opis techniczny brudnopis, nie ma wolności bez odpowiedzialności
Blog > Komentarze do wpisu

Ludność Niemiec nie maleje

W roku 2012 liczba ludności Niemiec wzrosła o 200 tysięcy i osiągnęła liczbę 80,5 mln mieszkańców, między innymi kosztem Polski. Rzeczywiście pozytywne saldo spowodowała zwiększająca się z roku na rok imigracja. Bilans urodzonych i zmarłych jest od roku 1971 systematycznie ujemny. Wtedy już urodzenia przewyższały zgony tylko o symboliczne 35 tysięcy.

Z Polski do Niemiec przybyło 184 tysiące, ale w tym samym czasie opuściło Niemcy 114 tysięcy Polaków. Saldo plus dla Niemiec 70 tysięcy czyli  0,18 % ludności kraju nadwiślańskiego.  Dla porównania bilans dla innych krajów:

Bułgaria                      plus 25.000                0,34 % ludności kraju

Grecja                        plus 22.000                0,20 %

Francja                       plus 4.600                  0,007 %

Włochy                       plus 22.000                0,036 %

Rumunia                    plus 45.000                0,21 %

Węgry                         plus 26.000                0,26 %

Anglia                         plus 3.000                  0,05 %

Szwecja                       plus 56 osób              0,0006 %

Rachunek przeprowadzono przy założeniu, że wszyscy opuszczający Niemcy wracają do ojczyzny. Widać, że skrajnie prawicowy raj węgierski opuściło w roku 2012 44 % więcej obywateli niż lekkoprawicową, liberalną Polskę.

Trzy czwarte przybyszy znalazło nową ojczyznę w południowych krajach: Baden-Wuerttembergii (Stuttgart), Bawarii (Monachium) i Hesji (Wiesbaden, Frankfurt nad Menem).

Większość przybyszy pochodzi z EU i korzysta z jednolitego europejskiego prawa do swobodnego przemieszczania się. Widać jednak wyraźnie, że zapotrzebowanie na pracowników w jakimś rejonie przyczynia się do zwiększenia imigracji.  Tendencja dotyczy też przyjezdnych z krajów pozaeuropejskich czyli tzw. azylantów. W tym przypadku jednak poważne rozróżnienie i wartościowanie pomiędzy motywami politycznymi, ucieczką przed prześladowaniami i ludzkim pragnieniem bezpiecznego życia dla siebie i swoich dzieci w umiarkowanym dobrobycie jest bez sensu i kłóci się z ideą humanizmu.

Trudno jednak zaprzeczyć, że motyw gospodarczy stanowi ważną część motywacji emigracyjnej. Oznacza to, inaczej formułując: dobrzy szefowie przyciągają pracowników. W globalnym świecie odbywa się to też globalnie. Po prostu wolni pracownicy wybierają sobie lepszych kierowników. Kierunki i intesywność emigracyjna zależy bezpośrednio od jakości elit, czyli warstwy kierowniczej, różniącej się w różnych krajach.  W skrajnym przypadku, niektórzy ryzykują życie płynąc byleczym przez Morze Sródziemne, żeby swoją pracę,  zaoferować szefom europejczykom.

Napływ cudzoziemców powoduje konflikty społeczneMiejscowe niższe warstwy słusznie odczuwają emigrantów, jako konkurencję. Maleje ich nacisk na przedsiębiorcę.  Fakt, że tzw. azylanci przez pierwszy rok pobytu w Niemczech skazani są na lenistwo z powodu zakazu pracy zarobkowej, dostarcza dodatkowych argumentów.

Dzisiaj na naszych oczach toczy się awantura w jednej z dzielnic Berlina pomiędzy oświeconą administracją, a tubylcami. Administracja umieściła przybyszy w byłej szkole naprzeciwko bloków żyjących z tej samej pomocy społecznej. Mogą sobie nawzajem zaglądać w okna i w garki.

Tubylcy uważają, że imigranci zmniejszają ich udział w państwowych zasiłkach, czyli jak mówią, żyją na ich koszt, zabierają im datki należne urodzonym na miejscu (Eingeborenen). Niestety od lat konflikt nie zostaje rozbrojony. Jedni, z braku wystarczającej wiedzy o świecie i historii parodiują hitlerowców, drudzy grają antyfaszystów, inni jeszcze romantycznych humanistów. Między frontami znajdują się przestraszeni azylanci.

Zdarzają się przypadki wykorzystywania pracowników z krajów wschodnioeuropejskich przy pomocy tzw. umów zadaniowych (Werksvertrag).  Przedsiębiorca niemiecki podpisuje z firmą zagraniczną umowę na wykonanie zadania. Zagraniczna firma przysyła ludzi, wypłaca im wynagrodzenie po swojemu i zapewnia zakwaterowanie, ubezpieczenie itd. albo też nie. Niemiec płaci, podobno niemieckie stawki? (ha, ha, ha), a zagraniczny cwaniak płaci tyle ile musi, żeby uzyskać w swoim kraju następnych pracowników. Oczywiście, regularnie zatrudnieni Niemcy tracą stopniowo pracę. Pomysł wywodzi się z czasów komunistycznych. Tak funkcjonował np. polski feksport budowlany. Po prostu wynajmowano pracowników zachodniej firmie.  Zdaje się, że choroba opanowała dzisiaj zupełnie przemysł mięsny. Prawdopodobnie powrót do regularnego zatrudnienia spowodowałby wzrost cen w supermarketach, więc na pewno nie nastąpi to przed wyborami.

Oczywiście bez trudu można udowodnić już dzisiaj, że bez emigrantów nie byłoby kasjerki w sklepie dzielnicowym, ani kierownika. Już dzisiaj brakuje pielęgniarek i lekarzy do leczenia ”prawdziwych” Niemców. Budownictwo, utrzymanie budynków i infrastruktury technicznej byłoby już dzisisaj niemożliwe bez cudzoziemców.

Wicekanclerzem i szefem bardzo niemieckiej partii liberalnej FDP jest urodzony Wietnamczyk. Szefem trzeciej/drugiej pod względem ważności partii ”Zieloni” jest Turek. Szefową interesującej Partii Piratów, niosącej przyszłość, niedawno została polska studentka Kasia Nocuń, wschodząca gwiazda niemieckiej polityki.
Tutaj szanowana specjalistka od polityki w czasach internetu, w Polsce niezauważona. Parlament, instytuty naukowe, przedsiębiorstwa są pełne obywateli niemieckich pochodzenia zagranicznego (Migrationshintergrund). Nie tylko praca na zmywaku..

Kiedyś o naszych podróżach zagranicznych decydowały sztaby wojskowe, które wysyłały na wycieczki w … czołgach. Dzisiaj czynimy to z własnej woli i wyrachowania, albo zwyczajnie dla przyjemności stajemy się zagranicznymi turystami.  Dzięki elitom w niektórych nielicznych krajach, cały świat staje się coraz bardziej przyjazny dla nas ludzi. Die Richtung stimmt. Właściwy kierunek, chociaż niektórzy niedowierzają i chcieliby schować się w okopie, żeby móc sobie bezkarnie, bez odpowiedzialności postrzelać.

środa, 28 sierpnia 2013, danekstraszynski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/08/28 12:19:34
Jestem ciekawa pierwszego polskiego polityka w rzadzie, sejmie, pochodzenia zagranicznego ;) póki co, wrazen dostarcza "dziadek w wermachcie", ale duzo jeszcze wody w Wisle uplynie, zanim ten czy inny PP dopatrzy sie, ze dziadków akurat nie mozna sobie wybrac.
-
2013/08/28 15:59:33
Ciekawe jest to, co napisałeś. Polska cały czas niestety może sobie tylko pomarzyć, żeby było tak jak w Niemczech, ale też mamy sporo do nadrobienia. Do nas też już ludzie przyjeżdżają do pracy, ale jest to głównie kadra zarządzająca. Na niższe stanowiska przyjeżdżają głównie ludzie ze Wschodu - Rosja, Ukraina. Mamy tez sporo Wietnamczyków, Koreańczyków, Chińczyków. Z tym, że oni akurat pracują głównie na swoim, czyli zakładają swoje firmy.
Co do polskiej polityki, to z tym dziadkiem z Wermachtu nie do końca tak było, ze Tusk nie został prezydentem przez dziadka. On się bardzo pogubił w tłumaczeniach, zamiast powiedzieć prawdę. No i oczywiście mamy w naszym Sejmie polityka nie tylko zagranicznego pochodzenia, ale i innego koloru skóry - to osławiony poseł John Godson.
-
2013/08/28 21:27:56
Zupełnie inne realia niż w Polsce. U nas napływ cudoziemców nie jest jeszcze przyczynkiem do konfliktów społecznych, a jeśli jest to niezauważalny, może lokalny. Dziś konkurenta postrzegamy bardziej w Polaku, ale myślę, że ten czas, gdy konkurent będzie obcokrajowcem - przed nami.
Jakiś czas temu czytałam wywiad z Polką kandydującą do Parlamentu Irlandzkiego po 2. latach. Wtedy pomyślałam, że u nas powinni być przedstawiciele takich społeczności jak np. Wietnamczyków, Chińczyków. Czy to jednak możliwe?
-
2013/08/28 22:56:37
Hallo drogie dyskutantki, dziękuję za miłe dla autora słowa. Opisuję świat jak go widzę i nie po to, żeby kogoś pouczać albo, broń Boże, namawiać do naśladownictwa. W Niemczech stytystycznie, urzędowo 20% ludności pochodzi z zagranicy (Migrationshintergrund). W rzeczywistości jest więcej, ponieważ trudno nie zaliczyć do nich tzw. późnych przesiedleńców. Odpowiednio w parlamentach i radach gminnych powinno być też tylu cudzoziemców. Jesteśmy bardzo daleko od tej liczby. Sami cudzoziemcy, nie tylko Niemcy są też odpowiedzialni za taką sytuację. Małe zainteresowanie. Demokratycznie, nowocześnie jest jednak wtedy, gdy wszystkie mniejszości mają swoich przedstawicieli w politycznych gremiach, a wygrywająca wybory większość czuje się zobowiązana do ochrony mniejszości, niezależnie od tego jak różne poglądy reprezentuje ta mniejszość. Być może obecność czarnoskórego parlamentarzysty w Polsce, rachunkowo jest więcej, niż w Niemczech.
-
2014/06/05 12:29:26
Dokładnie, statystki są zakrzywione, bo nie wiesz tam czy sklep artykuły biurowe kilka ulic dalej prowadzi ktoś to mieszka tam na stałę, czy tylko przyjechał na jakiś czas...
-
2014/06/05 13:48:46
Alinka, wychodzę z założenia, że statystycy wykonują swoją pracę starannie. W demokracji tylko w niewielkim stopniu podlegają innym interesom jak prawda. Jednak czytając liczby musimy zainteresować się jak powstały. Istnieją też liczby dla pracowników sezonowych i szacunki pracowników "na czarno". Istnieje jednak prawdopodobnie drobna tendencja do zaniżania liczby cudzoziemców w Niemczech. Nie chcą straszyć tubylców? Nie wiem.