opis techniczny brudnopis, nie ma wolności bez odpowiedzialności
Kategorie: Wszystkie | Polityka
RSS

Polityka

czwartek, 09 marca 2017

"Przy wyborze partii politycznej istnieje czerwona linia, której chrześcijanie nie mogą przekroczyć: nie można zaakceptować wrogości przeciwko cudzoziemcom, rasizmu, antysemityzmu, nienawiści i poniżania innych gmin religijnych (-) Polityczna propaganda, która produkuje strach i wyobcowanie i podkreśla jednostronnie narodowe interesy, jest z chrześcijańskim punktem widzenia nie do pogodzenia."  

powiedział niejaki Reinhard Marx. Po za tym facet jest rzymskim kardynałem i prymasem Niemiec. Jednoznaczne stanowisko zajął podczas wiosennej  (2017) konferencji niemieckich biskupów w Bergisch Gladbach. Niemiecki kardynał właśnie pośrednio ogłosił. że PiS jest niechrześcijański i niegodny katolickich wyborców. Przypadkowo pochodzi z plemienia, które przed tysiącleciem, ... Różne kościoły... Ten sam Bóg?...lecz inna kasa.

Odra, którą na co dzień płynie woda w ilości poniżej potrzeb, i która praktycznie nie przedstawia jakiejkolwiek przeszkody dla umiejącego trochę pływać... Graniczną Nysą możną przeważnie pokonać w kaloszach. Rzeczywiście, w czasach, które mają teraz wrócić, czyli w peerelowskiej podstawówce, bez problemu pływałem na drugą stronę Odry i wracałem.

W tym czasie żeliwne dekle kanalizacyjne miały jeszcze napisy typu Stettin, Neusalz, Grünberg, Buderus itd., a na niektórych ścianach budynków stało Persil , albo coś podobnego. 

Na tle Amerykanina Donalda Trumpa wszystkie wyczyny polskich władców wypadają jak wielkie intelektualne osiągnięcia. Coś wisi w powietrzu.

Idioci wszystkich krajów łączcie się, aż ... się nawzajem pozabijamy.





 







23:44, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
piątek, 03 marca 2017

"Merkel ,głupia szwabka". Wybrałem delikatniejszą formę określeń jakimi obdarzają "genialni" polscy internauci. Można oczywiście w ten poprawić sobie prowincjonalne samopoczucie.  Efekt jest jednak krótkotrwały, więc trzeba dodać brzydkich przymiotników, żeby działało, żeby chociaż przez moment w fantazji poczuć się mądrzejszym od tej "wstrętnej" kobiety. Jak z narkotykami. Dawki rosną w miarę spożycia, aż w ostatnia końcu porcja zabija spożywacza. 

Niejaki Zygmund Freud, wiedeński psychiatra już przed stu laty pisał, "Człowiek sukcesu, energiczny potrafi przez pracę swoją  fantazje życzeniowe w rzeczywistym świecie zrealizować. Kiedy się nie udaje wskutek oporu otoczenia albo własnej słabości, następuje odwrót od świata realnego i osobnik zaczyna żyć we własnym fantazyjnym świecie, gdzie wszystkie jego duchowe potrzeby znajdują oczywiście zaspokojenie."  Taką przyjemność uzyskuje kosztem oderwania się od rzeczywistości, co w skrajnym przypadku prowadzi do poważnych zaburzeń psychicznych. Może też dochodzić do agresywnego naginania prawdziwej prawdy do swojej fantazji. Można żądać od współplemieńców potwierdzenia własnych wyobrażeń świata.

 

Wróćmy do prawdziwego życia. Angela Merkel jest doktorem fizyki teoretycznej, co osiągnęła nie po znajomości, lecz wręcz przeciwnie. DDR nie sprzyjał córce pastora. Po za tym mogę sobie wyobrazić, że ona więcej wie o uprawianiu chrześcijaństwa od wielu polskich biskupów. Akademickie badania mówią, że do osiągnięcia doktora w fizyce teoretycznej potrzebne jest IQ-Wert przekraczająca 130 (Hochbegabung). Takie zdolności pojawiają się mniej więcej w 2% populacji. Dochodzi do tego jeszcze 1% najbardziej inteligentnych (Höchsbegabten) IQ powyżej 135. Z tej grupie pochodzą geniusze.

Wyraźnie widać, że pomysł o niskiej inteligencji pani Merkel jest strzałem kulą w płot i z całą pewnością trafi rykoszetem strzelca. Z trzech słów można już określić cechy osobowość: nie ma pojęcia o kanclerzu Niemiec i geografii, jest prostakiem pospolitym.

 

Pozostajemy dalej w prawdziwej rzeczywistości. Na Zachodzie rozwinęła się taka kultura narodowa, że toczy się wielkie współzawodnictwo pomiędzy instytucjami i w gospodarce  komu uda się znaleźć i zatrudnić tych najzdolniejszych. Na ten cel wydawane są ogromne pieniądze. Przy czym zupełnie nie ma znaczenia, czy kandydat jest czarny, biały, łysy, żółty i jaką albo żadną religię wyznaje. Po prostu takie egzemplarze zdarzają się w ilości 3 na 100, więc bardzo głupio byłoby wybrzydzać. Najlepiej udaje się to Amerykanom, ale inni nie są dużo gorsi, lecz czynią to bez fejerwerków, którzy nauczyli się stwarzać znakomite warunki dla super zdolnym, więc przyjeżdżają tam i pracują dla Ameryki ludzie wszystkich ras, wyznać itd. Inni nie są dużo gorsi, lecz czynią to bez fajerwerków. Sprawę ułatwia znacznie fakt, że tradycyjne rządy w wielu krajach opierają się o kumoterstwo, korupcję i przemoc i takie też są kryteria doboru kadr jakichkolwiek.

Ocenia się, że około 50% zdolności wnoszą geny, a reszta pochodzi z wychowania. Dlatego nowoczesne systemy edukacyjne stawiają sobie za cel znalezienie tych najzdolniejszych jak najszybciej po urodzeniu, żeby otoczyć talenty odpowiednią opieką, niezależnie od poziomu kulturalnego i pochodzenia rodziców.

Trzeba przyznać, że koalicja PO PSL postawiła polski system oświatowy na właściwe tory i w odpowiednim kierunku. Polscy uczniowie i studenci stawali się z roku na rok bardziej porównywalni z ich koleżankami i kolegami na Zachodzie. Dobra zmiany nie tylko zmieniła kierunek jazdy, ale aktualnie pracuje intensywnie nad wykolejeniem pociągu. Właściwie nie wiadomo dlaczego. Tęsknota za PRL-em?

Powstaje system oparty na posłuszeństwie, a nie na sprawności umysłowej. Inteligentniejszy jest ten, który potwierdza fantazje prezesa i jego kumpli. Wiara w zamach smoleński i nieomylności jednej słusznej partii jest miernikiem inteligencji. Wystarczy zapamiętać kilkanaście nazwisk tzw. żołnierzy wyklętych, stawać na właściwych apelach, wykonując właściwe gesty i między pospolity kurwy i pierdolenie wstawiać słowa patriotyzm, ojczyzna, nasz kochany kościół i już uchodzi się za człowieka kompetentnego zdolnego do objęcia najwyższych funkcji  w państwie i gospodarce państwowej.

Oczywiście pobożnym życzeniem jest wygranie konkurencji ludźmi posłusznymi nie najwyższych lotów z zachodnimi politykami i przedsiębiorcami. Oczywiście odbije się to na zarobkach, formach pracy itd. Polaków. Naród sam siebie skazuje na pośmiewisko. Oczywiście można tłumaczyć głupim, że inni nas nie rozumieją albo są złośliwi, a inni po prostu nie rozumieją dlaczego Polacy złoty róg zamieniają pracowicie na sznur. Nie kapują na przykład jak po Skubiszewskim, Bartoszewskim, Mazowieckim, Sikorskim mogli pojawić się Fotyga z kolegą.. nazwisko już znika w zapomnieniu. Lech Wałęsa staje się wrogiem ojczyzny. Jacyś niedorozwinięci?  

Wracając do Freuda. Powodem trudności życia w prawdziwej rzeczywistości jest seksualność dziecięca niewłaściwie nie do końca przeżyta, co jest warunkiem przejścia do wieku dojrzałego. Pozostałości dziecka w dorosłym kolidujące z rzeczywistością przeszkadzają żyć w realu. Rozwiązaniem jest ucieczka do własnych fantazji, gdzie "świat jest w porządku", gdzie czujemy się dobrze. Problem trafia w znacznym stopniu katolików, gdzie seks jest dokładnie reglamentowany, a seksualność dziecięca nie istnieje, więc jest brutalnie zwalczana.

 

Istnieje jednak alternatywa do powyższego wywodu. Rządzący są bardzo inteligentni, ale podpisali z kimś kontrakt jak Faust z Mefisto. Sprzedadzą duszę i za to otrzymają beztroskie życie. Będą bardzo bogaci i tak piękni, że wszystkie niewiasty położą się im u stóp. Ten ktoś dostarczył znakomity plan opracowany przez wybitnych fachowców, którzy czytali nie tylko stuletniego Freuda. Scenariusz funkcjonuje bardzo skutecznie, a świat się dziwi, że tak bardzo kochający wolność naród z entuzjazmem podąża w niewolę.

23:04, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (15) »
czwartek, 02 marca 2017

Mężczyzna z bujną jasną fryzurą okrążył już po raz trzeci stół konferencyjny. Otyły, lekko zgarbiony... Spacer wyraźnie nie sprawiał mu przyjemności. Zniecierpliwienie nie pozwoliło mu na erotyczne zainteresowanie młodą tłumaczką, która siedziała cierpliwie, już od dawno do wszystkiego przyzwyczajona. Zresztą zaspakajanie potrzeb seksualnych przełożonych było jak gdyby wpisane do jej zawodu. Oczywiście, można też inaczej, ale ryzyko pozostania nauczycielką dla agentów specjalnych jest duże. Oni też mają potrzeby. Wtedy jednak miała większy wybór, nie musiała ze wszystkimi. Dobrze wybierała z przyjemnością i korzyścią dla siebie. Niewątpliwie koleżanki zazdrościły jej dzisiejszej  pozycji przy najpotężniejszym facecie na Ziemi i jej okolicach.

"Skocz, zapytaj się o co chodzi. Ile możemy czekać? Co się z tym pajacem dzieje?" Tłumaczka nie zdołała jeszcze podnieść swojego zgrabnego tyłeczka, kiedy zapukano do drzwi. Po chwili wszedł wysoki barczysty mężczyzna i powiedział "Już jest w drzwiach wejściowych, za trzy minuty tutaj będzie." I bardzo grzecznie tyłem wycofywał się.

"Koniecznie musicie sprawdzić, tak jak mówiliśmy, czy nie posiada jakiś środków do nagrywania. Bardzo ważne." "Szefie spoko. Mamy swoje metody i aparaty. Prześwietlimy gościa dyskretnie. Jeżeli trzeba to zagłuszymy." uspokoił Prezydenta agent.

Nagle młodzieniec usunął się w bok i do pokoju wpadł lekko zdyszany wódz wielkiego narodu. "Widzisz ja muszę dla treningu biegać po schodach. Moja dziewczynka windą nie nadąża." rzucił z siebie po niemiecku. "Nie rozumiem po niemiecku." "Ale przecież twoja rodzina pochodzi z Niemiec." Tym razem Amerykanka po amerykańsku zaczęła tłumaczyć. Panowie podali sobie ręce. Uścisk rosyjski był mocny wytrenowany zastraszający. Dowódca najpotężniejszej armii  nie dał jednak bólu po sobie poznać. Nie z takimi osiłkami robił już geszefty.

Usiedli jak gdyby nic przy stole. "Ta rozmowa jest absolutnie tajna. Nikt się o tym nie może dowiedzieć, dopóki plany nie zostaną zrealizowane." zaczął prezydent. W pięknych oczach rosyjskiej tłumaczki, która już dojechała windą, pojawił się strach. Najbliższe lata spędzi w tajdze ucząc agentów angielskiego. 

"Tak trzeba. Sytuację międzynarodową znamy doskonale obaj. W wielu krajach europejskich zrobił się totalny rozgardiasz." rozpoczął energicznie Władca. "Pomogłeś inteligentnie i pieniędzmi." przerwał mu Prezydent.

"Nie przyjechałem tutaj, żeby się kłócić ale, żeby załatwić ważny interes." "Zgoda. Rzeczywiście mamy mało czasu. Zaraz zacznie się oficjalna konferencja z tą całą zgrają półgłówków."

"Widzę, że lubisz nazywać rzeczy po imieniu, więc zacznę, jeżeli pozwolisz. Francja, Niemcy, Austria i podobni na wschód od Odry dadzą sobie radę. Przykręcę trochę kurek z pieniędzmi i uspokoi się. Będą sobie dalej demokraczyć, ale z respektem do nas. Na Ukrainie trwa już wojna. Z litości nie robimy z tego kolejnej Syrii. Natomiast w Polsce toczy się już zimna wojna domowa. Nasi ludzie przesadzili i oni teraz całkiem szczerze skaczą sobie do oczu. Staramy się rozbroić ich wojsko, żeby nie narobili szkód. Ale to wszystko wiesz, więc przejdę do mojej propozycji.

Proponuję walczące koguty rozdzielić. Zachodnim Polakom pozwolimy mieszkać na zachód od Wisły i niech sobie gniją w waszej w Unii. Natomiast wschodnich połączymy z zachodnią Ukrainą. Mogą sobie nawet przenieść stolicę do Krakowa, a Lwów wróci do macierzy, o czym marzą." "Bez takich szczegółów. Granicami zajmą się fachowcy." przerwał Prezydent. Obydwie tłumaczki znające się przecież na polityce zbladły jednocześnie nie przestając tłumaczyć." 

Władca "Reszta Ukrainy pozostanie prawdziwą Ukrainą jak zawsze pod naszą kontrolą. Wtedy dla zachęty możemy takiej Ukrainie oddać Krym, więc przyczyna sankcji zniknie i będziemy mogli normalnie współpracować. Dla świętego spokoju proponowałem nawet Niemcom Szczecin, ale odmówili. Na razie."

Prezydent zaniepokoił się " A co na to Polacy? Nie zbuntują się?", a kościół, a Watykan?.

"Nie ma sprawy. Mamy już trzysta lat doświadczenia w prowadzeniu Polaków za nos. Nasz Patriarcha obiecał już na Kubie Papieżowi zachowanie przywilejów dla jego ludzi i znaczne ułatwienia w rozbudowie kościoła na zachodniej Ukrainie, więc Kościół zarobi na zmianach i nie będzie się sprzeciwiać."

"Dobry pomysł. Właściwie bez sprawiedliwej korektury granic nie da się gorących głów uspokoić. Realną alternatywą będzie rozszerzenie krwawej awantury ukraińskiej i gorąca wojna domowa  w Polsce. W ten sposób zasłużymy sobie na pokojowego Nobla bardziej niż ten wymoczek Obama." ucieszył się Prezydent.  

"Jest jeszcze jedna ważna sprawa." odpowiedział Rosjanin. "Pilnie potrzebujemy połączenia lądowego z Kaliningradem."

"W czym problem? zapytał Prezydent.

"Teren ten znajduje się w północno wschodniej Polsce. Ale my już się przygotowujemy. W tych okolicach gwałtownie rozwija się faszyzm, który nasz naród zdecydowanie ma ochotę pokonać, nawiązując do zwycięstwa nad Hitlerem."  tłumaczy Władca.

"Ok. to jest szczegół. Możemy teraz sprawy przekazać do dokładnego rozpracowania. Ale ponieważ to służy pokojowi to oczywiście jestem za." zakończył prezydent.

"Super. Dziękuję za przyjemną i rzeczową rozmowę. Droga do pokoju została zarysowana. Wspólnie uzgodnimy termin opublikowania naszych pomysłów. Najpierw muszą moi ludzie z twoimi rozpracować szczegóły i terminy" Rosjanin z rosyjską tłumaczką podnieśli się energicznie z krzeseł.

Cała czwórka opuściła pomieszczenie. Prezydent uśmiechnął się do swojej tłumaczki "Teraz relaks w moim pokoju."

Rosjanka spojrzała znacząco i głęboko w dojrzałe oczy Prezydenta głęboko zgodnie z instrukcją KGB. "Kiedy indziej. Teraz jest zbyt niebezpiecznie. Na pewno nadarzy się jeszcze okazja." mrugnął do Amerykanina , klepną w zgrabną pupę i zakończył flirt Władca Rosji.

 

 

PS Taki sen męczył mnie ostatniej nocy. Mogą to być skutki postu leczniczego, jaki zacząłem przed pięcioma dniami. Żyję tylko o wodzie bez chleba. Ale z drugiej strony, gdyby rozdzielić rzeką "zdrajców", opcję niemiecką i niewolników od wyprostowanych bohaterów, prawdziwych patriotów i właścicieli jedynej prawdy... Kto wie?

15:46, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 lutego 2017

Krótka historia silnego człowieka.

Zawsze było tak. Najsilniejszy i najbrutalniejszy we wsi  brał wszystko na co miał ochotę. Siadał na tronie i łaskawie pozwalał się obsługiwać.

Wsiowi... Tak było zresztą już wcześniej, kiedy gromady ludzkie włóczyły się po lesie.Po wymordowaniu zwierzyny zebraniu wszystkich owoców, obsraniu okolicy... robiło się głodno i smrodno, więc ruszali dalej. 

I nagle natrafili na pole uprawne. Oczarowani dobrobytem, odruchowo zabierali się za żniwa, chociaż wtedy nie wiedzieli, że ta czynność tak się nazywa. Oczywiście rolnikom to się nie podobało i wysyłali najsilniejszego, żeby złodziei zniechęcił. Niestety przez tysiące lat myśliwi i zbieracze okazywali się silniejszy. Wtedy zabijali dzieci i mężczyzn. W kobietach zasadzali swoje geny. W takich warunkach rolnictwo nie miało zupełnie sensu, więc przez tysiąclecia tylko polowano, zbierano i rabowano. Kiedyś jednak, gdzieś w Iraku i Turcji udało się rolnikom przekonać silniejszych, żeby żyli wśród nich jako obrońcy i karta odwróciła się. Rabunek okazał się mniej opłacalny od siania zboża. 

Kiedy jednak przez lata nie zdarzał się napad, utrzymanie luksusowego osiłka powodowało niesnaski. Szczególnie, że wymagania jego zwiększały się z roku na rok. Z tego okresu pochodzi przysłowie "Apetyt rośnie w miarę jedzenia". Zamiast mięśni przybywało tłuszczu. Z braku wrogów zewnętrznych i czując zanik muskułów, nadchodzącą słabość, stawał się coraz brutalniejszy w stosunku do swoich.

Jednak słabsi członkowie stada nie są bezbronni. W ciszy po za głównym nurtem, nie umiejąc się skutecznie włączyć do bijatyki, rozwijali inteligencję. Zauważyli, że olbrzym, kiedy śpi jest bezbronny, więc można go kamieniem. Sprawa ryzykowna i nie zawsze się udawała. Olbrzym obudzony uderzeniem z reguły okazywał się bardzo niedobry. Szybko jednak słabi zorientowali się, że skuteczniej jest dodać do kawioru kurary. Siłacz nie był w ciemię bity i wpadł na pomysł. Trzeba po prostu wszystkich, którzy mieli z nim bliski kontakt, szczególnie kucharki i kochanki pogrzebać razem z nim, najlepiej w stanie nieżywym. Była to silna motywacja do dobrego gotowania i...  na stół trafiły przyprawy. W tym czasie podniosła się znacznie sztuka kochania. Następca miał oczywiście własny zaufany personel, więc wyrżnięcie poprzedników obowiązkowe i zgodne z konstytucją było dla większości żyjących na rękę. Oczywiście mordowanie poprzedników, niezależnie od pretekstu, znacznie ułatwiało politykę kadrową.   

Było to znacznie prostsze, efektywne i sprawiedliwsze dla młodych rozwiązanie, niż wieczne państwowe emerytury i fitnesskluby dla staruszków. Dlatego Bismarck wynalazca ZUS-u uchodzi w wielu środowiskach za bardzo niesympatycznego faceta. Gdyby plemniki i jajeczka wiedziały, że będą musiały utrzymywać swoich i cudzych rodziców, dziadków, pradziadków jednocześnie... Może to jest przyczyną malizny urodzeń w kulturach obarczonych ubezpieczeniami społecznym

Nieprzyjemna dla wszystkich sytuacja. Zamiast w spokoju oglądać telewizyjne seriale, trzeba się zajmować gównem. Wszystko co nas nie łechce w brzuszek albo w genitalia jest nudną stratą czasu. Współcześnie nazywa się to polityczną poprawnością albo politycznym zatwardzeniem (Verdrosselheit) w zależności od punktu siedzenia.

Wracając do siłaczy. Rozwój cywilizacji jakiejkolwiek polegał na oswajaniu kibola. Ostatnia próba polega na wymianie maczug drewnianych, zwanych pieszczotliwie  bejsbolowymi,  na lekkie karabiny maszynowe plus pięćset złotych. Grosze. Z pewnością jednak, kiedy kibole nauczą się strzelać, skasują premię za każdy strzał w jedynym słusznym kierunku. 

Pan Bóg poirytowany krwawym bałaganem zrzucił z góry kamienne tablice opisane ludzkimi literami. To były czasy, kiedy NATO, Układ Warszawski i ONZ nie istniały albo nie działały optymalnie. Z pozycji najwyższego autorytetu zabronił zabijać kucharki i masażystki wodza, szczególnie po jego śmierci. Zabronił pryskania spermą byle gdzie, ingerując w ten sposób w prawo spadkowe. Przy okazji wydał zalecenia w temacie zwalczania boskiej konkurencji. Wtedy niebo było zaludnione innymi ważniakami i biedak nie miał łatwo. Chociaż z drugiej strony urząd antymonopolowy nie istniał.

Tak już jest, że każdy wspaniały wynalazek ma skutki uboczne. Kto mógł się spodziewać, że wynalazek prądu elektrycznego, języka zerojedynkowego i komputera skończy się wyborem prezesa i Donalda Trumpa. Chciałbym powiedzieć, wracamy do korzeni, gdzie spory rozwiązywano przy pomocy wystruganych grubszych gałęzi. Niestety, tak się cywilizacyjnie rozwinęliśmy, że dzisiaj gabinety wyposażone są w broń palną, a częściowo w atomową, a kurary do kawioru dorzucić nie wypada.

Boskie tablice chociaż bardzo masywne z trudem przebijały się do świadomości. Ojciec, szef, patriarcha mógł w dalszym ciągu zabijać swoje dzieci i żony tak jak robił to zawsze ze swoimi owcami. Bóg nie napisał, że nie wolno zabijać dzieci,. Zgodnie z zasadą prawniczą, co nie jest zakazane jest dozwolone...

Bóg oczywiście zauważył kiepską realizację jego postulatów i postanowił zareagować. Połączył przyjemne z pożytecznym zapładniając atrakcyjną żonę stolarza. Wprawdzie złamał własne przykazanie "nie pożądaj żony...", ale wszyscy jego boscy koledzy prowadzili się podobnie. Podejrzewam, że dla otarcia łez mąż otrzymał atrakcyjne stolarskie zamówienie. Natomiast, syn mógł się cieszyć uprzywilejowaną pozycją prominenckiej latorośli. Niestety nie skorzystał z tego. Kiedy przejrzał na oczy, zobaczył wokół siebie nieźle zorganizowane państwo rzymskie. Wymyślił bezsens osobistego szarpania się z każdym obdartusem. Wystarczy przecież zadzwonić na policję... Jeżeli ktoś ciebie uderzy w jeden policzek nadstaw drugi, a w międzyczasie przyjedzie zawodowy patrol. Nie pobrudzisz sobie rąk. Powstała wielka idea państwowego monopolu przemocy.

"W niebie mam wszystko, więc na ziemi nic nie potrzebuję" myślał sobie bosko. "Skąd oni mają tyle pieniędzy!? Na pewno kradną. Korupcję widać gołym okiem po horyzont i dalej. " odezwała się jego ludzka połówka i wpadł do świątyni przewracają banki handlarzy pieniędzmi. Ciąg dalszy można przeczytać w Biblii. Niestety, był to ostatni przypadek, kiedy człowiek, chociaż boskiego pochodzenia, przylał bankierom.

Oczywiście nie trzeba było długo czekać. Właściwe państwowe organy w trosce o rozwój gospodarczy i miejsca pracy, powiesiły krnąbrnego idealistę  na krzyżu. Bajka o pięknym świecie została jednak w głowach ludzkich zaszczepiona. Marzyciele rozeszli się po świecie i dzięki genialnemu marketingowi parę wieku później opowieść stała się lekturą obowiązkową w całym  Cesarstwie Rzymskim.

Szybko jednak okazało się w praktyce, że kiedy całe kompletne państwo nadstawia policzki, policja przyjeżdża zbyt późno albo wcale, więc różni tacy bojąc się, że rzymskie dobra trafią do cudzych rąk, rzucili się tak bardzo na ratunek, że rozgrabili wszystko. Niejasne jest stanowisko państwowego rzymskiego kościoła, który wtedy był tylko oddziałem istambulskie korporacji. W każdym razie funkcjonariusze byłej państwowej religii okazali się równymi wśród siłaczy i ich majątki zaczęły gwałtownie  rosnąć. Założyli monopol na kontakty z niebem i kazali sobie słono płacić. Brak konkurencji zawsze oznacza wysokie ceny dla ludu i przyjemne bogate życie monopolistów.  

Wtedy w Moguncji (Mainz) pojawił się Jan Gutenberg, którego przeznaczeniem było wynaleźć ruchome litery i znacznie obniżyć koszty odpisywania książek. Kościelni sprawę  poparli z całego serca sądząc, że w ten sposób ich Biblia trafi pod strzechy proboszczów, którzy będą zmuszeni nauczyć się czytać, co znacznie obniży koszty dystrybucji centralnych instrukcji i okólników oraz transport tajnych raportów jawnych współpracowników. Służył temu język łaciński, który w tym czasie był większości ludzi nieznany. 

Niestety zupełnie nieodpowiedzialny kapłan w Wittenberg (była DDR) z nudów przetłumaczył Biblię na język ludu i zaczęły się schody. Prawdopodobnie ten Luther dopiero wtedy, kiedy zobaczył swoje dzieło w całości po niemiecku zrozumiał o co chodzi w tym chrześcijaństwie i zbuntował się. Jednak establishment z powodu analfabetyzmu łacińskiego nie wiedząc o co temu Chrystusowi chodziło, postanowił buntowników ukarać. Do tego celu użyto kiboli turnieii rycerskich. Walki z różnym natężeniem trwały przez dziesiątki lat. Pomimo wojny umiejętność czytania i myślenia rozszerzała się wśród rycerstwa, więc przechodzili na stronę buntowników. Trzeba przyznać, że polskie rycerstwo do końca dzielnie stawało po stronie nieczytających i bywało przedmurzem watykańskiego chrześcijaństwa.

W XX wieku nagle wybuchła wojna, właściwie do dzisiaj nie wiadomo o co walczono. Sprawa musiała być jednak bardzo honorowa ponieważ poległo i zostało zamordowanych około 17 mln ludzi. Wśród ofiar znaleźć można trzystu Japończyków, ale ani jednego Polaka, co wynikało z ówczesnego podziału administracyjnego świata, który już Polski nie uwzględniał.

Stary świat pogański oparty o przemoc rozpadł się na chwilę. Przy okazji Polska odrodziła się też na chwilę, ponieważ swoją potęgę budowała przede wszystkim na energicznych i jedynie słusznych i bardzo bojowych przemówieniach. Było nieźle. Dopóki sąsiad nie zabrał się za tłumaczenie przemówień i doszedł do wniosku, że to jest mowa trawa. Zaatakował bez znacznego ryzyka. Dobrze kombinował, że nawet najpiękniejsze przemówienia nie dotrą do załogi czołgu albo samolotu ze względu na... hałas panujący w pojeździe. Mówcy polscy rozpierzchli się po świecie.

Zresztą wódz germańskiej trzody, konkretnie w języku kościelnym nazywanej owcami, odrzucił zupełnie chrześcijaństwo i powrócił do pogańskiej zasady "świat dzieli się na silniejszych i słabszych" i "silniejsi narzucają swoją wolę słabszym". Biedak zdążył przeczytać tylko wczesnych darwinistów. Dalsze studia okazały się zbyt nudne i wyszło jak wyszło. Tym razem temat "motywy" był jasny. Wódz chciał zjednoczyć Europę i świat pod swoimi sztandarami, żeby wszyscy słabsi służyli Niemcom. Rekord poległych i zabitych sprzed 25 lat został znacznie pobity osiągając dumną liczbę 50 milionów. W tym prawie 4 mln Japończyków i 6 milionów Polaków.  Straty Francuzów, Anglików i Amerykanów oscylują pomiędzy 300 i 400 tysięcy. Radzieckie entuzjastyczne hurra kosztowało 27 mln istnień ludzkich. Pozostali przy życiu Rosjanie zdołali opanować ojczyznę Polaków i część Niemiec wprowadzając tam sprawiedliwy ustrój wymyślony w XIX wieku na zachodnich uniwersytetach.

Socjalizm stał się religią bardzo zbliżoną do chrześcijaństwa, przez co naraził się funkcjonariuszom kościelnym, ponieważ odbierał im dochody. Lud chętnie poszedł do szkoły, a jeszcze chętniej na stanowiska i chciał zarabiać prawdziwe pieniądze. W praktyce okazało się, że mniej szkoły i rozumu znacznie ułatwiał karierę. Raj. Przy wielu zaletach, system miał jednak wrodzoną wadę, nie potrafił na siebie zarobić. Szlachetni socjaliści zostali zmuszeni do zatrudnienia  siłaczy, którzy zaczęli bronić prawdziwych i wymyślonych zdobyczy. Kiedy sytuacja gospodarcza pogorszyła się i zaczęło brakować  dla swoich, siłacze zorientowali się, że  lepiej działoby im się bez socjalizmu. Układ Warszawski rozpadł się. Nastąpiła dezorientacja wśród dzikich siłaczy.

Polak inteligentny zaczął rozpychać się swoimi inteligentnymi pomysłami. Najłatwiej było podpatrzeć u ludów najbardziej cywilizowanych, którym udało się brutalną przemoc ujarzmić, a energię społeczeństw skierować do budowania wygodnej i przyjemnej przyszłości. Poziom życia podniósł się na tyle, że jest co kraść. Siłaczom już od dłuższego czasu cywilizacja mądrego człowieka uwierała jak gwóźdź w bucie. System, gdzie, żeby coś mieć, trzeba coś umieć, okazał się dla ludzi tradycyjnych zupełnie niepraktyczny.  Łowcy i zbieracze postanowili wrócić do korzeni. Najpierw ukradziono kilka drogocennych nieruchomości. Jednocześnie zwabiono biednych ludzi do powierzenia im swoich oszczędności, na które w miarę potrzeb skakano.

Trzeba przyznać, że zdobyczy nie roztrwonili, ale zainwestowali w działalność polityczną. Za poparcie obiecywali każdemu spełnienie jego marzeń. Taka złota rybka spełniająca wszystkie życzenia wędkarza za wpuszczenie jej do wody. Prostolinijni rybacy dali się nabrać i powierzyli  rybce rządy. Niestety tandetna złota farba odpada i wyłania się żarłoczny rekin, który rośnie w oczach. Kiedy pojawi się szewczyk, który nakarmi smoka siarką?



14:16, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 lutego 2017

Ranna pani Premier, uratowany Minister

Kiedy podzieli się szybkość samochodu osobowego przez 10 i wynik podniesie do kwadratu wychodzi mniej więcej minimałna droga hamowania (Bremsweg). W przypadku akcji bardzo gwałtownej można ją o połowę skrócić. Wynik wynosi dla prędkości 50 km/h całe 25 (12,5) m, natomiast dla 100 km/h 100 albo 50 m. W czasie reakcji kierowcy samochód sobie jedzie i pokonuje dystans (Reaktionsweg): szybkość podzielona przez 10 razy 3. W sumie wychodzi dla 50 km/h odcinek drogi jaki pokona samochód z kierowcą na pokładzie: 27,5 m, a w przypadku 100 km/h 65 m. Rachunek pi razy drzwi dotyczy przeciętnych kierowców takich jak ja i Ty. Tak naucza się na kursach prawa jazdy.

Kierowca rządowy zawodowy znakomity, wytrenowany, skoncentrowany na prowadzeniu samochodu i wnikliwej obserwacji otoczenia wyprzedzając kolumnę amatorów po niewłaściwej stronie podwójnej linii musi mieć cały czas "nogę na hamulcu". Wtedy jego czas reakcji znacznie zmniejsza się na przykład o dwie trzecie. Wtedy droga hamowania będzie wynosić odpowiednio 17,5 albo dla 100 km/h 55 m. Odległość pomiędzy miejscem zdarzenia i drzewem szacuję z grubsza na 25 do 35 metrów.  

Każdy prywatny "specjalista" od ruchu drogowego powinien sobie ten rachunek przyswoić zanim zacznie politycznie i na wyczucie dyskutować o wypadkach pani Premier i jej obronnego Ministra, chociaż są to obliczenia orientacyjne "pi razy drzwi". (Faustregel). Możliwy jest też prosty eksperyment. Odległość między słupkami na drodze wynosi z reguły 50 m. Wystarczy zwolnić do 50 km/h i wyobrazić sobie ile manewrów można zrobić na tym odcinku, gdyby kolejny słupek zamienił się nagle w drzewo. Wtedy łatwiej będzie sobie wyobrazić i wyczuć, jak szybko jechał, albo jak bardzo zbyt późno zauważył "znakomity" kierowca pana Ministra stojące na drodze przecież zupełnie niewinne samochody. 

Niezależny! od rządu rzeczoznawca znając miejscowe dane potrafi to obliczyć dokładniej i sądowo skutecznie.  Po za tym rachunek pokazuje dlaczego "złośliwi" biurokraci ograniczają szybkość w mieście do 50 km/h, a nawet 30 km/h, chociaż droga jest taaaka prooosta.

Ale właściwie po co miałby znakomity kierowca rządowy w ogóle hamować. Do ominięcia drzewa z prawej albo lewej strony wystarczyło lekko ruszyć kierownicą i już drzewo oraz pani premier zostałyby nienaruszone. Miejsca było po obu stronach złośliwej rośliny wystarczająco dużo.

Kierowcy sportowi o tym wiedzą i kierują swoim samochodem do końca. Tak, tak, nawet kiedy pojazd  oderwie się od ziemi należy bardzo uważać, żeby przy lądowaniu przednie kierujące koła były ustawione w odpowiednim kierunku i kontrolować obroty napędu, żeby uniknąć gwałtownego zahamowania albo przyśpieszenia.  Youtube jest pełen filmów, które pokazują katastrofy rajdowe. Takie czyste uderzenia w drzewo albo ścianę zdarzają się bardzo rzadko i najczęściej w  zawodach amatorskich. Owszem pojazdy efektownie dachują, lądują do góry nogami itd. ale kierowcy prawie bez szwanku wysiadają, dzięki zapiętym pasom, nowoczesnej konstrukcji pojazdu i wytrenowaniu odpowiednich odruchów.

Droga pani premier, drogi panie ministrze obrony, pomimo Waszego wielkiego podziwu dla wypadkowych kierowców, którzy dzięki "właściwym decyzjom" uchronili Was od czegoś gorszego wyjaśniam, że w sytuacjach wypadkowych  reaguje zupełnie samodzielnie organizm kierowcy. Jakość tej reakcji zależy tylko od właściwości jego zmysłów, stanu jego układu nerwowego, wytrenowania odpowiednich odruchów i stopnia koncentracji. Znakomita większość zwyczajnie traci w takim momencie głowę, niezależnie od tego ile dobrych porad przeczytali. W takich przypadkach świadomość ze swoimi decyzjami spełnia tylko rolę rzecznika prasowego, który ma pozytywnie wyjaśnić błędy rządzących. 

Właściwie sprawa nie obchodzi mnie specjalnie. Raczej nie grozi mnie podróżowanie rządowymi limuzynami. Jednak na miejscu polskich premierów i ministrów zastanowiłbym się nad badaniami psycho-fizycznymi i innymi odpowiednimi testami dla kierowców. Do tego dochodzi kosztowny trening... Ale kiedy pomyślę, że taka limuzyna może kosztować nawet czterysta tysięcy euro i więcej, pewnie opłaca się.

W ogóle sposób kierowania pojazdami uprzywilejowanymi w Polsce to jest prosta zapowiedź katastrofy. Jakaś banda niedouczonych gówniarzy dorwała się po raz pierwszy od tysięcy lat do pojazdów szybszych od koni...  Niestety wielu rodakom wystarcza za usprawiedliwienie wszelkiego nieszczęścia "wpadł w poślizg i nic się nie dało zrobić". Jeszcze niedawno mówili "koń się znarowił". Nie dociera do nich, że samochód ma kierownicę i hamulce. W przeciwieństwie do konia robi tylko to co chce i potrafi kierowca. 

Wierzę jednak, że wśród kierowców uprzywilejowanych jest wielu rozsądnych i przyzwoitych ludzi. Trzeba ich jednak wyrwać z tego prymitywnego kręgu pogardy dla słabszych, nie mających prawa na czerwonym świetle... uczyć empatii dla innych uczestników ruchu drogowego. Prawdopodobnie aktualnie rządzący musieliby zacząć do siebie. Przepraszam bardzo. Zbyt chętnie wyskakują ze mnie różne złośliwości.

Tak panie Ministrze od bezpieczeństwa, kierowca małego fiata ma prawo słuchać radia podczas jazdy i kierowca rządowy musi  ten fakt w sposób odpowiedzialny uwzględnić. Trudno wymagać, żeby wszyscy kierowcy na polskich drogach zajmowali się tylko wypatrywaniem "koguta".

Ciekawe, czy uwikłany w wypadek młodzieniec popiera PiS, czy jest w opozycji? Wypadki drogowe pokazują, że Rząd jest niebezpieczny dla siebie i pozostałych Polaków niezależnie od ich stopnia prawdziwości. 

Kolejny sukces polskiej polityki zagranicznej:

Amerykański koncern GM właśnie sprzedaje Opla Francuzom rządowo posiadającym koncern PSA, który na co dzień produkuje Peugeoty i Citroeny.  Straty Opla wynoszę ostatnio ćwierć miliarda euro rocznie. Oczywiście PSA z całą pewnością nie ma zamiaru kupić strat. Po za tym produkty obydwu producentów konkurują między sobą dosyć dokładnie.

Nie trzeba być wielkim ekonomistą, żeby wiedzieć, że koncerny oszczędzają przede wszystkim na funduszu płac, co osiąga się najskuteczniej poprzez redukcję zatrudnienia. I tutaj nagle niespodziewanie mamy na Śląsku fabrykę Opla, która do tej operacji nadaje się znakomicie. Zwolnienia w Polsce najmniej wpłyną na los polityków francuskich.

Rozumiem, że teraz rząd polski po "słusznym" złamaniu umowy helikopterowej z francuskim EADS wyruszy do Paryża słusznie walczyć o miejsca pracy w Gliwicach... Może jednak wystarczy modlitwa i opieka boskiego króla. 

Niewykluczone, że kolejny amerykański koncern lotniczy już zastanawia się nad sprzedażą swoich polskich zakładów uważanych z tajnych powodów przez tubylców narodowymi. Niezłych ofert można spodziewać się zza  Buga.  

Sytuacja jest rozwojowa. Prezes powie: "Z całą pewnością zawiniły poprzednie rządy, które dopuściły Niemców do budowy amerykańskiej fabryki na piastowskiej ziemi." Dodam, a pracownicy mogli przecież spokojnie celebrować kolejne narodowe rocznice i święta, zamiast zmagać się z prostackimi, wrogimi polskiej tradycji  wymaganiami zagranicznej korporacji. Na trzy piwka dziennie by wystarczyło bez Opla. Teraz biedacy wstaną z kolan.

16:06, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 stycznia 2017

Mateusz Morawiecki Minister i Wicepremier RP w rozmowie z TVN pochwalił pomysł prezesa ograniczenia funkcji burmistrza do dwóch kadencji. Argumentem jest, żeby w ten sposób zwalczyć kliki... niepisowskie. Oczywiście jest to bzdura, ponieważ istnieją jeszcze zwyczajne demokratyczne procedury, które pozwalają usunąć mniej sprawnego albo nieuczciwego polityka z urzędu. Jeżeli nie funkcjonują należycie, należy je usprawniać w sposób demokratyczny, a nie arbitralnie od góry. Przejrzystość administrowania i znajomość struktur odpowiedzialności są tutaj bardzo ważne. Władze wyższego szczebla powinny w tym pomagać lokalnym wyborcom.

Morawiecki skrytykował artykuł w Der Spiegel na ten temat mówiąc, "Autor krytykuje pomysł zmian polskiej ordynacji, ale jednocześnie chwali podobne rozwiązania w Niemczech. Coś, co u nich jest dobre, u nas jest niedobre tylko dlatego, że rząd PiS to wdraża?"

Otóż w Niemczech każdy kraj związkowy ma swoją ordynację wyborczą. Kadencje burmistrzów trwają od 6 do 10 lat. W niektórych Landach ograniczony jest wiek sprawowania funkcji, najczęściej w granicach 18 do 67 lat. Oczywiście, każda kadencja kończy się wyborami, więc wyborcy mogą po prostu wybrać kogoś innego. Istnieją też prawne sposoby usunięcia polityka ze stanowiska w czasie trwania kadencji. Zdarza się to jednak bardzo rzadko. Z reguły jednak stanowisko burmistrza jest praktycznie do emerytury.

Ciekawostką może być fakt, że po wojnie  wybierano polityków, którzy to stanowisko zajmowali w czasach hitlerowskich. Po prostu zasada, że nie zarzyna się kury, która znosi złote jaja, obowiązuje. To może być zachętą dla karierowiczy z PiS-u, że pomimo dyktatury, można zostać przyzwoitym i kompetentnym człowiekiem, przynajmniej na niższych szczeblach drabiny władzy. 

Inną ciekawostką jest zasada stosowana w Badenii-Wirtembergii, że kandydat na przewodniczącego rady nie może pochodzić z gminy, gdzie startuje w wyborach na burmistrza.

Ciekawe o jakich Niemczech opowiadał pan wicepremier. Nie orientuje się, czy po prostu bezczelnie kłamie, oszukując swoich wyborców? Uważa ich za durni, niegodnych prawdziwych wieści o prawdziwym świecie?

Tytuł krytykowanego artykułu o kolejnym pomyśle prezesa wytrwale poprawiającego demokrację brzmi Pełzający Pucz (Schleichender Putsch). Dalej "Kaczyński zamierza pomysłem (dwukadencyjność) zdobyć ostatnią twierdzę oporu. W wielu miastach rządzą burmistrze należący do liberalnej opozycji albo bezpartyjni." "Burmistrz Paweł Adamowicz w Gdańsku, czy Jacek Karnowski w Sopocie są przedstawicielami pragmatycznych i popularnych polityków". Pomysł Prezesa dotyczy 66 prezydentów miast, z których tylko 3 należy do PiS-u." 

Dalej można dowiedzieć się, że według sondaży tygodniowa blokada w parlamencie uważana jest przez większość jako wichrzycielstwo, a nie jako walka o demokrację. "Nawet opozycja pozaparlamentarna znajduje się w kryzysie. KOD, który potrafi wyprowadzić przeciwko Kaczyńskiemu tysiące na ulicę jest skłócony wewnętrznie z powodu  Spendenaffärre. A PiS osiągając w sondażach 37%  jest znacznie mocniejszy od partii opozycyjnych." Na tym kończy się niemiecka notatka.

Ciekawe skąd 37% Polaków bierze siłę i ochotę niszczenia w Polsce wszystkiego co się rusza. Wycięto już w pień wszystkich na szczeblu centralnym , którzy z powodu posiadanej wiedzy i doświadczenia , nie akceptowali amatorskich pomysłów Rządu i jego prezesa. Teraz przychodzi kolej na samorządy, które ciągle się same rządzą.

Prezes jest prawdopodobnie ekstremalnym narcyzem, chorobliwie przekonanym do swojego geniuszu. Z drugiej strony bardzo boi się realnego świata i prawdziwych ludzi. Słusznie zresztą, takie spotkania grożą przekłuciem narcystycznego balonu. Na wszelki wypadek otacza się ludźmi, którzy udają podziw, albo podziwiają szczerze, ponieważ jeszcze mniej od szefa orientują się we współczesnym świecie. W każdym bądź razie powstał w Polsce biotop dla ludzi mniej kompetentnych, o słabych charakterach, którzy teraz mają swój dzień i mogą walnąć pięścią w stół bez ryzyka, że  rozśmieszą tym koleżanki i kolegów z podwórka i jeszcze im dobrze za to płacą. Żeby było groźnie dbają już dwaj ministrowie Z. i M.. Z drugiej strony brak empatii do nagle wyrzucanych z pracy i inaczej niszczonych, przecież też ludzi i Polaków może świadczyć o cechach psychopatycznych prezesa.

Oczywiście prezes ryzykuje, że krnąbrni wyborcy wybiorą ponownie wrogich PiS-owi kandydatów. Jednak prezes ma wszystko przemyślane i kolejnym wrogiem do zniszczenia okażą się komisje wyborcze, które liczą głosy. Można też przy pomocy zaprzyjaźnionej prokuratury nie dopuścić do wpisu na listę wyborczą popularnych kandydatów. Dobra zmiana is in doing.

Za wielki sukces prezesa trzeba uznać wprowadzenie swojego człowieka na stanowisko Prezydenta USA: Ameryka jest w ruinie, zagranica bogaci się kosztem Amerykanów, którym należy się więcej. Odbudujemy kopalnie i fabryki starych samochodów. Amerykanie będą kupować tylko amerykańskie produkty, prasa kłamie, policja nieuczciwie liczy demonstrantów... We make America great czyli wstaniemy z kolan.

 

 

(Artykuł ukazał się w Der Spiegel 4/2017 strona 85)

14:08, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
środa, 18 stycznia 2017

Już o tym pisałem. Zwiększa się różnica pomiędzy bardzo majętnymi i resztą mieszkańców ziemi. O tym wiemy. Ostatnio ngo Oxfam ogłosiło, że kilku ma więcej, niż biedniejsza połówka całej ludzkości. Podobno jest to tak ogromną niesprawiedliwością, że pozbawienie bogaczy bogactwa jest niezbędnym, podstawowym warunkiem ratowania świata przed chaosem. Koniecznym jest zabrać bogatym i rozdać biednym. Oxfam koncern charytatywny o światowym zasięgu, oczywiście doskonale wie komu zabrać i komu podarować. Tak dyskutuje się na Forum w Davos.

W głowach bardzo szlachetnych od lat kotłuje się pomysł, podnieść podatki, zlikwidować raje podatkowe itd. Brakuje jednak odpowiedzi jak tego dokonać w realnym świecie, przy okazji jednocześnie zwalczając globalizację. Po prostu bez globalnego systemu podatkowego nie ma praktycznych możliwości globalnego ujednolicenia i likwidacji oaz bezpodatkowych. Bez globalnego ministerstwa finansów, bez światowego rządu z własną policją itd. Na razie rządy niepodległych państw konkurują między sobą na podatkowym polu. Nawet w ramach już nieźle zorganizowanej Unii Europejskiej kraje członkowskie różnią się znacznie w kasowaniu bogatych i biednych.

Można założyć się o stówkę, że w najbliższym czasie angielski rząd obniży obciążenia podatkowe tak bardzo, że planowane już przeprowadzki instytutów finansowych z Londynu do Frankfurtu staną się nieopłacalne. W ten sposób będą chcieli utrzymać miejsca pracy i wpływy podatkowe z których będą korzystać przecież zwykli Anglicy, więcej pieniędzy na służbę zdrowia, szkoły, przedszkola itd. Czy protesty przeciwko mają sens, są szlachetne? Czy ktokolwiek ma narzędzia, żeby temu zapobiec?

Źródłem majątku może być pospolity rabunek. Tak dzieje się w krajach dalekich od cywilizacji. Można też ukraść "legalnie" po znajomości. Wystarczy urodzić się we właściwej rodzinie albo pielęgnować przyjaźnie z dysponentami państwowego majątku. Tak dzieje się w krajach, gdzie bandyckie praktyki chowane są za fasadą państwa niby demokratycznego.

W społeczeństwach cywilizowanych wystarczy mieć dobry pomysł i umieć go obronić przed "ja też chcą być bogaty". Takim przykładem jest Bill Gates nr 1 na listach. Dobrze zauważył ogromny potencjał w komputerach i umiał się w roli przedsiębiorcy w to wkręcić. Wynalazca DOS-u sprzedał Billemu program , dziwiąc się, że ten mu za coś takiego tak dużo 50.000 $ zapłacił. Państwo zapewniło Microsoftowi ochronę... Jego majątek powstał w niesamowicie krótkim czasie, ale Gates zmienił radykalnie nasze otoczenie. Największą część jego majątki stanowią udziały w koncernie Microsoft. Chciałbym usłyszeć w jaki sposób Oxfam chce podzielić Microsoft pomiędzy swoimi podopiecznymi w trzecim świecie? Każdy dostanie dyskietkę z Windows 10?

Niejaki inżynier Ferdynand Porsche w pierwszej połowie XX wieku konstruował super samochody. Wygrał konkurs na samochód ludowy rozpisany przez nazistów. Powstał koncern Volkswagen zatrudniający dzisiaj setki tysięcy ludzi na całym świecie. Większość akcji posiada do dzisiaj  rodzina. Na czele stał do niedawna wnuk Ferdinand Piech. Przez zwyczajną arogancję człowieka niższych lotów doprowadził do skandalu spalinowego. Na koncern spadły miliardowe kary. Końca nie widać. Następują aresztowania menagerów. Prawdopodobieństwo jest duże, że sam wnuk wielkiego konstruktora znajdzie się na ławie oskarżonych. Sprawa jest rozwojowa. Na bogactwo rodziny składają się przede wszystkim udziały w VW, czyli prawo własności do budynków i maszyn. Ciekawe jak to podzielić  pomiędzy potrzebujących. Każdemu biedakowi w Indiach po trzy śrubki?

Oczywiście można akcje zamienić na gotówkę i rozdać. Ale kupić je potrafi tylko inny bogacz, więc niekoniecznie nastąpią zmiany w statystykach.

Niezależnie od podatków, prawdopodobieństwo przeżycia dużego majątku w kolejnych pokoleniach osiąga nieubłaganie liczbę zero. W rodzinie VW już  trzecie pokolenie  rozpoczęło upadek. Statystycznie każda kolejna generacja zmniejsza szanse przeżycia bogactwa o 50%. Wartościowe składniki majątku rozchodzą się między ludzi, a reszta ląduje na wysypisku śmieci. Naturalna sprawiedliwość.

W ogóle pojęcie bogactwa na ludowo oznacza wielką skrzynię złota w jaskini, jak w bajkach o piratach. Można jednak inaczej. Dzięki temu, że bogaci kupowali pierwsze bardzo drogie telefony komórkowe, dzisiaj każdy ma to cudo w kieszeni. Bogaci płacą z reguły pierwsze koszty nowoczesności. Albo różnica pomiędzy kierowcą taniej dacii, a drogiego maybacha jest użytkowo mniejsza niż pomiędzy dacią, a rowerem, albo roweru brakiem.

Do prowadzenia przedsiębiorstwa potrzebne są bardzo specjalne zdolności i charakter, tak jak na boisku piłki nożnej. I tyle. Talenty nie rodzą się na zamówienie. Narody, które zapewniają zdolnym wolność myślenia i działania, przy jednoczesnej ochronie i opiece wygrywają mistrzostwa świata. I tyle.

Zamiast podpuszczać biednych na bogatych, Oxfam mógłby wskazać kraje i nazwiska ministrów, którym płaci łapówki, żeby mógł w ogóle tam pomagać. Ostatnio w telewizji niemieckiej pokazuje się reklama organizacji walczącej z głodem. Pokazują tragicznie zagłodzone dzieci, po czym dobrze odżywiona modelka? jako matka prosi o 5 euro miesięcznie. Ma to uratować jedno dziecko. Dobrze zrobiony klip wzrusza i powoduje wyrzuty sumienia.

Ale dlaczego ja mam mieć wyrzuty sumienia? W ostatnich kilkunastu latach bieda na świecie zmalała o połowę, natomiast liczba głodujących zmniejszyła się z milionów do kilkuset tysięcy. Nie brakuje pożywienia, też dzięki podatkom, które płacę. Natomiast w niektórych krainach toczą  się idiotyczne wojny rabunkowe. Jedno plemię próbuje obrabować inne. Dostawy są tam niemożliwe, więc może bardziej produktywna byłaby informacja, jacy tubylcy są za głód odpowiedzialni.

Świat ludzki potrzebował zawsze, potrzebuje teraz  korektury i tak będzie zawsze, ale bardzo proszę posługujmy się w tym celu rozumem. Analizujmy prawdziwe fakty, a nie nasze uczucia i przeczucia. Skończmy z tym bolszewickim wytrychem równania wszystkiego ze wszystkim, który pasuje  wprawdzie do umysłów mniej wytrenowanych, ale faktycznie mnoży niesprawiedliwość i nieszczęścia.



 

 

18:51, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
piątek, 13 stycznia 2017

"Zakowski załamany słowami Petru: Co z tym panem się dzieje? Są takie momenty, że ręce mi opadają. Jeżeli Petru jeszcze nie widzi, czym jest TK obecnie, to wizyta u okulisty by się bardzo przydała. Może jakieś proszki wyostrzające widzenie też, bo chyba coś niedobrego się dzieje."

Atak na zmysł wzroku realnego przywódcy opozycji (jeden spośród kilku) został spowodowany jego wypowiedzią "Jeżeli Trybunał Konstytucyjny rozpatrzy szybki wniosek, a o to prosimy, i uzna że ustawa budżetowa została przyjęta niezgodnie z prawem, PiS będzie miał dużo większy problem. A wystarczyło powtórzyć głosowanie. Przecież PiS ma większość"

Jeżeli czołowy polski publicysta (jeden spośród kilku) nie rozumie zasad funkcjonowania nowoczesnej demokracji...

Otóż, od demokraty oczekuje się szacunku dla instytucji demokratycznego państwa niezależnie od tego, kto i jak dobrze sprawuje władzę, którą uzyskał w wolnych wyborach. Dokładnie tak zachowuje się Petru.  Z całą pewnością pan Petru zauważył przemianę TK w organ wykonawczy prezesa i nie potrzebuje pomocy okulisty.

Niestety dla większości parlamentarnej i wyborców w ogóle TK jest tylko taką ślepą kiszką, którą najlepiej usunąć. Prezes i jego kumple uważają, że pomoże to zapobiec zapaleniom w przyszłości. Chociaż, w aktualnym do dzisiaj programie wyborczym PiS stoi jak przysłowiowy wół:

"Na gruncie obowiązującej Konstytucji sprzeciwiamy się projektowi zmian kryteriów i trybu wyłaniania kandydatów na sędziów TK, która ma preferować koneksje polityczne... Będziemy proponować przeciwny kierunek zmian, realizujący zasadę demokratycznego zgłaszania kandydatów i elementy konkursu w ich ocenie przez Sejm"

Dzisiaj wiemy już, że prezes brutalnie oszukał swoich wyborców zagarniając TK pod siebie, praktycznie pozbawiając obywateli możliwości sprawnej i sprawiedliwej obrony przed błędami i samowolą władzy. TK jednak istnieje. Dopóki nie zapadną pierwsze wyroki TK, dopóki TK nie rozpocznie normalnej pracy, krytyka jego sądzenia opiera się tylko na domyślnym przypuszczeniu, że będzie on chodził na krótkiej smyczy prezesa. Konkretny wniosek Nowoczesnej obnaży albo nie "skuteczność" PiS-u w walce o przywrócenie państwa totalitarnego. W ten sposób zacznie powstawać dokumentacja dla przyszłego Trybunału Stanu i sądów powszechnych. Pan Petru ma rację.

Skrót myślowy Żakowskiego: Istnieją przesłanki, że TK będzie niesprawiedliwy, więc nie warto traktować TK poważnie, składając do niego wnioski, oddala nas od demokratycznego państwa prawa, a przybliża do "kryterium ulicznego".   Wygrają posiadacze większych pałek. Pozycja już dzisiaj jest lepiej uzbrojona od opozycji. Jazda na skróty kończy się często urwaniem zawieszenia.

 Przy okazji mam taki pomysł dla GW albo Polityki albo..., żeby zamiast wysyłać polityków do lekarza,... Medycyna ma niewielkie szanse na rozwiązanie problemów polskiej demokracji. ...przedstawić już dzisiaj prawne ekspertyzy na temat osoba, paragraf, zagrożenie karą, sprawa karna, czy polityczna przed Trybunałem Stanu. Kto i w jaki sposób odpowiada za ten bałagan, zniewolenie TK i Sejmu, reforma oświaty, uzależnienie sądownictwa od prokuratury itd. itd.? Na przykład, kto odpowiada osobiście za utrudnianie działalności organu konstytucyjnego TK i jaka grozi mu kara? Proszę konkretnie o nazwisko i paragraf. 

Można zacząć od prezesa: -Owszem, ja wypowiadałem się jako poseł publicznie na różne tematy, mogłem się też mylić. Mam do tego prawo jako obywatel i poseł w demokratycznym kraju. Ale ja nie kazałem, nikogo nie zmuszałem do realizacji moich pomysłów. Na mojej pozycji nie miałem nawet takich prawnych możliwości.- Nietrudno zauważyć, jak prezes dba o swoją przyszłą niewinność. 

Już dzisiaj widać gołym okiem (ah, ta okulistyka), że państwem zarządza grupa ludzi dla swoich prywatnych interesów, fobii i innych odchyłek psychicznych. Instytucje państwowe i życie społeczne zostaną zrujnowane, proces trwa, ale nikt nie będzie za wyrządzone szkody odpowiadał.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że reorganizacja państwa zmierza w kierunku totalnej nieodpowiedzialności. Na końcu tej drogi jest tylko całkowita utraty wolności na rzecz grup albo całych państw przestępczych.  Alternatywa nie istnieje. Czy na pewno wyznawcy prezesa i sam guru marzą o takiej Polsce? 

15:38, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 12 stycznia 2017

Pomysły inwestycji komunalnych zwykle dojrzewają całymi latami. Zapotrzebowanie składają różne miejscowe stowarzyszenia sportowe, kulturalne itp. W ten sposób z niczego wyłania się program inwestycji, czyli jakie funkcje dla mieszkańców ma spełniać budowla. Równolegle na poziomie politycznym (partie polityczne, radni...) i fachowym administracyjnym (urbanista urzędowy) rozpatruje się możliwe lokalizacje. W pewnym momencie zostaje zatrudniony tzw. wolny architekt (Freier Architekt). Jego pierwszym zadaniem jest określenie kosztów inwestycji. Jeżeli uważa, że zadanie przekracza jego kompetencje sugeruje zatrudnienie innych specjalistów. Może to być geolog, statyk, specjaliści od techniki w budynku itp.

Wszyscy muszą uprawiać tzw. wolny zawód. Z reguły burmistrz zawiera umowę bezpośrednio osobno z każdym specjalistą. Odbywa się to praktycznie bez jakiś dużych przetargów. Cena jest podyktowana cennikiem urzędowym na prace projektowe w budownictwie i wszyscy się tego mniej więcej trzymają.

Decydujące jest zaufanie do kompetencji fachowych i "towarzyskich" fachowca. Z reguły każda gmina dysponuje dworem zaufanych doradców. Długo można na ten temat pisać, ale chodzi o to, że na przykład "swój", kiedy stwierdzi błąd burmistrza, radnych nie pójdzie z tym od razu do gazety, albo niechcący nie poinformuje przeciwnika politycznego, lecz rozwiąże problem spokojnie bez specjalnego rozgłosu bezpośrednio z burmistrzem. Unikanie awantur obiektywnie sprzyja budowaniu. Po za tym swój wie, że trener siatkówki z natury ma coś przeciwko miejskiemu architektowi i czyha na jego błędy, więc musi w  obecności trenera unikać wypowiedzi, które dawałyby pretekst do niefachowego ataku. To nie jest żadna korupcja, ani chowanie pod dywan. Problem musi zostać rozwiązany zgodnie ze sztuką budowlaną.

A teraz zagadka. Otóż podstawą wysokości honorarium jest koszt robót budowlano-montażowych. Taki architekt lub specjalista (Fachingenieur) na podstawie swojego doświadczenia musi więc na tym etapie określić koszty. Do dyspozycji mają wszyscy kilka nieskończonych szkicy architekta, często w kilku wariantach. Nie znane są tutaj jakieś polskie kosztorysy inwestorskie itd. Pierwsza suma kosztów budowy powstaje najczęściej już, kiedy zatrudnieni doradcy nie mają jeszcze umowy z inwestorem. Inwestor z konieczności zabierając się do gromadzenia funduszu, wpisuje tą kwotę do budżetu itd. 

Zespół wolnych niezależnych od siebie specjalistów zabiera się do projektowania. Jednocześnie wpływają od inwestora dodatkowe wymagania, w sali teatralnej powinno się dodatkowo znaleźć obok siatkówki boisko do tenisa i z sufitu powinny spadać krążki i drążki dla gimnastyczki, która właśnie zdobyła wicemistrzostwo Niemiec i bez optymalnych warunków treningowych opuści miasteczko. Jednocześnie zespół powiększa się o kolejnych bardzo specjalistycznych doradców. Zdarza się, że w zabawie nawet dla niezbyt olbrzymiej budowy zatrudnionych jest kilkudziesięciu specjalistów. Każdy ma swoje przepisy bezpieczeństwa, doświadczenie i w ogóle swój stan techniki. Oznacza to kilkaset komputerów, setki, tysiące emaili i wiele godziny różnych narad, spotkań i rozmów telefonicznych. Wymyślanie budowy posuwa się do przodu. Profesjonalną zasadą takiego przecież bardzo luźnego zespołu jest współpraca. Nie wytyka się nikomu błędów, szczególnie publicznie. Zdarza się, że błąd albo opieszałość jednego powoduje dodatkową pracę u innych. Nie powoduje to jednak procesów o dodatkowe wynagrodzenie itd. Każdy może się pomylić. Sztuką jest błędy wykryć jak najwcześniej i naprawić.

Inną zasadą jest, że na naradach i w ogóle każdy wypowiada się tylko w swojej dziedzinie i nie "filozofuje" o problemach kolegów, ponieważ ich działania są po za jego odpowiedzialnością. Każdy może sobie oczywiście myśleć co chce, ale powiedzieć  może tylko to, co przybliża konstruktywnie do rozwiązania problemu. Zero straty czasu na bajdurzenie o przeszłości, szukanie winnego itd. Profesjonalizm powoduje, że narady są bardzo treściwe. "Dziesięć ważnych decyzji na godzinę." Emocje, awantury wynikają z braku profesjonalizmu. Za awanturowaniem się kryje się nie siła albo odwaga do powiedzenia czegoś tam ale po prostu brak kompetencji. Tak tutaj myślą.

Niepewna wiedza fachowa, trudności intelektualne w jednoczesnym żonglowaniu wieloma klockami powodują niepewność osobistą i strach przed odpowiedzialnością. Ryzyko staje się trudne do oszacowania. Sprawę pogarsza fakt, że niemiecki projektant w formie wolnego zawodu odpowiada za swoje błędy całym swoim majątkiem. Istnieją oczywiście obowiązkowe ubezpieczenia OC z pięciocyfrowymi składkami, ale są one na tyle dziurawe, że można łatwo wpaść. Taki projektant swoim ołówkiem może bez trudu spowodować milionowe straty.

Obowiązuje zasada, że każda awantura w zespole robi złe wrażenie na zewnątrz, psuje opinię wszystkim niezależnie od winy. "A, to ten Baum, który był na budowie hali widowiskowej w Baumau, która skończyła się  w sądzie w Baumdorf. Już pięć lat minęło i jeszcze nie wiadomo o co tam chodziło. Lepiej będzie z niego zrezygnować."

Taki wolny specjalista (Freier Architekt, Beratender Ingenieur) musi być wolny od jakichkolwiek udziałów w firmach wykonawczych albo produkujących materiały budowlane, nie może mieć przełożonego, jest zobowiązany do lojalność wobec zleceniodawcy i realizacji jego potrzeb zgodnie z aktualną sztuką budowlaną. Dyplom wyższej uczelni jest tylko wstępem do zawodu. Znam dobrego architekta, który odziedziczył po ojcu sporą firmę budowlaną. Zdecydował się spadek przyjąć i przestał być wolnym. Projektuje z przyzwyczajenia dalej, ale o złożenie wniosku na zezwolenie budowlane musi prosić kolegów.

Dostęp do zawodu nie jest specjalnie reglamentowany. W zasadzie trzeba tylko chcieć. Jednak, żeby przeżyć trzeba znaleźć klientów...

O żadnych prowizjach projektanckich od dostawców i wykonawców (polski zwyczaj) nie ma mowy. Byłoby to ocenione jako zdrada interesów inwestora i wbrew pozorom jest łatwe do wykrycia i dyskretnego ukarania bez sądów i prokuratorów i NIK-u i jak się te różne drogocenne ścigające służby nazywają. Ale o tym później.

Staram się napisać o sprawach, których nie widać gołym okiem, pokazać jak się biega na budowie w rozwiniętej  rynkowo-socjalnej. czyli najnowszej wersji kapitalizmu. Pominę jednak sprawę finansowania inwestycji. To jest osobny rozdział.

Wracając do projektu hali. Najważniejszym praktycznie wynikiem projektowania jest tzw. Leitungsverzeichnis, czyli specyfikacja, która staje się podstawą oferty wykonawcy. Z reguły przygotowanie kompletnej dokumentacji przetargowej, propozycja zapraszanych firm, lub przyjęcie zgłoszeń do przetargu otwartego, przyjęcie ofert, pertraktacje z oferentami (najczęściej telefoniczne) i sprawdzanie ofert z oceną, która kończy się formułką "Na podstawie rachunkowego i merytorycznego sprawdzenia ofert zalecam firmę Baum do wykonania robót na kwotę np. 1.234 462,43 euro. Firma jest mnie znana (albo po sprawdzeniu referencji) i jest w stanie fachowo zlecenie zrealizować." Następuje podpis wolnego architekta, albo inżyniera.     

Dodam, że wygrywa zawsze! najtańsza oferta. Owszem, można kogoś wykluczyć nie zapraszając go do przetargu. Obowiązkiem projektanta jest do udziału w przetargu zaprosić firmy, które potrafią zrealizować zamówienie. I tyle.

Ciekawostką jest, że istnieją niezbyt legalne możliwości dokonania przesunięć na podeście zwycięzców przetargu. "Taka władza w jednym ręku jest niemożliwa. To trzeba  tylko zostawić otwartą szufladę w biurku i zostaniesz zarzucony pieniędzmi. Nie wierzę." powiedział mój polski znajomy fachowiec.

Korupcjogenne są może 3 % kwoty umowy. Powodem tego są konkurencyjne oferty. Często różnica wynosi tylko kilkaset euro. Zasada ofertowania jest prosta. Jeżeli firma spodziewa się braku zatrudnienia dla swojego personelu, obniża cenę. Nim bardziej portfel zleceń jest zapełniony, cena wzrasta, ponieważ planuje się, że w przypadku wygranej trzeba będzie szukać pracowników itd. Do dyspozycji stoi więc tylko 30 tysięcy od miliona. Natomiast honorarium rzetelnie zarobione od tej kwoty wynosi do około 30% czyli 330 tysięcy.

Za te pieniądze musi zostać zrealizowany tzw. Bauleitung. Projektant staje się gospodarzem, organizatorem i kontrolerem budowy, jest najważniejszą osobą na budowie. Wykonawcy przychodzą, odchodzą mniej lub bardziej zgodnie z harmonogramem. Projektant podpisuje faktury wykonawców i skierowuje je do technicznej wypłaty. Autor scenariusza, dobiera obsadę, reżyseruje  i jednocześnie jest kierownikiem produkcji. Film autorski.

Najczęściej w momencie wyboru dokumentacja wykonawcza nie jest jeszcze gotowa, Ale z reguły doświadczony projektant potrafi stworzyć precyzyjną specyfikację nawet na podstawie szkiców i swoich przemyśleń. Nie istnieją tak jak w Polsce kosztorysanci. To robi projektant. Zresztą udział w ekonomicznej części projektanta jest podstawowy. Do każdego swojego pomysłu, inżynier musi oszacować koszt. Budowa kończy się kiedyś i następuje rozliczenie. Rachunki końcowe ulegają sprawdzeniu i wypłacie. U dobrych architektów suma rachunków, czyli rzeczywisty koszt budowy  odbiega minimalnie (5% do10%) w oba kierunki od kwoty podanej w pierwszym szacunku kosztów. Tak kończy się znakomita większość budów w Niemczech. Kto tego nie potrafi, musi zmienić zawód niezależnie od formalnego wykształcenia, tytułów naukowych i znajomości.

Idea średniowiecznego budowniczego, który wybudował od początku do końca już dwie katedry jest ciągle żywa i kolejny książę o niego zabiega, jest ciągle żywa.

Jeszcze najważniejsze o korupcji i kontroli. Jak złapać łapownika. W ogóle nie ma takiej potrzeby. Nie ma szans, żeby po wynikach przetargów i rozliczeń budowy w ciągu kilku lat środowisko nie zorientowało się. W efekcie będzie on otrzymywał mniej ofert. Wtedy inwestor zorientuje się sam albo zapyta rzemieślnika, dlaczego nie dostaje od niego oferty. Ten oczywiście opowie o swoich podejrzeniach. istnieje też szybsza prostsza droga. Zwyczajna poczta pantoflowa. Plotka. Ludzie spotykają się w różnych ferajnach, uprawiają wspólnie sport, mają dzieci w tej samej szkole... i facet musi zmienić zawód. Cały proces trwa nie dłużej niż ściganie i sądowe sądzenie, ale jest dużo tańszy. 



19:21, danekstraszynski , Polityka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 grudnia 2016

"Ten sztuczny świat teatralny dawał mu schronienie. Był to jednocześnie świat ludzi wolniejszych." Tak sobie gaworzy Kazimierz Kutz polski reżyser o aktorze Zbigniewie Cybulskim o czasach, kiedy obydwaj wchodzili w świat, no właśnie sztuki filmowej. Przesłuchanie, opublikowane w "Magazynu Świątecznym" prowadziła pani Dorota Karaś specjalistka od Zbyszka.

Były to lata pięćdziesiąte, kiedy toczyła się brutalna walka o socjalizm, a pracownicy i twórcy kultury było po prostu żołnierzami frontu ideologicznego. Trzeba przyznać, że obaj reżyser Kutz i aktor Cybulski dorobili się stopni oficerskich, więc obaj mieli prawo do lepszych gaci i skarpetek oraz od czasu do czasu pozwalano im wyjechać za zagranicę w celu... Niektórzy zachodni mówili potem, że tak źle mówią o komunistach, a przecież oni mają super artystów i pozwalają im się rozwijać.

Niestety wolność artystyczna polegała wtedy i już do końca, czyli do upadku komuny, a nawet trochę dłużej, na tym, że w komitetach partyjnych były wydziały kultury, które wyznaczały na artystów. O losie mniejszego artysty decydował instruktor w województwie, a dużego nawet kolejny po pierwszym sekretarz centralny zwany kulturalnym. Hierarchia w sztuce odpowiadała hierarchii partyjnej jeden do jednego. Wiadomo, że co pewien czas na Kremlu wyznaczano nowego pierwszego, wtedy waliła się cała struktura osobowa partii, a każdy nowy miał swoje upodobania artystyczne, więc nagle zmieniała się obsada radiowych słuchowisk i obsada teatrów.

Kariera artystyczna i zarobki artystów wszelkich gatunków sztuki zależała bezpośrednio od decyzji partyjnych bonzów. Dzisiaj stare wraca, i wielu młodych ludzi uważa ten stan wolnością. Ale jeżeli nawet Kazimierz Kutz tak swoją młodość zapamiętał...

Na tym tle zabawne jest w jaki sposób teoretycznie piękny i szlachetny i wolny świat sztuk wszelakich sprytnie wyłgał się ze swojej roli w budowie państwa socjalistycznego i niby stał zawsze po przeciwnej stronie niż ZOMO. Podobny numer udał się tylko Niemcom austriackim, bez których Adolf Hitler też Austriak nie odniósł by tak wielkich zbrodniczych sukcesów, a po wojnie nazwali siebie Austriakami, chociaż nie zrezygnowali z języka niemieckiego, i w ten sposób wyłgali się z odpowiedzialności za zbrodnie narodowo-socjalistyczne niemieckie.

Prawdziwie wolna w Polsce socjalistycznej to była tzw. klasa robotnicza. Taki robotnik robił co chciał, a najczęściej nie chciał nic robić. Kiedy potrzebował, to zamiast do pracy szedł obrobić swoje pole, kiedy mu się szef nie podobał, to zmieniał pracę. Bez jego praktycznej zgody nie możliwe były jakiekolwiek innowacje, więc innowacji nie było... itd. itd.

W ogóle socjalizm funkcjonował jako tako tak długo, jak długo żyli i pracowali przedwojenni nauczyciele, inżynierowie, urzędnicy i majstrowie. Wychowankowie systemu rozwalili go, ponieważ zabrakło kiełbasy i wódki. Na półkach sklepowych został niepijalny ocet.

Prezes tą problematykę musi mieć w genach, jeżeli zdecydował się na 500+  i... zwyciężył. Kiełbasę i wódkę na razie dostarczają przedsiębiorcy prywatni. Zawali się, kiedy prezes z kumplami przejmą wszystko w imieniu państwa. Problemem PZPR-u było, że wprawdzie mogli wydrukować dowolną ilość banknotów, lecz mieli trudności z wypełnieniem sklepów towarem przez państwowe przedsiębiorstwa.

Natomiast wszelkiego rodzaju wykształciuchy stawiający na rozum i rozsądek sromotnie przegrali z prezesem.

Myślę, że Polakom potrzebna jest konkretna rozmowa o wolności. Zapomnijmy na chwilę o dyskusji akademickiej, gdzie obecni studenci, albo już skończeni absolwenci popisują się swoją znajomością filozofii, żeby dostać lepszy stopień. Spójrzmy na wolność artystyczną oczyma kogoś, kto finasowanie teatru uważa wyrzucaniem naszych publicznych pieniędzy przez okno. Albo spróbujmy wytłumaczyć organicznemu nieczytelnikowi konieczność wolności dla pisarza.

Zauważmy, że znaczna część wyborców ograniczenia w biciu żony i dzieci uważa za drastyczne ograniczenie ich wolności. Póki co, damscy bokserzy mają większość sejmową. Może trzeba szukać z nimi kompromisu na przykład wprowadzić zakaz bicia małżonki chociaż przez jeden dzień tygodniu.  

Pewien mój znajomy skarżył się. "Danek, Dobrze, że wyjechałeś z tego burdelu. Wyobraź sobie, teraz czepiają się mnie psy i prokurator, że przebiłem oponę takiej szmacie. Nagle zahamowała przed skrzyżowaniem. Gdyby dodała gazu to jeszcze byśmy zdążyli przejechać. Zanim te patafiany na zielonym ruszą to jest jeszcze dużo czasu nawet na czerwonym... Ale nie. Nagle zahamowała. Dobrze, że mam dobry refleks to uratowałem jej życie, ale z ruchu drogowego musiałem tą niebezpieczną łamagę wyeliminować. Pod ręką miałem tylko nóż, więc dziabnąłem jej tylko oponę, a ta zrobiła wrzask. Wiesz mam mocne nerwy, więc ominąłem ją. Teraz mnie się czepiają. Co to za kraj. Dziadowskie państwo. To jest niewola gorsza od komuny."

20:46, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 07 listopada 2016

Radschnellstrasse RS1 powstaje właśnie w zagłębiu Ruhry. Od Hamm na wschodzie  do Duisburga nad Renem buduje się specjalną drogę dla rowerów, która połączy największe miasta regionu. Odpowiednio szeroka z nawierzchnią specjalnie przyjazną dla kolarzy. Jak przystało na ...stradę rowerową skrzyżowania będą bezkolizyjne.

Założenia projektowe przewidują około  50 tysięcy rowerzystów dziennie. Chodzi o zachęcenie dojeżdżających do pracy do rezygnacji z samochodu. 100 km ma kosztować 180 milionów euro.  Jednak społeczno-gospodarcze korzyści oszacowano na 900 milionów euro. 

Już dzisiaj w Niemczech bardzo dużo mieszkańców nie tylko rekreacyjnie korzysta z roweru. Wśród młodych ludzi staje się modnym brak prawa jazdy. . Rzeczywiście koszty parkingu w miastach bardzo często przewyższają ceny biletów komunikacji miejskich. Podróżowanie nowoczesnym pociągiem albo samolotem jest też tańsze i przyjemniejsze. Absolutnie nowy trend. 

Kilka lat temu przyjaciółka mojego syna zapytała mnie dyskretnie, kiedy zobaczyła przed moim domem zaparkowane bardzo sportowe i odpowiednio drogie porsche mojego przyjaciela, "Czy ten pan nie ma przypadkiem coś wspólnego z prostytucją?"

Nowy trend. Najlepiej jest żyć bez samochodu. Owszem, od czasu do czasu, kiedy inaczej nie można, można skorzystać z wypożyczalni. Samochód przestaje być wyrazem prestiżu. Kończy się pewna era? 

Potwierdzają to statystyki koncernów motoryzacyjnych. Trudno jest znaleźć wśród kupców nowych samochodów osoby poniżej trzydziestki.

Kończy się pewna era? Ubolewa nad tym przemysł motoryzacyjny. 

18:41, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (25) »
wtorek, 01 listopada 2016

Czyli powiew wiatru wschodniego. Już na naszym bloxie pojawiają się takie niby obiektywne informacje od których normalnemu człowiekowi krew się burzy i od razu rzuca się do ataku na ten wstrętny, zgniły, zepsuty Zachód. Jednostki mniej odważne i energiczne odwracają z obrzydzeniem głowę od prawdziwego świata oczekując, że ktoś za nich rozprawi się z tą wstrętną Unią, kierowaną przez komunistów.

Bez trudu można się przed chorobą złych emocji obronić. Wystarczy, że po pierwsze posługujemy się zdrowym rozsądkiem. Na przykład, żeby utrzymać tajemnicę zamachu smoleńskiego kilka tysięcy ludzi w Polsce i Rosji musiałoby od lat trzymać język za zębami. Czy to jest możliwe?

Po drugie trzeba koniecznie sprawdzać źródła informacji. To też nie jest takie trudne. Na przykład pewien niemiecki autor dowiedział się od nieoficjalnie w tajemnic od wysokiego pracownika BND (niemiecki wywiad), że w Smoleńsku był zamach i kto go wykonał. Kilka kliknięć i już wiadomo, że autor jest znany przede wszystkim z tego , że jest niewiarygodny. Jeżeli wysoki pracownik o tym wie, to jaki interes ma niemiecki rząd, żeby tą wiedzę ukrywać. Spółka Merkel z Putinem? Śmieszne.

Można też napisać na blogu, że Amerykańska dziennikarka w izraelskim czasopiśmie napisała paszkwil na niejakiego Sorosa, który swój olbrzymi majątek miałby wydawać na destabilizacje Unii Europejskiego i całego świata zachodniego. Nietrudno sprawdzić, że pismo jest bardzo prawicowe, a autorka jest jeszcze bardziej na prawo. Bloger pisze niby od siebie, że Soros w roku 1944 wzbogacił się na majątkach po Żydach węgierskich. jeden ruch myszą i już wiemy, że Soros miał wtedy całe czternaście lat, a pierwsze większe pieniądze zarobił  w roku 1968 i już dwa lata później założył fundację, która wspierała wszystkie ugrupowania destabilizujące Układ Warszawski. Nawet polska Solidarność otrzymywała duże fundusze na przeżycie i działalność. Działalność Sorosa i podobnie myślących skończyła się rozwiązaniem Układu Warszawskiej. Polska uzyskała niepodległość, a na Kremlu zapanował smutek. Można łatwo sprawdzić.

Po trzecie można samemu odnaleźć ukryte źródło guglując charakterystyczną frazę podejrzanego tekstu najlepiej w języku angielskim albo niemieckim i  nagle wyskakuje portal Russia Today, albo Russia Inside albo coś podobnego albo mnóstwo portali z kremlowskim tłem. Natomiast w języku polskim trafią się podobne teksty na różnych blogach i w mediach pisowskich.

Agitatorzy korzystają też z okazji, otóż w Berlinie pewna trzynastolatka zniknęła na noc. Matka zgłosiła zaginięcie na policji. Policja rozpoczęła energiczne poszukiwania, a po dwóch, czy trzech dniach uczennica pojawiła się w domu, gdzie czekały na nią baty w  wykonaniu jej rosyjskiego rodzica, więc panienka ze strachu opowiedziała o porwaniu przez kilku smagłych mężczyzn, którzy gdzieś w jakimś mieszkaniu ją intensywnie wykorzystywali seksualnie. RT z kumplami rozpętali wielką aferę pod tytułem " Jak bardzo źle Rosjanie są w Niemczech traktowani i nie chronieni." Znakomity klin pomiędzy Niemcami, a rosyjskim emigrantami.  Policja chcąc złapać porywaczy przesłuchała delikatnie i fachowo panienkę. Okazało się, że czas "porwania" spędziła miło u przyjaciela i batów bardzo się wystraszyła. Kilka dni później matka opowiedziała dziennikarzowi, że jej córka już nieraz nie przychodziła na noc ale zawsze zadzwoniła. Tym razem zapomniała i tym rodziców bardzo zdenerwowała. Oczywiście mieszkańców wielkiej Rosji o tym nie poinformowano i jeszcze kilka tygodni organizowano wiece "Ręce precz od naszych dziewczyn."

Niewątpliwie toczy się ostra wojna psychologiczna. Kreml mając trudności z rynkowymi cenami gazu i innych surowców, chce na tyle zdestabilizować Unię Europejską i Zachód w ogóle, żeby mógł  każdemu państwu  narzucić ceny według rosyjskich potrzeb.

Na wojnie warto wiedzieć po której stronie się stoi i unikać wodzenia za nos, i nie zasmarkać sobie swoje koszuli. Celem wojny psychologicznej jest namówienie przeciwnika do strzału we własne kolano, oczywiście dla dobrej zmiany.

18:00, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 października 2016

jest zbiorem pobożnych życzeń. Nowy państwowy przemysł będzie produkował...

Co? i kto to będzie kupował?

Dzisiaj wystarczy wymyśleć produkt, za który ktoś chce zapłacić..  i od razu znajdzie się kapitał i fabryka rusza z produkcją w ciągu najpóźniej roku, dwóch, jeżeli z rachunku opłacalności wyjdzie, że nowe hale są najtańsze. W większości przypadków czas zwrotu kapitału nie może przekraczać kilku lat, ponieważ tak długo żyją produkty przemysłowe.

W czasach, kiedy w Ostbloku wszystkiego brakowało wystarczyło wybudować fabrykę, a wdzięczni klienci czekali... Teraz towary czekają na klientów. Do pisowskich kręgów to jeszcze nie dotarło.

Rząd będzie typował kierunki nowoczesności

Nawet najbardziej nowoczesne rządy nie mają wystarczającej kompetencji w tej dziedzinie. Kilkanaście lat temu rząd niemiecki wpadł na pomysł, że przyszłość należy do biotechnologii, więc w każdym większym miasteczku wybudowano odpowiednie centrum. Dzisiaj wystarczy spojrzeć na szyldy firm, które tam "urzędują". Architekci, inżynierowie budowlani, adwokaci, reklamotwórcy itp. przeważają, a więc tradycyjne zawody odległe od biotechnologii.

Prawda jest taka, że naród przedsiębiorczy jest w stanie skonsumować każdą subwencję państwową. Wystarczy ekwilibrystyka słowna. Urzędnicy, żeby się wykazać wydawaniem pieniędzy na nowoczesność pomogą w tym. Takie jest prawo naturalne. 

Przemysł stoczniowy, który w Polsce ma się bardzo dobrze bez państwowej ingerencji, ma zostać reindustrializowany?  Tak, szkutnicy znaleźli niszę i swoimi umiejętnościami wyparli z rynku europejskiego konkurencję. Tak, wiele renomowanych stoczni zachodnich musiało się zamknąć. Większość sprzedawanych w Europie, a może na świecie łódek i jachtów mniejszych i coraz większych pochodzi z Polski. Są to konstrukcje podpisane nazwiskami polskich projektantów. Buduje się też bardzo specjalistyczne pojazdy wodne jak na przykład najnowocześniejsze statki dla niemieckiego ratownictwa morskiego. Czyżby nie było to marzenie Morawieckiego i prezesa. Najlepiej, żeby PiS wycofał się z tego punktu wielkiego planu, ponieważ może się tylko pogorszyć. 

Z wypowiedzi podstarzałych specjalistów od byłych stoczni wynika, że chodzi o budowę wieeeeelkich statków. Brakuje wyjaśnienia, kto zechce je kupić, kiedy supernowoczesne i tanie chińskie i koreańskie stocznie ograniczają produkcję. Zresztą plan pana ministra przewiduje znaczny wzrost zarobków w Polsce. Ile chce pan minister wydać podatkowych pieniędzy Polaków na dopłaty do  produkcji statków?



Innowacje będą tworzyć urzędnicy państwowi  z państwowym zakładem pracy zgodnie z planem. Czy to jest żart, czy kpina?

Spróbujmy sobie wyobrazić, że w Polsce rodzi się niejaki Bill Gates zwany Wilusiem Bramką. Nieśmiały chudzielec w okularach, którego dziewczyn na co dzień omijały z daleka... Jakie szanse miałby w pisowskiej Polsce.? Już przy pytaniu o częstotliwość udziału w mszy świętej sprawa by się rypnęła. Już "prawidłowa" odpowiedź na pytanie o przyczynach katastrofy w Smoleńsku wykracza po za możliwości przeciętnie inteligentnego młodzieńca.

W latach sześćdziesiątych we Wrocławiu powstała grupa matematyków i inżynierów, którzy stworzyli polski komputer "Odra". W tym czasie na Uniwersytecie Wrocławskim zainstalowano angielską maszynę liczącą, jeżeli sobie dobrze przypominam zwaną "Eliot 800". Do pracy z komputerem, pisaniem programów itp. została dopuszczona okoliczna młodzież szkolna i studencka. Ja też tam bywałem w ramach kółka matematycznego. Kilka lat później utworzono wydział informatyki na miejscowej politechnice.

Pierwsze Odry trafiły do wojewódzkich ośrodków obliczeniowych z których mogły korzystać wszystkie okoliczne przedsiębiorstwa uspołecznione. Też korzystałem. Cały proces wprowadzania bardzo nowych i wtedy jeszcze kontrowersyjnych technologii przebiegał jak po sznurku. Niestety akcja został zastopowana. Komputerowcy wsparci psychicznie przez sukcesy zachodnich kolegów zaczęli przewyższać o kilka głów towarzyszy partyjnych, po za tym życzyli sobie kontaktów zagranicznych... W rezultacie w ramach industrializacji wybudowano hutę "Katowice". Jej produkty bardziej nadawały się do produkcji czołgów, natomiast komputery bajery uznano bardziej za hobby szalonych naukowców. Legenda głosi, że to towarzysze radzieccy z zazdrości ukradli knowhow i wstrzymali wrocławski program. Podobne jak dzisiaj wszystkiemu jest winna Unia Europejska.

Właściwie nie można nawet winić ówczesnych generałów polskiego przemysłu, jeżeli nawet managerowie amerykańskiego IBM nie wyczuli bluesa.

 

Program Morawieckiego nie jest wart papieru na którym został wydrukowany.  Nie uda się, powiększać obszary twórcze Polaków, jednocześnie ograniczając ich wolność, sprowadzając publiczne życie do poziomu zupełnie zagubionego w świecie prezesa i jego rydzyków. Powtórka schizofrenii rozwiniętego socjalizmu jest nieunikniona.

Przypominam sobie, na mazurskiej przystani w roku 1980 spotkałem rekreacyjnie pułkownika SB, który na co dzień zwalczał opozycję, a wtedy ku mojemu zaskoczeniu powiedział: "My jesteśmy przygotowani, żeby od jutra współpracować z NATO, ale naród prawdopodobnie nie wytrzymałby tego." To zdanie zrozumiałem dopiero  teraz po wygranej wyborczej PiS-u.

Naród do dzisiaj marzy o ciepełku socjalistycznego miejsca pracy. Prezes, który nic innego nie zna, mając talent literacki potrafił stanąć na czele ruchu "do przodu z powrotem do przeszłości". Ciekawe, co o swoim planie sądzi sam pan Morawiecki, kiedy prywatnie z przyjaciółmi, po kilku głębszych, szczerze gaworzy.

Dla przypomnienia, w czasach socjalistycznych takie plany powstawały systematycznie, roczne, pięcioletnie od najmniejszej wsi do komitetu centralnego partii. W praktyce były przepisywane z roku na rok i coraz trudniej było ukryć ten fakt ponieważ inwencja językowa autorów z czasem zanikała.

Ponieważ przyszłość interesuje mnie bardziej niż przeszłość,  możemy się spodziewać w najbliższym czasie planów wojewódzkich, powiatowych, gminnych, zakładowych itd. Przydałyby się też zobowiązania kolektywów pracowniczych np. pracownicy KGHM zobowiązują się w ciągu najbliższych pięciu latach do 200 patentów, z których 100 zostanie wdrożonych. Powołane zostaną komisje planowania, które od szczebla do szczebla będą to sumowały. Kiedy minister uzna , że suma jest zbyt mało imponująca do złożenia jej w ofierze prezesowi, wystarczy telefon do swojego dyrektora miedziowego i już liczba wynalazków podwoi się.

Zaletą planu Morawieckiego jest zwiększenie przyjemnego zatrudnienia bez odpowiedzialności, pozornie ważnych durni na tych wszystkich konferencjach w atrakcyjnych miejscowościach z nowoczesnymi hotelami. Tylko czekać, kiedy usłyszymy " w celu przyśpieszenia realizacji planu zorganizowaliśmy 500 konferencji... w których uczestniczyło 5 tysięcy... W następnym roku nastąpi wzrost o 10 % tzn. 550 konferencji z 5 500 uczestnikami. Itd. itd. aż do.... całkowitego bankructwa całego kraju.

 

Podejrzewam, że plan Morawieckiego został odgapiony z prac magisterskich późnej komuny. Już wtedy autorzy nie wierzyli w to co piszą, ale chcieli skończyć studia. PiS aktualnie  tak reorganizuje przyznawanie tytułów naukowych, żeby o wszystkim decydował sam prezes. Czekamy na pierwsze dzieło naukowe z dziedziny hydrologii ze wstępem o zasługach prezesa w rozwoju myśli hydrologicznej. Chodzi o  lanie wody.

 

 

PS Z ostatniej chwili. Marius Müller Westernhagen (ur.1948) niemiecki muzyk, piosenkarz i gwiazda w wywiadzie dla SpiegelOnline przed godziną powiedział "Ludzie stali się zbyt głupi, żeby żyć w demokracji". Zdanie opisuje mieszkańców Niemiec, Polski i Świata. Trzeba przyznać, że Polska, mając już odpowiedniego prezesa, rząd i parlament najwyraźniej przoduje w tej konkurencji.

15:30, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
czwartek, 27 października 2016

Każdy, kto popiera ugrupowania pisowskie uczestniczy w budowie polskiego faszyzmu. Można sprawdzić w encyklopediach cechy faszyzmu i porównać z realizacją programu jedynej słusznej partii. Różnica jest tylko  w tytule dyktatora. W Niemczech był Führer, we Włoszech Duce, a w Polsce skromnie prezes.

Podstawowym problemem faszyzmu jest nieumiejętność zarobienia na siebie. Po prostu ludzie zamknięci w gorsecie systemu nakazowo-rozdzielczego ograniczeni hierarchią opartą na posłuszeństwie wobec góry mają nie najlepszą ochotę pracować i pozbawieni własnej inicjatywy stają się zbyt mało twórczy. Praca polega na czekaniu na polecenie z góry.

Okólniki rozkazy, polecenia i premie motywacyjne , komisje, narady nie są w stanie uśpienia zmienić. Dlatego faszyzm musi kogoś okraść po to, żeby żyć. Zaczyna się od konfiskaty majątków osobników, którzy nie popierają systemu. Można ich nazwać żydami, bankierami, supermarketami , homoseksualistami itd. Zabrane majątki można dzielić między swoich, kupując w ten sposób ich lojalność. 

Z całą pewnością nie wystarczy dla wszystkich, więc ludzie będą protestować i w ogóle publicznie pokazywać swoje niezadowolenie. Dlatego konieczne jest stworzenie wiernych wodzowi oddziałów paramilitarnych, ponieważ do wojskowych i policjantów zakażonych demokracją nie można mieć zaufania.

Źródła krajowe wyczerpią się jednak bardzo szybko. Jedyną szansą jest zaatakowanie bogatych sąsiadów... Oczywiście agresja militarna pod dowództwem różnych Misiewiczy mogła by jedynie rozśmieszyć napadniętego, ale koalicja z Węgrami, Czechami, Słowacją i Rosją, czyli mniej więcej neo Układ Warszawski... 

Jeżeli wtedy spadną bomby na polskie miasta jak w Aleppo, po głowie dostaną oczywiście też wielbiciele jedynego wodza i nie będą mogli udawać niewinnych. Natomiast kochany Führer Duce zwany Prezesem z kotem będzie w tym czasie rezydował w pięknej willi w krainie swoich przodków czyli na rosyjskim Krymie. W wywiadzie dla RT powie, "Niestety naród polski zawiódł mnie zupełnie nie wykazując wystarczająco dużo męstwa i bohaterstwa w realizacji moich przecież oczywistych najlepszych planów. Taki naród niestety musi zginąć. Dla słabeuszy nie ma miejsca na świecie."

Pomiędzy jedną i drugą rekonstrukcją byłych potyczek zbrojnych warto znaleźć trochę czasu i energii na rozmyślania o przyszłości i już teraz zacząć wiosłować przeciwko złym trendom, dopóki się ma jeszcze wiosła.



18:00, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (15) »
wtorek, 18 października 2016

W największym niemieckim kraju federalnym Nordrhein-Westfalen działa blisko tysiąc chińskich firm, które zatrudniają ponad dziesięć tysięcy pracowników. Chińczycy kupują niemieckie firmy, albo tworzą przedstawicielstwa swoich koncernów. W Düsseldorfie mieszka dwadzieścia siedem tysięcy prawdziwych Chińczyków, którzy między innymi tym zarządzają.

Niemieccy pracownicy są zadowoleni. Politycy starają się aktywnie o chińskich inwestorów. W ten sposób obie strony korzystają na globalizacji. 

Dla porównania, Amerykanie zatrudniają w Niemczech ponad milion Niemców. Jednocześnie Niemcy tworzą, kupują przedsiębiorstwa w USA i Chinach. Globalizacja, która nikomu nie szkodzi. W ostatnim wieku Amerykanie i Niemcy stali  dwa razy naprzeciwko siebie w pełnym uzbrojeniu  zabijając. Teraz trudno sobie to wyobrazić. Świat się zmienia na lepsze.

Globalizacja, która umożliwia międzynarodowy podział pracy. Każdy robi co umie najlepiej i zarabia. Kraje już bardzo uprzemysłowione mogą swoje produkty tanio sprzedawać. Znaczna część Mercedesa pochodzi z zagranicy. Gdyby koncern Daimler pozostał w granicach narodowych, cena popularnego Mercedesa osiągnęła by ceny Lamborghini. Zatrudnienie Niemców zmalało by drastycznie.

Kraje mniej rozwinięte zostają wciągnięte w nowoczesną technologię i bogacą się. Ale globalizacja jest piłką nożna bez FIFA, która definiuje przepisy i wydaje nawet instrukcje  budowy boisk i stadionów. Do światowego rządu droga jest daleka. Ciekawe, że istnieje do pokonania bariera psychologiczna. Wiele narodów ma większe zaufanie do swoich polityków, którzy ciągle i systematycznie okradają swoich. Szczególnie w krajach mniej rozgarniętych korupcja szaleje.

Oczywiście, globalizacja jest ostatnio zbyt żywiołowa. Brak regulacji ułatwia działalność mniej lub bardziej kryminalną, szkodliwą dla szarych ludzi. Póki co, żeby to ograniczyć są tylko bilateralne umowy możliwe. Więc trzeba iść tą drogę. Dlatego umowy Unii z USA i Kanadą są takie ważne i bardzo postępowe. Natomiast przekonanie, że negocjatorzy obu stron są szkodliwymi złośliwymi idiotami,  może powstać w głowie, która na co dzień zasilana jest mądrościami szeptuchy z sąsiedniej wioski.

Oczywiście, umowa w konfrontacji z życiem nie będzie doskonała, w przyszłości będą potrzebne poprawki i uzupełnienia albo uproszczenia. Wbrew naszym prowincjonalnym wyobrażeniom o naszej potędze, Amerykanie specjalnie nie palą się do... Frakcja "azjatycka" jest bardzo mocna. Europa może stać się szybko prawdziwą prowincją i marginesem tego świata.

Prezes już powiedział, jestem za ale i przeciw ustawiając wysoko poprzeczkę (3/4 głosów w sejmie). Kto płynie pod prąd, zużywa energię niepotrzebnie, ma ograniczone możliwości manewrowania, a prąd i tak go porwie, tylko trochę wolniej.

Wydarzenie z ostatniej chwili. Właśnie niemiecka tv pokazała następujące zdarzenie. Młody człowiek napisał kilka programów typu apps i został nagle zaproszony do kalifornijskiej doliny krzemowej przez... szefa Apple. Tim Cook poświęcił mu kilkugodzinną rozmowę. Zaproponował natychmiastową współpracę. Natomiast młodzieniec postanowił jednak pod wpływem rodziny, powrót do Niemiec i tradycyjne po niemiecku zrobienie matury i studia. Po za tym chłopak ma ciemną skórę i jeszcze kilka lat temu był uciekinierem. Dla przypomnienia Tim Cook stoi na czele, jest współwłaścicielem jednego z kilku najpotężniejszych firm komputerowych  na świecie z obrotami porównywalnymi z polskim dochodem narodowym. W prawdziwej rzeczywistości zdarzają się przypadki, które przekraczają pojemność czaszki najbardziej szanowanej szeptuchy i najmądrzejszego narodowego socjalisty.

Prowincja, to jest kraj jak każdy inny, ale pozbawiony osobników zdolnych i utalentowanych.



 

PS Wyraz szeptucha znam zaledwie od kilku dni. Tak nazywane są kobiety gdzieś we wschodniej Polsce, które szamańskimi metodami pomagają żyć i chorować miejscowej ludności. Rzeczownik sam w sobie brzmi pięknie, znacznie lepiej niż szaman, czarownik albo znachor. 

16:13, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
sobota, 15 października 2016

Saksończycy będą musieli wybrać się po raz kolejny i nadzwyczajny do urn wyborczych. Zgodnie z prawem ostatnie wybory są nieważne. Pani Frauke Petri, przewodnicząca populistów AfD, przed dwoma laty wyrzuciła w ostatniej chwili z listy wyborczej niejakiego Samtleben, ponieważ jej się nie podobał. Miał się zbyt mało partyjnie udzielać. Jednak nieulubieniec szefowej przeszedł wszystkie szczeble wewnątrzpartyjnej demokracji...

Komisja wyborcza przyjęła niestety taką okaleczoną listę. Już kiedyś o tym pisałem, że w niemieckich partiach politycznych obowiązuje absolutna demokracja. Droga na dobre miejsce na liście wyborczej prowadzi przez wybory na poszczególnych szczeblach organizacji. Owszem, zarządy, miejscowy, powiatowy itd. robią swoje propozycje. Ale nie wykluczone są i często zdarzają się propozycje "z sali". Ostatecznie decyduje sala. W tym sensie toczy się walka o każde kolejne miejsce na liście.

Zdarza się nawet na najniższym szczeblu obecność specjalnie zaproszonego prawnika, który pilnuje porządku głosowania i treści dokumentów.

I teraz ma baba placek. Wielka szefowa partii nie ma uprawnień do skreśleń na liście. Z rachunków wyborczych wynika, że wyrzucony zostałby wybrany i dzisiaj byłby członkiem parlamentu krajowego, czyli aktualny skład Landtagu nie przedstawia woli wyborców i musi zostać rozwiązany.

Jednak, gdyby jednak wybory odbyły się w najbliższych dniach, właśnie skrajnie prawicowa AfD mogłaby na tym skorzystać, kosztem starych partii demokratycznych. Aktualna afera terrorystyczna Chemnitz/ Lipsk przyczyniłaby się do tego z całą pewnością. 

Chociaż Amerykanie podali na tacy terrorystę, saksońscy policjanci musieli zdemolować trzydzieści mieszkań, ponieważ pomimo podobno wielodniowej obserwacji  ustalili tylko szczęśliwie klatkę schodową ale bez numeru mieszkania. Po za tym terrorysta, który telefonicznie meldował gotowość bojową 2 kg bardzo wybuchowego materiału, przeszedł nie zaczepiany obok policjantów. Kiedy ucieczkę zauważyli, byli zbyt ciężko ubrani, żeby bandytę gonić, więc ten udał się na dworzec, kupił bilet i udał się jak najbardziej legalnie pociągiem pod Lipsk, gdzie oficjalnie mieszkał. Sąsiedzi zauważyli łapanego i zadzwonili na policję, która przybyła na miejsce już godzinę po tym jak terrorysta wyruszył w dalszą drogę.  Syryjczyk, który zgłosił terrorystę na posterunku policji został zwyczajnie spławiony.  Niestety, Arab, który dopiero zaczyna lekcje niemieckiego nie zdołał rzeczowników Wohnung, Terrorist, Bomb skomponować w sposób zrozumiały dla dyżurnej funkcjonariuszki, więc udał się do domu. Wspólnie z dwoma kolegami związali kablem odpoczywającego terrorystę. Pstryknęli kilka zdjęć telefonem i udali się ponownie na posterunek. Dzielni policjanci rozpoznali na zdjęciach poszukiwanego i natychmiast... w ciągu pół godziny oddział ciężko uzbrojonych z helikopterem wyruszył w drogę. Pierwszy komunikat donosił o wielkim sukcesie saksońskiej policji jak gdyby powtórzyli bitwę pod Lipskiem sprzed dwustu laty.

Wprawdzie wspomniano syryjską pomoc, ale pominięto zupełnie rolę niemieckiego kabla przedłużacza. Dotychczas znaleziono i wysadzono na podwórku bloku pół kilograma, więc brakuje jeszcze półtora. Sam terrorysta nie żyje. Wyobrażam sobie co czują tubylcy rodzice, ich dzieci i single sąsiedzi nowych uciekinierów, których tych sąsiadów przybywa w związku z likwidacją obozów przejściowych. Rząd Saksonii, szczególnie w osobie ministra spraw wewnętrznych, jest z siebie bardzo zadowolony. W sumie niesamowity skandal, jakby powiedział polski współczesny twórca nowomowy politycznej.

 Sytuacja jest w Saksonii w parlamencie, na ulicy i przy rodzinnym ognisku bardzo dynamiczna. Na razie można odnieść wrażenie, że ugrupowania populistyczne skrajnie prawicowe lepiej czują bluesa, czyli zwyczajny uzasadniony strach znacznych grup społecznych i potrafią lepiej zamienić emocje na  wyborcze punkty, ale partie pierwszego nurtu z całą pewnością potrafią bluesa lepiej zagrać, ponieważ znają nuty i dysponują zawodową orkiestrą.  

Dla wyborców pozostaje problem do rozwiązania "Czy lepiej zgubić z mądrym, czy z głupim znaleźć?" 

17:51, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 września 2016

Dotychczas byłem przekonany, że zamach  został spowodowany specjalnym gazem bojowym, który zabiera pilotom rozsądek. Coś takiego jak tabletka gwałtu. Taki pilot robi wrażenie żywego i zdrowego, ale już nie rozumie

"Pull up! Pull up! Terrain ahead!".

Istnieje  jednak bardzo duże prawdopodobieństwo, że w zwłokach pana Prezydenta, a dokładnie w jego plecach, tkwi nóż z odciskami palców Donalda Tuska. Przecież służby rosyjskie mogły bez trudu ukryć zamachowca w luku bagażowym. Wiadomo znały wszystkie kryjówki w rosyjskim samolocie. Donald najpierw rozprawił się z ochroną i innymi najbliższymi obrońcami najwyższej osoby w państwie. Logicznym jest więc, że należy otworzyć groby wszystkich ofiar, żeby stwierdzić, kto naprawdę bronił dostępu do salonki. Bez tego nie będzie wiadomo, komu należą się awanse i ordery i pomniki. Wiadomo, że duchy niesprawiedliwie traktowane prześladują żyjących.

Dzięki Bogu, dla zapewnienia wiarygodności postanowiono zatrudnić nawet zagranicznych ekspertów od badania ludzkich resztek, chociaż nie wiadomo, czy do tego dojdzie. Taki ekspert zażąda co najmniej 100-200 euro za godzinę plus koszty podróży i nie koniecznie napisze ekspertyzę zgodną ze społecznym zamówieniem. Natomiast dobra zmiana ma swoich specjalistów, którzy długo i cierpliwie stali w kolejce do pieniędzy. Po za tym taki patriotyczny fachowiec bez trudu znajdzie ostre narzędzie, nie tylko  odciski Tuska, ale też jego DNA.

KGB, czy jak się oni teraz nazywają, wyposażyli Donalda w specjalne skrzydła, które pozwoliły mu po zamachu odlecieć z powrotem do Warszawy i jak gdyby nigdy nic usiąść w swoim gabinecie, tak, że nawet jego sekretarka nie zauważyła jego krótkiej nieobecności. Później wykorzystał skrzydła w locie do Brukseli, gdzie wylądował na najwyższym stanowisku. Jeżeli go nie powstrzymamy to nie wiadomo jak może się to skończyć. Polak szefem Oenzetu?

Przyznaję się, że w dzieciństwie dwa razy wszedłem do grobowców w towarzystwie starszych kolegów. W tamtym czasie wzdłuż Odry roiło się od poniemieckich grobowców. W tym czasie były już wszystkie otwarte i zdewastowane w ramach poszukiwania skarbów. W ten sposób kryminalna część zwycięzców podjęła prywatną inicjatywę skasowania odszkodowań wojennych. Pamiętam (ja wtedy 10 lat) na podłodze  starszą panią elegancko ubraną ale twarz jej poczerniała, chociaż  włosy wyglądały nieźle. Natomiast w  drugim przypadku dwa lata później, w innym grobowcu jeszcze w trumnie leżał umundurowany mężczyzna z bogatą dekoracją na naramiennikach. Może generał? Bez głowy, którą najstarszy, czyli najodważniejszy z nas podniósł z podłogi za czuprynę i wyniósł na  dziedziniec spalonego pałacu. Zwyczajna makabra.

Każdy z nas uczniów, pomimo różnorodności społecznego pochodzenia, zdawał sobie sprawę z niestosowności sytuacji. Wprawdzie była to dziecięca próba odwagi, żaden z nas nie miał ochoty się akcją chwalić. Po prostu wstyd. Najstarszy odniósł nawet szybko głowę do grobowca i położył na swoje miejsce w trumnie.

No cóż, czasy zmieniają się. Cywilizacja zachodnia już nie jest tym, czym była. Dlatego proponuję wykopanych zwłok nie zakopywać lecz wybudować mauzoleum. Najlepiej na dziedzińcu pałacu prezydenckiego. Tam w lodówkach, mogły by zwłoki, posortowane na poległych w zamachu  i ofiary katastrofy, czekać na kolejne pokolenia prokuratorów i uczonych i harcerzy ćwiczących odwagę. Można by nawet sprzedawać bilety. Zwyczajny pragmatyzm

Właściwie to jest moje podanie o dopuszczenie do podkomisji badającej... Przeczytałem i obejrzałem bardzo dużo kawałków kryminalnych i dreszczowych. Mam pomysły na wiele lat działalności komisji. Ostatnio znalazłem na strychu moją własną  starą licencję do kierowania samolotem tzw. kukuruźnikiem. Wiadomo stare wino... Wtedy zapowiadałem się na super odrzutowego pilota. Udało mi się zrezygnować, chociaż do domu przychodzili milicjanci z zaproszeniem do "szkoły orląt". Jednak nie chciałem bronić nieba nad komunistycznym Układem Warszawskim. Po za tym tych kilka złotówek nawet na zachodzie przydałoby się, dopóki mają jakąś wartość. Bardzo chętnie odwiedziłbym też moją warszawską rodzinę na koszt ministerstwa. Mogę też przedstawić dokumenty, że od wielu pokoleń nie miałem nic wspólnego z komuchami. 



19:14, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
piątek, 23 września 2016

Na świecie żyje bardzo wielu ludzi, którzy się bardzo łatwo obrażają. Umówiliśmy się, że obrażony może nawet zabić licząc na łagodniejszy wymiar kary i zrozumienie otoczenia. Czasami wystarcza emocji do przejęcia władzy  w całym państwie.

 

W języku polskim obraza szczyci się ponad setką synonimów, więc musi być obraza dla Polaków bardzo ważną sprawa. 

Według Słownika Języka Polskiego PWN:

1) uchybienie czyjejś godności osobistej

2) stan kogoś, kto czuje się obrażony

3) naruszenie jakichś norm, praw, wartości

 

Bez wnikania w szczegóły, być w stanie obrażonego jest całkowicie subiektywnym, osobistym uczuciem. Praktyczne. Wystarczy obrazić się i już nabieramy prawa do terroryzowania otoczenia.

Powodem obrazy może być dosłownie wszystko. Zapytanie intensywnego bywalca kościołów o wartości chrześcijańskie. Zapytanie absolwenta szkoły podstawowej o wykształcenie. Tytułowanie złodzieja złodziejem. Najczęściej wystarczy tzw. krzywe spojrzenie albo domysł, co ktoś sobie mógł pomyśleć.  







Tagi: obraza
17:39, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 05 września 2016

żyją wśród nas. To są warstwy słabsze ekonomicznie wliczając w to już tzw. średniaków. Prace nie wymagające wykształcenia ale też coraz częściej przedstawiciele wolnych zawodów. Dziennikarze są w sytuacji beznadziejnej, też dzięki przemianom technologicznym. Wiele innych zawodów już zniknęło. Trzymają się jeszcze pracownicy, za którymi stoją silne związki zawodowe, które jednak w ramach kompromisu zmuszone zostały zaakceptować tzw. umowy śmieciowe i różne formy outsourcingu dla nowych pracowników.

Za ideą globalizacji stoi  szlachetna chrześcijańska myśl, żeby wszystkim ludziom na świecie żyło się dobrze. Nie da się tego rozwiązać przy pomocy pomocy humanitarnej, rozwojowej i jak się one nazywają. W praktyce była to mniej lub bardziej jawna korupcja. Państwo darczyńca uzyskiwał jakieś tam korzyści... Opłacało się w trzecim świecie zabić poprzednika i przejąć władzę w kraju, żeby dysponować funduszami z pomocy, za które można było wyposażyć siebie, żonę, dzieci i sprzątaczkę w samochody ze Stuttgartu. Polityka modelowa producentów samochodów markowych pozwala, każdemu, zgodnie z jego pozycją w rodzinie przyznać odpowiedni model.

Globalizacja oznacza praktycznie udział wszystkich w międzynarodowym podziale pracy. Zlecenie dostaje ten, który odpowiada specyfikacji przetargowej i jest tańszy. Dlatego Apple produkuje w Chinach, a dalekowschodnie szwaczki spowodowały likwidację przemysłu odzieżowego w bogatych krajach Zachodu. Polski pracownik motoryzacyjny konkuruje bezpośrednio i wygrywa z niemieckim. Nawet lekarz niemiecki, czy amerykański  musi liczyć się z zagraniczną konkurencją. Niemieckie firmy konkurowały i konkurują między sobą ceną. W tym obiegu znalazła się  znaczna część świata na równych prawach niezależnie od przeszłości kolonialnej, zaborczej, komunistycznej...  

Po zakończeniu zimnej wojny wydawało się, że można skończyć z  korumpowaniem elit trzeciego świata i przyłączyć ich do świata pierwszego. Nawet przeciwnik z poprzednich lat Rosja i jej dawni sprzymierzeńcy jak Polska zostali włączeni do procesu. Kraje mniej rozwinięte, bo kolonie, bo zabory, bo komunizm bo... otrzymały przysłowiową wędkę, żeby mogli sobie sami łapać ryby jak jacyś Amerykanie, czy Niemcy albo Francuzi.

Zachodnia wędka kształtowała się przez tysiące lat. Filozofia i demokracja grecka, rzymskie drogi i administracja, ostatnie pięć wieków, kiedy krew różnie wierzących, patriotów i zwyczajnych rozbójników lała się wiadrami. Dzisiaj wiemy, że prawa człowieka, że liberalna demokracja ze swoimi instytucjami, przewaga wiedzy nad przemocą, pracochłonna metoda naukowa poszukiwania prawdy, opieka społeczna dla słabych i wolność dla wszystkich, ale silni utrzymują słabych, rozwiązywanie konfliktów w dyskusji, pertraktacjach, szukanie kompromisu w przeciwieństwie do tradycyjnego  "po trupach" "do ostatniej krwi". Samostanowienie kobiet, to znaczy nowoczesna kobieta śpi z tym , z kim ma ochotę, a nie ze wskazanym przez ojca, brata albo chłopców z podwórka.

Ostanie lata pokazują, że zachodnia wędka jest w wielu częściach świata nie do zaakceptowania. W obozie poradzieckim posłuszni mają jeszcze tyle siły, żeby dorwać się do władzy i budować tradycyjne struktury społeczne oparte na posłuszeństwie i strachu.  Kościoły przyłączyły się ochoczo do dzieła. Hierarchia Bóg, Papież, biskup i proboszcz, plus bogacze finansujący wygodne życie duchownych, jest zgodna z programem nauczania kapłanów. ... a reszta hołoty do slumsów. Ameryka łacińska kłania się.

Ciekawe, że daleki wschód Chiny, Japonia, Korea, Indie itd. pomimo religii albo pomimo komunizmowi złapały wędkę i pną się gwałtownie do góry. Narody opanowane przez kościół watykański mają ogromne trudności ze zrozumieniem, akceptacją demokracji i autorytetu nowoczesnej nauki. Natomiast narody muzułmańskie chętnie korzystają z naszej techniki i nauki ale zatrzymały się przy sprawach damsko- męskich. Kiedy tylko grozi rozluźnienie damskiej "dyscypliny" chwytają za broń. Pierwszą ofiarą takiej rewolucji był  car perski, który na siłę próbował unowocześnić irańskie społeczeństwo. Saddam Hussein w Bagdadzie, pułkownik Kadafi w Tripolisie brutalną przemocą usiłowali utrzymać zakaz noszenia tradycyjnych strojów, i tradycyjnego systemu wartości, chociażby tylko na państwowych posadach. W Tunezji siłą przesiedlano włóczących się po pustyni Beduinów do luksusowych willi z nadzieją, że w ten sposób przyjmą bardziej europejski sposób życia. Wszystko na nic. Prawdziwy muzułmanin da się chętnie zabić, a nie pozwoli, żeby baba mu fikała. Pomimo tego liczba muzułmanów nowoczesnych wzrasta.

Dzięki globalizacji bieda na świecie według definicji ONZ zmalała w ostatnich latach o połowę. Oczywiście globalizacja ma przynieść nam też mierzalne korzyści, nam Europejczykom i całej ludzkości. Obecnie przeżywamy gigantyczny wzrost ludności na świecie. Niedługo osiągniemy 10 mld, czyli kilka razy więcej niż 100 lat temu. Już dzisiaj naukowe głowy obliczają, że dla tak dużej populacji ssaka gatunku człowiek zabraknie żywności. Ludzie będą umierać z głodu. Może zabraknąć nam czołgów i amunicji, żeby zatrzymać pochód głodnych.

Z drugiej strony wiemy na pewno, że dobrobyt i nowoczesne systemy pomocy społecznej znacznie zmniejszają ilość dzieci rodzonych przez jedną kobietę. Cudzoziemcy mieszkający w krajach zachodnich mają dzietność zbliżoną do tubylców. Zresztą nasi dziadowie rozmnażali się też jak króliki, dopóki nie zapanowała liberalna demokracja i dobrobyt.

Globalizacja jest też gigantycznym programem antywojennym. Obcy stają się znajomymi i przyjaciółmi. Łączą nas wspólne interesy. Francuzi i Niemcy i Anglicy i Hiszpanie i... walczyli ze sobą wściekle przez setki lat. Dzisiaj trudno jest te "odwieczne" konflikty zrozumieć. każdy z nas może zapytać siebie, znajomych, przechodniów Czy gorąca wojna pomiędzy krajami Uni jest możliwa?

Wracając do bieżącej polityki. Wydaje się, że klasa polityczna, main stream, opanowana została przez fundamentalistów praw człowieka i szlachetnej demokracji. W tym środowisku odbywają się nawet popisy, kto jest wspanialszym demokratą. Dla nich  na przykład kobiety spacerujące po Berlinie w przenośnym czarnym namiocie z zakrytą twarzą są wyrazem wolności osobistej i religijnej i są dumni z takiej sytuacji. Natomiast większość przechodniów widzi w tym akcję zawłaszczania ich rodzimej ulicy przez zupełnie obcą im agresywną kulturę. Wśród niezadowolonych przechodniów spotyka się też wielu muzułmanów zupełnie nie akceptujących ruchomego namiotu podpartego masztem w postaci kobiety. Do Polski zdaje się nie dotarło, że znakomita większość muzułmanów nie akceptuje skrajnego uprawiania ich religii i przemocy. Dżichadżistów, Salafistów itd. potępiają jeszcze bardziej niż czyni to niemieckie społeczeństwo. Z ich kręgów pochodzą takie sformułowania jak arabski faszyzm, zero procent religii i 100 % bandytyzmu w IS itp.

.Korzyści z globalizacji dla nas wszystkich są oczywiste. Wydaje się jednak, że elity tworzące współpracę międzynarodową na nowych zasadach zapatrzone w  korzyści zapomniały o ofiarach. zauważyli to przestępcy kryminalni i polityczni. Udało się im zorganizować ofiary i zagospodarować ich głosy wyborcze. Tam, gdzie są w mniejszości opowiadają o honorze, narodzie, niesprawiedliwości. Głupim mówią, że to oni są najmądrzejsi, a mądrzy tylko udają. Praktyka bolszewicka. Czasami jednak udaje się im trafnie sformułować problem, chociaż nie mają rozwiązania. 

Natomiast tam, gdzie zdobyli władzę, jak w Polsce,  następuje mafijny  podział łupów. Nawet nie udają, że mają jakiś program  gospodarczy i społeczny. Politycznie zabezpieczają siebie i swoich przed konsekwencjami kradzieży. Prezes zarządził korupcję społeczeństwa na niespotykaną skalę. Każdy, który wyrazi miłość do PiS-u otrzymuje dobrze płatne stanowisko, niezależnie od zdolności i kwalifikacji i ma zapewnioną bezkarność. Żyć , nie umierać. Raj na ziemi dla przestępców i durni. Każdy głupiec może liczyć na gabinet z sekretarką, która mu będzie podawała kawę. 

Na wyspie, dla żartu?, przegłosowano wystąpienie z Unii. Teraz odpowiedzialni kombinują brexit, który faktycznie ma pozostawić wszystko po staremu. Ogromny realny problem dla wyspowego królestwa i całej Europy. A wystarczyło troszeczkę ciszej mówić o niesamowitym bogactwie kulturalnym przybyszy ze wschodniej Europy. Kilku szczególnie uciążliwych trzeba było wyrzucić do ojczyzny...

Czy tak zorganizowane narody mają szansę na wzrost poziomu życia i szacunek cywilizowanego świata? Oczywiście nie. Inne kraje unijne mogą jeszcze  obronić się przed kryminalnym populizmem. Wystarczy trochę przyhamować globalizację i konieczną integrację europejską. Wystarczy polepszyć ochronę granic Europy. Wystarczy ograniczyć wędrówki do krajów z lepszą opieką społeczną No i odsunąć od władzy ekonomistów, chociaż na kilka lat. Świat nie musi rozwijać się w tempie formuły pierwszej. Dajmy słabszym możliwością wygodnej jazdy w peletonie.

19:45, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (6) »
sobota, 27 sierpnia 2016

Wyobraźmy sobie faceta, który na co dzień dysponuje kwotą, która przewyższa roczny dochód rządu polskiego 60-krotnie. Razem z dziesięcioma kolegami zaczynającymi listę najpotężniejszych funduszy inwestycyjnych chodzi o sumkę w wysokości 22 biliony dolarów. 22 000 000 000 000 $. Ten ważny facet nazywa się Larry Fink i zarządza największym na świecie funduszem inwestycyjnym zwanym skromnie Blackrock. Mr. Billy McNabb z firmy Vanguard zajmuje drugie miejsce z 3 600 mld $. Mr. Joseph Hooley firma State Street na pozycji trzy zarządza sumą 2 300 mld $.

Z całą pewnością znajomość tych nazwisk i firm w Polsce jest znana tylko nielicznym specjalistom, pomimo, że odgrywają podstawową rolę w gospodarce światowej. Szkoda. Nie tylko polscy politycy, ale większość demokratycznie wybranych rządów na kuli ziemskiej mogą panu Finkowi zwyczajnie skoczyć na... Pomyśli, że komar brzęczy mu koło ucha. Wyobraźmy sobie prezesa i jego ekonomistów w takiej roli. A wystarczy  dowiedzieć się jakimi kryteriami posługuje się pan Fink przy swoich decyzjach i już z pozycji nieznośnego komara przechodzi się na pozycję poważnego klienta jakim był na przykład Donald Tusk. Podstawy tej wiedzy uczą na wielu uniwersytetach. Jeżeli minister tego nie uwzględnia w praktyce rządowej, pozostaje mu rola nieznośnego komara. Tylko kwestią czasu jest, kiedy trafi go packa na muchy. Niestety, prezes zgarnął pod siebie zagubiony, chociaż bardzo patriotyczny naród, więc narodowi też się dostanie.

Jeżeli pan Fink dojdzie do wniosku, że budowany w Polsce system nakazowo-rozdzielczy  z polityką kadrową opartą na kryterium posłuszeństwa i pokazowej religijności będzie bardziej marnował ludzką pracę i oszczędności, niż przyczyniał się do pomnażania bogactwa to zwyczajnie rzuci hasło odwrotu z kraju nadwiślańskiego. I po kilku latach zabraknie w Warszawie papieru toaletowego jak kiedyś w PRL-u, a ostatnio w Wenezueli. Najbliższe otoczenie prezesa może liczyć na talony na zakup tego ważnego towaru.

Na razie wielcy inwestorzy mają nadzieję, że racjonalność wróci do polskiej polityki, jeżeli zwątpią to w krótkim czasie zostanie tylko gazeta pod tytułem "Prawda Prezesa" do... celów higienicznych. Pierwsze zagraniczne banki i duże sieci handlowe zaczynają się wycofywać. Średnio mają ochotę wpaść w szpony "znakomitych" managerów skokowych.  Amortyzacja inwestycji przemysłowych trwa dłużej, cztery do siedmiu lat, więc  fabrykanci będą jeszcze kilka lat próbowali w Polsce narodowo-socjalistycznej przetrwać. Zagraniczne fabryki samochodów w Polsce z całą pewnością uda się zaadoptować do produkcji pojazdu marki "Syrena" i "Polonez"... w ramach pisowskiej reindustrializacji Polski. Nie wydaje się, żeby poważni inwestorzy mieli ochotę inwestować w dobrą zmianę.

Informacja dla wyznawców rządu światowego rządzonego przez Żydów i komuchów i lewaków i liberałów i..., którzy za cel życiowy postawili sobie zniszczenie dzielnych Polaków, a wielki prezes wspólnie z absolwentami polsko-watykańskich seminariów dla duchownych obroni ojczyznę.  Otóż, pan Fink nie może kierować się jakimikolwiek kryteriami pozaekonomicznymi. Pieniądze jemu powierzone pochodzą od ludzi, którzy mu zaufali, że pomnoży ich oszczędności. Różne całkiem szlachetne organizacje jak fundusze emerytalne, chorobowe, biskupi itp. mają w tym też duży udział. Wszystkich interesuje tylko roczny procent wzrostu ich wkładów. Pan Fink, z pewnością nie jest w stanie poświęcić Polsce więcej swojego cennego czasu niż kilkanaście minut rocznie. Po za tym między Funduszami panuje twarda konkurencja.

Nie ma róży bez kolców. Niejaki Martin Schmalz, Szwab*, młodziutki (32 lat) profesor ekonomii na University of Michigen, postanowił sprawę zbadać ekonomicznie pod hasłem "Kto tu rządzi?". W tym celu dodał do siebie faktyczne udziały funduszy w czołowych przedsiębiorstwach. Na tropie ukrytego szefa dodał do siebie widoczne i mniej oczywiste udziały... Na przykład Blackrock ma znaczące udziały w Daimlerze i w BMW, jednocześnie Deutsche Bank też jest pod jego wpływem. Po dodaniu udziałów bezpośrednich i pośrednich może okazać się, że praktycznie Fundusz jest właścicielem obydwu spółek akcyjnych.

Prof. Martin Schulz postawił tezę. Fundusz mający ważny wpływ na konkurujące wzajemnie firmy nie jest zainteresowany wdrażaniem rewolucyjnych rozwiązać technicznych i organizacyjnych w jednej z firm. Na horyzoncie innowacji czekają duże zyski, ale pod drodze jest też ryzyko utraty wszystkiego. Udana modernizacja w jednej firmie powoduje straty w drugiej. Obie pozycje lądują w bilansie jednego Funduszu.

Fundusz inwestycyjny jako współwłaściciel wszystkiego staje się hamulcowym rozwoju. Dla entuzjastów postępu jest to tragedia ale dla przeciętnego uczestnika funduszu mniejsze zyski, bez gwałtownych wydarzeń, są strawniejsze. Dobrze jest też wiedzieć, że prawo jazda uzyskane w młodości utrzyma swoją ważność do końca naszego życia. Jeżeli czytam, że fizycy budują komputer kwantowy, a mikrobiolodzy kombinują maszynę biologiczną, ogłaszając jednocześnie potencjalnym rodzicom możliwość realizacji zamówienia na potomka z niebieskimi oczyma, to zastanawiam się czy nie odpuścić i.. żyć jak zwyczajny człowiek, usiąść  w cieniu pod kasztem, otworzyć na upał kolejną butelkę piwa , dopóki obydwu przyjemności nie zastąpi chip wstrzelony pod moją skórę, a tradycyjny siad pod drzewem z butelką z prawdziwego szkła z piwem podobno takim samym od Średniowiecza dostępny będzie tylko dla bogaczy. Larry hamuj!

Być może to jest powodem, że energia odnawialny tak długo przebijała się, a samochody elektryczne nie chcą powstawać w przemyśle samochodowym. Nawet niemiecka poczta produkuje elektryczne samochody dostawcze, ponieważ tzw. przemysł motoryzacyjny nie miał na to ochoty. 

Takie i podobne dyskusje toczą się we współczesnym świecie. Życzę każdemu polskiemu studentowi ekonomii zainteresowanie się prawdziwymi problemami współczesnego świata i zupełne olanie ekonomii opartej na pamięci prezesa. To jest tylko prymitywna parodia peerlowskiego socjalizmu, ponieważ pamięć faceta zawodzi. Szkoda czasu. Wtedy nie tylko Szwab, ale też trzydziestoletni Polak zostanie profesorem amerykańskim albo kilka lat później szefem największego funduszu inwestycyjnego.

 

* Nie wiem, skąd się w języku polskim znalazło niesympatyczne określenie "oszwabić" ale pewnie były powody. Szwabi są starodawnym plemieniem germańskim, które do dzisiaj zamieszkuje tereny na północ od Bodensee w dzisiejszej Badenii- Wirttembergii i troszeczkę w Bawarii. Na zachodzie ogranicza Szwabię Czarny Las. Stolicą Szwabii uważa się Stuttgart. Nazwę ludu wymyślili Rzymianie. Kto umie czytać i pisać i stworzy biurokrację ten rządzi światem prze wieki. 

Szwabii uchodzą za bardzo oszczędnych, bardzo dbających o swój majątek. Przez to niektórzy podejrzewają ich o brak fantazji. Mają swój charakterystyczny dialekt i rozpoznawalny akcent w języku literackim (Hochdeutsch). Sami uważają swoją ojczyznę za kraj  "poetów, myślicieli i wynalazców". Wolfgang Schäuble od wielu lat federalny minister finansów, który każdego roku zbiera więcej podatków niż się "uczeni" spodziewali, jest oryginalnym Szwabem.

Z drugiej strony inż. Carl Benz Badeńczyk z Karlsruhe wymyślając współczesny samochód (posiadacz patentu) większą część życia przeżył w stanie bankructwa, chociaż bez trudu mógł mieć lepiej, ale facet miał pomysł na przekór wszystkim. Zycie jego rodziny  w znacznym stopniu finansował bogaty teść, ponieważ bardzo kochał swoją córkę. Natomiast, kiedy jego córka Bertha Benz kochająca wynalazcę udowodniła, że samochodem da się podróżować, do sprawy włączyli się Szwabi ze Stuttgartu i zwyczajnie wyrolowali wynalazcę. Dzisiaj potomkowie wielkiego Benza nie mają nic wspólnego tzn, żadnych korzyści z faktu, że ich przodek, kiedyś, tylko trzy pokolenia do tyłu, był takim sobie badeńskim Bill Gatesem. Czyżby Carl Benz i jego rodzina zostali zwyczajnie oszwabieni? 

Oczywiście, to jest historia. Dzisiaj Schwabenland zamieszkały jest  przez wszystkie narody świata, też Polaków, też Niemców pochodzących ze wszystkich możliwych plemion germańskich, a aktualnie rządzą Zieloni i ... cykliści, czyli ogólnie lewacy. Blisko 11 mln mieszkańców przekazują rządowi około 45 mld euro. Dla porównania blisko 40 mln Polaków składa się na około 80 mld.

Nic dziwnego, powie ktoś, powodem jest niska bezrobotność w B-W wynosząca aktualnie około (3,7 %) i... statystyczna siła nabywcza każdego mieszkańca w wysokości 22 000 euro rocznie.

Nieźle byłoby, gdyby prawdziwi Polacy zainteresowali się prawdziwym światem i spróbowali zrozumieć jak on naprawdę biega, zamiast bezkrytycznie podążać za fałszywymi prorokami. Nawet Biblia to zabrania.



18:54, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 23 sierpnia 2016

Nasze domy i mieszkania okradają dobrze zorganizowane wschodnio europejskie bandy. Z każdym rokiem jest coraz gorzej. Państwo w ogóle i policja w szczególe robią nie wiele. Takie jest dosyć powszechne przekonanie

Obywatele zaczynają się bronić, ku uciesze sprzedawców różnych przyrządów do samoobrony. Gdzieniegdzie obywatele organizują się w nocne patrole. Rzeczywiście życie zdaje się potwierdzać skuteczność tych działań. W jednej z dzielnic miasta Pforzheim na skraju Czarnego Lasu po wyjściu nocnych patroli ilość włamań zmalała do zera. Tak przynajmniej doniosła prasa.

W zeszłym roku dokonano 167 tysięcy włamań zgłoszonych formalnie. Policja informuje, że zidentyfikowano sprawców w 16 %. Niestety są to tylko przypadki, kiedy policja z prokuraturą uważają, że mogliby złożyć w sądzie akt oskarżenie, lecz tego  nie robią ponieważ potencjalni sprawcy są za granicą poza zasięgiem niemieckiego systemu sprawiedliwości. Natomiast skazanych przez sąd zostaje poniżej 3 % sprawców z tego około jedna trzecia idzie na konto cudzoziemców.

Skąd więc wiadomo, że dobrze zorganizowani wschodni Europejczycy odpowiadają za pozostałe niezbadane przestępstwa? Oczywiście nie wiadomo, jednak ich przewaga wśród przestępców utrzymują się w wypowiedziach polityków, gorszych publicystów, policyjnych rzeczników prasowych i przeciętnych piwoszy.

W zeszłym roku dokonano 167 tysięcy włamań zgłoszonych formalnie. Uważa się powszechnie, że ilość włamań osiąga niespotykane liczby i ciągle wzrasta. Kolejna półprawda. Najwięcej, bo aż  227 tysięcy włamań odbyło się w roku 1993. Liczba ta spadła w roku 2008 do 109 tysięcy. Rzeczywiście od 2008 roku ilość włamań do mieszkań systematycznie wzrasta. 

Jednocześnie policja donosi, że wzrostowi przestępczości po 2008  towarzyszy systematycznie zmniejszanie etatów. Jeszcze ciekawsza jest mapa Niemiec pokazująca ilość włamań. Na czerwono zaznaczone są Hamburg, Bremen i duże miasta Zagłębia Ruhry. Czerwony kolor pokazuje 400 i więcej włamań na 100 tysięcy mieszkańców. Dokładnie rejony z największymi problemami socjalnymi jak brak zatrudnienia są czerwone. Każde dziecko wie, że na południu Niemiec mieszkają ludzie bogaci, bezrobocie od lat utrzymuje się w granicach 3 do 6%, i z całą pewnością złodziej może spodziewać się znakomitych łupów liczba włamań nie przekracza 40 i tylko w nielicznych rejonach osiąga liczbę 100, czyli co najmniej cztery razy mniej niż na niemieckim górnym śląsku. Nawet obszary wzdłuż Odry uchodzące za złodziejskie eldorado mogą pochwalić się liczbami poniżej 200.

Oglądając statystyki gołym okiem widać, że oszczędności w policji i obniżenie się poziomu życia dolnych warstw społecznych sprzyja przestępczości. Trudno przecież oczekiwać, żeby "dobrze zorganizowani wschodnio europejscy włamywacze" okradali biedaków w Dortmundzie, kiedy w Stuttgarcie czekają na nich bogacze... 

Takie i podobne informacje możemy dowiedzieć się z mediów, kiedy redaktorzy i naukowcy robią co chcą i żaden polityk albo komendant policji nie ma możliwości im w tym przeszkodzić. Lepiej jeszcze, politycy i policjanci muszą znaleźć odpowiedź na rzeczywiste problemy, chociaż czasami miało się wrażenie, że woleli by wygodnie pozostać przy koncepcji zagranicznych przestępców, którzy są jak pogoda, nic przeciwko temu nie da się zrobić. A tak już zwiększono znacznie ilość etatów policyjnych... Podniesienie poziomu życia, płaca minimalna, zasiłki wszelkiego rodzaju są trudniejsze do podniesienia i to jest zupełnie inny temat.

15:27, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (7) »
czwartek, 18 sierpnia 2016

Dzisiaj pojawiła się  informacja o tym jak niemiecki Urząd do Spraw Dzieci i Młodzieży. Tym razem w Esslingen na południowym zachodzie porwano polskie niemowlę ze szpitala, oczywiście, żeby je zgermanizować.  Podobno nadali już maleństwu straszne niemieckie obywatelstwo. W internecie zagotowało się. Niemcy polują na polskie dzieci jak za Hitlera... itd. itd. Resztę bzdur każdy może sobie sam przeczytać.

Problemem jest przede wszystkim kiepskie dziennikarstwo, które zapomina albo nie ma pojęcia, że w Polsce jest identyczne prawo i dzieci są odbierane rodzicom, kiedy powstała sytuacja rodzinna zagraża zdrowiu i życiu dziecka. Nie wiem jak w Polsce, ale jakikolwiek pracownik Jugendamtu ma zabronione informowanie dziennikarzy i obcych w ogóle na temat powodów interwencji. Dzieje się to właśnie dla dobra dziecka i jego rodziców. Publiczna dyskusja pozostawia ślady i nawet wiele lat później po rozwiązaniu problemu może wypłynąć, powodując różnego rodzaju nieprzyjemności.

Dlatego dziennikarz chcący grzebać w rodzinnej tragedii skazany jest na informacje "pokrzywdzonej", która oczywiście nie jest ograniczona prawem administracyjnym i może opowiadać co chce. Przyzwoity dziennikarz napisałby wtedy, że informacje posiada tylko od pokrzywdzonej, ponieważ Urząd dla dobra dziecka odmawia udzielenia informacji.

A już rozgrywanie wielkich konfliktów międzynarodowych na "ciele" rodziny, która sobie życiowo wyraźnie nie daje rady jest prymitywnym barbarzyństwem. Nawoływanie do ostrych posunięć rządowych jest zwyczajnie śmieszne i utrudnia poważne traktowanie rządzących w Polsce.

Oczywiście urzędnicy mogą się mylić, Dlatego w ciągu kilku dni po "porwaniu" dziecka konieczna jest decyzja sądu podtrzymująca tą sytuację. Sędziowie doskonale wiedzą, że urzędnicy nie są nieomylni. Z reguły znają wiele podobnych spraw, więc mają doświadczenie, są zupełnie niezależni od ratusza. Jeżeli oni też dadzą się błędnie oczarować urzędową argumentacją, nastąpi odwołanie do wyższej instancji... Zdarza się, że sprawa może być prawnie nie jasna i nie do rozstrzygnięcia na korzyść "pokrzywdzonej" rodziny, wtedy trafi do Trybunału Konstytucyjnego (Verfassungsgericht), który musi znaleźć prawne rozwiązanie problemu. Oczywiście do procedur sądowych potrzebny jest adwokat. W przypadku osób niezamożnych koszty pokrywa Urząd do Spraw Socjalnych (Sozialamt). To naprawdę funkcjonuje, ponieważ sędziowie znają swój fach, są niezależni i naprawdę martwią się o dobro dziecka.

Natomiast pan polski minister od zagranicznych spraw powinien pouczyć swoich konsuli. Taki konsul porozumiałby się dyskretnie z "pokrzywdzoną" obywatelką polską i pomógł by jej w kontakcie z niemieckim adwokatem, który być może mówi po polsku i tyle. W jakim stopniu koszty takiej pomocy obciążają polskich podatników zapisane jest z pewnością w prawach konsularnych. I tyle. Zresztą do niedawna tak to się odbywało. Jak jest teraz po dobrej zmianie nie wiem. Trybunału Konstytucyjnego w RP już praktycznie nie ma. Sędziowie systematycznie podporządkowywani są "światłym" politykom...

Jeśli chodzi o obywatelstwo, rzeczywiście dzieci przez urodzenie mają prawo do niemieckiego obywatelstwa, ale nie tracą rodzimego. Chodzi o to, żeby dziecko nie czuło się wyobcowane w przedszkolu, szkole... Związane to jest z pewnymi przywilejami dla niemieckich dzieci. Ułatwia udział w szkolnych wycieczkach zagranicznych. Natomiast po osiągnięciu pełnoletności młody człowiek może sam zdecydować o swojej przynależności państwowej. Trudno przyczepić się.

Jeszcze jedna ogólna uwaga do tematu. Często w dyskusji pada argument, że polska kultura pozwala dzieci  inaczej traktować niż na zachodzie. W porządku, ale polska rodzinna pedagogika obowiązuje tylko na terytorium RP. I trudno wymagać, żeby urzędnicy Jugendamtu się na tym znali. Zresztą starsze roczniki wiedzą o co chodzi, ponieważ sami to przeżyli. W międzyczasie zostali naukowo przekonani, że nie było to najlepsze. Gdyby uważali inaczej, być może przenieśli by się do Polski.

Zresztą dokładnie w Esslingen, Stuttgarcie żyją zgodnie 181 narody. Wszyscy razem budują mercedesa i porsche. Ale coś takiego przekracza możliwości pojmowania świata "prawdziwego" polskiego patrioty, który kiedy ma chwilę czasu pomiędzy siłowymi awanturami, marzy o wycieczce limuzyną ze Stuttgartu. 





22:12, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (7) »
środa, 17 sierpnia 2016

Przedsiębiorstwo jest dzisiaj warte około 5 miliardów złotych. Zatrudnia aż? 600 osób z 60 narodów. Powstało w roku 2005 w małej  Ehingen na wschód od Stuttgartu. Nazywa się TeamViewer GmbH. Gminę Ehingen zamieszkuje około 14 tysięcy mieszkańców. Przed kilku laty TeamViewer GmbH przeniósł się do stolic powiatu Göppingen, gdzie mieszka ponad 50 tysięcy. Od dwóch lat firma jest własnością  angielskiej spółki inwestycyjnej.

Kilka dni temu byłem w miasteczku Emden na nieistniejącej granicy niemiecko-holenderskiej. Kiedyś miejscowa stocznia budowała eleganckie statki pasażerskie klasy Aida. Dzisiaj trzy pływające i jeden suchy dok stoją puste. Firma egzystuje ratując się remontami i przeglądami statków, które kiedyś były wielkie, ale przy dzisiejszych olbrzymach oceanicznych wyglądają cieniutko. Część terenu stanowi parking nowych samochodów, które czekają na załadunek, żeby popłynąć do Anglii. Natomiast kilkanaście kilometrów dalej wybudowano nowy terminal pozwalający załadować samochody na oceaniczne giganty.

Oprócz tego Volkswagen wybudował tutaj montownię samochodów, z litości i na zamówienie polityczne. Niestety, ostatnie kłopoty niemieckiego producenta, dramatyczny spadek wartości akcji o połowę, spadek zamówień powoduje, że mieszkańcy Emden niemieccy i cudzoziemscy nie śpią spokojnie.

Kilka hut i koksowni opuściło już Niemcy w kierunku Chin. Wielka i z pewnością bardzo nowoczesna huta w Duisburgu niby dalej unowocześnia się, ale jednocześnie chce sprzedać pojedyncze zakłady i zapowiada kilkutysięczne redukcje zatrudnienia. No cóż pociąg hutniczy odjechał już dawno do krajów azjatyckich, gdzie dobrą stal udaje się produkować taniej niż w Europie. Potentatem stalowym na cały świat jest dzisiaj Hindus. Może kupi kolejną niemiecką hutę?

Tyle do przemian gospodarczych we współczesnym świecie. Na tym tle program rządowy obecnej większości parlamentarnej o reindustrializacji narodowej Polski, rozbudowę przemysłu stoczniowego itp. jest zwykłym bredzeniem jakiegoś małego Jarka. Albo ci ludzie zupełnie nie orientują się, co się w świecie dzieje, albo cynicznie odwołują się do kiepskiej wiedzy ekonomicznej swoich wyborców. Izolacja narodu od świata może się udać, lecz wynik jest zawsze taki sam, do obejrzenia Korei Północnej, Wenezueli, gdzie po kilku latach narodowej polityki pomimo gigantycznych skarbów w ziemi, zabrakło papieru toaletowego.

Po za tym, co takiego wisi w powietrzu Ehingen, że wymyślono i stworzono tam TeamViewer, a czym oddychają mieszkańcy Emden, Duisburga i we wsiach, miasteczkach na wschód od Odry, że im coś takiego nie wychodzi? Jestem przekonany, że bozia rozdziela inteligencję równo i sprawiedliwie w różnych regionach świata. Czyżby kultury narodowe i miejscowe mentalności utrudniały posługiwanie się fantazją i rozumem? 



11:22, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
sobota, 13 sierpnia 2016

Wychowanie religijne i autorytatywne powoduje zanik części mózgu odpowiedzialnych za wolną wolę, inicjatywę, ciekawość świata i poczucie odpowiedzialności. Po prostu organy nie używane karleją do całkowitego zaniku. Żywe organizmy ciągle zmieniają się, optymalizują zużycie energii, starają się redukować organy, które nie są potrzebne do przeżycia i rozmnażania. 

Natomiast nowoczesny świat, gdzie ludziom żyje się najlepiej posługuje się codziennie osobistą wolnością i odpowiedzialnością, a warunkiem kariery jest niczym nieograniczona ciekawość świata. Tutaj facet i facetka sami osobiście podejmują decyzje prywatnie i służbowo i w naturalny sposób są gotowi ponosić konsekwencje swojego działania. Od dziecka, codziennie trenują neurony i ich połączenia, które są potrzebne do takiego stylu życia. 

Natomiast w okolicach, gdzie w pobliżu zawsze znajdzie się jakiś ksiądz albo kacyk, albo cały dyktator nie ma zupełnie takiej potrzeby. Oni wiedzą nie tylko "lepiej" ale przynajmniej teoretycznie w sposób odczuwalny dla mas deklarują przejęcie odpowiedzialność za swoje pomysły. Historycznie w prawdziwej rzeczywistości są pierwszymi, którzy uciekają w razie draki. Dyktatorzy i kapłani robią jednak wszystko, żeby lud nie dowiedział się tego. Stąd naturalna konieczność manipulacji wiedzą o przeszłości. Zadaniem nauk historycznych jest przekonanie ludu, że zawsze tak było jak jest i będzie. Chrystus prezesem narodów.

Z naturalnego, odruchowego interesu luda, taki outsourcing ma swoje zalety. Po pierwsze zapewnia spokojne spanie, ponieważ za wszelkie nieszczęścia odpowiadają ONI. Nie ma zupełnie potrzeby dociekanie przyczyn większych i mniejszych katastrof osobiście, na co niewytrenowany umysł reaguje bólem. Najprostszym i sprawdzonym przez pokolenia środkiem przeciwbólowym jest alkohol etylowy.

Nic więc dziwnego, że przybysze do Niemiec robią wzorcową niedzielną frekwencję w kościołach, gdzie  kapłani przysłani "na delegację" dorabiają sobie w ojczystym języku. "Po mszy, po spowiedzi uspokajam się, czuję się wolny, pogodzony ze światem." I to jest szczere i prawdziwe uczucie. Rzeczywiście scenariusze kościelne powodują uczucie wyzwolenia od... odpowiedzialności za siebie. Słowo wolność jak wiele innych ważnych pojęć może mieć różne znaczenia.

W poniedziałek następuje powrót do rzeczywistości i trzeba sobie znaleźć jakiegoś szefa, najczęściej Niemca albo Turka, którzy przejmą za nas codzienną odpowiedzialność. W ten sposób, zbyt często polski maturzysta, (-stka) albo technik trafia pod kierownictwo miejscowego pomocnika majstra, który zdołał zdobyć dyplom podstawówki.  Za często polskich akademików spotyka się na taśmach produkcyjnych.



PS Powyższy tekst nie zamierza nikogo obrażać i jest oparty o aktualną wiedzę o życiu mózgów zwierzęcych, w szczególności gatunku homo sapiens. Najważniejszą funkcją wychowania dzieci i młodzieży jest trenowanie mózgu. Tak jak w klubie fitness można wzmocnić mięśnie zapobiegając chorobom kręgosłupa i dotlenić rozum, ale można tam też hodować masywne karki podtrzymujące pustą głowę.

13:14, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (5) »
piątek, 27 maja 2016

Każdy cudzoziemiec podejrzany o jakikolwiek związek z polskością, może zostać zatrzymany w areszcie na terenie Polski do czasu wyjaśnienia sprawy. Podobno takie groźby są rozpowszechniane przez konsulaty RP w Niemczech. 

Kilku moich znajomych zrezygnowało już z urlopu w kraju. Chodzi o to, że w Niemczech mieszka wielu byłych obywateli polskich od bardzo wielu lat, nie mają polskich dokumentów i często nie bardzo wiedzą, czy posiadają jeszcze polskie obywatelstwo. Dużo osób posiadających polsko brzmiące imiona i nazwiska i mniej lub więcej mówiących po polsku nie posiada polskiego obywatelstwa w ogóle. Władze pomogą im w wyjaśnieniu sytuacji.

Rząd "dobrej zmiany" postanowił radykalnie skończyć z bałaganem. Dotychczasowe władze, z chlubnym wyjątkiem PRL-u, zupełnie nie interesowały się Polonią. Taki Polonista mógł sobie żyć jak chciał zupełnie olewając patriotyczne obowiązki wobec ojczyzny. Najwyższy czas z tym skończyć, szczególnie, że wielu, szczególnie niemieckich Polaków nie rozumie zupełnie dobrej zmiany i ulega naiwnie wrogiej propagandzie.

Wiadomo, że Polonia nie stoi murem za prezesem, więc trzeba do nich indywidualnie dotrzeć, dać im szansę na przyłączenie się do dobrych przemian albo, niestety, trzeba będzie karać za działalność wywrotową, która jest wstępem do terroryzmu, który musi być zwalczany w zarodku.

W przyjemnej atmosferze aresztu, będzie okazja i czas, żeby porozmawiać o znajomych, o sąsiadach, o ich pochodzeniu i poglądach. Z całą pewnością uda się w ten sposób dotrzeć do zbłąkanych rodaków, którzy potrzebują serdecznej pomocy z ojczyzny, a nie wiedzą o możliwościach jakie powstają po deklaracji poparcia dla prezesa. Już PRL pokazał, że to funkcjonuje.

Być może przesadzam. Być może chodzi o to, żeby otoczyć opieką socjalną (zasiłki) obywateli polskich za granicą, żeby mogli tam żyć dumnie, honorowo i narodowo, budząc tym podziw i zazdrość tubylców.

Z dawnych czasów przypominam sobie, że wolne państwa udzielające azyl i obywatelstwo zaznaczały, że ich opieka konsularna nie dotyczy terytorium dyktatury z której azylant uciekł. Z drugiej strony istnieje w cywilizowanym świecie procedura policyjnego ustalania tożsamości podejrzanych o przestępstwo, więc niedługo usłyszymy jak bardzo "Polska zbliża się do standardów europejskich".



14:17, danekstraszynski , Polityka
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12