśmy musieli taką wypowiedź poważnie traktować? Pokazał wielokrotnie, że o prawie ma niewielkie albo fałszywe wyobrażenie.

2) Czy osoby, które wczoraj i kiedyś... też podlegają pod ustawę? Mogą trafić do więzienia?

3) Jakie są inne  skutki prawne dzisiejszej decyzji prezydenta?

4) Co może zrobić TK z ustawą? Unieważnić? Wysłać z powrotem do Sejmu? Ile ma czasu na decyzję? Co się stanie z osobami w międzyczasie przeczołganymi przez prokuratorów IPNu?

5) Ciekawe, czy IPN wszczął już śledztwo przeciwko pani ambasador i przeciwko premierowi Izraela?

6) Jeżeli ustawa IPNu jest taka jak w innych krajach zachodnich, to dlaczego politycy, dziennikarze, naukowcy... niemieccy mogą bezkarnie kilkaset razy w roku opowiadać negatywnie o narodzie niemieckim?

Wiedza o prawie

Bardzo ciekaw jestem skąd tzw. zwykli obywatele mają dowiedzieć się o ważności Trybunału Konstytucyjnego, żeby bronić go przed dobrą zmianą? Może wysłać wszystkich na studia prawnicze? Chociaż to też wiedzy nie gwarantuje, ponieważ można natrafić na doktorów i profesorów dobrej zmiany, którzy nie tylko nie mają pojęcia, ale sami zupełnie nie rozumieją roli prawa w nowoczesnym społeczeństwie i każdego dnia pracowicie z dumą o tym informują.

Kiedy ktoś z Polski, przedsiębiorca oszukany przez Polaka, który tutaj dłużej mieszka albo zwykły człowiek po wypadku zwraca się do mnie o wskazanie dobrego adwokata, zawsze dodaje "No, wiesz, takiego, który gra w golfa z sędzią i prokuratorem." Przedsiębiorcy dodają, "pieniądze mam."

Czym to się różni od sytuacji z lat czterdziestych XX weku, kiedy  Leonia Pawlak dając Kazimierzowi granaty mówi "Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie" w kultowej komedii Sylwestra Chęcińskiego "Sami swoi". Przepraszam, pole golfowe zastąpiło granat, ale wiara w to, że sądem można manipulować przemocą albo znajomościami albo pieniędzmi trwa do dzisiaj. Jeżeli tak jest, to mamy rzeczywiście problem i opozycja (PO, Nowoczesna, PSL), która nie mamy pomysłu reformatorskiego nie nadaje się do władzy.

Jedną z najważniejszych przyczyn sukcesów dobrej zmiany jest niska znajomość prawa w społeczeństwie polskim. Z tego wynika prosty wniosek, że bez podnoszenia kultury prawnej szanse na usunięcie od władzy dobrej zmiany są mniejsze. Może zorganizować akcję podobną do pisowskich "wykładów" w salkach katechetycznych, gdzie nauczano bezprawia? Może w końcu codzienne media zajęły by się popularnym tłumaczeniem sensacyjnych wydarzeń na język i logikę prawniczą?

W Polsce krąży pomysł, że sędziowie są niezależną od nikogo kryminalną kastą. Dlatego trzeba ją rozbić i podporządkować partii politycznej, która wie lepiej. W tym celu powstała już kasta prokuratorów.

Niestety, ta niezależność sędziego jest bajką, pospolitą bzdurą. Owszem, społeczeństwo udziela sędziemu licencję do praktycznego wykonywania prawa, tzn. podporządkowania paragrafów do przypadków życiowych. Ponieważ sędzia też człowiek i może się pomylić, utworzono instancje, gdzie też siedzą sędziowie. Jednak wszyscy sędziowie są w bezwzględny sposób zależni od prawa ustanowionego przez Sejm zgodnie z Konstytucją. Społeczeństwo, państwo, we własnym interesie musi chronić sędziów przed jakimikolwiek naciskami ze strony polityków i kryminalistów.  Dodatkowo sędziego trzeba zobowiązać do stałego podnoszenia swoich kwalifikacji i znajomości aktualnego prawa.

PiS wprowadził ludową zasadę, że dowody zdobyte niezgodnie z prawem muszą zostać użyte w procesie sądowym. Przepis stał się powodem torturowania i śmierci zatrzymanych na posterunkach policji. Czy ktoś z panów dziennikarzy i polityków opozycji to w ogóle zauważył?



Nie może istnieć państwo praworządne, gdzie większa część ludności łącznie z prawnikami nie mają pojęcia o nowoczesnym prawie.

 

PS O godzinie 17:30 pojawiły się na łamach Gazety Wyborczej komentarze prawników. Żeby dowiedzieć się kiedy zacznie obowiązywać nowe prawo trzeba znać łacinę i prawo rzymskie (vacatio legis). Ilu czytelników zna...? Zero praktycznych informacji dla czytelników. Natomiast bełkot profesorskich rozważań, że prezydent mógł zrobić to lepiej, albo zrobił źle, ale TK jest w rękach autorów ustawy. 

Warto dodać, że całość wygląda jak podskoki mrówki do słonia. Taki jest układ sił ludzi normalnych na świecie. Nawet Kreml nie pomoże. Popierający dotychczas szaleństwa polski Kościół Rzymski zaczyna też mieć wątpliwości. Mrówka zostanie wdeptana w ziemię. Na szczęście tą mrówką jest tylko mała grupka skupiona wokół prezesa, a nie cały naród polski, któremu rzeczywiście należy się więcej, czyli powrót do cywilizacji człowieka rozsądnego. Pisowcom podpowiadam, że najwyższy czas opuścić tonący okręt. Kto pierwszy ucieknie będzie miał szansę na lepsze urządzenie się w nowym życiu, a przecież o to wam chodzi.





20:22, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
środa, 31 stycznia 2018

Powodem sporu z Israelem w sprawie obrony tzw. interesów polskich jest pospolity analfabetyzm aktualnych przedstawicieli państwa polskiego. Napisali ustawę po polsku, której sami nie rozumieją. Oczywiście, ocena skutków prawnych i politycznych przekracza znacznie ich wyobraźnię. 

Dwa nurty pojawiły się dzisiaj wśród autorów "genialnej" ustawy. Jedni twierdzą, że Polska jest dzisiaj  tak potężna, że nie musi się liczyć z kimkolwiek. Czekam na konie ze stadniny janowskiej w fotelach senatorów. Merytorycznie nic by to nie zmieniło.

Inni puszczają oko do publiczności. To jest tylko takie prawo, ale tak naprawdę to nie mamy zamiaru nikogo karać. Ustawa jest tylko tak na wszelki wypadek, gdyby jakaś organizacja w sposób zorganizowany zechciała nas oczerniać. Dokumentują w ten sposób swój stosunek do prawa i praworządności. Tworzenie prawa jest taką przedszkolną zabawą, w w prawdziwym życiu... decyduje prezes.

Niestety, pech dla dzielnych polityków dobrej zmiany, w Israelu i na świecie, na odpowiedzialnych stanowiskach zasiadają ludzie, którzy potrafią czytać teksty ze zrozumieniem i z lekkością umysłową wyobrażają sobie konsekwencje prawne, a prawo traktują poważnie.

Pewna starsza pani, która przeżyła piekło holokaustu opowiada w amerykańskich albo niemieckich szkołach swoje przeżycia z tamtego czasu. "Do naszego domu wtargnęli przez wyłamane drzwi Polacy. Wyskoczyliśmy z łóżek. Matka stanęła przed nami. Wtedy została uderzona pałką w głowę. Inni rzucili się na nią i ją zwyczajnie zabili. W zawierusze udało się nam dzieciom uciec i schować w drewutni. Słyszeliśmy jak zastanawiali się "Gdzie te żydki mogły ukryć złoto?" Na szczęście pojawili się niemieccy żandarmi i napastnicy uspokoili się, ale posłusznie pokrzykiwali "Panie żandarm, Kinder Juden suchen." Szybko wyciągnęli nas z szopy, ale nie zatłukli z respektu przed Niemcami. Dalszą podróż odbyliśmy na wojskowej ciężarówce w towarzystwie kur, prezentu dla żandarmów od wdzięcznych mieszkańców. Po kilku przesiadkach i miesiącach przekroczyliśmy słynną bramę w Auschwitz..."

Mamy więc oskarżenie Polaków o niebagatelny udział w Holokauście. Pani nie przyjechała tak sobie do szkoły. Spotkania z młodzieżą są organizowane logistycznie przez różne prywatne i państwowe organizacje. Ktoś przecież ustala terminy, transport dla sędziwej staruszki, ktoś jej towarzyszy jako opiekun. Ten niby fakt, właściwie nie jest faktem, lecz wspomnieniem dziecka. A może ktoś dziecku podpowiedział? Zgodnie z pisowskim prawem ta pani musi, musi zostać skazana na karę. Nawet sędzia niezależny od polityków, ale zawsze zależny od prawa musi tą panią skazać na karę. Tak funkcjonuje prawo w krajach prawdziwego prawa i sprawiedliwości. Może trzeba będzie wydać międzynarodowy list gończy za staruszką? Ale nie chcę rozwijać tematu.

Z tego powodu niefortunna ustawa IPNu wzbudza tak wielkie protesty na całym świecie i ten protest nie ma nic wspólnego z "polskimi obozami". Niestety, faktem historycznym jest, że przed  tysiącami obywateli polskich żydowskiego pochodzenia holokaust praktycznie pojawił się najpierw w formie polskiego sąsiada z kłonicą w rękach, często z księdzem w tle. Zupełnie nie ważne jest, czy było tych Polaków pięćdziesiąt, czy pięćset tysięcy,  a już zupełnie nie mają z tym nic wspólnego okupacyjne zachowania innych europejskich narodów "Ja ukradłem tylko jeden cukierek, a Franek pięć." Każdy odpowiada za siebie.   

Ponieważ Polacy odruchowo starają się ukrywać nieprzyjemne fakty, wiedza o nich rozprzestrzenia się w nieubłaganym zupełnie naturalnym procesie plotki. Naiwnym jest sądzić, że można to opanować bezsensowną ustawą. Wręcz przeciwnie, należy teraz oczekiwać większego zainteresowania tematem na całym świecie. Będzie gorzej.

Jedynym sposobem na wyzwolenie z ciężkiego oskarżenia byłby skok do przodu, czyli uruchomienie polskich rzetelnych badań w temacie na dużą skalę. Dla wiarygodności potrzebny jest oczywiście udział międzynarodowy. Publiczna dyskusja. Trzeba w końcu rąbnąć się pięścią w pierś "Tak, wielu z naszych przodków nie zachowało się przyzwoicie. Chcemy to dokładnie zbadać i policzyć i rozliczyć." Oczywiście, będzie bolało, ale to jest jedyny sposób, żeby zdjąć to obciążenie z kolejnych pokoleń Polaków.

Nie ma wolności bez odpowiedzialności. Tylko dzieciom i młodzieży przysługuje ograniczona odpowiedzialność. Najwyższy czas, sto lat po uzyskaniu niepodległości przejść w dorosłość.  



18:47, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (21) »
środa, 10 stycznia 2018

Miejsce w szeregu

Wartość przedsiębiorstw zarejestrowanych na giełdzie warszawskiej wynosi około 350 mld euro. Z tego tylko 45% (155 mld euro) stanowią spółki krajowe. Oczywiście w tej kwocie znajduje się też zagraniczny kapitał spekulacyjny. Ale nie komplikujmy sprawy.

Dla porównania kilku najbogatszych ludzi na świecie dysponują prywatnie bogactwem w okolicach 100 mld euro, każdy z nich osobno. Natomiast kwoty jakimi dysponują profesjonalni inwestorzy bywają nawet kilkadziesiąt razy większe.

Albo inaczej. Porównanie obrotów handlowych giełd europejskich obnaża jeszcze bardziej "pisowską potęgę" Polski. Warsaw Stock Exchange pohandlował tylko 160 razy mniej niż pięć najbardziej obrotnych giełd europejskich. Nawet obroty giełdy tureckiej są dziesięć razy wyższe od warszawskiej. Obroty prowincjonalnej giełdy stuttgarckiej są  dwa razy wyższe od warszawskiej, ale w Badenii-Wirtemberce mieszka 6 razy mniej ludzi niż w Polsce.

Można powiedzieć, że z jednej strony polski majątek narodowy może zwyczajnie jakaś "żydokomuna", czyli byle kto, kupić, gdyby jej się to jakoś opłacało. Z drugiej strony wpływ ekonomiczny wielkiego wodza Jarosława i jego ekipy na losy Europy i Świata jest minimalny, jak mrówka do słonia. Owszem, może sobie pokrzyczeć i tyle. Wielkość owada zmniejsza się proporcjonalnie do wzrostu intensywności wrzasku.

Warszawa zajmuje 11 miejsce na liście europejskich giełd i w ostatnim ćwierćwieczu rozwinęła się się od zera  w sposób, który wzbudza szacunek na świecie. To było prawdziwe wstawanie z kolan. Wielki prawdziwy sukces. Pomimo tego warto czuć realne proporcje, jeżeli chce się wstawać z kolan z różańcem bojowym w ręku, albo bez świętych obrazków.

Oczywiście, można powiedzieć, że istniały kraje bez giełdy, na przykład PRL. Warto przypominać wyborcom PiSu, jak wtedy się żyło. Nie ulega zupełnie wątpliwości, że "dobra zmiana" w systemie sprawiedliwości, kiedy zacznie działać, wstrzyma rozwój giełdy i przyczyni się do zmniejszenia zagranicznych inwestycji.

Kopanie piłki

Podstawą piłki nożnej są przepisy określające formy organizacji i działalności klubów oraz zasady gry. Dlatego międzynarodowa FiFA z siedzibą w Szwajcarii utrzymuje Komisję Regulaminową i wydział  szkoleniowy sędziów, którzy konkretnie, na boisku, czyli w życiu, interpretują przepisy, wydają wyroki. FIFA wydaje nawet bardzo szczegółowe wytyczne do budowy stadionów, określające na przy przykład ile ubikacji trzeba zaprojektować na tysiąc widzów, zupełnie nie licząc się z narodowymi patriotycznymi i bardzo tradycyjnymi budowlanymi prawami.

Członkostwo jest dobrowolne. Każdy kraj może z organizacji wystąpić, grać po swojemu i budować sławojki zgodnie z narodową tradycją. Na przykład zawodnicy rezerwowi powinni mieć prawo wejścia na boisko od czasu do czasu, dla rozgrzewki, albo kibice gospodarzy urządzaliby "ścieżkę zdrowia" dla sędziów schodzących po meczu z boiska zgodnie ze szlachetną zasadą oddania sprawiedliwości w ręce suwerena. Praktycznie wszystko jest możliwe. Pełna suwerenność. Wadą rozwiązania jest utrata wpływu na międzynarodowy związek piłkarski i zakaz udziału w jakichkolwiek rozgrywkach po za granicami kraju.

Sam prezes prezesów polskich J.K. przegrał kiedyś zdaje się z prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej, ponieważ za tym mniejszym stanęła FIFA z krajowymi kibicami czyli krajowymi wyborcami, którzy sobie nie mogą wyobrazić świata bez udziału w piłkarskich mistrzostwach. Ani olbrzymia suwerenna Rosja, ani strasznie niezależna i atomowa Korea Północna nie są w stanie "wyrwać się ze szponów" międzynarodowych organizacji sportowych. 

FIFA jest przykładem skutecznej organizacji, która rozwiązuje znakomicie problemy globalne kopania sportowego, wbrew wszystkim religijnym, narodowym, patriotycznym hasłom z XIX wieku, które wtedy służyły sztabom generalnym  do produkcji mięsa armatniego. Unia Europejska, to też jest tylko taka FIFA. Właścicielami FIFA są narodowe federacje, natomiast Unia jest składnikiem majątku demokratycznych państw. Nawet budynki unijne są własnością Polaków. Proporcjonalnie do wysokości udziałów mogą decydować na przykład o kolorze elewacji.

Ściąga dla elit kulturalnych

Dlaczego wyborcy rozumieją i szanują funkcjonowanie związków sportowych, a nie kapują o co chodzi w Unii? Może mogą spróbować odpowiedzieć nauczyciele, artyści, redaktorzy mediów oświeconych i w ogóle ludzie odpowiedzialni za kulturę narodową, czyli uprawianą przez naród wiedzę o świecie. Nie wystarczy zwymyślać ludzi mniej wiedzących od buraków, parobków, pańszczyźnianych i innych brudasów... Obowiązkiem elit narodowych jest dotrzeć z wiedzą do tych ludzi i Polaków i wyborców.  Wtedy przestępcy, hochsztaplerzy i inni cwaniacy nie mieliby szans. Jak już musimy żyć w karykaturze pisowskiej dziewiętnastego wieku, to może spróbować pracę organiczną...

 

Aktualności

Już po raz trzeci PiS albo ktoś, kto za nią stoi, rozpoczął robienie Polaków w konia. Na żywca.

W roku 2005 prezes sugerował niewinnie koalicje z proeuropejską i otwartą na świat Platformą Obywatelską. Pazury zostały schowane. Po wyborach okazało się, że koalicja, owszem jest możliwa, pod warunkiem, że PO całkowicie podporządkuje się awanturniczej polityce PiSu.

W roku 2015 prezes, przebojowy nieuk Ziobro i awanturnik mściciel Macierewicz zostali sprytnie ukryci przed wyborcami. Po wyborach wyskoczyli z ukrycia. Jeden już zdemolował system sprawiedliwości ale zadania nie wykonał do końca. Musi wygrać jeszcze wybory. Natomiast drugi skutecznie rozbroił i pozbawił dowództwa polskie siły zbrojne. Teraz został schowany do lodówki i wyskoczy pewnie po wyborach samorządowych.

Natomiast sam prezes po katastrofalnym osobistym premierostwie został dokładnie odizolowany od wyborców. Swoje medialne występy ogranicza do zaprzyjaźnionych mediów, gdzie redaktor wie lepiej od niego, co należy powiedzieć. Ktoś wie dobrze, co robi, ponieważ podczas ostatniego spontanicznego występu przed niekontrolowaną publicznością skończyło się średnio estetycznym wylewem szamba z czcigodnych ust.  O zdradzieckich mordach, kanaliach itd. była mowa. Starsi ludzie pamiętają, że w czasach starożytnych przedinternetowych podobnie pisano gównianym atramentem na ścianach publicznych szaletów. "Zióta jest kórwa" "wacek Wacka jest mały" "Zióta zdradza Wacka z Juzkiem". Narzucenie na grzbiet wilka owczej skóry działa jednak po raz kolejny. Słupki sondaży podskoczyły dla PiSu. Które zdanie jest prawdziwe? Polak mądry po szkodzie czy niemądry zawsze.

Biskupi powoli zaczynają czuć swąd piekła, więc niektórych kolegów oddelegowali na odcinek nowoczesny. Ale u nich tak zawsze. Nie mają problemu obsłużyć kropidłem dwie przeciwne armie nawet tuż przed bitwą. Natomiast sam prezes prawdopodobnie poczuł nadchodzącą odpowiedzialność za demolkę państwa i w ogóle nie przyszedł na akademię prezydencką odebrać laur zwycięstwa nad rozbrajającym wojsko smokiem. " a mówili już, że się go boję." Przed sądem będzie mógł powiedzieć prawdę "Mnie przy tym nie było". I to będzie dowód prezesowskiej prawdomówności po wsze czasy. Jarosław Prawdomówny brzmi lepiej niż jakiś Krzywousty.

Ściąga dla opozycji i dziennikarzy

Opozycji proponuję iść za ciosem i złożyć do prokuratury podejrzenie o korupcję w ministerstwie Szyszki. Kto zarobił na wyciętych drzewach i ile? Kto to umożliwił i za ile? Ewidentna kradzież majątku narodowego. Najwyższy czas, żeby odebrać lasy leśnikom i oddać suwerenowi. Brak albo opieszała reakcja prokuratury będzie dowodem na karalne ukrywanie przestępstwa przez kolegę ministra prokuratora generalnego. Pokerowe "Sprawdzam!"

Może na początek jakiś poseł opozycji zdobędzie się na odwagę i zapyta nowego ministra. Jeżeli nowy nie lubi starego Szyszki, są szansę na rzetelną informację o skali kradzieży drzewa.  Kto ściął?, kto sprzedał?, kto zarobił? Jestem optymistą i przekonany, że w polskich lasach ukrywa się wielu przyzwoitych leśników, a w ministerstwach można spotkać w gorszych biurach przyzwoitych i kompetentnych urzędników.

Prawdopodobnie mniej odwagi potrzeba, żeby zapytać się, kto handluje spermą znakomitego państwowego arabskiego ogiera. Został wychodowany w  słynnych stadninach trzeciej RP, a teraz garażuje gdzieś przy granicy niemieckiej w prywatnej stajni w gotowości do zapłodnienia zagranicznych klaczy. Za ile? Kto na tym zarabia? Czyżby kradzież majątku narodowego? Czwarta RP zlikwidowała sławę i renomę stadnin, ale apolityczna sperma z powodów biologicznych w dalszym ciągu przedstawia wartość monetarną na światowym poziomie i może się stać początkiem wielkich hodowli na germańskiej ziemi. Wyprzedaż majątku narodowego?

Ponieważ udziały polskie w Unii są składnikiem majątku narodowego to osłabianie, zmniejszanie jego wartości trzeba uznać za sabotaż, albo bezmyślne niszczenie mienia społecznego. Meldunek do prokuratury byłby jak najbardziej uzasadniony.

 

 

 

 

 

20:04, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
środa, 03 stycznia 2018

"Szanowni Państwo,

Przedstawiamy nowy program Prawa i Sprawiedliwości, dostosowany do zmienionej sytuacji. Pragniemy zaprosić w ten sposób do dyskusji nad naszymi propozycjami nie tylko członków i sympatyków naszego ugrupowania, lecz wszystkich, którym leży na sercu dobro Polaków i przyszłość Rzeczpospolitej.

Jarosław Kaczyński

prezes Prawa i Sprawiedliwości"

Tak zaczyna się osobisty Mein Kampf ambitnego małego człowieka z Żoliborza, który całe swoje dorosłe życie poświęcił polityce, a konkretnie zwalczaniu zdolniejszych od siebie. Kilkadziesiąt stron ze 166 poświęcone jest dowodowi jak bardzo niedobry jest Donald Tusk. Towarzyszy mu jeszcze premier Buzek, który też miał popełnić wiele błędów. 

Gdy Tusk sięgnie po środki!?, to "Realny ustrój państwa przesunąłby się już wyraźnie w stronę autorytaryzmu. Można powiedzieć, że Polska zostałaby przesunięta na wschód. Prawo i Sprawiedliwość będzie w tych warunkach broniło demokracji, praw i wolności obywatelskich oraz podmiotowości społeczeństwa wobec władzy łamiącej prawo." 

Dowodem na powyższą tezę jest fakt wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, gdzie pewnie pracowicie przesuwa Europę na wschód. Ćwiczenie z logiki: ponieważ Tusk nie wprowadził dyktatury, musi to zrobić PiS, żeby móc przystąpić do obrony demokracji.

"Tak uważał śp. Prezydent RP Lech Kaczyński oraz inni przywódcy ruchu solidarnościowego w latach 1980-1988." Noblista Lech Wałęsa albo niesamowicie sprawny i inteligentny polityk opozycjonista w latach 1980- 2017 Władysław Frasyniuk  nie załapali się.  Sławny poszukiwacz prawdy ze Żoliborza oszczędzał papier?

Kiedy po dwóch latach rządów PiSu czyta się cele i diagnozy prezesa to robi się śmiesznie. Znakomity materiał dla kabaretów. Niestety, kiedy czyta się o metodach jakimi PiS zamierzał uszczęśliwić swój naród, włosy się na głowie jeżą ze strachu. Codzienna praktyka jest jeszcze gorsza.

Tekst ukazał się w roku 2014 i jest rozdział po rozdziale realizowany. Niektóre rozdziały zostały zrealizowane, inne są in doing. Ciekawe co stałoby się, gdyby przed wyborami panowie i panie publicyści, specjaliści profesorowie zainteresowali się dziełem Moja Walka z Tuskiem. Prawdopodobnie niewiele brakowało, żeby PiS wybory przegrał. Nieprzypadkowo ukryto wtedy takie postacie jak Macierewicz i Ziobro, a samego Jarosława otoczono ścisłą opieką, żeby nie musiał odpowiadać na "wrogie" pytania. Mógłby stracić głowę i coś palnąć "o zdradzieckich gębach i kanaliach", już wtedy, przed wyborami. Kto go pilnował? Czy Jarosław poddał się procedurze dobrowolnie? Temat dla dziennikarzy śledczych.

Uczestników debaty publicznej, których dobra zmiana wyrzuciła z siodła  nie jest mnie zupełnie żal. Wystarczyło przecież systematycznie protestować przeciwko hasłu "Polska w ruinie." Można było częściej i z większym przekonaniem pisać, mówić o korzyściach z uczestnictwa w największym współczesnym projekcie naszej cywilizacji, jaką jest Unia Europejska. Uczestnictwo polegające na równych prawach, jak jakieś Niemcy albo Francja. Dla przypomnienia Mieszko I i Bolesław Chrobry prawdopodobnie nie wiedzieli, że są wielkimi Polakami ale byli dumni z tego, że są lennikami Cesarza Rzymskiego Narodu Niemieckiego, Natomiast współczesna Polska jest współwłaścicielem Europy.

"Kultura potrzebuje pomocy ze strony państwa i powinna ją otrzymywać... Oczywiście zakres tej pomocy musi iść w parze ze sferą tych wartości, które są promowane przez państwo." A państwo to ja Jarosław, brat śp. Prezydenta RP. Szkoda, że dzisiaj wyrzucani z teatrów artyści nie przyjęli zaproszenia do dyskusji, kiedy był na to czas przed wyborami. Prezes zrozumiał ich milczenie  jako potwierdzenie jego wizji, więc czy można się dziwić, że jeden z jego asystentów rozpieprza najlepsze polskie sceny. Facet nie ma wyboru. Realizuje program, obietnicę wyborczą.  

"Inną patologią... i która nam ciągle zagraża to zagrożenie wolności badań naukowych. (...) Pojawiały się też brutalne ataki, również przy przychylności części środowiska, na naukowców badających przyczyny tragedii smoleńskiej." Domyślam się, że nie chodzi o członków komisji Millera. Strona 135. Bez trudu, każdy uczony może sobie wykombinować, czy musi przygotować sobie walizeczkę alarmową ze szczoteczką do zębów i ciepłą bielizną. Bo, kiedy nad ranem uderzą hałaśnie w drzwi...

Po za tym najważniejsze w karierze będą znakomite książki pisane po polsku, ponieważ wzbogacają kulturę narodową, a nie publikacje w pismach naukowych po angielsku, które są kiepskie. Podobnie ilość grantów europejskich, pisanych "w modnych językach" nie będzie miała wpływu pozytywnego na los uczonego... Prezes oczywiście jak każdy dobry wujek rozumie naukowców i ma zamiar zwiększyć ich zarobki, kiedyś... w przyszłości.

"Więcej Europy, według tej koncepcji, oznaczać musi mniej Polski. Fundamentalnie się z tym nie zgadzamy" PiS jest zdecydowanie przeciwko dalszej integracji europejskiej, czyli ustawia się w roli hamulcowego. Pociąg Polska ma stanąć na bocznicy, aż wschodni sąsiad ukradnie torowisko... Program 2014 na stronie 150 zapowiada "ustawę o wykonywaniu suwerenności państwa", która ma odłączyć lokomotywę europejską od Polski. To będzie polska ustawa i polska decyzja. Zupełnie bez sensu, ponieważ nikt w Unii tego nie chce. Niestety nie wystarczy rozkaz prezesa, żeby zatrzymać Unię na poziomie naszych możliwości. Lokomotywa pojedzie nawet szybciej bez przestarzałego składu Polska. Zachodni decydenci mają już dosyć fanaberii z Warszawy. Tylko dobra kinderstube nie pozwala im powiedzieć pisowskim dyplomatom "Spadajcie". Chociaż na salonach już się prywatnie mówi, wstrzymać wypłaty, ułatwić takim krajom jak Polska opuszczenie Unii, podobnie jak Brexit. Wola polityczna już jest, żeby pozbyć się polskiego ciężaru. Trwa poszukiwanie prawnych i eleganckich możliwości.  

Niestety, problemy przed jakimi stoi Unia są do rozwiązania tylko poprzez pogłębianie integracji. Tak uważają pozostali przywódcy europejscy. To jest jedyna rozsądna odpowiedź na problemy stworzone przez globalizację. Od tego zależy też ile zleceń, jakie będą miały polskie fabryki z... Niemiec. Od tego zależy, czy Europejczycy, w tym Polacy, będą mieli wpływ na światowe zmiany. W interesie polskich patriotów jest przystąpienie do strefy euro. Polska nie jest niewolnikiem Unii, lecz jej współwłaścicielem. Z takimi oczywistymi prawdami mają trudności nawet autorzy GW.

Niestety, Polska według PiSu staje się coraz bardziej śmiesznym i żałosnym kraikiem, gdzie wymachują rękami, odgrażają się na lewo i prawo, tupią małymi nóżkami, ale tak naprawdę stają się coraz bardziej niepotrzebni w Europie i na Świecie. Normalni politycy już dzisiaj ograniczają kontakty z gwiazdami dyplomacji dobrej zmiany. Prezes zrozumiał, i nie wychyla się osobiście za granicę. Chcę wierzyć, że pisowski pomysł przekształcenia Unii w serię nacjonalistycznych niezależnych od siebie państewek tylko przez przypadek podobny jest do kremlowskich marzeń. Polexit jest zapisany w programie wyborczym PiSu. Chciałbym zobaczyć konferencję graniczną w Zgorzelcu ministra spraw zagranicznych "Germany first" ze swoim odpowiednikiem "Poland first". Polityk "Amerika first" niby sojusznik Kaczyńskiego powie z całą pewnością ze swoim wdziękiem "róbta co chceta, a mnie możecie pocałować w dupę". Pytanie dla myślącego jeszcze fana PiSu. Co się stanie z granicą polsko-niemiecką?

Oczywiście, nie chodzi tu o krytykę nieszczęśliwego starszego człowieka, wdowca po bliźniaku, który mógł być popularnym pisarzem, dostojnym profesorem akademickim, nawet jego tajemniczy brak życie erotycznego... a został samotnym dziadkiem zagubionym we współczesnym świecie, otoczonym głupcami i karierowiczami. Jedynym jego konkretnym osiągnięciem jest miłość kota. Lecz chodzi o to, że facet uwiódł swoją bajką, wystarczająco dużo wyborców, żeby przejąć rządy. Dla kogo?

W programie 2014 zapisano wiele zdań, które bez trudu zaakceptuje każdy przeciętnie inteligentny niezależnie od politycznych przekonań, na przykład, żeby Polska była silna. Program w rzeczywistej rzeczywistości realizuje się często zupełnie inaczej, czyli zmierza do przywrócenia PRLu w swojej najbrutalniejszej formie i osłabia pozycję Polski. Czyżby ktoś kiwał prezesa? Albo facet gubi się już w intrygach i w szczegółach?

Program jest jeszcze dzisiaj jak najbardziej aktualny. Pozwala przewidywać przyszłość z PiSem. Pozwala ocenić zgodność obietnicy wyborczej z realizacją. Tekst Mein Kampf przedstawia wyobrażenia wodza o funkcjonowaniu świata i najwyższy czas, żeby zajęli się nim poważni analitycy. Oczywiście autorzy kabaretów znajdą też wiele dla siebie. Szanowny panie Górski, skecz o obracaniu choinki w gabinecie prezesa wypada blado, przy programie 2014.

Warto skorzystać z zaproszenia do dyskusji i zacząć tłumaczyć wyborcom PiSu, co jest dobre w dobrej zmianie, a co spowoduje pewną katastrofę. Pisowcy to też ludzie i wyborcy i Polacy i patrioci. Z moich niepełnych informacji wynika, że tylko Nowoczesna spisała o co jej chodzi. Natomiast ze strony PO cisza zupełna. Czasami jakiś teatralny gest w Sejmie. Totalne lenistwo. Wyobrażam sobie, że taki Szetyna powinien nie wychodzić z mediów i dzień po dniu komentować wyczyny rządzącej konkurencji. Ale jeżeli ma zamiar rządzić w koalicji z PiSem to jego uparte milczenie ma sens.

Wbrew natowskim strategom MON sprowadził do Warszawy batalion najnowocześniejszych czołgów jakimi dysponuje Armia Polska. Po co? Przeciwko Warszawiakom? O tym trudno coś znaleźć w programie. Natomiast jest bardzo dużo o tym, jak polski przemysł zbrojeniowy się rozwinie i wyposaży polskich żołnierzy w najnowocześniejsze uzbrojenie.

Tylko dlaczego nie kupiono od Francuzów helikopterów, chociaż dostawca chciał w Łodzi zorganizować polskie biuro konstrukcyjne, polski montaż i polski serwis dla nowoczesnych maszyn, też z innych armii natowskich? Macierewicz najwyraźniej nie przeczytał szefa. "...opanowanie technologii o znaczeniu strategicznym, osiągalnym jedynie w niewielu państwach, staje się istotnym narzędziem umacniania międzynarodowej pozycji państwa." Sabotaż?

Dlaczego w trakcie rozmów o dostawie rakiet ziemia powietrze postawiono warunek, którego z całą pewnością Amerykanie nie zaakceptują, bo prawnie nie mogą. Macierewicz zażądał kompletnej dokumentacji technicznej zawierającej najnowsze rozwiązania. Po co? Tłumaczka  rosyjska czeka już w blokach startowych? Tego akurat nie było w programie Kaczyńskiego.

Prezes osobiście wyznaczył natomiast rolę NATO, które musi nas bronić i już. Natomiast my będziemy uczestniczyć w operacjach natowskich po uważaniu, czyli kiedy będzie się nam opłacało. Radzę panu Kaczyńskiemu sprawdzić dokładnie umowy. Tam są już opisane zasady współpracy. Nie potrzeba nic wymyślać. O wysłaniu żołnierzy amerykańskich na wojnę decyduje wyłącznie prezydent i kongres USA. W umowie stoi nawet, że  jakiekolwiek zobowiązania natowskie nie mogą ograniczać swobody podejmowania decyzji przez prezydenta USA. Aktualnie obowiązująca zasada America first nie wróży niczego dobrego. Ale może ktoś obiecał prezesowi PiS amerykańską prezydenturę?

Niemieckich żołnierzy wysyła na wojnę Bundestag przez głosowanie. Gabinet Schroedera (SPD) odmówił wysłania niemieckich żołnierzy na wojnę w Iraku, Bundestag przegłosował. Zrobiło się nieprzyjemnie, więc szybko zmieniono kwalifikację czynu na wojnę nienatowską. Czy pan prezes naiwnie sądzi, że niemieccy żołnierze z ochotą i przekonaniem wyruszą bronić biurowca na Nowogrodzkiej, skąd wydobywają się okrzyki brzmiące nieprzyjemnie i są nie zrozumiałe dla reszty świata. Tupanie nóżkami ich do tego skłoni? Może zawołanie "Rette meine Katze!, bitte." będzie bardziej skuteczne. 

Po dwóch latach rządów bez pojęcia Polska jest już dzisiaj w niebezpieczeństwie. Nie wykluczone jest jednak, że wojna jest zbyteczna, ponieważ mafijna międzynarodówka zarządzana z Moskwy siedzi już tak mocno w polskim siodle i kasuje, że jakiekolwiek awantury byłyby psuciem interesów. Jeżeli o programie prezesa 2014 można jeszcze próbować racjonalnie dyskutować to już wydarzenia ostatnich miesięcy pokazują teatr kukiełkowy, gdzie politycy na sznurkach robią jakieś dziwaczne numery. Przecież nie są aż tak głupi, żeby tego nie rozumieć.  Umoczeni?, shakowani? cyniczni patrioci? i tak z tej Polski nic nie będzie, więc chociaż się urządzę. Nawet kościół watykański, pomimo że ma gwarancje rosyjskie próbuje ustami swoich wytypowanych biskupów zająć też obok poletka nazistów, pozycje liberalne demokratyczne.  To tyle o sytuacji na froncie.

Nie chcę podskakiwać, ponieważ nie wiem jak bym się zachował, kiedy w willi czekałaby na mnie żona z dwójką dzieci, a nade mną wisiałby miecz niezwrotnej pożyczki ze Skoków na przykład na ten dom i wymarzone porsche. Przeżyłem PRL przyzwoicie ale częściowo byłem niemowlęciem i nie było tyle pokus. Po za tym z reguły na stanowiska, gdzie coś można było ukraść miałem zbyt wysokie kwalifikacje. Panował tam tłok małoestetycznych nieuków, więc się nie pchałem, a oni byli szczęśliwi, że ktoś zajmuje się sprawami, których oni nie rozumieją. Dostępu do szmalu nie miałem.

Do niedawna można było przeczytać program prezesa PiSu na stronie internetowej  PiSu. Polecam. 


PS Nieskromnie przypominam, że przed wyborami 2015 pisałem na tym blogu o Mein Kampf Kaczyńskiego. Nikogo to wtedy nie interesowało. A ci, którzy rzucili na to okiem przekonywali mnie, że to tylko słowa. Nikomu nie uda się zrealizować takiego programu w Polsce. Nie ma zagrożenia.

Autor oryginalnego Mein Kampf niejaki kapral Adolf Hitler też nie spotkał się z poważnym zainteresowaniem, ale później wszyscy bardzo żałowali, że sobie dzieło zlekceważyli. Hitler ukrywał przed suwerenem swoją ukochaną, przystojną Ewę Braun. Nie ukrywał natomiast owczarka niemieckiego jako obiekt swojej miłości. i szacunku. Wiemy, że prezes nie uprawia seksu. Całą swoją energię dzieli pomiędzy ukochaną Polskę pisowską i dwa koty, kotki. Dokładnie nie wiem i nie interesuje mnie.

Natomiast wiem na pewno, że Adolf Hitler bożyszcze wielu Niemek i Niemców, w ostatnich dniach Rzeszy odczuwał wielkie rozczarowanie, że Niemcy nie okazali się jego godni. Wytypował ich na panów tego świata, a oni okazali się słabi przed hordami ze wschodu. Jego wielki nadnaród dał zwyczajnie i dosłownie dupy. Według jego rozumienia Darwina, słabszy gatunek zwyczajnie przegrywa i znika z powierzchni ziemi. Wielki austriacki opiekun narodu niemieckiego był narodem zawiedziony i uważał, że azjatyccy gwałciciele realizują biologiczną sprawiedliwość. To było powodem, że wojna w Berlinie trwała do ostatniego centymetra przed jego betonową kwaterą. Po prostu naród niemiecki swoją słabością zdradził swojego genialnego Führera i nie zasłużył na nic lepszego.

Prawdopodobnie prawdziwy idol musi być kawalerem, obietnicą dla wszystkich samic w okolicy. Samice decydują, który mężczyzna jest alfa, a który beta. Praktyczne samice kopulują na co dzień z dalszymi literami alfabetu, ale mają nadzieję, że trafi im się alfa. Jarosław, gdzieś o tym przeczytał, albo po prostu siusiak mu nie staje. Z drugiej strony, kiedy na youtube oglądam pisowskie zgromadzenie, gdzie większość kobiet miną i wzrokiem obiecują prezesowi pełne oddanie, mnie też nie staje. Rzetelne psychologizowanie ma wiele pułapek, wiec może prezes, gdzieś w piwnicy ukrywa piękną dziewicę i z nią ma regularne orgazmy, które starannie ukrywa przed swoimi wielbicielkami, żeby nie stracić ich krzyżyka na wyborczej kartce.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



05:47, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (4) »
środa, 27 grudnia 2017

Przed kilku dniami, o 4:46 rano zobaczyłem prawym okiem rurę. Zaczynała się trzy centymetry przed źrenicą. Średnica  cztery, pięć centymetrów zasłaniała wystarczająco dokładnie otoczenie ale pozwalała zajrzeć do środka. Wyczuwalnie cieniutka ścianka pokryta była czarnymi plamkami na szarym tle. Czarne kleksy poruszały się w jakimś organicznym rytmie. W odległości kilkudziesięciu centymetrów przewód zamykała wyraźnie widoczna półkula czarno szara.  

Kiedy szarość przekształciła się w jednolitą czerń, w samym środku kuli pojawiło się pięć milimetrów żółtego światła i zgasło.  Czerń nie była jednak absolutna, ponieważ zamknięta półkula była wyraźnie widoczna. Nadwaga zniknęła, poczułem się lżejszy. Zwyczajne napięcia mięśni, nacisk materaca, zatkany katarem nos puściły. Zrobiło się przyjemnie i bezpiecznie. Obraz zniknął, żeby po kilku sekundach pojawić się ponownie. Prawie natychmiast kuliste zamknięcie zniknęło i zaświeciło zapraszająco całą rurą. Żółć szybko jaśniała i kiedy wydawało się, że źródło światła może jeszcze intensywniej, czasza kuli podzielona na trójkąty zamknęła się. Miałem wrażenie, że mógłbym przejść przez czarny tunel i rozpłynąć się w jasności. Jednocześnie odczuwałem ochotę, żeby to zrobić i specjalnie mi na tym nie zależało.  Pozostała ciekawość i ufność, że tam nie ma zagrożeń.

Zwyczajnie wstałem. Golenie, zęby, natrysk. Ubrałem się i usiadłem w fotelu. Zamknąłem oczy i podjąłem próbę nauczenia się tego, co zobaczyłem. Po godzinie zasnąłem, ponieważ nigdy tak wcześniej nie wstaję.  

Oczywiście, moje doświadczenie nie jest dowodem na istnienie jakiegoś innego boskiego świata. Równie dobrze światło może pochodzić z kadzi hutniczej albo z aktywnego wulkanu, albo ze słońca, gdzie wysoka temperatura rozkłada wszystko na czynniki podstawowe. Mój bardzo elektroniczny telewizor zanim ostatecznie wyzionął ducha, miał zwyczaj włączać się samodzielnie w najdziwniejszych godzinach i emitował aktualne audio. Nawet kiedyś latem, kiedy okna są otwarte zaprzyjaźniona sąsiadka zauważyła "Kto był u Ciebie  w nocy? W całej dzielnicy było słychać polityczną dyskusję." Nawet zwyczajna żarówka przepala się z efektami.

Oczywiście, niewielka średnica tunelu sugeruje, że nie chodzi o naszą widoczną  całość, ale o coś znacznie mniejszego. Może duszę? Więc czy elektroniczne układy też uprawiają jakiś niematerialny byt? Szaleństwo wolnych elektronów?

Śmierci boję się teraz jak gdyby mniej, chociaż zupełnie nie rozumiem powodu. Przy życiu trzymają mnie obowiązki wobec innych i odpowiedzialność za projekty aktualne i zamierzone. Ciekawość świata odgrywa też dużą rolę. 

13:26, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 grudnia 2017

robi się na świecie. Ostatnio do klubu polityki rozrywkowej dołączyli Niemcy. Wyborcy wybrali, a wybrańcy stracili ochotę. Nie ma chętnych do rządzenia.

Nawet partie skrajnie lewicowe i prawicowe, które na poziomie medialnych przebłysków tłumaczą ludziom jak należy urządzić idealny świat praworządnie i sprawiedliwie, Ma być jeszcze patriotyczny... Lewica rozszerza swoją patrię na cały świat, ze szczególnym uwzględnieniem najbardziej skorumpowanych i biednych krajów. Natomiast skrajność prawicowa ogranicza się do najbliższego otoczenia i rodziny. Niestety, Niemcy dobrze zapamiętali co kryje się za pięknymi hasłami i zimny pot im spływa po plecach, kiedy pomyślą o życiu pod taką władzą. Ale szefowie skrajni partyjni, na wszelki wypadek, zapowiedzieli, że pozostają w opozycji. Po za tym Istnieje cicha umowa  przyzwoitych demokratów, że z partiami niekonstytucyjnymi nie rozmawia się. Pomimo tego, dzięki socjaldemokratom lewi Die Linke, czyli następczyni enerdowskiej SED uczestniczy gdzie nie gdzie w rządzeniu na poziomie komunalnym i landowym. Natomiast faszyzujące AfD nie zasługuje nawet na krótkie sąsiedztwo nad pisuarem.

Socjalni demokraci już w dniu ogłoszenia wyborów ogłosili, że rezygnują z udziału w rządzie, chociaż rachunkowo mogliby dalej rządzić w koalicji z CDU/CSU. Pozostałe partie demokratyczne zieloni i liberałowie FDP niechętnie przystąpili do koalicyjnych pertraktacji. Po dwóch miesiącach intensywnych rozmów dziennych i nocnych okazało się, że tylko 273 punkty pozostały na poziomie ostrego sporu. Pierwsi odpuścili liberałowie, ogłaszając, że kończą bezsensowne pertraktacje i przechodzą na pozycje opozycyjne. Przy tak różnych poglądach stworzenie stabilnego rządu wydaje się być niemożliwością. Szczególnie, kiedy nastąpią jakieś zupełnie nie przewidziane sytuacje, które wbrew teorii zdarzają się, i rząd musi podjąć szybkie decyzje.

Informacje z saly obrad były jak gdyby tajne i docierają do wyborców w formie ogólników, "rozumiemy i poczuwamy się do odpowiedzialności za stworzenie stabilnego rządu dla Niemiec na najbliższe cztery lat." "Biorąc pod uwagę ilość zdobytych przez nas głosów nie możemy liczyć na stuprocentową realizację naszego programu. Jesteśmy gotowi do bardzo daleko idącego kompromisu." itd. itd. bla, bla, bla.

Natomiast konkretnie. Zieloni zgodzili się ze zgrzytaniem zębów na znany postulat Bawarczyków CSU o ograniczeniu imigracji do 200 000 osób  rocznie. Jednak na kilka dni przed zakończeniem pierwszego etapu rozmów ogłosili, że do tej  liczby nie wchodzi tzw. łączenie rodzin, i osoby składające wniosek o udzielenie azylu. Czyli faktyczne zaproszenie wszystkich chętnych na niemiecki socjal. Jednocześnie przedłożyli rachunek swoich ekspertów, którzy wyliczyli, że krewnych przybędzie najwyżej 50 do 70 tysięcy. Realne szacunki mówią o 750 tysięcy do miliona, a więc granica otwarta. Dodatkowo zieloni zażądali przyjazdu rodzin do osobników, którzy otrzymali czasowo ograniczony azyl, do czasu zakończenia działań wojennych w ich kraju, bo inaczej nie będą się integrować i z nudy staną się niebezpieczni. Na argument o wysokich kosztach zieloni odpowiadają, że Niemcy są bardzo bogatym krajem, trzeba tylko właściwie opodatkować bogaczy i korporacje. Oczywiście, każdy z nas, nie wykluczając mnie, wolałby być bogatym altruistą niż biednym sknerą.

Natomiast FDP I CDU/CSU zgodziły się na podtrzymanie zakazu łączenia rodzin, który kończy się w marcu 2018 roku oraz dopuszczenie przyjazdu rodzin w szczególnie trudnych przypadkach. Jednocześnie uciekinierzy, którzy urządzili się w Niemczech, mają tytuł stałego pobytu i ze swoich zarobków są  w stanie utrzymać rodzinę uzyskaliby zezwolenie na sprowadzenie najbliższych krewnych.

Niestety świat jest bardzo skomplikowany. Państwa, wszystkie, nie tylko bananowe republiki, konkurują o inwestorów właśnie wysokością podatków i to się w najbliższych latach nie zmieni. Ostatnio USA obniżyły podatek od przedsiębiorstw z 35 na 20%! Oczywiście można się temu przeciwstawić śmiesznie jak PiS napuszczając prokuratorów na tak zwane legalne optymalizacje podatkowe. Obniżenie kosztów, zwiększenie zysków od zainwestowanego kapitału wynikają przecież z opisu obowiązków każdego managera. Jeżeli tak nie czyni, ryzykuje oskarżenie o spowodowanie strat. Ciekawe jak długo przeżyje polski wolny kapitał w takich warunkach. Wysokość podatków nie daje się zbyt łatwo manipulować, więc ilość pieniędzy socjalnych jest ograniczona. Nie trzeba być faszystą, żeby zauważyć zależność. Zwiększenie wydatków na uciekinierów musi się odbyć kosztem ludności miejscowej. Z drugiej strony już kilkaset tysięcy przybyszy z ostatnich lat pracuje, zarabia na siebie i niemieckich emerytów.

Albo, SPD i Zieloni chcieliby wprowadzić w strefie Euro tzw. automatyczny transfer z krajów bogatszych do biedniejszych. Każdemu według potrzeb... Natomiast CDU/SPD i FDP uważają, że pierwszą przyczyną biedy w niektórych krajach unijnych bywa zwykła niegospodarność i owszem, trzeba pomóc dając wędkę, a nie znakomicie przyprawioną rybę na talerzu, co jest zresztą zgodne z treścią traktatu o wprowadzenie wspólnej waluty.

Ale wracając do Niemiec. Sytuacja jest raczej nieciekawa. Trwają próby przekonania przywódców SPD, żeby jednak łaskawie powrócili do rządzenia, a oni "czują się oczywiście odpowiedzialni za kraj" i... wymyślają taki program, żeby zniechęcić panią Merkel do wspólnego rządzenia. W ogóle toczy się aktualnie wielka bitwa agitacyjna. Chodzi o to, żeby udowodnić, że samemu jest się do serca przyłożyć, gotowym dla dobra ojczyzny na największe poświęcenia i kompromisy, tylko ta druga strona jest taka be, nieodpowiedzialna, ponieważ... nie chce realizować naszego słusznego programu.

Sytuacja jest więc taka, że Niemcy mają rząd pełniący obowiązki rządu składający się z koalicji CDU/CSU SPD z panią Merkel na czele. Taki rząd bez ważnej demokratycznej legitymacji ma ograniczone możliwości podejmowania decyzji, które zobowiązują przyszły rząd do czegokolwiek. Pozostaje bieżące administrowanie.

Nowy parlament działa już pełną porą. Powołano tzw. Komisję Główną, która ma podpierać rząd p.o.. Komisja składa się z około czterdziestu członków i będzie decydować o koniecznych sprawach przekraczających kompetencje rządu p.o.. Jak taki układ będzie funkcjonował w praktyce, nie wie nikt.

W tej chwili trwa próba utworzenia koalicji CDU/CSU i SPD. Kiedy się nie uda, Prezydent wskaże parlamentowi panią Merkel, jako szefową zwycięskiej partii, na nowego premiera nowego rządu. Jeżeli jedna trzecia posłów wyrazi zgodzę, powstanie tzw. rząd mniejszościowy. Taki układ zdarzał się już  w wielu krajach ale w Niemczech nigdy. Ustawy będą głosowane przez różne kolorowe koalicje w zależności od tematu. Trudna sprawa. Procedura został opisana kiedyś w konstytucji i ma okazję sprawdzić się teraz.

Tak czy inaczej, na nowy pełnosprawny niemiecki rząd będziemy czekać jeszcze prawdopodobnie kilka miesięcy.



 PS Nie byłbym Polakiem, gdyby nie czekając na wyjaśnienie sytuacji, nie zacząłbym szukać winnego. Otóż Martin Schulz aktualny przewodniczący socjaldemokratów, postanowił wyjście z koalicji. Powodem była odczuwana marginalizacja partii w koalicji pod kierownictwem pani Merkel. Pomysły SPD w naturalny sposób stawały się sukcesem pani Kanclerzy z CDU. Niestety tak funkcjonują media i nasz odbiór też. Rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że SPD jest tylko regionalnym oddziałem CDU. Naprawdę trudno jest utrzymać partyjną tożsamość pod obcym premierem. Decyzja Schulza została podyktowana uzasadnionym interesem partyjnym, a że Niemcy tracą... Na usprawiedliwienie trzeba dodać, że rachunkowo istniała alternatywa dla dużej koalicji GroKo w postaci Jamajki.

Wyborcy oddali zbyt dużo głosów na partie niekonstytucyjne, przez co koalicja dużego z jednym małym okazała się niemożliwa. Oczywiście nie jest prawdą, że wyborcy AfD są faszystami, a oddający głos na skrajną lewicę są komunistami. Prawdopodobnie padli ofiarą dezinformacji przy pomocy internetu i zastosowaniu nowoczesnych chwytów sterowania konsumentami. Na przykład proste umysły nie rozróżniają pomiędzy diagnozą i terapią. Każdy potrafi zauważyć "Oh! Facet ma siekierę w głowie." ale wyciągnąć ją z czaszki i uratować życie ofiary potrafi tylko doświadczony chirurg. Proste? A jednak wielu wierzy, że postawienie diagnozy wynika z kompetencji w leczeniu.

Oczywiście działalność polityczna powoduje koszty organizacyjne, które postanowiło pokryć pewne mocarstwo mające z nami na pieńku. Na przykład plakaty, grafiki dla AfD były opłacane przez pewno agencje pijarowską, szwajcarską. Przypadkowo współwłaścicielami byli ważna postać moskiewskiego parlamentu i bogaty oligarcha tam zbliżony.

Coś takiego już się wydarzyło w Niemczech, kiedy wyborcy padli "urokowi" nowego medium radiowemu. Na usprawiedliwię trzeba dodać, że demokracja była też czymś zupełnie nowym. Tysiącletni feudalizm upadł kilka lat wcześniej, więc zrozumienie o co chodzi i jakie bywają korzyści z nowego systemu społecznego były niezbyt rozpowszechnione.  Do dzisiaj zbieramy baty w wielu miejscach naszego globu, kiedy próbujemy w krajach bez demokratów budować demokrację. Zawsze powstaje wtedy dyktatura skorumpowana.

 

 

 

 

18:10, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 listopada 2017

Nowoczesna broń

Niedługo na lewym brzegu Odry pojawią się oddziały wyposażone w supernowoczesne... różańce (Rosenkranz). Aktualny prezydent USA zażądał od sojuszników zwiększenia zbrojeniowych wydatków. Jednocześnie warszawskie ministerstwo rozbrojenia udowodniło, że pomimo otwartych granic udaje się w ten sposób powstrzymać inwazję innowierców. Sprytni Niemcy skojarzyli te dwa fakty i jak to u Niemców bywa zabrali się do badań, których celem jest produkcja najskuteczniejszego różańca bojowego.

Chodzi o zwiększenie wytrzymałości sznurka ( Rosenkranzkette). Eksperymentom podlega też odstęp między paciorkami oraz opór jaki stawiają podczas przesuwania miądzy palcami. Duże znaczenie ma wielkość paciorków (Perlen). W Średniowieczu, kiedy ukształtowała się dzisiejsza forma różańca, żołnierze mieli drobniejsze dłonie... Oczywiście konieczne jest zastosowanie najnowszych materiałów, kewlar, nanotechnik, Quantenphysik  itd.

Mnóstwo problemów, które czekają na rozwiązanie. Do współpracy zaangażowano też najwybitniejszy fachowców muzułmańskich, zgodnie z zasadą. że wiedza nie śmierdzi. W końcu kolebką różańca, czy łańcuszka rachunkowego jest  właśnie Bliski Wschód, gdzie do dzisiaj ułatwia tubylcom znieść życie w warunkach zakazu picia alkoholu i przy okazji zabić nudę.   Takie i podobne informacje dochodzą do osób dobrze poinformowanych, mających dostęp do środowisk bardzo tajnych. Wiadomo, że dla służb specjalnych przewidziano zmodernizowany  starodawny pierścień różany (Rosenring). Łatwo go ukryć w specjalnej bojowej rękawiczce.

Jestem przekonany, że ministerstwo rozbrojenia po odrzuceniu helikopterów, okrętów i innych pojazdów bojowych, zgodnie zresztą z wymogami przyszłej wojny, ma w zanadrzu super tajny narodowy program modernizacji oparty o modlitwę. Głupio byłoby, żeby powtórzył się wrzesień 1939, kiedy wróg złośliwie bez uzgodnienia rzucił przeciwko znakomitym polski koniom , konie mechaniczne. Gorzej, ponieważ wtedy nasze narodowe konie, wypasione na naszym owsie, przeszły na służbę  do okupanta.

Niebezpieczeństwo jest duże, z jednej strony największe doświadczenie z łańcuszkiem modlitewnym mają muzułmanie, z drugiej strony wśród konstruktorów współczesnego różańca przeważają nazwiska "von" i to od 800 lat, a twórca aktualnego różańca nazywał się w roku 1409 Dominikus von Preussen. Na pociechę warto dodać, że facet pochodził z okolic Gdańska jak jakiś Tusk. Ale nasz narodowy papież, też dołożył do sprawy różańca przysłowiowe "trzy grosze", więc nie jesteśmy bez szans.

Co się dzieje za Bugiem trudno powiedzieć. Tam jest wszystko tak bardzo tajne, że nawet jak nasze natowskie służby coś wykryją, to trzymają to sejfach, daleko od normalnych ludzi. Wiadomo, jednak, że prawowierni używali różańce prawie od początku, czyli jeszcze przed muzułmanami i katolikami, więc odpowiednim doświadczeniem dysponują.

Niestety posiadam zbyt mało informacji, żeby pokusić sią na prognozę wyniku starcia pomiędzy różańcami niemieckim, polskim i rosyjskim. Ale sprawa jest bardzo poważna,

więc kontynuuje poważnie

Der Spiegel donosi, że znalazło się pismo urzędowe z czasów wchodzenia Niemiec do NATO (1955) z adnotacją, dowodem, że ówczesny Kanclerz je czytał.  Zresztą po przeczytaniu notatki Konrad Adenauer natychmiast udał się do Waszyngtonu. Bez wnikania w szczegóły chodzi o to, że umowa natowska nie może w żaden sposób ograniczać swobody podejmowania decyzji prezydenta USA.

Adenauer nic w Ameryce nie uzyskał. W NATO nie obowiązuje automatyczny obowiązek pomocy wojskowej w przypadku obcej agresji w stosunku do jego członków. Według Der Spiegel do dzisiaj prawnie nic się nie zmieniło. Wprawdzie politycy rzucają różne hasła brzmiące przyjemnie dla tzw. nowych członków, którzy wyszli z Układu Warszawskiego, lecz faktycznie prawnie to nic nie znaczy. W każdym przypadku decyzję muszą podjąć demokratyczne gremia zgodnie z prawem każdego państwa.

Można sobie wyobrazić, że mieszkańcy Niemiec, ciągle poniewierani przez warszawski rząd za... wszystko, z ochotą wyślą swoje dzieci i wnuki na wojnę o wolność Polaków. Warto zwrócić uwagę, że już dzisiaj około jedna trzecia wyborców niemieckich ma pochodzenie mniej lub bardziej imigranckie. Nie trudno sobie wyobrazić, że szczególnie niemieccy muzułmanie... Portugalczycy, Hiszpanie, Grecy, Turcy... nie mają najmniejszego kompleksu winy wobec Polski, chociaż wybierają posłów do Bundestagu, więc próby naciągania Niemców na cokolwiek za II Wojnę Światową mają krótkie nogi.

Konrad Adenauer już przed 62 laty problem braku automatyzmu zauważył i przyjął następującą strategię. Wymyślił, że przynajmniej wojska alianckie będą siebie bronić przed Sowietami. Jeżeli będą stacjonować na terenie Niemiec, to automatycznie obronią okolicę. Pomysł funkcjonuje do dzisiaj. Prawdopodobnie znaczną część albo nawet całość kosztów utrzymania wojsk okupacyjnych w NRF (USA, Francja i Wielka Brytania) ponosiło społeczeństwo niemieckie.  Sam uczestniczyłem w projektach na terenie baz amerykańskich, które z całą pewnością były finansowane przez niemieckiego podatnika. Zgoda na stacjonowanie broni nuklearnej. Prawdopodobnie piloci dronów bojowych walczących w Arabii, Afganistanie do pracy chodzą w Niemczech... 

Do dzisiaj wiele operacji na całym świecie jest organizowane przez amerykańskie sztaby na terenie suwerennych Niemiec. Największym lotniskowcem amerykańskim jest do dzisiaj BRD. Na jakiego pokładzie mieszkają i pracują jeszcze dzisiaj 35 000 marynarzy i żołnierzy i lotników. 

Nawet jeżeli jest się zwolennikiem dobrej zmiany, nie trudno sobie wyobrazić, że "dyplomacja" obrażania, bezsensownych zaczepek, zbytecznych oskarżeń bardziej oddala, niż przybliża bezpieczeństwo Polaków w Polsce. 

15:50, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
sobota, 04 listopada 2017

W okolicach Cloppenburg, Günzburg i Mühldorf rodzi się najwięcej dzieci w Niemczech. Demografowie obliczyli, że liczba 2,1 dziecka na kobietę przeciętnie zapewnia wymianę pokoleń bez strat i zysków. W powiecie Cloppenburg  osiągnięto wskaźnik  2,0 , a w Passau całe 1.06.


 
 Mapa pokazuje  ilość dzieci kobiet urodzonych w latach 1969 do 1972 w poszczególnych powiatach.

Wnioski

Naukowcy Martin Bujard i Melanie Scheller z Instytutu Badań nad Ludnością (BiB) dokonali analizy danych statystycznych urodzeń na poziomie powiatów i zauważyli następujące prawidłowości:

Dużo dzieci rodzi się w okolicach zdominowanych przez katolików, gdzie jednocześnie mniej kobiet osiągnęło wyższe wykształcenie.

Znaczny wpływ ma dostępność dużych mieszkań posiadających pięć, sześć i więcej pokoi.

Istotna jest nadwyżka mężczyzn nad kobietami rzędu 10, 20%.

Dobry rozwój gospodarczy i niska bezrobotność powodują wzrost urodzin. Tradycyjna struktura przemysłowa z niewielkim udziałem usług jest też przyjazna dzieciom.

Analiza pokazała, że działania polityczne zwiększające możliwości pogodzenia wychowania dzieci z wykonywaniem zawodu, spowodowały wzrost urodzeń, ale jest on nie wystarczający. Chodzi tutaj o akcje „miejsce w żłobku i przedszkolu dla każdego dziecka”, specjalne urlopy. Ciekawostką jest, że rodzice mogą w razie draki, przed sądem wyegzekwować od gminy opiekę nad
dzieckiem.

Dlatego władze komunalne stają od wielu lat na głowie, żeby zapewnić odpowiednie miejsce dla każdego dziecka urodzonego w okolicy. Oznacza to budowę nowych przedszkoli i różne adaptacje. Znam przypadek, kiedy kościół został zamieniony na przedszkole. Oczywiście przyjęcie oferty ratusza jest w zasadzie dobrowolne. Tylko w starszych grupach bywa inaczej, ponieważ traktowane są one jako przygotowanie do szkoły i szanse na wyrównanie szans życiowych dzieci z rodzin urzędowo określanych jako „oddalonych od wykształcenia”.

 Jednocześnie autorzy pracy studyjnej stwierdzają, że większość rodzin planuje dwoje dzieci, chociaż kobiety marzą o trzecim. I właśnie rachunkowo wychodzi, że w dzietnych okolicach, nie każda kobieta rodzi dwoje dzieci, ale na wynik zasadniczy wpływ
mają rodziny wielodzietne. Jako dobry przykład polityki prorodzinnej podają przykład Francji, gdzie trzecie i kolejne dzieci powodują znaczne korzyści podatkowe. Przyczynia się to do wielodzietności rodzin warstwy średniej, czyli „bliższej
wykszałceniu i rozumu”.

Metoda

badań jest naukowa. Oznacza to, że każdy może podstawę i metodę sprawdzić, cały tok rozumowania i obliczeń powtórzyć. Istnieje oczywiście możliwość wykrycia błędów w liczeniu urodzeń, albo w założeniach, tezach badań, ponieważ wszystkie liczby, opis sposobu ich zbierania jest jawny, dla wszystkich dostępny. Wnioski nie są wieczne i będą tak długo ważne dopóki nie zostanie naukowo udowodnione, że można inaczej. Po za tym reflektor badawczy został skierowany na dokładnie określone okienko czasowe.

Zresztą zanim politycy przed wielu laty zdecydowali o programie "pogodzenia roli rodzicielskiej z  działalnością zarobkową", przeprowadzomo podobne badania i szeroką dyskusję publiczną. Wtedy na przykład wykazano, że zwiększenie Kindergeld nie przyczyni się do wzrostu urodzin, ale  

Dalsze rozważania

Ogólnie widać trend, nim bardziej wiejsko i sielsko, tym więcej dzieci. Natomiast tam, gdzie na dobrze wykształcone kobiety czekają możliwości znakomitej kariery zawodowej i brakuje dużych, wygodnych rodzinnie i tanich mieszkań, ale też oferta rozrywkowa jest atrakcyjniejsza od posiadania dzieci, czyli w większych miastach, dzieci nie chcą się rodzić. Przydaje się też
nadwyżka mężczyzn, co umożliwia kobiecie znalezienie partnera najbardziej zbliżonego do marzeń.

Oczywiście jest to związane z wyborem stylu życia i demokratyczna liberalna władza nie może w to włazić urzędniczymi butami. Z całą pewnością powrót do przysłowiowych trzech K, Kinder, Küche, Kirche, nie jest możliwy i pożądany. Natomiast polityka może i musi stworzyć ofertę potencjalnym rodzicom, która będzie atrakcyjniejsza od „błyskotek wielkiego świata”.

Wprawdzie wyniki badań nie odbiegają na pierwszy rzut oka od naszych codziennych ludowych obserwacji, to jednak, dzięki matematyce, będą stanowić racjonalną podstawę do politycznych i administracyjnych decyzji. W końcu chodzi o to, żeby nasze pieniądze podatkowe wydawać efektywnie.

Zdecydowanie należy zachęcić warstwę średnią, kobiety i mężczyzn lepiej wykształconych do posiadania więcej, niż jedno, dwoje, troje dzieci. Państwo dysponuje polityką podatkową i budowlaną… Komunalne mieszkania można tak projektować, żeby mniejsze mieszkania tanio łączyć w większe, albo dzielić w zależności od potrzeb. Pomoc publiczna przy spłacaniu kredytów za
duże domy i mieszkania… Klasyczny szeregowiec 110 m2 wystarcza ledwo dla dwójki dzieci, pod warunkiem, że rodzice zadowolą się jedną sypialnią i zrezygnują z biblioteki, hobby i pokoju dla gości... Może w architekturze jest pies pogrzebany? Zdaje się przynajmniej optycznie, że w Ameryce są duże domy i duże rodziny:

Warto też zachęcić dobrze zarabiających mężczyzn do żeniaczki. W aktualnej sytuacji prawnej małżeństwo i dzieci są dla nich
rodzajem rosyjskiej ruletki. Niestety nie znam badań, jeżeli w ogóle były prowadzone, jak duże ryzyko procentowo ponoszą zamożni mężczyźni, że panna młoda okaże się wysłanniczką diabła, która go zrujnuje, porzuci, ale zapewni utrzymanie do końca życia dla siebie i swoich kochasi.

Ktoś powie, że kierowanie zachęt do warstwy średniej jest niesprawiedliwe. Być może, ale jest ekonomicznie jak najbardziej uzasadnione i absolutnie zgodne z interesem społecznym. Po prostu, w tym wypadku ryzyko, że dziecko będzie produkowało koszty społeczne przez całe życie jest dużo mniejsze, niż w przypadku nadwyżki dzieci z warstw oddalonych od wykształcenia.

Warto do szkół wprowadzić kursy z zakresu nowoczesnej pedagogiki, o rozwoju dziecka, jego mózgu, charakteru itd., żeby przerwać często fałszywe międzypokoleniowe ciągi wychowawcze z jednej strony, a z drugiej strony ludzie znający nawigację chętniej wypływają na szerokie wody... rodzinne. Intuicyjne traktowanie dzieci, tak jak mnie rodzice... zupełnie nie wystarcza. Nasze otoczenie zmienia się zbyt szybko. Zbyt łatwo jest produkować kaleki cywilizacyjne, którymi muszą zajmować się różne jugendamty, policja i sądy. Dotychczasowe próby edukacji dorosłych funkcjonują niezbyt dobrze.

Na końcu proponuję zaangażowanie dobrej agencji reklamowej do propagowania życia rodzinnego, najlepiej taką, której udaje się na luzie wysyłać bezdzietnych na australijską Wielką Rafę, żeby sobie ponurkowali.  Wycieczkowicze czują się i noszą się jak wielcy odkrywcy nowego kontynentu, chociaż jedyną ich zasługą jest, że... zdążyli na samolot. Podróżowanie męczy i kosztuje, więc brakuje energii dla rodziny i dzieci. Na razie wielodzietni robią za mniej rozgarniętych wśród "wielkich" odkrywców i "łowców" przygód w... biurach podróży. Jestem pewien, że przy fachowym podejściu można ten trend odwrócić.

 

15:07, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 listopada 2017

w pięknej bawarskiej republice.

Potomkowie rodziny królewskiej otrzymują przeciętnie14 mln euro na życie rocznie. Zródłem gotówki jest państwowa fundacja Wittelsbacher Ausgleichfond (WAF). Fundacja dysponuje pieniędzmi, udziałami w przedsiębiorstwach, majątkami ziemskimi, pałacami i dziełami sztuki. Do tego dochodzą prawa do mieszkania w kilku pałacach oraz prowizje ze sprzedaży biletów dla turystów.

Zarządzanie fundacją znajduje się całkowicie w rękach królewskich bez możliwości kontroli przez instytucje finansowe republiki. Szefem rodziny i zarządcą funduszu jest Franz Herzog von Bayern czyli książę bawarski, prawnuk ostatniego króla Bawarii, sympatyczny facet. Nic złego nie można wymyśleć. Koniec wojny zastał go w niemieckim KZ Dachau. Potem uczęszczał do gimnazjum humanistycznego i zaliczył studia ekonomiczne na uniwersytetach w Monachium i Zurichu.

Znakomity znawca sztuki. Jego kompetencje zostały uznane przez Museum of Modern Art. w Nowym Yorku, gdzie jest przewodniczącym międzynarodowej rady. Po za tym zasiada w zarządach niezliczonych organizacji kulturalnych i naukowych. Znaczna część zbiorów monachijskich starej i nowej Pinakoteki jest jego własnością itd. itd. Zresztą pokrólewscy w ogóle przeważnie zwyczajnie uprawiają zupełnie cywilne zawody i zarabiają na siebie podobnie jak inni mieszkańcy republiki.

Jeden z królewskich, prywatnie kierowca wyścigowy, zapytany przez kogoś o nazwisko odpowiedział zgodnie z prawdą von Bayern i usłyszał, "wszyscy tutaj tak mówią, ale jak pan się nazywa." 

Franz Herzog zamieszkuje tam, gdzie się urodził, czyli w monachijskim pałacu Nymphenburg , gdzie zajmuje jeden trakt.  

Dynastia Wittelsbach kierowała Bawarią przez 738 lat.

W drzewie genealogicznym można znaleźć polsko-litewski akcent w postaci córki naszego Kazimierza IV Jagiellończyka Jadwigi, która została żoną Georga von Bayern i urodziło mu pięcioro dzieci, które zostały na stałe w Niemczech. 

O sytuacji w ostatnim dniu królestwa bawarskiego może świadczyć anegdota. Król Ludwig III przechadzając się w angielskim ogrodzie, czyli publicznym parku, dowiedział się od przechodniów, że właśnie trwa przewrót (Listopadowa Rewolucja 1917 rok). Poradzono mu troskliwie natychmiastowy powrót do pałacu i ucieczkę, co zresztą uczynił. Kilka miesięcy później została utworzona monachijska republika rad podobna do tej petersburskiej.

Bawarczycy żyją demokratycznie, liberalnie

i zupełnie nie przeszkadza im ciąg dalszy rodziny królewskiej. Wręcz odczuwają potrzebę kontynuacji. "Po prostu stać nas na swojego króla, nawet jak go mamy utrzymywać prawie nielegalnie." jak mnie powiedział pewien bawarski polityk. Normalny Bawarczyk jest z tego dumny z utrzymania żywej historii, chociaż wątpię, czy znalazło by się wiele głosów za przywróceniem królestwa. 

Otóż podstawą prawną fundacji jest umowa pomiędzy rodziną pokrólewską i Wolnym Państwem Bawaria z roku 1923, kiedy utworzono fundację. Królestwo zgodziło się związać swój majątek w formie publicznej fundacji, której zadaniem jest dbanie o dobra kulturalne i... utrzymanie rodziny królewskiej. Czyżby na wszelki wypadek? Bez wnikania w szczegóły, gdyby w wyniku rozwodów państwowych Szkocja oddzieliła się od Londynu to Franz byłby pierwszym pretendentem do korony szkockiej.

Jeśli chodzi o państwo prawa, istnieją akty prawne, które zabraniają państwowymi organom sprawdzania i w ogóle mieszania się do spraw fundacji.

Sprawa wypłynęła ostatnio medialnie dzięki posłance Zielonych, która zadała pytanie ministrowi finansów, ile nas to kosztuje? Umowa z roku 1923 nie zawiera zakazu odpowiedzi na tak postawione pytanie, więc poznaliśmy liczby. Natomiast sam Franz  Herzog von Bayern powiedział szlachetnie, że rzeczywiście  w tej sprawie przydałoby się więcej przejrzystości.

Ktoś próbował nawet odgrzać starą dyskusję,

jak oddzielić majątek prywatny od państwowego w rodzinach pofeudalnych. Sprawa nie jest taka prosta. Weźmy na przykład taki pałac. Prywatne pomieszczenia księcia, czy grafa nie zajmowały zbyt dużej powierzchni. Natomiast większość pomieszczeń miało charakter urzędowy i albo były mieszkaniami dla personelu oraz hotelem dla przyjezdnych. Jeżeli taki obiekt ma stanowić nagle własność rodzinną, to logicznie marszałek sejmu powinien po skończonej kadencji przejmować budynek na własność z prawem dziedziczenia. Mógł by wtedy nie wpuścić na obrady nielubianej opozycji. Oczywiście, to jest duże uproszczenie, ale problem istnieje, zresztą też w Polsce, więc przydałaby się publiczna poważna dyskusja na ten temat. Na razie polscy urzędnicy są pozostawieni sami przeciwko polskim wielkim rodzinom feudalnym. 

18:23, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 października 2017

Liberałowie FDP ustami swojego przewodniczącego Christiana Lindnera przedstawili propozycję programową na najbliższe lata:

1) Zmniejszenie obciążeń podatkowych i racjonalizacja, ograniczenie wydatków socjalnych. Oczywiście ostatnie nie oznacza, że potrzebujący zostaną pozbawieni opieki państwowej.

2) Zwiększenie wydatków na edukację.

3) Inwestycje w cyfryzację kraju.

4) Znaczne realne wzmocnienie ochrony granic europejskich.

5) Państwo powinno w dalszym ciągu  wstrzymać z zaciąganiem nowych długów. Dzięki temu Niemcy pozostaną kotwicą stabilizującą Unie Europejską.

6) Jednocześnie według potrzeb możliwa i zalecana będzie sprzedaż akcji państwowych przedsiębiorstw.

7) Z FDP nie uda się realizować polityki wspólnego garnka z którego będą na stałe utrzymywane państwa odmawiające nowoczesnych niezbędnych reform. Natomiast między innymi Niemcy mieli by być płatnikiem. FDP odrzuca tzw. unię transferową całkowicie. 

8) FDP popiera sugestie francuskiego rządu w sprawie istotnego pogłębienia współpracy europejskiej w dziedzinach: walka z przestępczością, wojsko, polityka azylowa, energia i cyfryzacja.

9) Regulacja imigracji. Obozy w Afryce północnej, gdzie będzie możliwe rozróżnienie pomiędzy osobami szukającymi potrzebnej ochrony i imigrantami ekonomicznymi. Dla tych ostatnich potrzebne są zasady podobne do kanadyjskich. Imigracja powinna być sterowana zgodnie z potrzebami Niemiec. Przejrzyste przepisy ograniczające czasowo pobyt osób, którym udzielono azylu. Sformułowanie jasnych kryteriów i ograniczenie łączenia rodzin.

10) Kraje Maghrebu muszą w końcu zostać uznane za bezpieczne, co umożliwi prawnie wywóz  emigrantów z powrotem do domu. W ogóle praktyka odsyłania do domu osób, które nie uzyskały prawa pobytu w Niemczech musi być szybka i sprawna.

 

Tak wygląda mniej więcej propozycja programowa szefa FDP przed przystąpieniem do rozmów koalicyjnych. Musi zostać jeszcze zaakceptowana przez partyjne instancje. Oczywiście za tymi punktami kryje się mnóstwo praktycznych szczegółów. Całość ograniczona jest prawem niemieckim i międzynarodowym. Prawdziwe życie bywa skomplikowane. Nie wystarczy znajomość kilku kłamstw i przełamanie wstydu do używania brzydkich wyrazów, żeby zostać  Politykiem.

Obecnie odbywa się samoorganizacja parlamentu, szefowie frakcji, propozycje na marszałków... Szefowa Angela Merkel układa się ze swoim stałym koalicjantem z Bawarii. Następnie zaprosi do rozmów potencjalnych koalicjantów. Już zapowiedziała, że chętnie spotka się z SPD, która wprawdzie odrzuciła publicznie udział w rządzeniu, ale jest drugą pod względem wielkości frakcją i niekoniecznie wszyscy posłowie SPD są uszczęśliwieni rolą w opozycji. Niestety, pani Merkel już ogłosiła, że chce rządzić po staremu, że nie widzi powodu, żeby cokolwiek zmieniać. Kontynuacja byłaby jednak możliwa tylko z SPD. Jednak wielu polityków Unii CDU/CSU odrzuca zdecydowanie kontynuację po staremu.

Warto dodać, że umowy koalicyjne muszą zostać potwierdzone przez głosowanie na specjalnym zjeździe partyjnym. Prognozy przewidują, że proces tworzenia koalicji zakończy się do końca grudnia, jak dobrze pójdzie. 



 

14:53, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 września 2017

Wielkie niemieckie  partie polityczne przegrały

ostatnie wybory do Bundestagu, chociaż wygrały. Rzeczywiście, wyniki rachunkowo potwierdzają szanse utrzymania dotychczasowej koalicji. Właściwie wyborcy potwierdzili stan poprzedni. Angela Merkel na kanclerza, a ministrowie z CDU/CSU i SPD mogliby dalej konferować w Urzędzie Kanclerskim w rządowej skromnej salce konferencyjnej.

Ale...

Chrześcijańska unia CDU/CSU  straciła  20,7% wyborców. Socjaldemokraci z SPD uzyskali najniższe po II WS poparcie obywateli. W stosunku do poprzednich wyborów stracili 20,2%. Czyli jedna piąta wyborców była bardzo niezadowolona z rządów koalicyjnych Unia/SPD. Powodem nie może być raczej sytuacja gospodarcza. Prawdopodobnie więc chodzi o masowy napływ cudzoziemców z egzotycznych krajów i faktycznie otwarte granice, które jakoś nie chcą się zamknąć, i w ogóle chodzi o odczuwaną słabość instytucji bezpieczeństwa publicznego.

Dla innych problemem jest tylko monotonność obrazu telewizyjnego. Po prostu chcą zmiany programu rozrywkowego. "Jak długo można oglądać ten sam serial?" "Dwanaście lat Angeli Merkel. Postarzała się baba." Biedacy zwyczajnie nie odróżniają fikcji od rzeczywistości w której żyją, i nie zauważyli, że przy odrobinie wysiłku mogli by na nią wpłynąć. Mieć wpływ na własne rzeczywiste życie.

Wygrali...

Prawica na skraju faszyzmu AfD wchodzi z marszu do parlamentu z dwucyfrowym poparciem. Wzrost zainteresowania wyborców określa liczba 168% i jest trzecią siłą w Bundestagu. 

Liberałowie z FDP wrócili do Bundestagu po jednej kadencji nieobecności. Wzrost liczby krzyżyków na listach wyborczych wynosi 123%.

Byli zarządcy NRD Die Linke troszeczkę poprawili swój wynik o 7%. Podobnie jak partia zielonych, która uzyskała przyrost głosów o 6%.  

Krajobraz po bitwie

Zgodnie z prawem obowiązek rozpoczęcia rozmów koalicyjnych spoczywa na partii, która zebrała największą ilość głosów, czyli pani Angela Merkel ma pierwszy ruch. Póki co rozpoczął się tradycyjny taniec wojenny. SPD kategorycznie ustami swojego prezesa Schulza odrzuciło możliwość udziału w rządzie. FDP ogłosiło, że owszem, jest bardzo za stworzeniem stabilnego niemieckiego rządu, ale właściwie nie ma nic przeciwko odegrania bardzo ważnej roli w opozycji. Grüne natomiast stawiają swoje tradycyjne warunki np. zamknięcie wszystkich elektrowni spalających węgiel już w przyszłym tygodniu, chociaż każde dziecko wie, że wtedy następnego dnia zgaśnie światło w Germanii.

Natomiast faszyzująca skrajna prawica AfD i Die Linke uważane są w porządnym towarzystwie za poważne zakłócenie. Zresztą nic w tym dziwnego, jeżeli rzuci się okiem na programy tych partii. Między innymi wyjście Niemiec z NATO. Unia gospodarczo polityczna od Lizbony do Władywostoku pod światłym kierownictwem Kremla i w ogóle wstanie z kolan przed USA.

Rachunkowo wychodzi, że większość parlamentarną może uzyskać stara koalicja Union/SPD albo Union/FDP/Grüne. Za kilka dni rozpoczną się konkretne pertraktacje koalicyjne.

Natomiast w partiach gotuje się już dzisiaj. Padają głosy, żeby Merkel zrezygnowała ze stanowiska przewodniczącej partii CDU. W Bawarii padło już oficjalne oskarżenie przeciwko przewodniczącemu CSU. Seehofer musi odejść. Niekorzystną tendencję dla siły przetargowej podczas rozmów koalicyjnych  udało się na chwilę przyhamować obietnicą intensywnej debaty personalnej na kolejnym zjeździe partyjnym. 

W AfD, jak to bywa z nieodpowiedzialnymi głupkami w polityce, kierownictwo wzięło się za łby. Czołowa reprezentantka w teatralnym geście porzuciła swoją frakcję parlamentarną, oczywiście nie rezygnując z zasiadania w Bundestagu. Z czegoś trzeba przecież żyć. Niektórzy jej koledzy przyłączają do niej, a inni żądają natychmiastowego usunięcia bohaterki z partii. W każdym razie wywołało to znaczne ożywienie w mediach. Trzeba przyznać, że panowie dziennikarze byli bardzo niezadowoleni z dotychczasowego przebiegu kampanii wyborczej, którą trudno było przerobić na dobre kwoty oglądalności i wierszówkę, więc dzięki AfD odbijają sobie straty.

Zresztą udział dziennikarzy w kształtowaniu tzw. woli politycznej ludności wyborczej zasługuje na  szerszą i głębszą dyskusję. Zbyt często gonitwa za łatwo sprzedającą się sensacją albo rozpowszechnianie atrakcyjnych dla nakładu kłamstw zniekształca znacznie obraz rzeczywistości, co prowadzi do szkodliwych dla kraju decyzji wyborczych. I to nie są żarty.  

19:25, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
środa, 13 września 2017

 W dyskusji o kapitalizmu na blogu "zrównoważyćbudżet" napisałem

"Merytorycznie słuszne. Gdyby jednak autor zrezygnował z tego tonu wyższości... Skąd ludzie mają wiedzieć, że taki właśnie
jest świat? W każdym narodzie są mądrzejsi i głupsi. W każdym, na całym świecie. Ciekawostką może jest, że przeciętna inteligencja Polaka, mierzona naukowymi metodami zupełnie nie różni się od tej niemieckiej. Czyli obiektywne możliwości
są.

Istotą sukcesu narodowego jest, żeby mądrzy umieli przekonywująco opowiedzieć o świecie tym innym i wciągnąć ich do współpracy, zgodnie z możliwościami i aspiracjami mniej zainteresowanych "wielkim i prawdziwym" światem. To jest wielka rola i podstawowy obowiązek elity narodowych. W Polsce na razie nie wychodzi.

Nic więc dziwnego, że międzynarodowa mafia skorzystała z okazji. W XXI wieku napad na kasjera jest żałosnym przeżytkiem. Dzisiaj przejmuje się kasę kompletnych państw."

Autor bloga Starszy68 dopytuje się:

"Powiedz dokładniej o co ci chodzi z tą międzynarodową mafią, co to napadła i ukradła."

więc spróbuję odpowiedzieć:

Mafia jest organizacją przestępczą, która żywi się pasożytniczo na organizmie państwa demokratycznego. Taki kryminalny nowotwór. Kryminalistów interesuje czysty szmal, uzyskany jak najmniejszym kosztem przy minimalnym ryzyku. Sprawą zupełnie drugorzędną jest samo funkcjonowanie społeczeństwa. Sprawiedliwość, równość szans, zaufanie wzajemne i współpraca, przyjazne stosunki z innymi krajami... To są wszystko tylko nieistotne dekoracje, z których można bez trudu zrobić pięknie malowane wydmuszki. Mafia ma swoją sprawiedliwość i hierarchię, drogi awansu itd. Nie musi byś koncernem, wystarczy franszyza i wolni współpracownicy na zadaniowych kontraktach. Chodzi głównie o wyrwanie maksymalnej ilości gotówki z naszych podatków, przy najniższym wkładzie własnym.

Do realizacji swojego celu potrzebują przychylności urzędniczej, którą zdobywają przekupstwem i przymusem. Chodzi o przetargi, chodzi o ceny, a w razie wpadki przydają się znajomości w organach ścigających i w sądzie. Nowoczesne państwa stworzyły całe systemy wzajemnych powiązań i kontroli, które znacznie utrudniają działalność kryminalną.

Do tego należy na przykład trójpodział władzy, wolność słowa, prywatnie i w mediach. Istnieją też bardziej skomplikowane lecz zupełnie nie kryminalne powiązania. Wyobraźmy sobie, że pani Merkel szlachetnie ogłasza koniec silników spalinowych do roku 2020. Zupełnie nietrudno sobie wyobrazić, co wtedy powie poseł CDU, czyli jej partii z okręgu wyborczego, gdzie pracuje fabryka silników zatrudniająca kilka tysięcy osób. Jaką decyzję będzie musiała podjąć sama pani Merkel, kiedy szef związku producentów samochodowych ogłosi, że przy produkcji silników pracuje blisko milion potencjalnych wyborców, plus ich rodziny? Natomiast do produkcji napędów elektrycznych wystarczy jedna piąta i niekoniecznie tych samych pracowników.

W zasadzie chodzi o to, żeby nikt nie miał władzy absolutnej. Porwanie męża pani Merkel, w celu wymuszenia korzystnej umowy na dostawy dla niemieckiego koncernu państwowego nie ma zupełnie sensu, ponieważ za treść umowy odpowiada przede wszystkim zarząd firmy i rada nadzorcza, którzy są zobowiązani do produkowania zysków, a nie zadowolenia szefowej rządu czy partii. Nad tym wszystkim czuwa "totalna" opozycja, która nie może odpuścić na przykład za łapówkę, ponieważ wolna prasa tylko na to czeka, żeby zwiększyć swój nakład.

Można jednak inaczej. Wielka firma państwowa kupuje udziały w dużej spółce zagranicznej w kraju najlepiej z końca listy Transparency International i już nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pieniądze podatników polskich  trafiały na prywatne konta kilku Polaków i ich zagranicznych szefów. Swojego dziennikarza można zaprosić na bardzo atrakcyjną wycieczkę zagraniczną, żeby przedstawił przy pomocy swojego talentu sukcesy polskiej ekspansji gospodarczej...

Z całą pewnością aktualni mieszkańcy Kremla nie działają w interesie narodu rosyjskiego. Ciekawe, ile już dzisiaj gotówki odpływa z Polski na Wschód, co zresztą ma już wielowiekową tradycję. Oczywiście nie są to przelewy na moskiewskie konta. Nawet gaz rosyjski kupujemy po zawyżonych cenach zdaje się od, po angielsku nazwanej, firmy stacjonującej na Cyprze. Po co? żeby Rosjanie nie zorientowali się, że ktoś ich robi w ciula?  Niezły temat dla Jerzego Piątka, ostatniego dziennikarza śledczego w PRL-u (bis). 

Teraz całkiem prywatne przykłady. Kilka lat temu straciłem się w parku narodowym niedaleko Florencji. Po prostu zaskoczyła mnie noc. Latarki nie miałem. Banalna akcja ratunkowa była kierowana fachowo z Niemiec z tłumaczką mieszkającą we Włoszech, centralą Carabinieri we Florencji... Organizacja trwała kilkanaście minut. Po godzinie zobaczyłem latarki włoskich ratowników na stoku. Następnego dnia otrzymałem telefon z Niemiec z pytaniem, czy byłem zadowolony z akcji, czy nie mam zastrzeżeń?

Tak się złożyło, że na Karaibach od lat mieszkają moi najbliżsi przyjaciele. Znaleźli się z dokładnością  kilku centymetrów w oku cyklonu zwanego niewinnie Irmą. Katastrofę można sobie obejrzeć w naturze we wszystkich ziemskich telewizjach. Starsi ludzie? Trudno w to uwierzyć, że jednak się trochę postarzeliśmy. Wstrętne słowo. Na pewno ranni, pokaleczeni. Jedzenie kończy się. Brak wody i prądu. Dom poważnie uszkodzony. Tragedia. Krótkie szperanie w internecie. Telefon do Londynu na specjalny numer i już królewscy brytyjscy wojownicy, których z każdą godziną przybywa więcej na wyspę, wiedzą kto i gdzie potrzebuje pomocy. Jednocześnie rozpoznałem możliwości ewakuacji z wyspy. Czekam na wiadomość, żeby ją uruchomić... Prywatna komunikacja jest uzależniona od sąsiada, który ma sprawną prądnicę, więc jak ktoś znajdzie trochę paliwa to można załadować komórkę...  Aktualnie czekam na wiadomości.

Dlaczego o tym piszę. Chcę pokazać na tych banalnych przykładach, że granice państwowe coraz bardziej nie odgrywają istotnej roli. Technika... Jeżeli ja z krzaków w Italii, z fotela w Niemczech... to jakie możliwości mają organizacje przestępcze dysponujące miliardami gotówki.

Natomiast, ciekawostka. Ambasada polska w Londynie dodzwoniła się do moich przyjaciół z ofertą pomocy. Kiedy nasz przyjaciel i kuzyn, zresztą znana krajowa postać medialna zadzwonił do tej samej ambasady, usłyszał, że oni właściwie nic nie mogą... Po prostu udało im się dodzwonić do rodaka, więc w zasadzie chodzi o propagandą, że tzw rząd polski troszczy się o swoich obywateli. Podejrzewam, że prorządowa prasa sugeruje, że gdyby polskiemu rządowi pisowskiemu powierzono ochronę kuli ziemskiej przed huraganami, to byłoby bezpiecznie.

Wyobrażenie, że można tak sobie zamknąć kraj przed gwałcicielami i złodziejami i wiatrami znacznie    zmieni on w ziemię miodem i wódką płynącym, jest bardzo dziecinnym pomysłem. Jeżeli zabrał się za to prowincjonalny facecik, który całą swoją wiedzę o świecie czerpie od swoich ochroniarzy i pochlebców...

Zawsze tak było, obok egzystencji mniej lub bardziej skorumpowanej legalnej władzy dla ludzi, istniały grupy kryminalne, które realizowały swoje interesy. Kiedyś stracono na rynku w Lubece dziesięciu legalnych i zasłużonych rycerzy, którzy nie tylko nie mieli ochoty na spłatę długów zaciągniętych u bogatych hanseatycznych kupców, ale mieli zwyczaj porywania wierzycieli i wypuszczania ich z lochów swoich zamków po zwrocie listów dłużniczych. Zgodnie z mentalnością rządzących w Polsce, powinienem też zostać skrócony o głowę, ponieważ byli to moi średniowieczni krewni.

Na poważnie jednak, komórki rakowe, nowotwory są zjawiskiem bardzo szkodliwym, lecz naturalnym. Powodują wprawdzie, ostatecznie śmierć organizmu, więc też giną. Bez sensu! Przynajmniej taki jest stan naszej wiedzy. Ale prawdopodobnie, kiedy żyją, to na całego. Nie muszą się jak zwykłe komórki dostosować do funkcji płuc albo wątroby. Są wszystkim, po uważaniu. Pełnia szczęścia. Miasto należy do nas. Możemy srać, gdzie chcemy. Nawet najwięksi artyści nie mieli takiej wolności samorealizacji. Po nas zostanie tylko gówno. Ale to jest nasze gówno, nasz smród. Zasmrodzimy wasze geny na kilka pokoleń.

Nie ulega wątpliwości, że w Polsce istnieje bardzo mocna frakcja prorosyjska, antyeuropejska. To nie jest przestępstwem. Miłość nie wybiera. Ale dlaczego to ukrywają? Muszę przyznać, że mnie też się kilka Rosjanek bardzo podobało, z wzajemością.

Natomiast, można zapytać się, czy zahartowani w walce enkawudziści, rzeczywiście reprezentują interes Rosjan? Ciekawe dlaczego wodzowie pisu żądają odszkodowań od Niemców, którzy oddali Polsce niedobrowolnie najbardziej rozwinięte technicznie obszary Europy, a zupełnie olewają znakomite tereny myśliwskie byłej wschodniej Polski-Litwy, które zagarnęła Rosja. Zupełny brak logiki. Na razie rząd niby polski pisowski stawia raczej na polowania i wycinkę puszczy... Dlaczego nie zażądać całej dżungli białowieskiej. Byłoby co wycinać, i upolować, a Białoruś niech się jakoś dogada z Kremlem. 

Moją tezą jest, że Moskwa nie zaatakuje Polski zbrojnie, ponieważ koszty byłyby wyższe, niż korzyści. Po co? Oni tutaj już są i kasują. Służby tajne i specjalne są już wyłączone. Poważne żniwa zaczną się dopiero po wyłączeniu sądów i wtedy, na to liczą rosyjscy uczniowie naszego Dzierżyńskiego, załatwi się resztki wolnych mediów itp. polskich. Bez innowacji i zachodniego know how i zachodniego kapitału Polska zacznie zdychać. Będzie jeszcze próba oskubania polonii. Rak tak ma, zabija żywiciela.

Sytuacja jest dynamiczna, bardziej niż to sobie wyobrażają polscy biskupi, którzy z natury rzeczy obstawiają wszystkie opcje na lat kilkadziesiąt w przyszłość. Realne jest  już realizowane odpadanie Polski od środowiska zwanego zachodnią Europą. Na szczęście na Zachodzie nikt poważny nie bierze tego poważnie. Na razie. NKWD postawione pod nóż, może zaproponować podział Polski i Ukrainy dla "ratowania" pokoju. Wtedy "prawdziwy lud polski " będzie mógł bez ograniczeń zawładnąć polskimi grobami we Lwowie, bez konieczności pytania, czy umarły nie chciałby być bardziej austriackim grafem niż polskim chłystkiem. 

@starszy, to jest stara, nowa rzeczywistość. W światowym konkursie "kto tu rządzi" uczestniczą też elementy kryminalne wyposażone w kupną technologię. Kapitał wolny od rozumu społecznego,  jakim dysponują środowiska kryminalne jest bardzo znaczny. 

 





05:13, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 28 sierpnia 2017

których nie było, ciąg dalszy.

Teoretycznie można założyć, że członkowie partii robotniczej polskiej byli proradzieckimi komunistami. Jeżeli założymy, że na jednego takiego "komucha" przypada trzyosobowa rodzina, to wychodzi, że w roku 1980 połowa dorosłej ludności walczyła nieubłaganie o zwiększenie roli partii w społeczeństwie z niezbyt odległym planem całkowitej integracji Polski z przodującym Krajem Rad. Czy na pewno?

W tym czasie członków Niezależnego Związku Zawodowego "Solidarność" było około 10 mln, czyli blisko 60% dorosłych. Jeżeli założymy, że najwyżej 50- 60% potencjalnych wyborców są aktywni politycznie, to zbiór "komuchów" i antyradzieckich antykomunistów znacznie pokrywa się.

Może jakiś poważny historyk albo dziennikarz albo inny artysta zająłby się tą sprawą. Łatwy temat. Jeszcze żyją ludzie, którzy tamte czasy pamiętają. Może na chwilę zrezygnować z prowokacji wieszania byle czego na krzyżu i zająć się prawdziwym życiem Polaków. To się kiedyś nazywało pracą organiczną.

Stół okrągły

w miarę jak czas upływa z każdym dniem przybywa bohaterów, którzy oczywiści bez problemu, wtedy przejęli by władzę totalnie wyrzucając wszystkich, którzy cokolwiek mieli wspólnego z czasem przed 1989 rokiem. Czysto statystycznie musieliby się pozbyć połowy ludności dorosłej, w tym wielu lekarzy, nauczycieli, prawników, inżynierów, kierowców, urzędników stanu cywilnego... Ciekawe, co by z tymi milionami "komuchów" zrobili? Wywieźli na Syberię? Czy na Madagaskar? Zamordowali? Ciekawe, jak skróciłyby się kolejki do lekarza, jak przyśpieszono by budownictwo mieszkaniowe...?

W tych rozważaniach za drobiazg trzeba uznać fakt stacjonowania w kraju dobrze uzbrojonych oddziałów Armii Czerwonej. A takie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ciągle dysponowało sprawnym służbami przymusu, wystarczającymi do ponownej akcji internowania przeciwników razem... ze stołem. Jednak te środki nie zostały wykorzystane. Warto zwrócić uwagę, że obok niewątpliwych obowiązków politycznych ochrony jedynej słusznej partii taki Minister ma też inne uniwersalne funkcje jak dbanie o porządek na drogach, ochrona mienia, w ogóle ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo obywateli i w tym nie różnił się zupełnie od Ministrów zachodnich.

Wszyscy Polacy politycznie myślący nie mieli wątpliwości, że planowa gospodarka socjalistyczna nie ma szans na konkurowanie z Zachodem i, że kapitalizm roku 1989 nie był już taki zły, jak w czasach Marksa. Być może jeszcze już zaawansowani wiekiem partyjni emeryci powodowani starczą umysłową sztywnością... ale oni  już nie mieli wiele do powiedzenia.

Prawdziwy i najprawdziwszy świat nie jest niestety czarno biały. W roku 1989 otworzyło się  szczęśliwe okienko dla Polaków, które zostało w cudowny, być może niezgodnie z narodowym charakterem wykorzystane. Polscy rewolucjoniści usiedli przy jednym stole okrągłym z Polakami odpowiedzialnymi za kraj i zawarli wspaniały kompromis. Oczywiście dialog musiał uwzględniać sytuację międzynarodową. Z jednej strony trzeba było uśpić czujność betonowych rosyjskich imperialistów, z drugiej strony zachodnie demokracje nie mogły sobie pozwoli na awanturę i rozlew krwi. Co innego jest przemycić do kraju kilka powielaczy, a co innego transmisje telewizyjne z walk ulicznych warszawskich, gdańskich, wrocławskich... Z całą pewnością akcja Zachodu ograniczyła by się do kilku przemówień i rezolucji. Jedynym możliwym wynikiem "powstania" byłaby klęska i zamurowanie Układu Warszawskiego na kolejne pokolenie, jak w Korei Północnej.

Może jakiś poważny historyk albo dziennikarz albo inny artysta zająłby się tą sprawą. Łatwy temat. Jeszcze żyją ludzie, którzy tamte czasy pamiętają. Może na chwilę zrezygnować z prowokacji wieszania byle czego na krzyżu i zająć się prawdziwym życiem Polaków. To się kiedyś nazywało pracą organiczną.

 

 

Z przerażeniem obserwuję jaki bałagan historyczny religijny polityczny w głowach mają często młodzi Polacy, którzy pojawiają się ostatnio w Niemczech. Tego nie było nawet za komuny. Piszę o ludziach z maturą i po uniwersytecie. Kilka miesięcy temu delikatnie zaproponowałem takiemu maturzyście, żeby po prostu jak najmniej opowiadał na przerwach w pracy, żeby zwyczajnie przyuważył o czym rozmawiają tubylcy i próbował ich naśladować. Żalił się, że sobie z niego robią podśmiechujki, ale on by im odpowiedział, ale ten niemiecki...Okazało się, że skorzystał z rady i w ciągu kilku miesięcy awansował dwukrotnie, niedługo ma zaliczyć jakieś kursy i dalej awansować. Przestał robić za głupka.

Zresztą nic dziwnego, przeciętna inteligencja Polaków IQ mierzona przez kilka poważnych ośrodków nie różni się zupełnie od niemieckiej.



15:55, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 sierpnia 2017

Na urodzinach u przyjaciół.

Solenizant Stefan miał bardzo piękną żonę, która najwyraźniej obdarzała mnie swoją sympatią. Kiedy przechodziła obok, potknęła się opierając dłoń na mojej szyi, odrobinę dłużej niż wynikałoby z potrzeby utrzymania równowagi, więc poprosiłem ją do tańca, chociaż nikt nie tańczył.

Nad stołem biesiadnym zawisł bardzo ważny temat. Stefan namawiał Andrzeja, żeby zapisał się do partii robotniczej. Nie, Stefan nie był członkiem, wręcz przeciwnie. Pochodził z rodziny ziemiańskiej. Jego dziadek został zamordowany w Katyniu i na co dzień zwalczał prostactwo partyjniaków. Wtedy nikt się nad tym specjalnie nie zastanawiał. Jednak kiedy teraz wspominam, to wszyscy uczestnicy przyjęcia pochodzili z podobnego otoczenia.

"Musisz to zrobić. To jest wszystko jedno. Nic się zmieni, kiedy weźmiesz tą pieprzoną legitymację." 

Obydwaj byli asystentami na oddziale chirurgicznym wojewódzkiego szpitala. Kiedy ordynator, jeszcze przedwojenny lekarz zmarł ze starości, zdążył jednak jeszcze Andrzeja wykierować na swojego następcę, który w rezultacie ze świeżym doktoratem i innymi wymaganymi praktykami wymaganymi był przygotowany do  zajęcia stanowiska. Andrzej był bardzo sympatycznym i kompetentnym facetem, więc wszyscy od salowych, pielęgniarek, do dyrekcji i partyjnych sekretarzy cieszyli się z rozwoju sytuacji. I nagle... Już na samym początku wieczoru Andrzej ogłosił, że nic z tego nie będzie. Stanowisko jest w nomenklaturze partyjnej i bez właściwej legitymacji nie ma szans. Po południu rozmawiał z sekretarzem wojewódzkim...

"Panie doktorze, To jest tylko formalność. Dla pańskiego dobra. Inaczej będzie pan atakowany przez różnych gnojków. Takie stanowisko wzbudza zawiść i i inne brzydkie uczucia. Niech mi pan wierzy. Dobrze, że nie musi pan czytać donosów jakie do nas wpływają każdego dnia. Wystarczy, że pojawi się pan raz dwa razy w roku na zebraniu partyjnym na godzinkę i tyle." powtórzył Andrzej argumentację partyjną.

Po kolejnym toaście wszyscy obecni przyznali rację sekretarzowi. "Towarzysz ma absolutnie rację. Kiedy będziesz miał legitymację, nikt ci nie podskoczy." Rzeczywiście zdarzało się, że lekarz, który z wielkim poświęceniem ratował, czyjeś zdrowie albo nawet życie, bywał skonfrontowany z prymitywnymi atakami. Szczególnie rodziny pacjentów ze środowisk oddalonych od wykształcenia, a już dzięki partii na stanowiskach, czuli się nie dostatecznie obsłużeni przez lekarza.

Stefan ubolewał, "Co się z nami stanie, kiedy nam na szefa postawią jakiegoś gnojka?"

Impreza toczyła się dalej. Podobno Stefana gwałtownie dorwała zazdrość o żonę, miał rzucić sią na mnie, tak, że spadliśmy  w wojennym uścisku na wersalkę. Pamiętam jak przez mgłę. Andrzej następnego dnia przyjął legitymację partyjną, dyskretnie tak, żeby dalsze otoczenie nie zorientowało się. Ze Stefanem i Andrzejem przyjaźnimy się do dzisiaj.

Modernizacja fabryki

Pewien mój znajomy, Piotr młody inżynier mechanik odwiedzając PEWEX, zauważył na półce, piękne włoskie sweterki. Ponieważ zbliżały się nieubłaganie urodziny narzeczonej udał się do bramy obok sklepy, gdzie u cinkciarza wymienił złotówki na bony dolarowe w ilości wystarczającej do zakupu. Zbliżała się polowa lat siedemdziesiątych XX wieku, kiedy niejaki Edward Gierek, wychowanek Zachodu, usiłował zbliżyć Polskę socjalistyczną do kapitalistycznego Zachodu.

Narzeczona była tak bardzo zadowolone z prezentu, a jej koleżanki pękały z zazdrości. Piotr zaczął myśleć nad możliwością zwiększenia dostaw bez konieczności odwiedzin w brudnej i ciemnej bramie. Przypadkowo był już głównym technologiem. Niedługo później nosił już tytuł zastępcy dyrektora do spraw technicznych, chociaż nie był członkiem partii. Zakład, który tak szybko awansował  młodzieńca zatrudniał 800 osób, które zajmowały się produkcją sweterków.

Piotr zaczął kombinować. Szybko zorientował się, że na starodawnych maszynach, jakie  niemiłosiernie hałasowały w halach nie uda się  jakość zagraniczna. Nie ma szans. Jak nie zmieniał ustawień i wymieniał części na nowe zawsze wychodził produkt krajowy, czyli kiepski. 

Zabrał się nawet za rysowanie nowej maszyny dziewiarskiej, co po studiach na wrocławskiej politechnice nie sprawiało mu szczególnej trudności. Niestety, poległ już przy budowie prototypu. Okazało się, że najważniejsze materiały, których potrzebował, znajdowały się na liście towarów deficytowych. Przydziałami dysponowało tylko ministerstwo obrony. Nawet nie próbował nikogo przekonywać jak bardzo  sweterki zwiększą potencjał obronny kraju.

Wtedy na Międzynarodowych Targach Poznańskich zobaczył maszyny, jakby pochodziły z jego rajzbretu. Miały wszystko, co trzeba i jeszcze więcej. Błyszczały i kusiły chromem i kolorami. Więc  zagadał Włocha. Okazało się, że obaj umieją po angielsku, więc w serdecznej rozmowie, przy toskańskim winie, jak fachowiec z fachowcem powstało zamówienie i oferta i cena z kompletną specyfikacją. Doświadczony Włoch dopisał do  umowy szkolenie personelu, nawet we Włoszech...

Kiedy tekst umowy został przetłumaczony na swojski język, znalazł sią na biurku naczelnego, ten złapał się za głowę. "Zyjemy sobie spokojnie. Nikt nas nie kontroluje, a jeżeli już, to po znajomości. Wykonujemy plany produkcyjne, które sami sobie ustalamy. Jesteśmy najlepsi w zjednoczeniu..." Dyrektor Kurzyński przyjechał do Polski w 1944 roku ze wschodu jako kierowca ważnego generała Ludowego Wojska Polskiego, dlatego był praktycznie nie do ruszenia. W razie draki miał w notesie numery telefonów kilku radzieckich oficerów, którzy w międzyczasie zostali ważnymi generałami Czerwonej Armii. Prywatnie wychował się jako syn zarządcy dużego majątku  pod Wilnem. Przed wojną miał już maturę i przygotowywał się do zarządzania. Przez przypadek uratował fabrykę dziewiarską przed radziecką konfiskatą i tam został, żeby zarządzać...

Przyśpieszę akcję. Kurzyński znalazł jednak w zjednoczeniu  fundusz dewizowy na modernizację. Na szkolenie do Włoch pojechał on sam w towarzystwie zasłużonej prządki, przewodniczącej rady zakładowej i ważnego kierownika ze zjednoczenia. Włosi, oczywiście zorientowali się, że ze szkolenia nic nie będzie i ...pokazali towarzystwu Toskanię z najlepszej strony. 

W fabryce pojawiły się lśniące chromem maszyny. Inż. Piotr nie miał najmniejszego problemu. Obsługi nauczył się już z dokumentacji technicznej. Ale Włosi nie dali za wygraną. Przyjechali. przywieźli swoją włóczkę i zaczęli produkować. Pierwsze "zachodnie" sweterki" zostały rozprowadzone pomiędzy ważnych pracowników zjednoczenia i miejscowego komitetu partyjnego. Euforia. Ostatni Włoch wyjechał po miesiącu.

Najpierw Rada Zakładowa zarządziła, że praca w pięknie wyremontowanej hali przy czystych i cichych maszynach będzie nagrodą za zasługi... Nagle maszyny zaczęły robić braki. "Ja już od dwudziestu lat tutaj pracuję... Dziadostwo, żeby nie można było ręcznie poprawić ustawienia..." Gwoździem do trumny okazał się nagły brak dewiz. Zaczęto stosować polską włóczkę. Katastrofa. Włosi przeprosili, że niestety na taki towar nie znajdą u siebie kupców. Wprawdzie inż. Piotr znalazł sposób na poprawienie jakości u producenta włóczki, ale  "Zawracanie głowy. Tak produkujemy od lat i nie mamy zamiaru cokolwiek zmieniać." usłyszał. Piękne maszyny "nie sprawdziły się w polskich warunkach". Długi dewizowe do spłacenia zostały.

Albo milicjant

zatrzymuje o świcie samochód znanego w okolicy sportowca. "Panie Janku, ja tutaj czekam na pana, żeby pana ukarać. Naraził się pan komuś na górze. Taki mam rozkaz. Ja stłukę kierunkowskaz, wypiszę mandat sto złotych za brak światełka. To dla pana nie jest dużo. W południe pojedzie pan do mojego brata w Polmozbycie. On pana zna. Wykręci  szkiełko z nowego samochodu i założy panu za darmo. Panie Janku, proszę, nich pan to zaakceptuje, proszę się nie gniewać. Żyjemy w takich czasach.."

Albo ubek

siedzi sobie grzecznie w pustym przedziale kolejowym i drzemie. Wraca właśnie ze stolicy z konferencji o sytuacji w "Solidarności". Nagle przedział wypełnia się młodymi ludźmi, którzy z entuzjazmem opowiadają o spotkaniu Niezależnych Związków Zawodowych. Padają nazwiska, plany, zdarzenia. Zero Konspiracji. Młodzieńczy entuzjazm. Kiedy wchodzi konduktor agent prosi go wystawienie biletu. Niby nie zdążył kupić na dworcu. Oczywiście bilet miał, lecz zniżkowy ważny jest z legitymacją milicyjną. Nowy bilet zapobiegł dekonspiracji. Mógł więc serdecznie i politycznie żartować  z rówieśnikami. Nagle, przed końcem podróży zupełnie zaskoczył obecnych poważnym "Musicie wysiąść na przedostatniej stacji i do centrum udać się pojedynczo nie zwracając na siebie uwagi. Na głównym na was prawdopodobnie już czekają."

Albo Rosjanin

młody pułkownik pilot, dowódca eskadry szpiegowskiej przychodzi codziennie do polskich koszar, gdzie ćwiczenia zaliczają oficerowie rezerwiści, w cywilu działacze "Solidarności". W koszarowym kiosku Ruchu odbiera  tzw. teczkę z całą rewolucyjną wtedy prasą polską. Na wielogodzinne dyskusje przynosi spirytus, którego przeznaczeniem było ochrona szyb myśliwca przed szronem i który znakomicie nadawał się do rozluźnienia atmosfery. W Moskwie rozpędzała się słynna pierestroika. "Szlag mnie trafia, kiedy widzę jak moi piloci wkuwają dzieła klasyków komunizmu, żeby zdać coroczny egzamin. Są pytania na wyrywki stawiane przez takiego idiotę zasłużonego historyka... Od tego zależą ich awanse. Oni się bardziej boją tego egzaminu , niż lotów fotograficznych nad Ameryką." 

Albo Polak

stary pułkownik, wykładowca na kursach dla oficerów rezerwy zaczyna wykład "To jest wszystko jakiś żart. Nasze czołgi nie wyjadą z koszar ponieważ nie mają paliwa. Zresztą, może tak jest dobrze, ponieważ amunicji też nie ma. Jeżeli kogoś interesuje jeszcze co nam może zrobić NATO, gdyby nasze czołgi jednak wyjechały, może zostać na sali. Reszta na piwo." Nikt nie wyszedł.

Albo inny Polak 

cywil, akademicki wykładowca ekonomii socjalistycznej zaczyna cykl wykładów "Jak funkcjonuje planowanie socjalistyczne każdy wie i szkoda na to tracić czasu. Spróbuje was nauczyć metod jakimi posługują się kapitaliści przy ocenie opłacalności inwestycji." Działo się już w latach sześćdziesiątych.

Albo prawdziwy przedwojenny komunista

Spotkaliśmy się krótko pod koniec lat siedemdziesiątych. Nie mogę odmówić Jankowi inteligencji. Piliśmy z jakiegoś powodu ostro. Nasze opowieści z przeszłości znacznie różniły się. Tematem było pytanie, dlaczego on został komunistą, a ja nie. Na starych zdjęciach widziałem mojego ojca w pięknym garniturze na Krakowskim Przedmieściu z kolegami. Na głowie czapka studenckiej korporacji. Koledzy ze zdjęcia zginęli w pierwszych dniach powstania. Moja mamy raz na motocyklu w pilotce, albo na nartach, albo na korcie tenisowym.  Janek nie miał zdjęć, ale umiał opowiadać. Kiedy potrzebował pieniędzy to wysyłał siostry na zarobek. Puszczały się, gdzieś w krzakach, bramach albo czasami przyprowadzały "zarobek" do mieszkania. Tak żyli wszyscy jego koledzy na ulicy.  Oczywiście strasznych epizodów było więcej. W powstaniu Janek nie zginął, ponieważ partia kazała mu i pomogła przeprawić się razem z rodziną na drugą stronę Wisły. Przypuszczam, że gdyby mnie zdarzyła się taka młodość to zostałby prawdziwym przedwojennym komunistą. 

Statystyki

takich zdarzeń były miliony. Każdy może zapytać się swojej pamięci, rodziców, dziadków... Wystarczy zadać pytania "Co robiłeś w tamtych czasach? Czy byłeś komuchem?, czy znałeś komuchów? czyli typy spod ciemnej gwiazdy, którzy za cel postawili sobie zniewolić Polaków i oddać ich w rosyjski jasyr? po co mieliby to robić? ponieważ mają zdradzieckie mordy?

Już na samym początku około 12,5 % obywateli polskich w wieku produkcyjnym posiadało legitymację  PZPR-u. W roku 1970 liczba  wzrosła do 14,2%. Czasy gierkowskie, czyli nieudana próba utworzenia z Polski nowoczesnego państwa, socjalizm z ludzką twarzą,  pozwoliła na rekord w roku 1980 17,4 %. Po legalizacji "Solidarności" Lecha Wałęsy i ogłoszeniu stanu wojennego udział Polaków w partii robotniczej spadł do 12,5 %, czyli poziomu początkowego. Warto dodać, że członkostwo w partii wiązało się ze składką w wysokości 1% miesięcznych zarobków. Poważna sprawa. Trudno nie uznać, że był to to ruch masowy. Może nawet głos suwerena?

Warto przypomnieć, że w latach po II Wojnie Światowej komunizm był uważany w kręgach myślących tego świata za atrakcyjną formę organizacji społeczeństwa, lepszą niż kapitalizm, nacjonalizm, faszyzm...  Dziwne byłoby, żeby Polacy, naród europejski, nie załapali się w tym europejskim nurcie. Wtedy nie było jeszcze socjalnej gospodarki rynkowej. Dla większości Polaków z kręgów nieuprzywilejowanych socjalizm radykalnie i od razu zmieniał perspektywy życiowe na lepsze. Dlatego wśród członków partii robotniczej było z całą pewnością mnóstwo osób, które po prostu marzyły o lepszym świecie i z całą pewnością nie były zdradzieckimi mordami. Niewątpliwie w miarę rozwoju sytuacji ubywało osób ideowych, a przybywało wygodnych. Legitymacja partyjna ułatwiała życie. Lepsze role dla aktora. Przydział papieru na książkę pisarza. Dobrze płatny kontrakt zagraniczny dla inżyniera... Talon na rower, na pralkę i samochód. Wtedy nikt nie wierzył, że ten Układ Warszawski może nagle za naszego życia zniknąć. Czy można obrzucać tych ludzi brzydkimi epitetami za to, że chcieli trochę lepiej żyć? 

Ostatnio poparcie dla jedynej słusznej totalitarnej partii polskiej, która właśnie zaczyna swój "stalinowski okres", przekracza 40%. Po utracie tuskowego rozpędu gospodarczego nastąpi oszczędna gomułkowszczyzna? Potem czeka nas gierkowska próba modernizacji... Niezbyt mądry Polak po szkodzie. Właściwie bardzo wysokie poparcie dla PiS-u jest dowodem na aktualność i żywotność idei komunistycznych w polskim społeczeństwie. 

Z tymi komuchami i mordami zdradzieckimi to jest jeden wielki przekręt. Łatwo sprawdzić. Wiara w komucha prowadzi na manowce. Wiem, trudno w to dzisiaj uwierzyć, ale w Polsce komuchów zwyczajnie nie było i nie ma. Nie dajmy sobie ukraść naszej własnej historii. 

20:27, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 sierpnia 2017

W roku 2015 przeciętny dochód gabinetu lekarskiego (Praxis) wyniósł 507 000 euro. Z tej sumy około 25% wydano na materiały, urządzenia, czynsz itd. Kolejne 25%  stanowią pensje pracowników. Lekarzowi zostało przed podatkiem 258 000 euro. Z tej kwoty musi jeszcze opłacić własne ubezpieczenie socjalne.

Najwyższy dochód osiągnęły gabinety rentgenowskie przeciętnie 850 000 euro. Okulista 370 000 euro. Ortopeda 310 000 euro. Najmniej uzyskali neurolodzy i psychiatrzy 180 000 euro. Dochód gabinetu lekarza ogólnego rodzinnego osiągnął przeciętnie kwotę 227 000.euro.  Oczywiście nie przekłada się to bezpośrednio na zarobek lekarza, ponieważ specjalizacje mają różne koszty materiałowe i personalne.

Lekarz we własnym gabinecie wykonuje wolny zawód. To znaczy pracuje i odpowiada osobiście. Jednocześnie jest zwyczajnym przedsiębiorcą.

Już teraz brakuje masowo lekarzy do obsadzenia gabinetów, szczególnie na prowincji, a będzie jeszcze gorzej. Już teraz wiele praktyk jest zamkniętych, albo lekarze pracują zwyczajnie z poczucia obowiązku wobec pacjentów po przekroczeniu wieku emerytalnego. 

Niedawno byłem w klinice chirurgicznej z drzazgą metalową w palcu. Śmieszne, ale bolesne i trudno widoczne. Okazało się, że na oddziale pracuje wyłącznie personel z Polski, łącznie z szefem profesorem. Już teraz, chociaż niemieccy lekarze przedkładają pracę w dużym mieście w dużym szpitalu nad przejęciem odpowiedzialności osobistej w prywatnym gabinecie. Tak bardzo brakuje personelu medycznego.

Podobno ponad 50% studentów medycyny w Polsce już wybiera się do pracy za granicę. Prywatnie jestem w rozterce. Oczywiście, życzę rodakom jak najlepszą służbę zdrowia. Z drugiej strony nie chciałbym, żeby w mojej okolicy kolejki do lekarza wydłużyły się.

Ciekawe, jak "dobra zmiana" kryminalizująca służbę zdrowia zachęci ich do pozostania w kraju.  Zostaną powołani do wojska? Nie dostaną paszportów? Będą musieli odpracować koszt studiów.? Ostatni biznesowy chwyt okazuje się niezmiernie skuteczny w handlu ludźmi. Prostytucja, niewolnicza praca na plantacjach...

 

(liczby według danych Federalnego Urzędu Statystycznego)

21:02, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (13) »

Przeciętnie 33,7% szkolnej młodzieży w Nordrhein-Westfalen należy do grupy emigrantów (Migrationshintergrund). Ich udział w gimnazjach jest mniejszy, a w innych szkołach wyższy. Do rekordzistów należy miasto Duisburg. Gdyby nie emigranci, jedną trzecią szkół trzeba by było zamknąć. Za kilka lat taki sam los czekałby przedsiębiorstwa. Kto miałby zarabiać na renty, na utrzymanie infrastruktury?

Urzędowa definicja dzieci zagranicznego pochodzenia brzmi, "osoby urodzone zagranicą oraz dzieci, których jeden z rodziców urodził się zagranicą." Gdyby uwzględniono w rachunku dziadków i pradziadków, którzy przybyli do Niemiec w roli gastarbeiterów...

Ludność tubylcza znika z własnej woli. Na wszystkich pozycjach drabiny społecznej można spotkać osoby z Migrationshintergrund. Ich liczba się zwiększa się z każdym dniem. Zresztą duży udział w tym procesie mieli zawsze i mają osobnicy pochodzenia polskiego.

I to mają być straszni Niemcy, którzy zagrażają prezesowi i jego wyznawcom? 

12:34, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 08 sierpnia 2017

Na przedmieściu Hamburga powstało najnowocześniejsze, najskuteczniejsze urządzenie do prześwietlania materii. Można przy jego pomocy zajrzeć do środka żelaza, obserwować reakcje chemiczne na poziomie molekuł i prześwietlić najmniejsze wirusy.

Wiązka światła jest w stanie przeniknąć każdy materiał jaki znamy na ziemi pokazując jego strukturę na poziomie atomów. Możliwe jest też badanie materii w warunkach wysokich temperatur i ciśnień, jakie panują głęboko pod ziemią albo na słońcu.

Röntgenlaser został właśnie zbudowany i we wrześniu zostanie przekazany naukowcom. Za 1,2 mld euro (5 mld zł) zbudowano podziemny tunel o długości 3,4 km zakończony podziemną halą wielkości boiska piłkarskiego. Na naukowy przyrząd zrzucili się Niemcy (58%), Rosjanie (27%) i kilka innych państwa europejskich po 1 do 3%. Uczestnikiem Spółki z o.O. jest też Polska. Współpraca została nawiązana jeszcze za Tuska, więc może okazać się kolejnym dowodem na jego zdradę narodową. Na poważnie, niewielki udział polski w przedsięwzięciu pozwoli na udział krajowych uczonych i praktyczne wykorzystanie ich badań. Polskę reprezentuje Centralny Ośrodek Badań Jądrowych.

Do międzynarodowej załogi należy już około 250 osób. Żaden kraj na świecie nie ma wystarczająco dużo pieniędzy i fachowców potrzebnych do uruchomienia takiego urządzenia. Planowane koszty eksploatacji  szacuje się na 120 mln euro rocznie (500 mln zł). Niestety, żeby aktualnie coś epokowego odkryć trzeba wziąć do ręki olbrzymie sumy pieniędzy. Na liście płac można znaleźć Rosjan, Polaków i wiele nazwisk "uchodźców". Może znajdzie się dziennikarz, który zapyta rządzących, czy chcą kontynuować polski udział finansowy i personalny w tym niemiecko rosyjskim projekcie.

Najdroższa maszyna naukowa w Niemczech nie gwarantuje jakiś niesamowitych odkryć, które od razu przyniosą miliony zysków, ale na pewno popchnie naszą wiedzę o Ziemi i Kosmosie troszeczkę do przodu. 

http://www.xfel.eu to jest oficjalny adres internetowy przedsięwzięcia. Wśród języków strony jest też język polski. Bardzo ciekawe.



13:21, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 sierpnia 2017

Odpowiedź na komentarz

Drogi robotniku, piszesz w komentarzu do mojego poprzedniego tekstu, że zlekceważyłem sobie wypowiedź profesora logiki na blogu, który mnie podsunąłeś. (Adres blogu znajduje się w komentarzach do wpisu "Sąd nad sędziami")

Logik sam siebie wstawia do kąta. Istotą pisowskiej reformy jest codzienne "według potrzeb partii" ręczne sterowanie wyrokami. Tam, gdzie polityk, nawet posiadający większość parlamentarną, może wpływać na los osobisty sędziego albo prokuratora, kończy się państwo praworządne, a zaczyna bolszewicka rewolucja. Łatwo sprawdzić.

Jeżeli polityk uważa, że wyroki nie odpowiadają "potrzebom społecznym" to musi w parlamencie zmienić odpowiednio prawo, a sędzia jest zobowiązany do stosowania prawa... Natomiast skrót, czyli bezpośredni przykaz "w imieniu ludu" z komitetu partyjnego dla sądu był charakterystyczny dla PRL-u. Żyją jeszcze świadkowie tamtych czasów. Wystarczy zapytać się.

W Niemczech politycy mają jakiś wpływ na wybór sędziego, lecz potem  do końca jego życia muszą uszanować sędziego niezawisłość. Sędzia podlega tylko prawu i sędziemu wyższej instancji. Polityk nie może przesuwać sędziego z kąta do kąta jak krzesło w kawiarni. Nawet, kiedy ma większość w parlamencie. To wszystko stoi w konstytucjach niemieckich. Jedynym momentem, kiedy los prawnika zależy od władzy wykonawczej i politycznej jest nominacja sędziowska. Istnieje też bardzo prawnie reglamentowana skomplikowana droga do karania sędziego, aż do usunięcia z towarzystwa włącznie. Jednak sędzia może się zawsze odwołać do... sądu.

Warto wspomnieć, że w Niemczech po drugiej wojnie światowej w zasadzie nie nastąpiła denazyfikacja sprawiedliwości. Sędziowie pochodzący z tych smutnych czasów dalej pracowali i tym razem realizowali nowe prawo demokratyczne. Konsekwentne usunięcie sędziów, którzy "urodzili się" przed 1945 spowodowało by po prostu zupełną nieudolność aparatu sprawiedliwości. Niemcy są myślą praktycznie. Może dlatego na pierwszego przynoszą do domu więcej? Po za tym, wbrew pozorom, zawód sędziego nie jest tak bardzo polityczny. Tak jak kierowca zawodowy, pokieruje każdym pojazdem.  Nadużycia są możliwe. Niedawno przecież arabski kierowca w polskiej ciężarówce zabił niemieckich przechodni.  

Natomiast praktyka niezawisłości w Niemczech... Kiedy polityk zwraca się do redaktora, prokuratora albo sędziego w jakiejś konkretnej sprawie sądowej, wybucha wielki publiczny skandal, który ma poważne konsekwencje dla polityka, nigdy dla sędziego. Po za tym sędzia niemiecki ma przeważnie dwie nogi, podobnie jak polski. Logiczne.

Przykłady

Kiedyś Prezydent Federalny zadzwonił do znajomego redaktora Bildzeitung z prośbą o przesunięcie publikacji o kilka dni, kiedy wróci z wizyty zagranicznej. Nic więcej. Rzeczywiście miał obiektywne powody. Szkodliwe dla niemieckiej racji stanu byłoby, żeby prezydent niemiecki z izraelskiej ziemi zajmował się krajowymi i osobistymi sprawami. Zrozumiałe jest, że wizyty niemieckich najważniejszych polityków w kraju ofiar holokaustu są do dzisiaj bardzo delikatną sprawą.

Dziennikarz upublicznił treść rozmowy. Powszechnie uznano to za polityczny nacisk na gazetę. Wybuchł skandal, który skończył się ustąpieniem prezydenta ze stanowiska, a dziennikarz zdobył znaczną popularność. Konkretnie chodziło o zarzut, że prezydent dał się zaprosić na weekend do rekreacyjnej willi swojego starego przyjaciela. Gazeta oszacowała korzyść na kilkaset euro. 

Albo, kiedyś prokuratura prowadziła śledztwo, gdzie wśród wielu podejrzanych znalazł się nagle i niespodziewanie ważny i znany poseł do parlamentu. Okazało się, że wiceminister, prywatnie przyjaciel posła, zadzwonił do prokuratury z pytaniem o co chodzi, a potem próbował informować się o przebiegu śledztwa. Nie chce zanudzać szczegółami. Ale na tym tle wybuchł skandal. Powszechnie uznano to za złamanie zasady trójpodziału władzy. Już próba uzyskania informacji została zinterpretowana jako nacisk na prokuratora i medialnie zupełnie przykryła istotę sprawy, czyli fakt obecności dziecięcej pornografii na komputerze posła. Poseł zajmował się w jakimś czasie problematyką prawną pedofili w internecie, stąd miałyby być te zdjęcia. Bez dalszego wnikania w szczegóły, poseł musiał zrezygnować z posłowania i przynależności partyjnej z powodu próby interwencji w niezawisły system sprawiedliwości. Poważne konsekwencje poniósł też kolega minister.

Tylko te dwa przykłady pokazują różnicę w kulturze prawnej pomiędzy pisowską Polską, a współczesnymi Niemcami. Warto zauważyć, że przeciętny Niemiec rozwiązuje swoje konflikty z innymi szukając kompromisu. Natomiast w Polsce obowiązuje zasada moja racja jest najważniejsza i do ostatniej kropli krwi. Ma to oczywiście wpływ na ilość spraw sądowych i odczuwaną sprawiedliwość, niesprawiedliwość.

Praktyczny przykład. Niemiecki przedsiębiorca szybko zapomina o przegranym przetargu i skupia się na dobrej realizacji posiadanych zleceń, oraz zabiera się do kolejnego przetargu. Oczywiście analizuje powody klęski, ale szuka ich u siebie. Zbyt wysoka cena? Zła opinia u inwestora? W ogóle powszechne jest przekonanie, że o sprawach gospodarczych sędzia nie ma pojęcia i jest to zwyczajna strata czasu, który można lepiej wykorzystać.

Natomiast polski właściciel firmy zabiera się za zwycięzcę... "Mam zawsze rację, jestem najlepszy, więc przegrałem, ponieważ konkurent albo zleceniodawca jest, albo obydwaj są nieuczciwy. Ja sobie nie pozwolą, żeby taki gnojek..." I wtedy zaczyna się sądowa awantura na przecinki i terminy w specyfikacji. Z biegiem czasu dochodzą oskarżenia o obrazę, o zniesławienie. Temperatura rośnie, a zwyczajna robota leży.

Rzeczywiście, wybór sędziego, w krajach demokracji nowoczesnej jest bardzo trudny do przeprowadzenia w sposób kryształowo czysty i przezroczysty. Uważa się, że zwiększanie udziału ministrów w tym procesie zwiększa ryzyko uzależnienia sędziego od administracji, ale niefachowe wybory "ludowe" powodują obniżenie poziomu prawniczego i moralnego sądownictwa. Wzrasta wtedy zapotrzebowanie na show, a treść nudzi. Dyskusja trwa we wszystkich prawdziwych demokracjach.

W praktyce, w zasadzie, żeby zostać sędzią w Niemczech wystarczy chcieć. Ale trzeba mieć skończone studia prawnicze, plus dwuletni referendariat. Dwa tzw. państwowe egzaminy, które są trudniejsze od tych na uczelni. Wtedy zostaje się tzw. pełnym prawnikiem (Volljurist). Upoważnia to do wykonywania samodzielnych funkcji prokuratora, sędziego albo adwokata. Żeby zostać adwokatem, wystarczy się odpowiednio zarejestrować. Natomiast prokuratorzy i sędziowie podlegają prawu popytu i podaży. Duże zapotrzebowanie wpływa na obniżenie wymaganych ocen egzaminacyjnych. Natomiast brak wolnych etatów, może spowodować podniesienie kryteriów do gładkiej jedynki, czyli po polsku piątki. Warto dodać, że przez wiele lat na studia prawnicze przyjmowano tylko najlepszych maturzystów.

Dla porównania, w niektórych kantonach szwajcarskich od sędziego nie jest wymagane nawet wykształcenie prawnicze.

Ja nie oceniam różnych kultur rozwiązywania konfliktów na dwóch brzegach Odry. Po prostu tak jest. I nie chodzi o to, żeby Polacy naśladowali Niemców. System sprawiedliwości jest zjawiskiem dynamicznym, czyli musi się zmieniać, tak jak zmieniają się formy życia i mentalność społeczeństwa.

Podyskutujmy logicznie

Powtarzam, istotą sprawy jest realnie praktykowana niezawisłość sądu. To jest niezbędny warunek istnienia państwa prawa, gdzie obywatele są sobie równi, też przed sądem. Bez niezawisłości sądów , tzw. szary obywatel ma kiepskie szanse na sprawiedliwość. Taki jest stan wiedzy i dobrej praktyki w roku 2017 na planecie Ziemia. Warto o tym dyskutować, w jaki sposób w Polsce można zapewnić niezawisłość sądownictwa, jednocześnie zapobiegając samowoli, głupocie, nieuczciwości i prywacie niektórych sędziów. Być może trochę prawdy jest w stwierdzeniu: Realni koledzy są bliżsi sędziemu polskiemu, niż abstrakcyjna sprawiedliwość.

Zdaje się, że niezłym materiałem do dyskusji mogłaby być na przykład propozycja "Nowoczesnej" o której w wywiadzie prasowym opowiada prawnik pani Kamila Gasiuk-Pihowicz. Nie rozumiem, dlaczego publiczną dyskusję na przecież poważny temat określają krótkie urywane zdania kliku niedouczonych absolwentów "pisowskiej szkoły prawa". W Polsce nie brakuje przecież znakomitych znawców prawa. A gdzie są rozsądni publicyści? Czyżby byli już  zastraszeni? Czy tylko pomiędzy miłością własną, a konieczną gonitwą za czytelnikami, nie mają już czasu i energii dla ojczyzny? 

Politycy PiSu już wielokrotnie pokazali, że prokuratorzy i sędziowie, którzy nie wykonują pisowskich poleceń są be. Praktyka pokazuje, że PiS chce zabrać sądowi niezawisłość, żeby zapewnić... immunitet swoim członkom i sympatykom. I to można bardzo logicznie udowodnić.

Od akademickiego profesora, nawet, kiedy jest już aż logikiem i blogerem, można wymagać, żeby się trochę chociaż w materii orientował, tym bardziej, że system sprawiedliwości ma inne cele, niż realizacja zasad logiki na studenckim seminarium. 



18:37, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (16) »
niedziela, 30 lipca 2017

Wyobraźmy sobie, że o karierze sędziów piłkarskich decydować będą właściciele wielkich gier hazardowych. Istnieją takie potężne firmy w dalekiej Azji, które organizują zakłady o wyniki europejskich lig. Niektóre są legalne ale większość zdaje się charakter absolutnie kryminalny, mafijny. Ich celem jest zarabianie jak największej ilości pieniędzy, przy możliwie niewielkich kosztach. Nim bardziej nie przewidywalne dla graczy są wyniki meczy, tym więcej zostaje w kieszeni tych, którzy wynik znają na pewno. Najłatwiej taki stan osiągnąć manipulując wynikami. Sędziowie mogą mieć duży wpływ na meczu. Naturalnym więc będzie awansowanie sędziego, który potrafi na boisku dopilnować, że wynik był zgodny z planem mafii. Oczywiście "najlepsi" będą umieli tak mecz poprowadzić, żeby nie wzbudzić w kibicach podejrzeć, czyli nie zniechęcić ich do zawierania kolejnych zakładów.

Naprawdę nie trudno sobie wyobrazić, że wystarczy kilka, no może kilkanaście lat żeby  mecze piłki nożnej stały się zwyczajną farsą, rodzajem filmu fabularnego, gdzie wyniki ustala reżyser.

Inny przykład, już mniej teoretyczny. Kilka godziny po wypadku drogowym premiera, minister z jego rządu ogłasza, że za sprawcą wypadku jest student, który kierując swoim samochodem staruszkiem, złamał przepisy drogowe, i uderzył w rządowy pancernik. Minister dodał, że przesłuchiwany na  komisariacie policji "sprawca" przyznał się do zarzutów.

Niestety do sprawy włączyła się opozycja i media. Okazało się, że student się do niczego przyznał, a fakty wskazują raczej na pogardę dla prawa drogowego przez kierowcę limuzyny. Dalej sugerują brak wystarczających umiejętności rządowego kierowcy. Warunki przesłuchania studenta, który znalazł się przecież w roli oskarżonego, też zupełnie zaprzeczają prawom nowoczesnego państwa demokratycznego, czyli inaczej mówiąc są prawdopodobnie nielegalne i przez to nie mogą zostać uwzględnione w ewentualnym procesie sądowym.

Pan Minister nie dał za wygraną,  wyraził się w brzydkich słowach o posłach opozycji i adwokacie, zarzucając im, delikatnie mówiąc, zły charakter i chęć dorobienia się na nieszczęśliwym wypadku. Podczas, gdy obowiązkiem opozycji politycznej jest zwracanie uwagi na wątpliwości do stylu sprawowania władzy przez pozycję. Natomiast zawód adwokata został stworzony dokładnie w takim celu, żeby bronić oskarżonego przed pomyłkami sądowymi. Po za tym adwokat musi z czegoś żyć jak każdy z nas.

Na scenie pojawia się teraz prokurator. Już teraz można zadać retoryczne pytanie, Czy przychylność zwierzchników, awanse itp. zdobędzie prokurator, który stwierdzi stan faktyczny i umorzy śledztwo w
stosunku do studenta, czy oskarżyciel, któremu uda się udowodnić, że pan Minister ma rację? Będzie prawnie i sprawiedliwe?

Oczywiście, jeszcze dzisiaj może trafić się sędzia, który odrzuci ministerialno prokuratorską wersję. Ale za kilka dni praktycznie i prokurator i sędzia będą podlegali temu samemu ministrowi z politycznego nadania. Nie trzeba byś prorokiem, żeby przewidzieć, że prokuratorzy u ministra będą mieli większą siłę przebicia, niż sędziowie. Biedny student stanie się piłką na arenie wielkiej polityki. Każdemu może zdarzyć się stłuczka z funkcjonariuszem jedynej słusznej partii. 

Dla porządku warto zastanowić się, gdyby aktorami wypadku byli dwaj zwyczajni studenci. Wtedy policjant na miejscu przesłuchałby świadków, wypisał mandat dla tego, który przekroczył ciągłą linię i wyprzedzał na skrzyżowaniu. Zresztą ten przepis został wymyślony dla zapobiegania podobnym wypadkom. Studentów prawa proszę o sprawdzenie...

Kultura prawna

Inną sprawą jest zadziwiające, właściwie pogardliwe dla społeczeństwa demokratycznego, milczenie środowiska prawniczego, na temat zarzutów w stosunku do wymiaru sprawiedliwości. Zero diagnozy, więc jeszcze mniej propozycji zmian.

Trudno jest się więc dziwić, że PiS to wykorzystał, zgodnie z zasadami gry politycznej trochę przesadził i zaproponował zmiany już w roku... 2014. Teraz, kiedy środowisko sędziowskie jest realnie zagrożone, koledzy obudzili się i protestują hasłami o ratowaniu trójpodziału władzy. Bardzo proszę o wyjaśnienie skąd wyborcy PiS-u mają wiedzieć o co chodzi?

O.K. już w PRL-u poziom kultury prawnej w społeczeństwie był bardzo niski, albo na poziomie granatu, który trzeba zabrać na rozprawę sądową, żeby pomóc sprawiedliwości. Od czasu komedii Sylwestra Chęcińskiego minęło już dokładnie 50 lat i niewiele się w tej sprawie zmieniło. Przepraszam, przed dwoma laty Kargul z Pawlakiem stali się suwerenem i przejęli władzę w kraju.

Bardzo przepraszam panów prawników, kto miałby zająć się podnoszeniem wiedzy prawnej w społeczeństwie? Kto ponosi więc odpowiedzialność? Podejrzewam, że przeciętny Polak lepiej orientuje się w prawie i procedurach sądowych amerykańskich, niż polskich, dzięki hollywoodzkim produkcjom.

Wracam do granatu. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że przedsiębiorcy polscy, którzy wpadli w konflikt na niemieckim rynku, prosili mnie o wskazanie adwokata "Nie chodzi w ogóle o obrońcę. Takiego sobie bym znalazł sam, nawet w Internecie, chodzi o takiego, który wiesz, gra z sędziami w golfa i pije z nimi
koniak. Ja muszę tą sprawę wygrać. No wiesz. O koszty nie chodzi. Zgromadziłem na to niemałą sumkę". Ostatnio, nie próbuję nawet tłumaczyć jak bardzo trudno jest tutaj znaleźć sędziego, który skłonny byłby naginać prawo dla znajomego, chociaż z nim popija... Ale ciekawe, skąd polski przedsiębiorca ma takie pomysły?

Kilka przypadków dla studentów prawa

Trudno jest mnie wyobrazić sobie sytuację w cywilizowanym kraju, że szeregowy poseł praktycznie kieruje  państwem, nie zajmując żadnego stanowiska wynikającego z konstytucji. Nawet Putin..., nawet Hitler... Panu posłowi podlega bezwzględnie większość parlamentarna, Marszałek Sejmu. Może sobie wejść, kiedy chce "po za trybem" na mównicę i oskarżyć o morderstwo nieparlamentarnymi wyrazami opozycję, a posłankę pogonić "won".  

Wytworzyła się zabawna sytuacja  dla międzynarodowej prasy. Wielki naród europejski ma prezesa, który faktycznie rządzi i prezydenta, premiera ministrów, podobnie jak gdzie indziej. Prezes unika jak ognia kontaktów z mediami. Natomiast ministrowie albo mówią wszyscy to samo po prezesie, albo kiedy prezes zaśpi i spóźni się się z instrukcją, bełkocą coś pod nosem jak gdyby byli niedorozwinięci. I taki zagraniczny korespondent ma problem. Kiedy opublikuje bełkot ministra albo banały premiera, a za kilka godzin prezes wstanie z łóżka i odwoła, wszystko, co powiedziano, opieprzy go szef redaktor. Kiedy poczeka, a kolega z konkurencyjnej redakcji jednak ogłosi i prezes potem potwierdzi, wtedy opieprzy go szef redaktor. Pytanie do studentów prawa, czy to nie jest śmieszne? Kto i jak odpowiada za ośmieszanie Polski zagranicę?

 

Ustawy zmieniające ustrój państwa, łamiące konstytucję pisane są teoretycznie przez grupy posłów, wśród których nie ma członków kliki z Nowogrodzkiej. Kto będzie odpowiadał za szkody które w wyniku tych „reform” poniesie państwo polskie, przedsiębiorcy i osoby prywatne?

 

Nagle podniosła się fala tortur i zabójstw na policyjnych posterunkach. Jaki ma to związek ze zmianami prawnymi, które nakazują sędziom uwzględniać w orzekaniu dowody zdobyte nielegalnie.?

 

Czy członek rodziny prezesa powinien zostać w końcu ułaskawiony? Praktycznie jest już na wolności i nawet otrzymał z powrotem ukochane porsche pod opiekę, zatrzymane na poczet kar przez złośliwego sędziego zdrajcę. Z PRL-u pamiętam, że z definicji ustroju wynikało, że nie było przestępstw,
charakterystycznych przecież tylko dla rozwiniętego kapitalizmu, a z całą pewnością  przestępcami nie mogli zostać  aktualni krewni i przyjaciele Pierwszego? Proszę o porównanie praktyki prokuratorsko sądowej w stosunku do nomenklatury pomiędzy PRL-em i IV RP.

 

Przyszłość

Jedni sędziowie leczą rany, inni cieszą się podwyżkami zarobków i zwolnienia z obowiązku samodzielnego myślenia.

Kolejno zaraz po wakacjach zostaną zaatakowani wolni dziennikarze i ich media. To już jest pewne. Na razie jednak są wakacje…

W kolejce do reformy są uczelnie wyższe, które też zdaje się w wolnej Polsce nie popisały się. Nie jest najlepiej. Jednak zdaje się środowisko samo z siebie nie jest w stanie postawić diagnozy i zaproponować zmian.  Jeszcze jest czas na skuteczne protesty, ale rozumiem wakacje...

Jeżeli nie, to PiS  zreformuje naukę w interesie swojej nomenklatury. W roku 2014 prezes napisał, jeżeli uczelnie wyższe dalej będą fikać to on utworzy Narodowy Instytut Nauki i będzie tam rozdawał tytuły naukowe dla swoich i zasłużonych. Prawdopodobieństwo jest duże, że Instytut będzie dzielił środki…

Ciekawe, czy uda się profesorom wyprowadzić tłumy na ulicę, chociaż będzie po wakacjach. Prawnikom tłumy nie pomogły.

Służba zdrowia już jest w trakcie reformy, ale na razie odbywa się to bez szczególnych emocji. Starodawnym, klasycznym problemem jest ucieczka niewolników do lepszych panów. Tak było zawsze. We wszystkich krajach zachodnich z powodów demograficznych brakuje lekarzy i pielęgniarek. Pokusa jest ogromna.

Zresztą problem dotyczy też absolwentów innych „konkretnych” studiów. Tylko w Niemczech brakuje już dziesiątki tysięcy lekarzy, inżynierów, kadr kierowniczych, i przedsiębiorców… Tak, w najbliższych latach z powodów biologicznych setki tysięcy przedsiębiorstw stracą szefa. Taka sytuacja. Dlatego należy spodziewać się energicznych „reform”. Pierwsze będą chwyty znane z handlu ludźmi, studiujesz, więc robisz długi, dopóki ich nie spłacisz,
nie dostaniesz paszportu.

Drugim etapem , będzie wzięcie zakładników z rodzin podatnych na „wrogą” propagandę. Ostatecznością może okazać się mur graniczny. W końcu nawet niemiecki Ulbricht, też został do tego zmuszony. Ale dopóki Unia wywiązuje się z obowiązku przelewów pieniężnych mur nie grozi.

Ostatnim elementem dobrej zmiany, będzie „legalne” okradanie  narodowych przedsiębiorstw i ludności, według potrzeb pisowskiej nomenklatury. Zacznie się od przedsiębiorców, którzy coś mają i są krytyczni do władzy. Wystarczy Urząd Skarbowy, może jeszcze w trudniejszych przypadkach  służby specjalne, prokuratura i posłuszny sędzia.  Właściwie już dzisiaj jest to prawnie możliwe, ale trzeba przyznać, prawdopodobnie prezes trzyma swoich na krótkiej smyczy ze strachu przed suwerenem. Na nasze szczęście facet nie należy do strachliwych.

Ostatniego etapu nie wstrzymają najgorętsze  modlitwy. To wynika z historycznej prawidłowości. Katastrofa gospodarcza i społeczna spowodowana dobrą zmianą ujawni się dopiero za rok dwa. Póki co PiS zżera i marnuje oszczędności i dobre kierunki wytyczone przez rządy Donalda Tuska i jego poprzedników. Oczywiście, zawsze znajdą się tacy, którzy wierzą, że posadzenie pielęgniarki mamusi do rady nadzorczej wielkiego przedsiębiorstwa podwyższy jego konkurencyjność na krajowym i zagranicznych rynkach.

Niestety na razie prezesowi udaje się utrzymać i wzmocnić konflikty pomiędzy grupami zawodowymi, które należały do podstawowej socjotechniki PRL-u. Dzięki temu ludzie wychodzą na ulicę zgodnie z tymi podziałami i harmonogramem dobrej zmiany.

 

Dalsza perspektywa.

Albo wszyscy jednocześnie wyjdą na ulicę, albo nie pójdą do pracy. Na PRL bis odpowiedzią będzie Solidarność bis.

Albo skrzyżowanie rosyjskiej oligarchii z Ameryką Łacińską. Jedno i drugie produkuje skrajnych bajecznych bogaczy na największych jachtach i niewyobrażalnych biedaków w slumsach. Nad wszystkim fruwać będzie duch talibanów watykańskich. ale niech później, kiedy dobra zmiana zadziała, niech jej entuzjaści nie płaczą, kiedy znajdą się w zwyczajnych slumsach nie tylko bez ciepłej, ale w ogóle bez wody, ich przedstawiciele będą się bawić na absurdalnych jachtach ze złotymi kranami.

Boże, żeby do tego nie doszło.



 

20:15, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (7) »
czwartek, 27 lipca 2017

w Świnoujściu.

Kiedyś, przed kilkunasty laty byłem kilka dni nad polskim morzem. Dłużej nie wytrzymaliśmy roli dawcy krwi dla komarów.

Przez kilkadziesiąt lat żeglowałem po Jeziorze Bodeńskim i tylko raz dopadły mnie komary w jednym z portów austriackich, ale już kilka miesięcy później plaga zniknęła. Dlatego sprawa zainteresowała mnie z powodów prywatnych. Bodensee ist właściwie częścią Renu.

Już Goethe skarżył się na reńskie komary... Na początku XIX wieku Ren (Rhein) został uregulowany, skanalizowany, albo z niemiecka wyprostowany (Begradigung). W ten sposób powstały ślepe odnogi, albo jeziorka ze stojącą wodą. Idealne miejsce do rozwoju komarów.

Pomiędzy Sasbach i Bingen mieszka około 3 mln ludzi. Zrozumiałe, że nie lubią komarów, więc je zwalczają skutecznie. Koszt wynosi około 1,5 euro na mieszkańca i spokój. Dzisiaj stosuje się metody biologiczne zgodne z nowoczesną ekologią.

Dlatego bardzo zdziwił mnie artykuł w Gazecie Wyborczej o tragedii w Świnoujściu. Zwołano na naradę w Ratuszu różnych naukowych fachowców i... nic. Doszli do wniosku, że nie da się nic zrobić i potrafią to  naukowo udowodnić. Brawo!

Sprawa jest mimo wszystko poważna. Komary roznoszą groźne choroby. Dzięki ociepleniu klimatu pojawiają się w Europie groźne gatunki z innych stref klimatycznych. Nie chodzi tylko o wygodę turystów... Choroby przynoszone przez różne komary są na ogół bardzo groźne, więc chodzi o ochronę zdrowia ludności w ogóle.

Kiedyś zwalczano komary przy pomocy oleju i dymu. Może, więc wrócić do tradycji z poprzednich wieków, jak to się dzieje w wielu innych dziedzinach w Polsce?

Aktualnie do zwalczania komarów używana jest broń biologiczna B.t.i. Bakteria Bacillus thuringiensis israelensis zostaje ukryta w kostkach lodu, które zrzucane są z helikoptera, albo roznoszone przez wolontariuszy, tam gdzie atak z powietrza jest niemożliwy. Bakteria jest nieszkodliwa dla innych przedstawicieli fauny. Niszczy przewód pokarmowy  larw komarzych. W ten sposób udaje się ograniczyć populacje o 95%. Pozostałe 5% zostawia się świadomie przy życiu ze względów ekologicznych.

Polecam zainteresowanym burmistrzom www.kabsev.de należącą do  Komunalnego związku Zwalczania Komarów (Kommunale Aktiongeneonschaft zur Bekämpfung des Schnakenplage e.V.) Całe aż 20 kg na hektar lasu są potrzebne. Producentem jest Icybag Mosquitocontrol GmbH w Speyer.

Być może zastosowanie w Polsce israelskiej bakterii z niemieckiej produkcji jest wywoływaniem awantury z lasu, a burmistrz ryzykuje poważne dochodzenie prawdziwych organów w sprawie zdrady narodowej...





20:48, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 lipca 2017

Gdzie w Niemczech powstaje przyszłość? Takim, niezłym i wymiernym, wskaźnikiem jest ilość patentów na 100 000 pracujących i płacących ubezpieczenia socjalne.

Okazuje się, że na całej kuli ziemskiej niewiele jest ośrodków przodujących i wszystkie znajdują się w krajach demokracji liberalnych, gdzie obowiązuje trójpodział władzy, a sędziowie zobowiązani są tylko prawem, własnym doświadczeniem zawodowym... zupełnie niezależni od jakichś społecznych interesów, i partyjnych, politycznych nakazów...

W Niemczech wyraźnie na czele znajduje się aglomeracja stuttgarcka obejmująca obok stolicy landu, Esslingen, Böblingen, Göppingen, Ludwigsburg, Reutlingen, Tübingen. W roku 2014 uzyskano tam 577 patentów na 100 tysięcy pracowników. Na drugim miejscu znalazł się region wokół Ingolstadt osiągając 486 patentów. Ustawia to te dwa regiony na poziomie kalifornijskiej Silicon Valley. Liczba przeciętna dla całych Niemiec wynosi 125. Natomiast w Bremen albo Mecklemburg-Vorpommern udało się w 2014 roku zdobyć całe 25 patentów na 100 tysięcy pracowników.

Dla porównania w województwie mazowieckim liczba ta wyniosła w roku 11,2, czyli 50 raz mniej od Stuttgartu.Natomiast na Warmii i Mazurach całe 2,9, czyli blisko 200 razy mniej. To jest punkt wyjścia i ważny powód niższych zarobków w Polsce. Zdarza się, że w Stuttgarcie robotnicy koncernów otrzymują wyższą 14 pensję, niż przeciętne roczne zarobki w Polsce.

Istnieje związek pomiędzy wysokością wydatków na innowacje i ilością patentów. tam, gdzie więcej pieniędzy przeznacza się na innowacje, tam powstaje więcej pomysłów godnych opatentowania.

Nie przypuszczam jednak, że powodem patentów są większe pieniądze. Wydaje mnie się, że ścieżka przyczynowo skutkowa wygląda następująco. Najpierw trzeba rozpoznać i przyciągnąć do siebie najzdolniejszych, najbardziej kreatywnych, stworzyć im odpowiednie warunki do nauki, pracy i zabawy, a pieniądze przychodzą same.

Zaczyna się cała zabawa od wytypowanie kreatywnych. Niestety, nie jest możliwe, żeby dokonał tego posłuszny jedynej partii menager albo inny urzędnik. To tak jakbyśmy żądali od daltonisty, żeby nam powiedział jakie kolory widzi. Najprostsza i najskuteczniejsza jest metoda żydowska. Kiedy rabin podejrzewa talent u dziecka ze swojej parafii, wysyła je na spotkanie z wirtuozem, który akurat ma koncert w sąsiednim mieście... Ten system stosuje się dzisiaj powszechnie na Zachodzie.

Kiedy mój znajomy po skończeniu wyższej szkoły plastycznej podjął pierwszą pracę w Renault, już po kilku miesiącach biesiadował w najdroższych paryskich restauracjach z największymi designerami świata. Nazwiska, że głowa boli z wrażenia, wyraziły się dobrze o jego zdolnościach... W krótkim czasie powierzono mu karoserię nowego samochodu. Kiedy ostatni raz spotkaliśmy się przy jakiejś rodzinnej imprezie, żalił się, że będzie musiał zostać  głównym projektantem u Audi, ale stara się to jak najbardziej opóźnić... za dużo pracy administracyjnej, a on lubi przede wszystkim projektować, więc udaje, że jest zbyt młody na to stanowisko. Prolog i sportowe A8 to są jego dzieła. Dzisiaj pracuje samodzielnie nad samochodami, które pojawią się za kilkanaście lat.

Z całą pewnością, gdyby pojawił się przed komisją Morawieckiego wybierającą samochód elektryczny został by ze śmiechem odrzucony, a może nawet ze złością, bo przecież człowiek wolny i fachowy, nie da sobie wmówić, że rysunkowy konkurs dla przedszkolaków ma być początkiem czyjejś potęgi elektro motoryzacyjnej.

Koncerny muszą wydać na projekt nowego modelu około jednego miliarda euro, chociaż mają doświadczenie i fachowców zorganizowanych w sensownych strukturach. Natomiast jeden z najbogatszych i najbardziej pomysłowych miliarderów z Silicon Valley Elon Musk, twórca i producent elektrycznej Tesli, właśnie nie daje sobie rady z uruchomieniem masowej produkcji. Morawiecki i prezes nie mają z tym najmniejszych problemów i wątpliwości. Ogłaszają swoim wielbicielom po prostu wielki plan. Czy można uznać kogoś, kto w to wierzy, inteligentnym?

Pomysł, żeby mądry podporządkował się głupiemu i na zamówienie głupiego produkował wynalazki nie ma najmniejszych szans. Póki co, Polska rozwija się w kierunku... Na końcu, z braku rodziny i znajomych, szefem instytutu badawczego zostanie kot prezesa.

Ilość kapitału na realizację dobrych pomysłów jest na świecie prawie nieograniczona. Niestety gra toczy się wśród ludzi inteligentnych, utalentowanych i genialnych i... nieposłusznych wobec durni. 

Institut der deutschen Wirtschaft Köln przeanalizował też sens przedsięwzięć tzw. start up. Chodzi o innowacyjne firmy, finansowane w znacznym stopniu przez państwo niemieckie, landy albo miasta, czyli według urzędniczych kryteriów. Otóż, największym sukcesem jest wydanie funduszy przeznaczonych na innowacje. Natomiast innowacji specjalnie nie widać.

Miasto, gdzie spędziłem większą połowę swojego życia ufundowało budynek dla genialnych przedsiębiorców. Znajdował się na mojej spacerowej drodze. Najpierw odbyło się wielkie otwarcie z ważnymi przedstawicielami i mediami i w ogóle było bardzo fajnie i optymistycznie. I ja tam byłem, wino i miód piłem. Dzisiaj znajdują się tam: zwyczajna kancelaria adwokacka, zwyczajna pracownia architektoniczna. Z super "innowacyjnego" laboratorium "bio science" pozostały zwyczajne analizy dla okolicznych gabinetów lekarskich. Wyszło jak wyszło, chociaż dotyczy to regionu Stuttgart, który po za tym gra w czołówce światowej i tamtejsi urzędnicy mają znacznie więcej rozumu i gotówki dla innowacji, niż gdzie indziej.   

Diagnoza Morawieckiego, kiedy mówi, że Polsce brakuje innowacji jest jak najbardziej słuszna, chociaż mało odkrywcza. Znakomita większość polityków na kuli ziemskiej ubolewa nad swoimi zbyt nieinnowacyjnymi gospodarkami. Mam pomysł, żeby urządzić miesięcznicę smoleńską na ulicy królewskiej w Stuttgarcie. Szef telewizji narodowej mógłby przygotować imprezę propagandowo. Kilka parafialnych autobusów można byłoby skierować po drodze do Rzymu przez szwabską stolicę, żeby prezes nie czuł się samotnie.

Byłaby możliwość bezpośrednio przekonać jedno z najbardziej odkrywczych społeczeństw do bomby termobarycznej... i innych odkryć naukowych jedynej słusznej partii, która ma zawsze rację. Zgodnie z hipotezą leżącą u podstaw ideologii pisowskiej  uświadomieni przez prezesa nieświadomi Niemcy natychmiast zażądają od swoich polityków przystąpienie do pisowskiego planu gospodarczego. Z entuzjazmem pozbawią sędziów immunitetu, który będzie dotyczył jeszcze tylko członków partii i ich rodzin..., a innowacje w Stuttgarcie wzrosną do nieskończoności. 

Oczywiście, tysiące znakomitych polskich inżynierów, techników i facharbeiter, którzy przeważnie dopiero w Niemczech dowiedzieli się, jacy są dobrzy, porzucą natychmiast kraj, który ich zniewolił, zmusił do kupna mercedesa i domu pod miastem na wrażej ziemi. Wiadomo, że taką markę uwielbiał sam Adolf H. ... Pojawią się na Nowogrodzkiej w Warszawie, żeby z entuzjazmem przyłączyć się do realizacji planu Morawieckiego i innych marzeń właściciela kota. 

Sytuacja Polaków w Polsce jest tak absurdalna, że brakuje słów...  Niestety tylko nieskuteczna wyborczo grupa zdaje sobie z tego doskonale sprawę. Inteligentni patrioci, zorientowani w świecie polscy Europejczycy, powszechnie za granicą szanowani i podziwiani. Jednak wobec swojskiej głupocie i prymitywnemu cwaniactwu okazują się bezsilni. Czeka ich kolejna Wielka Emigracja?

22:22, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 20 lipca 2017

Najpierw przykład z Afryki. Państwo Mozambik, piórem swojego przedstawiciela, udzieliło gwarancję kredytową na 2 mld dolarów USA. Kilkaset milionów dorzuciła UE. Banki przelały pieniądze na konto obywatela francuskiego, pochodzącego z Libanu, który zobowiązał się do budowy oceanicznych statków rybackich. Nowoczesne jednostki, odpowiednio wyposażone miały zostać wybudowane w stoczniach francuskich, należących zresztą częściowo do tego faceta. W celu zapewnienia pracy dla swoich stoczniowców Francuzi dorzucili się kwotą kilkudziesięciu milionów.

W praktyce jednak gość ma "przypadkowo" stocznie w Rumuni, gdzie wybudował jednostki za jedną trzecią ceny. I rzeczywiście w porcie afrykańskim stoją przycumowane 18 statków, które od kilku lat zwyczajnie rdzewieją i nie złowiły dotychczas ani jednej ryby. Natomiast społeczeństwo Mozambiku spłaca dług, który stanowi około jedną piątą dochodu narodowego brutto. 

Bez wnikania w szczegóły techniczne, czyli jakość i kompletność wyposażenia , w szczegóły organizacyjne jak szkolenie załóg i inne usługi. W każdym bądź razie  biznesmen utworzył w celach organizacyjnych szereg firm, które są sfinansowane przez Rząd Mozambiku, a zyski płyną do kieszeni inicjatora afery, chociaż nie prowadzą jakiejkolwiek sensownej działalności dla Mozambiku.

W rezultacie ta jedna transakcja przynosi rodzinie biznesmena miliardy dolarów i zmniejsza znacznie przeciętne dochody każdego Mozambijczyka. O skali problemu mówi najlepiej wysokość rocznego dochodu narodowego kraju wynoszący 11 miliardów dolarów USA. 

O potędze takich układów może świadczyć fakt, że niektóre stocznie niemieckie należą do tego pana. Ostatnio starają się o wielomiliardowy kontrakt na budowę kilku korwet dla Bundesmarine. 

Dzisiaj, żeby okraść jakiś naród, albo zmusić go do niewolniczej pracy nie potrzeba wojska i rozlewu krwi. Wystarczy umieć zatrudnić  odpowiednich prawników, socjologów itp. i utrzymywać w zapasie kilku rzezimieszków z granatem w kieszeni. Wojny między państwami stały się przeżytkiem.

Wystarczą argumenty w stosunku do tzw. przedstawicieli politycznych i decydentów w kolejności, "Zrobisz, co chcemy to utrzymasz się na stanowisku. Nasi fachowcy tak to skonstruują, że wyjdziesz na bohatera." "Oczywiście wszystkie Twoje koszty pokryjemy." "Powiedz, ile chcesz". "Jeżeli nie zgodzisz się na nasze warunki, to nie odpowiadamy za los Twoich dzieci."

Niestety, tylko niektóre społeczeństwa na świecie stworzyły państwa, które są w stanie mniej lub więcej przeciwstawiać się międzynarodowej mafii nowoczesnej. Za każdym razem  podstawą jest przejrzystość podejmowania decyzji, wolność osobista obywateli do kształtowania swojego życia, wolne media, realny trójpodział władzy...

Niestety, po upadku Układu Warszawskiego i zakończeniu Zimnej Wojny, uznano szlachetnie, że te wszystkie służby tajne i bomby atomowe nie będą już potrzebne. Make love not war. Niestety chłopcy musieli z czegoś żyć. Okazało się, że umiejętności agentów radzieckich służb, połączone z mafijnymi zachodnimi strukturami okazały się bardzo skuteczne. Pieniądze płyną jak rzeka. Oczywiście, za tym nie stoi jakaś centralnie zorganizowana grupa z jednym szefem. To są luźne grupy, które działają międzynarodowo na pograniczu legalności i przestępstwa. Celem jest zarabianie pieniędzy jak najmniejszym wysiłkiem.

Można przypuszczać, że Polska powróciła do obszaru polowań mafii rosyjskiej, która zresztą współpracuje znakomicie z mafią amerykańską. 

Sytuacją idealną jest podczepienie się pod pieniądze podatników. Chodzi o to, żeby uzyskać taki wpływ na demokratycznie wybrane władze, żeby podejmowały decyzje o wydawaniu pieniędzy zgodnie z naszymi planami. Dla dużych mafiosów znakomicie nadają się wielkie państwowe budowy, infrastruktura, mosty, drogi, koleje, lotniska, wielkie elektrownie, kanały i rzeki... Idealne są budowy z dużą ilością robót ziemnych, ponieważ pozwalają na kradzież dowolnych sum, bez konieczności zatrudniania drogich specjalistów z górnej półki.

W trakcie ostatniego kryzysu bankowego wymyślono pojęcie o bankach systemowych, które nie mogą zbankrutować i zasługują na pomoc państwa. To jest wielki geszeft. Najpierw wyprowadzamy żywą gotówkę pod pozorem kredytów. Następnie podatnicy "zwracają" złodziejom już raz ukradzione. Nie jest to problem tylko polski.

W Polsce wyeksploatowano w ten sposób SKOKI. Straty zostały pokryte przez inne banki zmuszone przez państwowe regulacje. Trzeba przyznać, że pieniądze nie zostały zmarnowane. Zainwestowano w przygotowanie polskiego państwa na wielki skok. Trwa nacjonalizacja banków, co w praktyce oznacza, że pieniądze obywateli trafiają pod opiekę gangsterów, którym się kasa Skokowa właśnie kończy. Trzeba być naiwnym, żeby sądzić, że nie zostaną ukradzione. Ale zaczęto od inwestycji we własne przestępcze media, których zadaniem jest wytłumaczenie swojemu narodowi w jakim pięknym świecie mu się żyje. Udało się do tego zaangażować kler katolicki, który ma dwa tysiące lat doświadczeń w tej dziedzinie.

Knajpiarz bankrutuje, kiedy nagle znikają klienci. Producent czegokolwiek bankrutuje, kiedy dochody przestają pokrywać koszty, ponieważ na  przykład kupił za drogie maszyny, albo konkurencja potrafi taniej... Natomiast w banku znajdują się żywe pieniądze klientów, w ilościach wielokrotnie przekraczających kapitał własny banku. Na bank można napaść. Do sejfów bankowych można się włamać. Jednak są to żałosne próby realizacji marzeń o bogactwie. Najwyższą formą jest jednak przejęcie kierownictwa banku, wtedy można udzielać dowolnych kredytów z dowolnym zabezpieczeniem swoim... przyjaciołom.

Kolejnym etapem jest demoralizacja, korupcja  i podporządkowanie sobie organów ścigania i wymierzania sprawiedliwości, co przyczyni się do bezkarności dla swoich przestępców. Owszem będziemy łapać złodziei, ale... z wrogiej nam bandy. Oczywiście, pieniądze w bankach narodowych  skończą się. Majątek narodowych przedsiębiorstw przestanie przynosić zyski. Wtedy dla podtrzymania wygodnego życia koniecznym okaże się przejmowanie prywatnych firm, co już w dzisiejszej sytuacji prawnej nie stanowi żadnego problemu. Ale i to źródło szybko wyschnie. Wtedy pozostanie tylko zniewolenie do pracy za nic Polaków gorszego sortu, a sort pierwszy będzie musiał znacznie zmniejszyć się liczebnie.

Można przypuszczać, że Polska tradycyjnie powróciła do obszaru polowań mafii rosyjskiej, która współpracuje znakomicie z mafią amerykańską. Oczywiście, ani Rosjanie, ani rosyjskie państwo nie są wrogami Polski. Polska i Rosja stały się łupem mafii międzynarodowej, która niezwykle produktywnie łączy wiedzę i doświadczenie rosyjskich służb specjalnych z biznesowym umiejętnościami zachodnich przestępców gospodarczych.

Nawiasem mówiąc, wywiady, szczególnie już carski, a później radziecki, do brudnej  roboty wykorzystują chętnie ludzi mniej rozgarniętych albo wręcz szalonych w zależności od rodzaju zadań. Pozostałym z pierwszego sortu dobrze płacą, albo jeszcze lepiej obiecują...

W prawdziwych rozważeniach o świecie należy koniecznie uwzględniać wszystkie siły i pragnienia, które mają wpływ na nasz los: Demokratyczne liberalne państwa, które reprezentują jako jedyne interes obywateli. Koncerny, które  bronią zysków akcjonariuszy i trochę swoich pracowników. Mniejsi przedsiębiorcy, którzy dbają o swoje rodziny i trochę o swoich pracowników. Związki religijne, które starają się zapewnić swojemu personelowi odpowiedni poziom życia i bezkarności. W erze globalizacji pojawiły się dobrze zorganizowane i zintegrowane we współczesnym biznesie globalne grupy przestępcze, którym chodzi zwyczajnie tylko o szmal i bezkarność.

Niestety okazuje się, że globalni przestępcy, realizując chęć życia na cudzy koszt, potrafią demokratyczne obywatelskie państwo zamienić w wydmuszkę, a nawet wpłynąć na wybory najpotężniejszego przedstawiciela społeczeństw obywatelskich, jakim był Prezydent USA. Oczywiście można mieć nadzieję, że globalny pasożyt zachowa się w stosunku do żywicieli jak mrówki, które hodują mszyce i przenoszą je na świeży listek, jak to ma miejsce w moim ogrodzie. Po za tym Polska nie jest wyjątkiem. 

Zakończyłem optymistycznie?



  

17:57, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 10 lipca 2017

Wielkie sprzątanie

Tysiące mieszkańców Hamburga wyszło na ulicę. W ręku miotły i zmiotki. Do wiaderek zbierane jest rękami szkło z bojowych butelek. Burmistrz miasta Olaf Scholz obiecał pokrycie strat materialnych, jakie ponieśli właściciele sklepów i mieszkańcy. Oczywiście jak zwykle. pieniądze będą pochodzić z naszych podatków, więc prawdopodobnie nie będzie łatwo. Póki co, właściciele spalonych pojazdów otrzymali w prezencie bilety miesięczne na miejską komunikację...

Policja...

i tutaj zaczynają się przysłowiowe schody, ...stwierdziła, że w Hamburgu pojawiły się wszystkie niemieckie siły policyjne, jakimi dysponują kraje federalne łącznie. Na dzień dzisiejszy jesteśmy w stanie w jednym miejscu zorganizować około 20 tysięcy funkcjonariuszy fachowców od ochrony demonstracji. A co będzie, kiedy w innym miejscu...

W związku z tym ustalono kolejność. Najpierw należy chronić uczestników G20. Na drugim planie jest obrona dróg dojazdowych, hoteli i miejsca konferencji. W każdym razie ochrona mienia mieszkańców miasta znalazła sią na szarym końcu. Podobno w planach chuliganów było wyłączenie prądu w dzielnicach miasta, paraliż lotniska, utrudnienia w ruchu statków w porcie, zakłócenia komunikacji miejskiej...

Uczestnicy G20 zostali ochronieni. Dzięki ciągłym zmianom tras transportowych dla vipów ,udało się... Z wyjątkiem Iwanki Trump, której tłum przez kilka godzin uniemożliwiał opuszczenie willi gościnnej burmistrza.  

Taktyka policji była od samego początku pod hasłem zero tolerancji, czyli natychmiastowa ostra reakcja na łamanie prawa. Na przykład camping gwałtownych demonstrantów w niedozwolonym miejscu został przez policję rozwiązany przy użyciu siły. Sędzia rozpatrując skargę zezwolił jednak na trzysta dwuosobowych namiotów. Kiedy na czele kilkunastotysięcznej demonstracji miejsce zajęli na czarno ubrani i zamaskowani rozrabiacze. Policja zatrzymała pochód żądając zgodnie z prawem odsłonięcia twarz. Tak zwany czarny blok, czyli grupa demonstrantów skłonna do rozróby liczyła wtedy ponad tysiąc osób. Niektórzy odsłonili twarze, niektórzy przebrali się w cywilne kolorowe ciuchy ukrywając się w pokojowym proteście. Znaczna część jednak nie zareagowała. Po półgodzinie czekania policjanci zaatakowali rozpraszając grupę i oddzielając ją od reszty pochodu.

Już zaczyna się fachowa dyskusja, że może lepiej jest, kiedy policja trzyma się z daleka i nic nie robi, żeby nie denerwować chuliganów. Ale chodzi tutaj o taktykę organów porządkowych, czyli o decyzje i odpowiedzialność dowódców i polityków.

Natomiast policjanci byli trzy dni na nogach. Niektórym udawało się kilka godzin przespać. Z braku miejsc noclegowych spali czasami na posadzce w jakimś przypadkowym budynku i cieszą się w dalszym ciągu powszechną sympatią tzw. normalnych ludzi.

Trzeba odnotować, że w imprezie brali też udział policjanci z innych krajów na przykład Danii i Włoch.

Sprawcy

W mediach winą obarcza się czarny blok (Schwarzer Block). Nie jest to jednak jakakolwiek organizacja. W ten sposób określa się taktykę chuliganów przejęcia dla swoich potrzeb pokojowej demonstracji. "Nasza" grupa przyłącza się do pochodu i stara się zająć miejsca w czołówce demonstracji. Przy czym "nasi" ubrani bywają na czarną i zakrywają twarze przed kamerami. Do metody należy posiadanie w plecaku cywilnych ciuchów. W razie potrzeby można się szybką przebrać w cywila.

Trzeba przyznać, że metoda jest skuteczna. Ukrywanie twarzy i przebieranie się znacznie utrudnia policyjne ściganie i sądowne karanie. Prawdopodobnie przed sądem stanie najwyżej 100-200 sztuk, a skazanych będzie kilkadziesiąt osób, przeważnie wyrokami z zawieszeniem. Pozostali podpalacze i rabusie w ilości 1500-1800 osób mogą spokojnie przygotowywać się do kolejnej rozróby. Okazji nie zabraknie.

Taktyka małych grup znalazła w Hamburgu zastosowanie. W trakcie policyjnej interwencji czarny blok rozpada się na mniejsze grupki, które często przebrane w cywili rozpraszają się w sposób przemyślany do innych miejsc. W ten sposób policja musi rozproszyć swoje siły, ale też ma trudności w określeniu potrzebnych siły, ponieważ liczebność grup zmienia się bardzo dynamicznie, więc są miejsca, gdzie policjantów jest zbyt dużo i takie, gdzie siły porządkowe nie docierają.

Inny trikiem są ataki zza pleców. W pierwszym rzędzie stoi typ albo dziewczyna z odsłoniętą twarzą, machając szeroko rękami pokazuje, że w dłoniach nie ma broni, przykuwa wzrok policjantów i kamerzystów. Z za jej pleców wyskakuje zamaskowany typ, rzuca w biegu butelką z benzyną w kierunku policji i od razu zawraca, ukrywając się w tłumie. 

Taktyki czarnego bloku, małych grup itd.  są światopoglądowo obojętne, stosuje je skrajna lewica i skrajna prawica jednakowo, uczą się od siebie nawzajem.

Rote Flora jest budynkiem teatralno-kinowym, który powstał w drugiej połowie XIX wieku. Bywał prywatny i należał do miasta. W roku 1989 nie używany budynek został zajęty przez niezależne lewicowe grupy i ogłoszony wolną od państwa strefą. Wiele pomysłów właścicieli na użytkowanie budowli natrafiło na ostry protest nielegalnych użytkowników i nie zostało zrealizowanych. W końcu miasto obawiając się rozruchów kupiło budynek. Tak więc koszty eksploatacji pokrywa miasto, ale nie ma nic do powiedzenia. W celu zdobycia jakichkolwiek informacji państwo było zmuszone użyć prawdziwe służby tajne z tajnymi współpracownikami itd. 

Oficjalnie natomiast budynek funkcjonuje jak dom kultury, skrajnie lewicowy... Tam też wydawane są antykapitalistyczne czasopisma itp. Tam też zbierają się tzw. Niezależni (Autonomen), którzy  stanowili główny trzon czarnego bloku. Oni też zaprosili zagranicznych kolegów na zadymę z okazji G20. Można powiedzieć, że Rote Flora ma podobną funkcję dla skrajnych komunistów, jak meczety salafistów dla islamskich terrorystów.

Nie wykluczone, że wyczyny hamburskie spowodują powrót skrajnej lewicy na kremlowskie listy płac, gdzie skrajna prawica europejska od pewnego czasu króluje.

Polityka

SPD i Zieloni rządzący w Hamburgu są skonfrontowani z zarzutem, że Rote Flora, dzięki nim mogła się tak negatywnie rozwinąć. Prawdopodobnie identyczne czarne czapki i inne elementy umundurowania Niezależnych zostały zakupione hurtowe przez "dom kultury" Rote Flora.

Oczywiście do stałego repertuaru należy żądanie abdykacji nadburmistrza Olafa Scholza (SPD). W powietrzu wisi zarzut, że w ogóle SPD i Zieloni tam, gdzie mieli coś do powiedzenia spowodowali znaczne personalne i sprzętowe ograniczenie sił policyjnych Niemczech. Te dyskusje zajmą przestrzeń publiczną przez następnych kilka tygodni.

Natomiast, trudno nie uznać za przesadę, wielkość delegacji, gdzie na jednego szefa przypadało przeciętnie 500 pracowników. Niektóre delegacje miały blisko tysiąc członków. Po co? Natomiast osobisty dialog przywódców jest konieczny, nawet kiedy rozmawiają o banałach i trudno im pogodzić interesy swoich krajów z innymi. Chociaż okrutna I WS wybuchła między szlachetnie urodzonymi kuzynami. Świat jest, cholera, skomplikowany.  Lecz to nie może być powodem rezygnacji z używania rozumu.

18:41, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
sobota, 08 lipca 2017

Na razie. Sytuacja jest dynamiczna. Bez trupów na ulicy trudno jest uzyskać wysoką oglądalność. Stan regularnej wojny domowej na ulicach nie wystarcza. Tłumy dziennikarzy mogą czuć się zawiedzione.

W każdym bądź razie tysiące "szlachetnych" i uczciwych protestują na ulicach i placach Hamburga przeciwko głodowi na świecie, przeciwko kapitalizmowi, za sprawiedliwym handlem i w ogóle za dopuszczeniem do głosu narodów biednych i uciskanych czyli tzw. trzeciego świata. Oczywiście chodzi, też o to, żeby kobiety miały większe szanse niż dotychczas. Aha, prawie bym zapomniał o ochronie środowiska.  No i oczywiście wara elitom G 20 od rządzenia. Za hasłami stoją kilkaset organizacji z całego świata, które przyjechały do portu morskiego nad Elbą.

G 20. Szefowie rządów 19 państw i EU radzą od wczoraj w centrum targowym miasta. Reprezentują egzekutywę trzech czwartych ludzkości. W tym wielu przedstawicieli trzeciego świata, Indie, Chiny, Indonezja, Afrykańczycy..., które dzięki kapitalizmowi i globalizacji zaczynają już zajmować dobre miejsca w świecie pierwszej kategorii. Dzisiaj wielcy i "elitarni" spotkali się, żeby ogłosić specjalny fundusz wspomagający emancypację kobiet w Afryce.

Powstał pomysł zachęty przedsiębiorców zachodnich do działalności w krajach rozwijających się w Afryce. Podstawą mają być gwarancje dla inwestorów i wolny  sprawiedliwy handel, nie obciążony cłami i innymi ograniczeniami. Chodzi o to, żeby Afrykanie sami definiowali swoje potrzeby, a kapitalistyczna gospodarka zachodu ze swoim know how i odpowiedzialnością się w to włączyła. Ma powstać win win sytuacja, gdzie obie strony na tym zarobią, co daje gwarancję sensownego rozwoju. Przypominam neokomunistom, że za kapitałem stoją miejsca pracy, też robotnicze oraz fundusze rentowe biednych emerytów w krajach rozwiniętych.

Ogólnoświatowe porozumienie klimatyczne z Paryża zostanie podtrzymane, pomimo blokady "czystym" węglem Donalda Trumpa. G 20 podejmie próbę ściągania podatków od wielkich koncernów w krajach, gdzie powstaje dochód. Chociaż podniesienie podatków spowoduje wyższe ceny, więc wprawdzie niektórym państwom zwiększą się dochody, ale rachunek zapłacą obywatele.

Po za tym głód na świecie został zlikwidowany z wyjątkiem terenów wojennych, gdzie jedna ze stron usiłuje zagłodzić przeciwnika blokując z bronią w ręku dostępu do głodujących. Bieda według kryteriów porównywalnych oenzetowskich zmalała w ostatnich latach o połowę, do czego przyczyniły się też poprzednie zgromadzenia G 20.

W ogóle jeżeli porówna się postulaty protestujących z agendą konferencji trudno nie odnieść wrażenia, że nie tylko nie są przeciwstawne, ale się wzajemnie uzupełniają. No, może z wyjątkiem hasła "kapitalizm musi zniknąć" albo praktyki demonstracyjnej polegającej na włamaniach do sklepów albo bankowych automatów. Tutaj ciekawostka. Kilku mieszkańców zeznało w tv, że próby nawiązania kontaktu z włamywaczami nie udały się, ponieważ bandyci nie rozumieli po niemiecku.

Chuliganom udało się przygotować w jednej z ulicy Hamburga zasadzkę na policję. Zgromadzono na dachach cegły, płyty chodnikowe, koktajle Mołotowa, rakiety, oraz specjalne proce bojowe do rzucania żelaznymi kulami. Policja jednak nie weszła. Sprowadzono specjalne oddziały z ostrą bronią,  które oczyściły dachy i rusztowania z "wojowników o lepszy świat", chociaż niestety w tym czasie ich kumple na dole okradali sklepy.

Rzeczywiście rozbito wiele szyb wystawowych, podpalono kilkadziesiąt samochodów, ale nikt nie zginął. Na przeciwko siebie stało kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów, z których półtora do dwóch zaliczono do klasy zadymiarzy, i 18 tysięcy policjantów, dbających o to, żeby pokojowym demonstrantom i uczestnikom konferencji z głowy nie spadł jeden włos. Według aktualnych informacji wczoraj w nocy padł tylko jeden strzał. Cywilny policjant zaatakowany przez grupę zamaskowanych strzelił z pistoletu w powietrze.

Innym wątkiem jest fakt, że policja rozwiązała camping chuliganów w jednym z parków Hamburga. Zatrzymała  około tysiąca sztuk. Sprawdzono, że są notowani na listach zadymiarzy i natychmiast ich wypuszczono,  zgodnie z niemieckim liberalnym demokratycznym prawem. Gdyby ich zatrzymano chociaż na jedną noc, być może sklepy zostały by całe... Będzie o czym dyskutować z odszkodowaniami dla pokrzywdzonych właścicieli sklepów i samochodów w tle.

Ostatnim ciekawym wątkiem jest fakt, że delegacje na zjazd G 20 były olbrzymie. Niektóre zbliżały się do tysiąca osób. Chyba niepraktyczna przesada. Natomiast amerykański prezydent przyjechał jak na rodzinny piknik. Z jego przemówień wynika, że najbardziej podoba mu się jego córka i gdyby nie była jego dzieckiem to... ho, ho. Czyż by puścił zachęcające oko do zebranych samców? 

Konferencja trwa. 

16:23, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13